Łódzki Klub Sportowy pokonuje Ruch Chorzów i świętuje 114. urodziny w najlepszy możliwy sposób

Jakub Piasecki/Cyfrasport/ŁKS Łódź.

W 7. kolejce Fortuna I ligi na Stadionie Miejskim im. Władysława Króla w Łodzi mierzyły się ze sobą ŁKS Łódź i Ruch Chorzów. Było to pierwsze starcie tych zasłużonych dla polskiej piłki ekip od sezonu 2011/12, kiedy oba kluby grały wspólnie w Ekstraklasie. Wówczas ŁKS na własnym stadionie poniósł sromotną porażkę, tym razem po bramkach Pirulo i Mieszko Lorenca pokonał Ruch Chorzów 2:0.

Pierwszy raz groźnie w tym spotkaniu zrobiło się w trzeciej minucie, kiedy piłkarze Ruchu znaleźli się w polu karnym gospodarzy. Strzały Łukasza Janoszki i Jakuba Piątka zostały jednak zablokowane, a uderzenie Tomasza Swędrowskiego przeszło nad poprzeczką. W odpowiedzi na bramkę Jakuba Bieleckiego uderzał Pirulo, ale on także nie trafił w bramkę. Już te początkowe fragmenty meczu pokazały, że oba zespoły będą chciały atakować i powalczyć o pełną pulę. Przez pierwszy kwadrans defensywa zarówno łodzian, jak i chorzowian była bardzo skoncentrowana i nie dopuszczała do stuprocentowych okazji. Jedni i drudzy szukali możliwości gry kombinacyjnej, choć optyczną przewagę zdawali się mieć goście. To piłkarze Ruchu dłużej utrzymywali się przy piłce, a ŁKS czekał na przechwyt i wyjście z kontratakiem. Tak jak chociażby w 19. minucie, kiedy sfaulowany około 25 metra od bramki Bieleckiego został Nelson Balongo. Po rozegraniu rzutu wolnego mieliśmy korner, z którego jednak nie wyniknęło większe zagrożenie. Trzy minuty później w końcu obejrzeliśmy celny strzał, a jego autorem był Swędrowski. Próba zawodnika gości nie sprawiła jednak problemów Dawidowi Arndtowi. Ełkaesiacy odpowiedzieli dośrodkowaniem Bartosza Biela, do którego doszedł Balongo ale ten ostatni uderzył niecelnie.

Pod koniec drugiego kwadransa mocniej przycisnęli gospodarze, którzy praktycznie nie schodzili z połowy swoich rywali. Na tablicy wyników jednak nadal widniał wynik bezbramkowy. Mogło się podobać to spotkanie, gdyż było rozgrywane w naprawdę niezłym tempie. Więcej było w nim jakości piłkarskiej i składnych akcji niż chociażby w czwartkowym spotkaniu Lecha Poznań z FC Dudelange.

W 35. minucie doczekaliśmy się w końcu otwarcia wyniku. Dobrym prostopadłym podaniem obsłużony został przez Dawida Korta Pirulo, który w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza Ruchu. Goście bardzo szybko mogli doprowadzić do wyrównania, ale niecelną próbą popisał się Kacper Michalski. Tuż po tej akcji fani ŁKS-u odpalili środki pirotechniczne i mecz na chwilę został przerwany. W doliczonym czasie gry do pierwszej połowy rzut wolny po faulu Macieja Dąbrowskiego wykonywali goście. Zrobili to jednak tak nieudolnie, że z kontrą wyszli łodzianie. W pewnym momencie podopieczni Kazimierza Moskala mieli przewagę pięciu na trzech, ale nie potrafili tego wykorzystać. Do przerwy zatem na jednobramkowym prowadzeniu znajdowali się gospodarze.

Tuż po wznowieniu gry po przerwie z niezłą akcją zapoczątkowaną odbiorem piłki przez Mateusza Kowalczyka wyszli łodzianie. Po dwójkowej akcji młodzieżowca z Pirulo wywalczyli oni rzut rożny, po którym z dystansu uderzał Kamil Dankowski. Piłkę jednak bezproblemowo  w tej sytuacji złapał Jakub Bielecki. Chwilę później bramkarz Ruchu musiał już wyciągać piłkę z sieci. Fantastycznym uderzeniem zza pola karnego popisał się Mieszko Lorenc i było już 2:0. Fenomenalne otwarcie drugiej części meczu w wykonaniu gospodarzy.

W 53. minucie przedzierał się w polu karnym Kacper Michalski, nie był jednak w stanie dograć piłki do Daniela Szczepana. W odpowiedzi z akcją wyszedł ŁKS, a próbkę swoich umiejętności pokazał Pirulo. Cała akcja skończyła się tylko na rzucie rożnym. Chwilę później mieliśmy dośrodkowanie pole karne gospodarzy i strzał głową Daniela Szczepana, który był niecelny. Na stadionie im. Władysława Króla w Łodzi na początku drugiej połowy oglądaliśmy wymianę ciosów, taka gra mogła podobać się kibicom i obserwatorom.

W 66. minucie po jednej z akcji VAR sprawdzał, czy we własnym polu karnym nie zagrywał ręką defensor Ruchu. Dosyć szybko jednak sędzia Tomasz Musiał dostał informację, że o przewinieniu nie mogło być mowy. Zaczęli się rozkręcać gospodarze i to oni byli bliżej zdobycia trzeciej bramki, aniżeli goście złapania kontaktu z łodzianami.

Na początku ostatniego kwadransa gry Dawid Arndt wyrzucił piłkę do Kelechukwu, który pognał na bramkę Ruchu i wyszedł sam na sam z Bieleckim. Bramkarz chorzowian odbił jednak piłkę na rzut rożny, po którym głową celnie uderzył Maciej Dąbrowski. Mądrze w ostatnich fragmentach grali gospodarze, kontrolując przebieg spotkania i nie pozwalając rywalom na uwierzenie w to, że mogą wywieźć z Łodzi chociaż jeden punkt. W doliczonym czasie gry zatańczył w polu karnym aktywny od swojego wejścia na boisko Kelechukwu, uderzył jednak minimalnie niecelnie i trzeciej bramki dla łodzian nie było. Ostatecznie ŁKS całkowicie zasłużenie pokonał Ruch Chorzów i dzięki temu wskakuje na fotel lidera Fortuna I Ligi.

ŁKS Łódź 2:0 (1:0) Ruch Chorzów

Bramki: 35. Pirulo, 48. Mieszko Lorenc

Żółte kartki: Mateusz Kowalczyk

Składy:

ŁKS: Arndt – Dankowski, Dąbrowski, Monsalve, Koprowski, Lorenc (82. Kuźma), Kowalczyk (62. Trąbka), Kort (73. Okhronchuk), Pirulo (73. Janczukowicz), Biel (62.Kelechukwu), Balongo

Ruch: Bielecki – Kasolik, Wójtowicz (85. Barański), Swędrowski (62. Witek), Piątek, Foszmańczyk (62. Pląskowski), Janoszka (75. Kwietniewski), Michalski (62. Moneta), Szywacz, Szczepan, Nawrocki

Widzów: 8 540

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Prosto ze stadionu mecz ŁKS Łódź – Ruch Chorzów opisała Patrycja Rychlewicz