Mecz (nie) dla koneserów. Czego dowiedzieliśmy się po spotkaniu Norwich i Newcastle?

Share on facebook
Share on twitter
Norwich Head Coach Dean Smith and Norwich Assistant Head Coach Craig Shakespeare during the Premier League match at St. James's Park, Newcastle
Picture by Paul Chesterton/Focus Images Ltd +44 7904 640267
30/11/2021

30.11.2021 Newcastle
Pilka Nozna Liga Angielska Premier League
Newcastle United v Norwich City
Foto Paul Chesterton  / Focus Images / MB Media / PressFocus 
POLAND ONLY!!

Czternastą kolejkę Premier League zaczęliśmy szlagierem na dnie tabeli. Mierzyły się dwa zespoły ze strefy spadkowej, Newcastle United oraz Norwich. Co wiemy po starciu tych drużyn?

Takie mecze dla neutralnych kibiców wydają się nudne i niewarte oglądania. Z perspektywy sympatyków tych ekip są to jedne z najważniejszych momentów sezonu. Nie ma co szukać punktów z tymi najlepszymi, trzeba walczyć z równymi sobie. Obie drużyny niedawno zmieniały szkoleniowców w nadziei na opuszczenie dołu tabeli, więc mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Jak było? Poziom spotkania lekko rozczarował, ale nie zdziwił.

Tragiczne Newcastle i nieudolne Norwich

Mecz zaczął się obiecująco i nic nie zapowiadało tak drastycznego spadku poziomu. Zdecydowanie do ataku ruszyli gracze Newcastle. Już w 5. minucie groźny strzał z dystansu oddał Jonjo Shelvey, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. Pierwsze minuty sprawiały wrażenie, że bardzo ciężko będzie tu Norwich wywieźć chociażby punkt. Ten stan rzeczy odmienił jednak Ciaran Clark. W 9. minucie spotkania po fatalnym błędzie indywidualnym popełnił faul na Teemu Pukkim, który wychodził w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Oczywiście cała sytuacja zakończyła się czerwoną kartką dla irlandzkiego stopera, a Eddie Howe musiał zdjąć z boiska Ryana Frasera, by wprowadzić Federico Fernandeza i załatać dziurę w obronie. Posiadaniem piłki przeważało grające w przewadze Norwich, lecz podopieczni Deana Smitha nie za bardzo mieli pomysł na to, jak sforsować obronę „Srok”. Obie drużyny stwarzały sobie sytuacje, ale żadnej ostatecznie nie udało się w pierwszej połowie znaleźć drogi do siatki. 

Druga część spotkania rozpoczęła się opadami deszczu na St. James’ Park. Początkowo żadna z ekip nie chciała ryzykować przesadnymi atakami. Punkt zwrotny spotkania miał miejsce w 57. minucie. Po rzucie rożnym wykonywanym przez Newcastle, w rękę został trafiony zawodnik „Kanarków” Billy Gilmour. Po analizie VAR został przyznany rzut karny, który wykorzystał Callum Wilson. Tim Krul był blisko obronienia strzału, jednak sparował piłkę na poprzeczkę, a futbolówka ostatecznie znalazła się w siatce. Niespełna 10 minut później prowadzenie gospodarzy mógł podwyższyć Allan Saint-Maximin. Francuz jednak po szybkiej kontrze fatalnie spudłował. Jak to mawia klasyk: „niewykorzystane okazje lubią się mścić”. W 79. minucie po dośrodkowaniu w pole karne piłkę odbił Martin Dubravka, a ta trafiła pod nogi wprowadzonego 6 minut wcześniej Dimitriosa Giannoulisa. Grek zachował zimną krew i zamiast na siłę szukać uderzenia, świetnie dośrodkował piłkę w wolny sektor, w który wbiegł Pukki i genialnym strzałem z woleja wykończył sytuację. Końcówka meczu przebiegała całkowicie pod dyktando drużyny Deana Smitha. Szczelna okazała się jednak defensywa Newcastle. Żal do siebie może mieć Pierre Lees-Melou, który w 93. minucie po fatalnym błędzie Fabiana Schara biegł w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Nie wykorzystał jednak tak dobrej okazji, a świetną interwencją popisał się Dubravka.

Ostatecznie drużyny musiały zadowolić się jednym punktem. Obu ekipom daje to bardzo mało w kontekście walki o utrzymanie. O ile Norwich ostatnimi czasy punktuje nieźle, to Newcastle dalej czeka na pierwszą wygraną w tym sezonie Premier League.  

Najlepsi na boisku: Martin Dubravka, Teemu Pukki, Brandon Williams, Callum Wilson

Najgorsi na boisku: Ciaran Clark, Joe Willock, Fabian Schar, Pierre Lees-Melou

Wnioski po meczu

  1. W Newcastle potrzeba wielu zmian. Środki finansowe są ogromne, więc teraz zadaniem zarządu i Eddiego Howe’a jest odpowiednio je spożytkować. Możemy przypuszczać, że lista życzeń trenera wygląda w ten sposób: „środkowy obrońca, dwóch środkowych pomocników, dwóch wahadłowych,  napastnik”. Jest kogo wymieniać. Grunt, żeby nie ściągnąć kolejnych przepłaconych piłkarzy pokroju Joelintona, tylko postawić na realne wzmocnienia.
  2. Newcastle musi postawić wszystko na jedną kartę. Wygrana z Burnley jest konieczna. Ze względu na terminarz, jeśli się to nie uda, to z wielkim prawdopodobieństwem pobiją oni rekord spotkań bez zwycięstwa od startu sezonu (rekord wynosi 16 spotkań).
  3. Dean Smith robi w Norwich naprawdę dobrą robotę. Brakuje im już tylko trzech punktów, aby opuścić strefę spadkową. Nie przegrali od 4 spotkań, a przecież jeszcze kilka kolejek temu przyjęli 7 bramek od Chelsea. Niesamowita metamorfoza zespołu. Ręce same składają się do oklasków, Panie Smith.
  4. Nawet gdyby Newcastle objął Thomas Tuchel albo Pep Guardiola, to Joelinton nie nauczyłby się grać w piłkę. Brazylijczyk jest tragiczny. To nie tak, że nie potrafi się odnaleźć w brytyjskim stylu albo taktyce konkretnego menedżera. Najprościej w świecie brakuje mu umiejętności. Braki techniczne tego piłkarza są tak duże, że ma on problemy z przyjmowaniem piłki. Takie rzeczy nie powinny zdarzać się komuś, kto zarabia 4 miliony funtów rocznie. Wczoraj lepiej wychodziło mu bronienie własnej bramki niż atakowanie przeciwnika. I to chyba najlepiej podsumowuje jego występ.
  5. W Norwich braki kadrowe nie są tak duże, jak w Newcastle, ale też potrzeba wzmocnień. Głównie myślę tutaj o pozyskaniu klasowego pomocnika. We wczorajszym meczu dziury w środkowej części boiska były tak duże, że gracze Newcastle nie mieli żadnych problemów z pomijaniem linii pomocy „Kanarków” jednym długim podaniem. 
  6. Mecz ten pokazał, że przed obiema ekipami jeszcze sporo pracy. Wymiana menedżerów była dopiero pierwszym krokiem w stronę utrzymania. Nie da się ukryć, że była to zmiana na plus. Zatrudniono fachowców, dobrze znających ligę. Należy teraz bacznie obserwować sytuację Newcastle oraz Norwich. Są to obecnie zdecydowanie lepsze drużyny niż na początku sezonu, jednak szanse na utrzymanie nadal są niskie.

Patryk Smyk