Marcin Cebula: Gorszych momentów musi być jak najmniej

Share on facebook
Share on twitter
2020.09.18 Bielsko Biala
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
Podbeskidzie Bielsko Biala - Rakow Czestochowa
N/z Marcin Cebula, gol, radosc, bramka 
Foto Rafal Rusek / PressFocus

2020.09.18 Bielsko Biala
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Podbeskidzie Bielsko Biala - Rakow Czestochowa
Marcin Cebula, gol, radosc, bramka 
Credit: Rafal Rusek / PressFocus

W Kielcach długo czekano aż “odpali”. Po przenosinach do Rakowa Częstochowa oczarowuje wszystkich swoim talentem. W klasyfikacje kanadyjskiej zajmuje drugie miejsce ex aequo z trzema innymi zawodnikami. Marcin Cebula w moment stał się jednym z czołowych graczy ligi.

Wychowanek Korony Kielce w ekstraklasie zadebiutował, mając 18 lat. Stopniowo zaliczał coraz więcej występów, aż w końcu stał się jednym z filarów kieleckiej drużyny. Już wiosną było wiadomo, że Cebula odejdzie z zespołu Koroniarzy. Po spadku kielczan do I ligi, kolejnym przystankiem na piłkarskim szlaku ofensywnego pomocnika została Częstochowa. Niektórzy dziwili się, że nie zdecydował się na przenosiny do Legii, lecz czas pokazał, że wybór Rakowa był strzałem w dziesiątkę!

Dlaczego Korona spadła z ligi? Kto zawinił? Na co liczy w częstochowskim klubie? Czy myśli już o reprezentacji? Zapraszamy na wywiad z piłkarzem Rakowa.

Czy latem w grze o Pana były zespoły zagraniczne?

Nie, nie było żadnej takiej oferty. Gdyby była to może bym się skusił, ale póki co nie ma o czym rozmawiać.

Czy to prawda, że duże zainteresowanie Pana osobą wykazywała Legia?

Czy duże to nie wiem. Odbyłem jedną rozmowę z dyrektorem sportowym. Czy było blisko? Nie powiedziałbym tego. Gdzieś tam zainteresowanie było, ale do podpisu było bardzo daleko.

Co nie zagrało, że nie został pan zawodnikiem legionistów?

Ciężko powiedzieć co nie zagrało. Może i byłem gotowy na ten transfer, ale nie do końca wierzyłem, że Legia będzie mnie chciała. Z zainteresowania z ich strony pozostaje mi się tylko cieszyć.

Dlaczego wybrał Pan Raków? Co miało wpływ na taką decyzję?

Myślę, że to jak ten klub jest prowadzony od dłuższego czasu, myślę, że to na pewno miało przewagę. Były też w grze inne kluby, ale telefon trenera Papszuna pomógł mi podjąć decyzję. Powiedział jaki ma plan na mnie, jak to wszystko będzie wyglądać. To był konkret, więc nie było się nad czym dłużej zastanawiać.

Czy to prawda, że wcześniej zmagał się Pan z koronawirusem?

Nie, akurat to nie był koronawirus mimo, że były takie przypuszczenia. Po prostu byłem chory. Zrobiliśmy wynik, gdzieś tam dłużej czekaliśmy, ale to nie było to. Niestety na dłuższy czas musiałem odpocząć od piłki i wyzdrowieć.

Podczas pańskiej nieobecności do pierwszego składu Rakowa wskoczył Ivi Lopez, który nadal nie przestaje zaskakiwać swoją wysoką formą. Cieszy się Pan z dobrej formy kolegi z zespołu czy jednak pojawiają się małe obawy, że Hiszpan wygryzie Pana ze składu?

Nie. Tak jest w piłce, wykorzystał moment i wskoczył do składu. Ja się jak najbardziej cieszę, że możemy konkurować o miejsce w pierwszym składzie. Przez to, że jest Ivi wiem, że muszę wykrzesać z siebie jeszcze więcej i zrobić wszystko, żebym to ja grał, a nie Ivi.

Teraz wrócimy do czasów Pana gry w Koronie Kielce. Czy to prawda, że w klubie pensje były wypłacane z opóźnieniem?

Tak, na koniec tego wszystkiego zdarzyło się, że przez 2-3 miesiące pensja nie przyszła, ale jeżeli chodzi o poprzednie lata to wszystko w Koronie było tak jak powinno być.

Czy zgadza się Pan z twierdzeniem, że sytuacja poza boiskowa w Kielcach była jednak głównym czynnikiem, dla którego klub pożegnał się z ekstraklasą?

Myślę, że na pewno. W końcu to my byliśmy na boisku, ale trzeba też podkreślić, że to co działo się wokół klubu nam w nie pomagało. Nie wychodziliśmy na mecze z czystymi głowami. My też myśleliśmy, o tym co się dzieje i czy w ogóle klub będzie istniał. W takich sytuacjach nie da się być w pełni skoncentrowanym na grze.

W Koronie grał Pan od najmłodszych lat. Co czuje piłkarz, kiedy klub, który go wychował spadł z ligi?

To było dla mnie ciężkie przeżycie. Wiedziałem już wcześniej, że pożegnam się z klubem, ale nigdy nie wyobrażałem sobie, że odejdę w takich warunkach. Na pewno to nie było łatwe, ale dużo czynników wpłynęło na to, że taka sytuacja była.

30 października z funkcji prezesa Korony Kielce zrezygnował Krzysztof Zając. Jak Pan przyjął tą wiadomość?

Od dłuższego czasu to wisiało w powietrzu. Myślę, że czas prezesa się skończył, gdzieś tam miał swoje pięć minut, czy to wykorzystał? Ciężko powiedzieć. Myślę, że raczej byłem z tego powodu bardziej zadowolony niż smutny.

Czy to w osobie Pana Krzysztofa Zająca upatruje głównego winowajcę spadku Korony?

Nie. Na pewno nie można całą winą za tą tragedię obarczać prezesa. Tak jak mówię, też my nie daliśmy tego co trzeba było dać na boisku. Góra na pewno nam w tym nie pomagała i myślę, że trzeba przypomnieć, że nie tylko prezes, ale też właściciele są w to zamieszani.

Fot. Rafał Rusek / PressFocus

Skupmy się teraz na Rakowie. Klub z Częstochowy to istna rewelacja ekstraklasowych rozgrywek. Co jest waszym przepisem na tak udaną grę?

Wydaje mi się, że to, że mamy bardzo mocną kadrę. Nawet ci, którzy są w tej chwili na ławce mogą w każdej chwili wskoczyć i dać ten sam impuls co zawodnik, który grał. Myślę, że mamy przewagę w tym, że nasz skład jest równy, nikt nie obraża się na treningach, wszyscy dają z siebie 100% i to widać w meczu.

Często widzimy, że drużyna w rundzie jesiennej deklasuje rywali, ale na wiosnę nie potrafi utrzymać przewagi. Co według Pana jest kluczowe, aby nie spaść z fotelu lidera?

Musimy skupić się na sobie i robić tą robotę, którą robimy do tej pory. Jeśli teraz to przynosi efekty to myślę, że z tego toru nie powinniśmy zbaczać i powinniśmy iść cały czas tą drogą, którą idziemy i myślę, że powinno być dobrze. Wiadomo, że może przydarzyć się gorszy moment, ale tych gorszych momentów musi być jak najmniej.

Jakie nastroje panują aktualnie w zespole? Czy trudno odciąć się od tych wszystkich pochwał i skupić się na samej grze?

My po prostu robimy swoje. Wiadomo, że fajnie słucha się pochwał. Będziemy chcieli, żeby to trwało jak najdłużej. Jesteśmy liderem i musimy się oswoić z faktem, że w większości meczów będziemy faworytami. Nie możemy się tego bać, musimy przyjmować to na klatę i iść do przodu.

Raków zanotował do tej pory tylko jedną porażkę. Czy w zespole w jakikolwiek sposób skupiacie się na tej passie, myślicie o tym czy absolutnie nie ma tego tematu?

Nie, w szatni nie ma tematu, że bodajże od 10 spotkań nie przegraliśmy w lidze. Nie rozmawiamy o tym, po prostu trenujemy cały czas tak samo, nic się nie zmieniło od samego początku. Tak jak mówię, przynosi to efekty i oby tak dalej.

Pracował Pan w swojej karierze z wieloma barwnymi trenerami. Jednym z nich był Maciej Bartoszek. Jak wspomina Pan obecnego szkoleniowca Korony Kielce?

Trenera Bartoszka bardzo dobrze wspominam i tak jak już wcześniej mówiłem, trener przyszedł w ciężkim momencie i ciężko było tak naprawdę coś więcej z nas wykrzesać. Wydaje mi się, że miał za mało czasu, żeby coś z tego zbudować.

Po fantastycznym sezonie 2016/2017, kiedy to Korona zajęła 5. miejsce w lidze Maciej Bartoszek został zwolniony. Zastąpił go Gino Lettieri, który już od początku swojej przygody w Kielcach budził sporo kontrowersji. Jak pan scharakteryzowałby niemieckiego trenera?

Powiem szczerze, że pod względem warsztatu jeden z lepszych trenerów z jakim pracowałem. Jako człowiek ciężki do dogadania się. Co z czasem sprawiło, że stało się to problemem nie do przeskoczenia.

Aktualnie pańskim trenerem jest Marek Papszun. Jak się z nim pracuje?

Z trenerem bardzo dobrze się pracuje. Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani taktycznie. Tak naprawdę pierwszy raz jestem aż tak dobrze przygotowany taktycznie do wszystkich spotkań. Myślę, że to mówi samo za siebie. Jest to trener, który potrafi wykrzesać 120 % z każdego zawodnika i myślę, że to widać.

Fot. Wisła Płock

Wydaje się, że Pana naturalną pozycją jest ofensywny pomocnik, choć czasem grywa Pan na skrzydle. Proszę powiedzieć, gdzie się czuje Pan najlepiej?

To akurat trener Gino Lettieri przestawił mnie na lewe skrzydło i szczerze, przez chwilę myślałem, że to może być pozycja, na której będę grał. Po przyjściu do Rakowa wróciłem na „10” i myślę, że to jest pozycja, na której chcę cały czas grać. Wiadomo jednak, że jeśli trener postawi mnie na innej pozycji to trzeba wyjść i grać.

Pana najlepszym wynikiem indywidualnym jest rezultat z sezonu 2018/2019, kiedy w lidze strzelił pan 3 gole i zanotował 4 asysty. W obecnej kampanii do wyrównania tych liczb brakuje Panu tylko jednego kluczowego podania. Czuję Pan, że najlepszy dotąd sezon w pańskiej karierze jest właśnie teraz?

W poprzednich sezonach zbyt wiele tych bramek i asyst nie było. To tylko tak jak pan mówi 3 bramki i 4 asysty, także myślę, że jestem w stanie ten wynik pobić i sprawić, że te statystyki będą znacznie lepsze. Zawsze za mną chodziło to, że wszystko fajnie, ale nie mam statystyk. Także cieszę się, że do tej pory mam takie liczby i liczę, że w kolejnych meczach, jeżeli będę grał to coś do tego dołożę.

Jeszcze nie został pan ani razu powołany do reprezentacji Polski. Czy już uważa Pan, że zasługuje Pan na debiut w barwach Biało-Czerwonych?

(Śmiech) Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ale czy to jest ten moment? Wiadomo, jeśli dostałbym powołanie to jak najbardziej bym się z tego cieszył, ale myślę, że na ten moment do powołania jest jeszcze bardzo daleko.

No i na koniec. Najlepszy piłkarz ekstraklasy według Pana to?

Pedro Tiba.

Rozmawiał Jakub Kowalikowski

Kuba Kowalikowski