Maciej Mateńko: Jako trenerzy musimy zmienić myślenie

Share on facebook
Share on twitter
13034-zoom

Szkolenie w Polsce kuleje i nie jest to teza w żaden sposób kontrowersyjna. Nowym wiceprezesem ds. szkoleniowych został niedawno Maciej Mateńko, z którym porozmawialiśmy m.in. o jego pierwszych decyzjach, obowiązku gry młodzieżowcem czy planach na najbliższą kadencję. Zapraszamy do lektury!

Nicola Zalewski, Mateusz Musiałowski czy Piotr Zieliński – wie Pan co ich łączy? Pierwszy nie zetknął się nawet z naszym systemem szkolenia, a Musiałowski i Zieliński wyjechali w bardzo młodym wieku. Trochę to przerażające, że żaden z nich nie został w pełni wyszkolony przez polskich trenerów. Co by nie mówić dwaj pierwsi, to zawodnicy określani jako „nadzieje” polskiej piłki, a trzeci to zdaniem wielu najlepiej wyszkolony technicznie polski piłkarz.

W ostatnich latach bardzo mocno wzrósł poziom szkolenia w największych akademiach w kraju, czego pierwsze efekty są już zauważalne, nawet patrząc na seniorską kadrę Polski. Mimo wszystko trenujące w profesjonalnych akademiach stanowią mały odsetek w skali całego kraju. W małych, lokalnych klubach, klubikach wciąż pokutuje brak jednego, ujednoliconego programu szkolenia. Z tego powodu wszystko zależy od trenera, prowadzącego te dzieciaki, jeżeli on sam, na własną rękę się nie rozwija, to jakość szkolenia nie jest najwyższa, przez co te talenty zwyczajnie nam uciekają. Nie ma też co ukrywać, że w przypadku sprowadzania młodych polskich zawodników przez zagraniczne akademie, kartą przetargową często jest właśnie jakość szkolenia czy nawet baza treningowa.

Szkolimy coraz lepiej, czerpiemy wzorce z Zachodu, a wychowankowie największych polskich akademii wciąż często mają problemy, by przestawić się na seniorski, wyrachowany futbol. Spoglądając chociażby za naszą granicę, w Niemczech tacy Jamal Musiala czy Jude Bellingham, grają jak starzy wyjadacze.

Problem jest bardzo złożony… Przede wszystkim jako trenerzy (choć nie wszyscy) zdecydowanie musimy zmienić myślenie – wciąż często liczy się dla nas rywalizacja na najniższym poziomie rozgrywkowym, w najmłodszych kategoriach wiekowych, gdzie dzieciaki powinny bawić się piłką, grać jeden na jeden, próbować różnych niekonwencjonalnych, kreatywnych zagrań. Trenerzy nie mogą wywierać na dzieciach presji poprzez wymuszanie asekuracyjnego grania. Jeżeli w ten sposób hamujemy rozwój adeptów, to nie możemy o nich wymagać, by były kreatywne. I to właśnie powinno być głównym zadaniem trenerów w kategoriach wiekowych: Skrzat, Żak czy Orlik. Jeżeli te najmłodsze dzieciaki nie nauczą się podejmować ryzyka, to potem nie możemy wymagać, że 17-nasto, 18-nasto czy 20-parolatek, będzie to ryzyko podejmował.

Na ile usunięcie rozgrywek ligowych w najmłodszych kategoriach wiekowych (Skrzat, Żak, Orlik – przyp. red.) pomoże polskiej piłce?

By zobrazować Panu to, co chcemy osiągnąć poprzez zniesienie rozgrywek ligowych u najmłodszych, posłużę się przykładem, którego sam byłem naocznym świadkiem. Aby uczyć dzieci grania w ataku pozycyjnym, w co poszczególnych meczach, obowiązuje przepis, który nakazuje zespołom rozgrywanie piłki od bramki. Wobec wysokiego pressingu drużyny przeciwnej, jeden z trenerów nakazywał swoich zawodnikom, aby piłka niemal od razu ekspediowana była jak najdalej od własnej bramki. Innym razem (już po reformie), ta sama drużyna kilkukrotnie traciła bramkę po złym wyprowadzeniu piłki, jednak na chłopców nie wywoływana była żadna presja. To jest właśnie to, co chcemy osiągnąć. Rywalizacja rywalizacją, ale chodzi o to, by dzieci wyciągnęły coś z każdego meczu, by nie zastanawiały się, czy jeśli popełnią błąd spowodowany ryzykownym zagraniem, to stracić na tym może cały zespół.

Obowiązek gry młodzieżowcem – dobry pomysł czy niedźwiedzia przysługa? Ostatnio spekulowało się o ewentualnym zniesieniu tego przepisu…

Szczerze mówiąc, gdy przepis o młodzieżowcu wchodził w życie, byłem jego zwolennikiem. Dlaczego? Bo wiem, jak ciężko jest przebić się tym młodym zawodnikom, początki zawsze są trudne, zwłaszcza gdy juniorzy rywalizują ze starszymi, bardziej doświadczonymi graczami. Takim przykładem pierwszym z brzegu (choć jest ich multum) jest Patryk Klimala, który otrzymał szansę na grę, i w pełni ją wykorzystał. Czy gdyby obowiązek gry młodzieżowca nie istniał, to Klimala otrzymałby szanse? Nie sposób tego teraz rozstrzygać, natomiast na pewno ten przywilej pomógł wielu piłkarskim żółtodziobom, którzy wchodzą dopiero w świat seniorskiej piłki. Z drugiej strony są też złe strony tego przepisu. Kluby muszą mieć przygotowanych kilku takich graczy na mecz, w związku z czym zdarza się, że jak niektórzy to nieładnie określają, młodzi jeżdżą na tzw. „wycieczki krajoznawcze”, nie otrzymując ani minuty. Na pewno w tym zakresie będziemy mieć spore pole do dyskusji, czy kontynuować to zarządzenie o obowiązku gry młodzieżowców, czy może z niego zrezygnować bądź nieco go zmienić. Musimy odnaleźć złoty środek.

Podczas swojej krótkiej pracy jako prezes Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej, zdążył Pan wprowadzić rozgrywki dla zespołów ośmioosobowych. Z pewnością jest to ułatwienie dla wielu zespołów młodzieżowych z małych miejscowości i wsi, gdzie niejednokrotnie problemem jest znalezienie pełnej jedenastki do gry.

Projekt ten został na razie wdrożony testowo w ZZPN-ie. Sporo osób krytykowało ten pomysł, mówiąc, że w żaden sposób nie pomoże on polskiej piłce, natomiast jedynie w tym roku udało się nam zorganizować mecze dla około 200 chłopców, których drużyny nie były w stanie rywalizować w formacie tradycyjnych, jedenastoosobowych rozgrywek. Zobaczymy, jak to wszystko będzie funkcjonowało za jakiś czas. Jeżeli okaże się, że długofalowo projekt ten przyniesie zamierzone efekty – młodzi będą zostawać przy piłce na dłużej, to będziemy chcieli dalej podążać w tym kierunku.

Jest Pan także odpowiedzialny za Szkołę Trenerów. Czy zastanawiał się Pan już, jak wykorzystać Paulo Sousę do szkolenia polskich trenerów? Rzadko zdarza się, że przy polskiej piłce pracują tak utytułowane osoby.

Po raz pierwszy zamienić kilka słów z Paulo Sousą będę miał okazję dopiero podczas zgrupowania, tuż przed meczem reprezentacji z San Marino. Jak najbardziej będę chciał porozmawiać zarówno z selekcjonerem, jak i całym sztabem szkoleniowym naszej reprezentacji oraz z zawodnikami. Szczególnie interesuje mnie zdanie tych najbardziej doświadczonych zawodników, którzy od lat mają styczność z zachodnią piłką. Jakie oni mają spostrzeżenia na temat szkolenia? Na co oni zwróciliby szczególną uwagę? Dla mnie to jest bardzo cenne doświadczenie, pomimo że od 20 lat jestem trenerem, to liczę, że teraz, gdy będę miał kontakt z seniorską reprezentacją, pozwoli mi to zaczerpnąć nowej wiedzy, którą będę mógł przekazywać dalej.

Czy jest już Pan gotów zadeklarować, od czego chciałby Pan zacząć swoją kadencję? Gdzie widzi Pan najwięcej pracy do wykonania? Potrzebna jest rewolucja czy raczej ewolucja?

Naszym pierwszym ruchem – tj. rezygnacja z ligi w najmłodszych kategoriach wiekowych – pokazaliśmy, gdzie musimy zacząć działać najmocniej. Pomoc tym najmniejszym klubom będzie naszym priorytetem. Nie chcę mówić teraz o szczegółach. Za jakiś czas będziemy mogli pomówić o konkretnych działaniach. Nie chciałbym także mówić ani o rewolucji, ani ewolucji. Tak jak powiedział prezes Kulesza – wiele dobrych zmian zaprowadziła ekipa Zbigniewa Bońka. Spokojnie wszystkiemu się przyglądamy, chcemy zobaczyć co funkcjonuje dobrze, a co gorzej i gdzie potrzebne są zmiany. Tam, gdzie będziemy mogli coś poprawić, zrobimy wszystko, by to zrobić.

W takim razie trzymam kciuki, abyśmy za jakiś czas porozmawiali o pierwszych konkretach.

Efekty naszej pracy będą widoczne pewnie w dłuższej perspektywie, natomiast z pewnych działania, które podejmiemy, będziemy mogli być rozliczani za jakiś czas, chociażby za rok.

Rozmawiał Filip Trokielewicz

Fot. PZPN