Łukasz Rogowski: Dzieci powinny się uczyć i bawić, bez presji

Share on facebook
Share on twitter
122299947_473166486992917_7827087658727794199_n

Kurs sędziowski zdał w wieku 17 lat. Nie widzi się jednak na boiskach ekstraklasowych, bo sędziowanie to dla niego hobby i odskocznia od rzeczywistości. Uważa, że trudniej sędziuje się mecze dzieci niż dorosłych. Łukasz Rogowski opowiedział nam o trudach bycia arbitrem, o nadpobudliwych rodzicach, krzyczących trenerach i… podróżach, które są jego życiową pasją.

Co jest trudniejsze dla sędziego, mecz seniorów czy dzieciaków?

Dobre pytanie. Mecz meczowi nie jest równy i to niezależnie od klasy rozgrywkowej. Z biegiem czasu uważam, że jednak mecz seniorów jest łatwiejszy, bo masz lepszy kontakt z zawodnikami, którzy są w podobnym wieku. Z dzieciakami to różnie bywa. Są mecze, gdy nic się nie dzieje, a są mecze, gdzie dzieciaki pyskują, a rodzice i trenerzy wcale nie są lepsi.

Co do rodziców to temat często poruszany. Rodzice zapominają, że to na początku zabawa, a nie napinka na wyniki.

Oj tak. Straszne to jest naprawdę. Niektórzy przesadzają. Widziałem kilka sytuacji, gdzie nawet trenerowi oberwało się od rodzica. Z nami sędziami też jadą. Młodzi sędziowie boją się reagować, ale starsi często reagują na skandaliczne zachowania rodziców. Sam niejednokrotnie przerywałem mecz i szedłem na konfrontację z rodzicami.

Jakaś grubsza sprawa?

Aż tak to nie. Zazwyczaj głupio im było, że sędzia zwraca im uwagę. Chociaż raz jeden do mnie startował (śmiech), ale jak stanęliśmy face to face to zabrakło mu odwagi. Z rodzicami jest tak jak z piłkarzami i każdym innym – są silni w grupie. Wtedy się mądrują i wyzywają.

Miałem taką fajną sytuację. Niedziela B klasa, jakiś zawodnik jedzie ze mną i z czerwoną kartką opuścił boisko. Następnego dnia rano spotkaliśmy się na korytarzu na uczelni. I co było? Dzień dobry Panie sędzio (śmiech).

Jednak od najmłodszych lat pokazują swoim potomkom, złe podejście do arbitrów.

Zdecydowanie tak. Nie rozumiem tego. Po co takie parcie na wyniki i wygrane? Dzieci powinny się uczyć i bawić, po co komu presja od najmłodszych lat. Cieszy mnie to, że coraz więcej trenerów zwraca na to uwagę i reaguje na złe zachowanie rodziców.

Trenerzy z czasem też nabrali szacunku.

Zdecydowanie. Z pewnością pomogło temu zmiana przepisów gry, gdzie możemy teraz dawać żółte i czerwone kartki trenerom i wszystkim na ławce. Ważne, aby Wydziały Dyscypliny odpowiednio karały trenerów za ich zachowanie, a nie tylko grozili paluszkiem.

Łukasz Rogowski polskapilka.pl
Fot. SpójniaPhoto

No tak. Mojemu trenerowi ostatnio zdarzyło się nadużyć słów, za co musiał zapłacić 500 złotych do związku. Jednak tak jak mówisz, trenerzy są spokojniejsi. Co wam bardzo ułatwia prowadzenie spotkania.

Dokładnie. Po karze 500 zł drugi raz tego nie zrobi. Ogólnie to od ławki wszystko się zaczyna. Trener daje przykład graczom. Jeżeli on jest agresywny i krytykuje sędziego, to 3/4 zespołu robi to samo. Ja zawsze staram się dobrze żyć z trenerem, bo wiem, że pomaga to w prowadzeniu zawodów. Zdecydowanie łatwiej prowadzi się mecz i ocenia sytuacje, gdy nikt z boku nie komentuje moich decyzji.

Piłkarzy komentujących decyzje nie brakuje. Jak sobie z tym radzisz?

Każdy sędzia ma różne metody radzenia sobie z takimi graczami. Ja z natury jestem taki, że staram się ugadać i znaleźć wspólny język. Czasami niestety się nie da, to należy ich albo ignorować (w granicach rozsądku), albo kartkować. Czasami pomaga też kapitan, któremu można szepnąć na ucho, że ten i ten zawodnik, jak nie przestanie gadać to wyleci. W 90% kończy się to mocnym okrzykiem kapitana do współpartnera, żeby ten po prostu się już zamknął.

Są też niestety sędziowie, którzy w ogółem nie dyskutują z zawodnikami i kartkują, jak leci. Osobiście bardzo tego nie lubię.

Ja częściej spotykam właśnie takich, którzy nie lubią być krytykowani i za każdą sugestię od razu wyciągają żółtko.

A to źle. To wygląda jak obrona siebie kartkami, a to bez sensu. Piłkarze raczej nie lubią takich sędziów. Ja lubię gadać z graczami, cały mecz mogę rozmawiać. Czasami to źle, bo potem mi zarzucają, że jestem ich kumplem. Wolę jednak tak prowadzić mecz niż nic nie mówić i udawać szefa.

I to bardzo szanuje. Trafiają się też tacy, ale to pojedyncze jednostki. Kolejna grupa to sędziowie na krzyk, gdzieś z boku usłyszy od kibiców, że jest spalony i bez wahania to pokazuje.

Zawsze bawi mnie to, jak ktoś mówi, że sędzia na krzyki sędziuje. Zdarzyć się to może jedynie faktycznie na początku przygody z gwizdkiem, wynika to z braku doświadczenia i pewności siebie. Jednak jak ktoś mówi doświadczonemu sędziemu, że na krzyki podejmuje decyzje to nic tylko usiąść i się śmiać.

Kończąc już powoli temat niższych lig.  Twoim zdaniem w B klasie powinni być liniowi?

Szczerze mówiąc z moim związku są sędziowie asystenci w B klasie. Czasami zdarza się jechać w 2 lub samemu, jednak wszystko jest do ogarnięcia. W 3 z pewnością jest łatwiej i raźniej.

Łukasz Rogowski polskapilka.pl
Fot. Kasia Pijarowska FzJ

Przejdźmy do twojej osoby. Jak zaczęła się twoja przygoda?

Mój brat był sędzią, ale robił to tylko ze względu na kasę. Poszedłem więc na kurs jak miałem 17 lat. Zdałem bez problemu, poznałem dużo nowych znajomych i po kilku meczach wiedziałem, że to jest coś, co mnie kręci.

Jak wygląda kurs? Jakie są wymogi związku? Ciężko dostać licencję?

Z tego co wiem, to każdy związek ma inne wymagania. Jeśli dobrze pamiętam to musisz mieć skończone 16 lat i mieć wykształcenie średnie. W moim związku cena za kurs wyniosła 400 zł. Było kilkanaście spotkań, a na koniec egzamin teoretyczny i praktyczny – bieganie. Ale ogólnie mówiąc to łatwo jest zdać te egzaminy.

Zaczynając swoją przygodę, stawiałeś sobie jakieś cele, które udało Ci się zrealizować? Z tego co widziałem, sędziowałeś spotkania trzeciej ligi.

Szczerze mówiąc to nie stawiałem przed sobą celów. Byłem leniwy. Nigdy nie lubiłem biegać, tak w sensie wyjść i potrenować. Tego mi zawsze brakowało, stąd sędziowanie jest dla mnie tylko przygodą. Ale fakt. Bylem na 3 lidze, bylem na CLJ, sędziowałem sparing ekstraklasowego Zawiszy. Wiele widziałem i poznałem wiele megapozytywnych osób.

Czyli nie widzisz się za kilka lat w Ekstraklasie?

Oczywiście fajnie by było, jednak nie jest to realne w moim przypadku. Fascynują mnie podróże. Spędziłem teraz rok w Nowej Zelandii, gdy tylko otworzą granice to uciekam na rok do Australii. Sędziowanie to dla mnie hobby i odskocznia od rzeczywistości.

Podczas podróż może uda się posędziować w delegacji?

Chciałem spróbować w Nowej Zelandii, ale tam futbol jest w ogóle niepopularny. Co będzie w Australii, kto wie. Na pewno byłoby to ciekawe doświadczenie.

I tego Ci życzę! Dziękuję za rozmowę!

Dziękuje! Zapraszam każdego na kurs sędziowski, gdyż jest to niesamowita przygoda, która z pewnością zmieni punkt widzenia na piłkę nożną. Masa znajomości, odwiedzonych miejsc, śmiechu i kosmicznych sytuacji w amatorskich ligach.

Rozmawiał Wojtek Malanowski