Mateusz Skrzypczak: Nie bez powodu wyjechałem z Poznania na drugi koniec Polski, z dala od rodziny, bliskich (…) od początku wiedziałem do czego dążę

Mateusz Skrzypczak po meczu z Mołdawią

W piątkowy wieczór, reprezentacja Polski choć po części zwalczyła mołdawskie demony, ciągnące się za nią od niemal dwóch lat, skromnie wygrywając w Chorzowie z Mołdawią (2:0), po trafieniach Matty’ego Casha i Adama Buksy.

62. meczowi naszej kadry w „Kotle Czarownic” towarzyszyło uroczyste pożegnanie Kamila Grosickiego, który zakończenie kariery reprezentacyjnej oficjalnie ogłosił po Euro 2024.

Towarzyskie starcie było wyśmienitą okazją do sprawdzenia w biało-czerwonych barwach nowych nazwisk. Tym razem, Michał Probierz postawił od pierwszej minuty na obrońcę sezonu PKO BP Ekstraklasy – Mateusza Skrzypczaka z Jagiellonii Białystok.

Nie bez powodu wyjechałem z Poznania na drugi koniec Polski z dala od rodziny, bliskich (…) od początku wiedziałem dlaczego to robię i do czego dążę – mówił po debiucie w reprezentacji Polski – Mateusz Skrzypczak, z którym rozmawialiśmy po towarzyskim spotkaniu.

Na początku pomeczowej rozmowy z dziennikarzami, Skrzypczak odniósł się do ogólnej oceny tego, co kadra Michała Probierza zaprezentowała w piątkowy wieczór na Stadionie Śląskim.

-Z pewnością nie była to dla nas łatwa przeprawa, ale mimo wszystko, uważam że odpowiednio ten mecz kontrolowaliśmy. W efekcie możemy sobie przypisać zasłużone zwycięstwo, w dodatku na „zero z tyłu”, co daje optymistyczny prognostyk przed wtorkowym meczem z Finlandią.

Debiutant zapytany o wrażenia związane z zakończeniem kariery przez Kamila Grosickiego, wracał wspomnieniami do czasów, kiedy zachwycał się Grosickim po drugiej stronie ekranu, podkreślając dumę, którą czuł mogąc pożegnać go jako „kolega z szatni”.

Niesamowicie doceniam to, że mogłem uczestniczyć w pożegnaniu Kamila. Pamiętam jak jeszcze, jako młody chłopak z podziwem oglądałem jego występy w reprezentacji. „Grosik” zawsze był dla mnie wielką inspiracją, tym bardziej cieszę się, że odegrałem w tym pożegnaniu niewielką, ale jednak, rolę. Świetnie było usłyszeć słowa, które Kamil skierował do nas w szatni przed meczem, niezapomniana chwila.

PolskaPilka.pl zapytała Skrzypczaka o emocje, jakie targały nim w trakcie debiutu, a także o to, czy rok temu uwierzyłby, że bieżący sezon będzie dla niego aż tak udany?

-Tak naprawdę rozmawiamy ponad godzinę po ostatnim gwizdku, a ja nadal jestem w „Disneylandzie”, pod wpływem silnych emocji. To dla mnie wielki dzień, spełnienie dziecięcych marzeń, na które tak ciężko pracowałem. Szczerze mówiąc, początkowo zastanawiając się nad debiutem, zupełnie nie przypuszczałem, że będę dziś poddenerwowany. Trema udzielała się jednak od samego rana. Z początku ta nerwowość mogła być widoczna, jednak myślę, że z każdą minutą byłem pewniejszy i w konsekwencji udźwignąłem ciężar debiutu w reprezentacji. Oczywiście spora też w tym rola mojego przyjaciela – Kuby Modera, który stopniowo pomógł mi w to środowisko wejść, poznać chłopaków, czy też wesprzeć dobrym słowem. Fajnie, że jesteśmy tu razem.

-Tak, uwierzyłbym. Gdybym nie wierzył, to ten ogrom pracy i poświęcenia, jaki wkładam w moją karierę, nie miałby najmniejszego sensu. Nie bez powodu wyjechałem z Poznania na drugi koniec Polski z dala od rodziny, bliskich. Wszystkie trudne momenty przepracowywałem sam, ale zawsze wiedziałem dlaczego to robię i do czego dążę – spuentował wychowanek Lecha Poznań.

Ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie, Szymon Gawrycki Tkacz