Liga Mistrzów bez polskich drużyn, ale z Polakami – kto zagra w elicie?

Piotr Zieliński zagra w tym sezonie w Lidze Mistrzów, ale czy na pewno w zadowalającym wymiarze minut? (fot. inter.it)

Wczoraj poznaliśmy ostatnich spośród 36 uczestników tegorocznej Ligi Mistrzów. Niestety, po raz kolejny nie zobaczymy w niej ani jednej drużyny z Polski, co stało się już powoli przykrą normą. Nie oznacza to jednak, że kibice z kraju nad Wisłą nie mają czym się emocjonować – wielu naszych rodaków będzie miało szansę wystąpić w tych elitarnych rozgrywkach.

Grono polskich zawodników, którzy będą mieli okazję usłyszeć niedługo hymn Ligi Mistrzów, zdecydowanie zmieniło się w porównaniu do zeszłego sezonu. Łukasz Skorupski tym razem zagra z Bologną w Lidze Europy, a Radosław Majecki i Łukasz Łakomy zmienili kluby, choć były pracodawca tego drugiego – szwajcarskie Young Boys – i tak w Champions League nie zagra. W poprzednich rozgrywkach choćby minutę zaliczyło aż dwunastu Polaków i o ile nic nie zmieni się w zimowym oknie transferowym, będzie to wynik trudny do przebicia, zwłaszcza, że lista nazwisk jest krótsza niż rok temu i z bardzo zróżnicowanymi szansami na grę.

Inter Mediolan – Piotr Zieliński

Kapitan reprezentacji Polski (przynajmniej chwilowo) na pewno nie tak wyobrażał sobie swoją przygodę w Mediolanie. Chociaż wystąpił w większości możliwych spotkań Nerazzurrich, to od pierwszej do ostatniej minuty zagrał jedynie 9 razy we wszystkich rozgrywkach. Mimo odejścia Simone Inzaghiego i zmiany trenera na Christiana Chivu, pozycja Zielińskiego pozostaje taka sama – raczej jest pierwszym do wejścia z ławki, a poza świetnym Barellą i wiecznie młodym Mkhitaryanem, Polak będzie musiał walczyć o miejsce na boisku z nowymi nabytkami Interu – Petarem Suciciem i Andym Dioufem. Nie zmienia to faktu, że powinniśmy ujrzeć wychowanka Zagłębia Lubin co najmniej kilkukrotnie na boiskach Ligi Mistrzów.

FC Barcelona – Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny

Dwaj Polacy w Dumie Katalonii – to nadal brzmi niewiarygodnie. Po fantastycznym zeszłym sezonie – potrójnej koronie i półfinale Ligi Mistrzów – wszyscy w Barcelonie liczą na kolejne trofea. Do klubu przyszedł z Espanyolu Joan Garcia, jeden z najlepszych bramkarzy LaLiga i mistrz olimpijski z Paryża. To może sprawić, że Wojciech Szczęsny, który niedawno przedłużył kontrakt do 2027 roku, straci miejsce między słupkami i zadowoli się numerem 2 w hierarchii – oczywiście po tym, gdy już uda się go zarejestrować do rozgrywek. Mimo wszystko, Hansi Flick raczej pozwoli mu na pojedyncze występy w pucharach, w tym w europejskich. Inaczej prezentuje się sytuacja Roberta Lewandowskiego, który najprawdopodobniej – gdy tylko będzie zdrowy – wróci do podstawowej jedenastki Blaugrany, pomimo opinii katalońskich dziennikarzy, chętnie sadzających go na ławce rezerwowych.

Arsenal – Jakub Kiwior

Wychowanek GKSu Tychy został w zeszłym sezonie cichym bohaterem Kanonierów, wskakując do pierwszego składu po kontuzji Gabriela Maghalãesa i “chowając do kieszeni” Kyliana Mbappe na Santiago Bernabeu. Mimo wszystko jego rola wartościowego zmiennika nie uległa zmianie i na występy w Lidze Mistrzów może liczyć co najwyżej w systemie rotacji z mniej wymagającymi przeciwnikami. To sprawiło, że Kiwior jest dość mocno łączony z przenosinami do FC Porto, by występować u boku Jana Bednarka – ten transfer dojdzie do skutku jednak tylko jeśli Arsenal sprowadzi z Bayeru Leverkusen Piero Hincapiego. Finisz tej sagi transferowej z pewnością ujrzymy w najbliższych dniach – to, czy będzie pozytywny, pozostaje póki co zagadką.

Jakub Kiwior dotarł z Arsenalem do półfinału Ligi Mistrzów. Czy w tym sezonie powtórzy ten wyczyn? (fot. arsenal.com)

Atalanto Bergamo – Nicola Zalewski

Najbardziej kreatywny zawodnik reprezentacji Polski ma za sobą dosyć szalony, ale udany sezon – w kilka miesięcy awansował z ławki w Romie do gry w finale Ligi Mistrzów. Nicola w Interze pokazał się z naprawdę dobrej strony – już w debiucie popisał się sprytną asystą w doliczonym czasie gry, która uratowała remis w derbach z Milanem, a niejednokrotnie wchodząc do gry w drugiej połowie potrafił rozruszać ofensywę Nerazzurrich. W Mediolanie jednak zwęszyli interes i wykupując Zalewskiego z Rzymu za 7 milionów euro, kilka tygodni później sprzedali go Atalancie za 17 milionów. Pomimo debiutu w pierwszym składzie w meczu przeciwko Pisie – w którym Polak był najlepszym zawodnikiem zespołu z Bergamo – można się zastanawiać, czy na pewno to dobre miejsce do rozwoju dla takiego piłkarza. Wybór Ivana Juricia na szkoleniowca La Dei często jest kwestionowany przez włoskie media, a Nicola, choć póki co wygląda dobrze w niebiesko-czarnych barwach, może szybko dostosować się do poziomu, który zazwyczaj prezentują zespoły trenowane przez Chorwata. Tak czy inaczej – minut na boisku na pewno Zalewskiemu nie zabraknie, a to zawsze dobry znak.

Juventus – Arkadiusz Milik

Przypadek napastnika Białej Damy to jedno z największych “co by było, gdyby” w polskiej piłce. Zerwane więzadła w obu kolanach zdecydowanie spowolniły świetnie rozwijającą się karierę napastnika, który w Ajaxie był porównywany do Luisa Suareza, a w Napoli do Gonzalo Higuaina. Ba, cały zeszły sezon to dla niego leczenie kontuzji – najpierw operacja łąkotki, potem uraz łydki, a nawet podczas przygotowań do obecnych rozgrywek rozciął nogę i musiał pauzować. W Juventusie raczej na boisku już Milika nie ujrzymy, szczególnie, że musiałby rywalizować o miejsce w składzie nie tylko z Dušanem Vlahoviciem, ale i nowym nabytkiem klubu z Turynu, reprezentantem Kanady Jonathanem Davidem. Jedynie niespodziewane ruchy transferowe i odejście Serba może pozwolić Polakowi złapać trochę minut na boiskach Ligi Mistrzów.

Club Brugge – Michał Skóraś

Wychowanek Lecha od początku przygody w Belgii nie może przebić się do pierwszego składu drużyny z Brugii. Fakt, zazwyczaj jest jednym z pierwszych w kolejce do wejścia na murawę, ale trudno nie odnieść wrażenia, że to trochę za mało dla 25-letniego skrzydłowego. Wprawdzie w CV może sobie wpisać półfinał Ligi Konferencji (trzeba uczciwie przyznać, że w tych akurat rozgrywkach Skóraś często wychodził na boisko od pierwszej minuty) i 1/8 finału Ligi Mistrzów z występami przeciwko Manchesterowi City czy Milanowi, ale nadal były to głównie ogony. Pierwsze dwa ligowe mecze tego sezonu dały nadzieję na zmianę takiej kolei rzeczy – były piłkarz Lecha znów wchodził na boisko w drugich połowach, ale po obu spotkaniach notował w belgijskich mediach naprawdę dobre oceny. Niestety, odnowiony uraz uda spowodował u Polaka przymusową pauzę i choć wrócił do kadry Club Brugge na wczorajszy mecz, to nie podniósł się z ławki i wydaje się, że będzie to główne miejsce przebywania reprezentanta Polski.

Michał Skóraś nie przebił się do pierwszego składu Club Brugge. Czy to będzie przełomowy sezon? (fot. Tomas Sisk/PAP)

Ajax Amsterdam – Jan Faberski

“Polski Yamal”, “przyszła gwiazda” – takimi określeniami holenderskie media tytułują młodego skrzydłowego młodzieżowej drużyny Ajaxu, występującej na zapleczu Eredivisie. I choć Faberski znalazł się na tej liście trochę życzeniowo, to już w przeszłości pojawiał się na ławce wicemistrzów Holandii, zarówno w lidze, jak i europejskich pucharach. Wychowanek Jagiellonii według doniesień medialnych zostanie wypożyczony do byłego klubu Mateusza Klicha – PEC Zwolle – by tam zdobywać doświadczenie, jednak póki co nadal formalnie jest zawodnikiem Ajaxu. Prawdopodobieństwo jego debiutu w Lidze Mistrzów jest niewielkie, choć – jak pokazała nam kilka lat temu historia Szymona Czyża – wcale nie zerowe.

FC Kopenhaga – Dominik Sarapata

Drugi najdroższy zawodnik Ekstraklasy tego okna transferowego (a przynajmniej dopóki nie potwierdzą się przenosiny Jana Ziółkowskiego do AS Romy) zdążył już zadebiutować w nowym zespole – pojawił się na boisku w 88. minucie rewanżowego meczu eliminacji Ligi Mistrzów przeciwko kosowskiej Dricie. Od tego czasu jednak nie wystąpił w żadnym innym spotkaniu duńskiej drużyny i nie ma w tym nic dziwnego – Sarapata walczy o miejsce na boisku nie tylko z tak doświadczonymi zawodnikami jak Thomas Delaney czy Lucas Lerager, ale i Williamem Clemem i Magnusem Mattsonem, którzy w Danii mają zdecydowanie większą renomę, mimo wciąż młodego wieku. Tak czy inaczej, wychowanek Górnika ma za sobą szalone pół roku – dopiero w lutym zadebiutował w Ekstraklasie, zdobywając z marszu miejsce w pierwszym składzie zespołu z Zabrza, a już chwilę później przeniósł się do Kopenhagi. Każda minuta rozegrana w fazie ligowej Champions League z pewnością będzie dla niego wielkim wydarzeniem.

Karabach Agdam – Mateusz Kochalski

Ostatni z Polaków na tej liście ma szansę zdobyć najwięcej minut w fazie ligowej ze wszystkich tu obecnych. Najlepszy bramkarz Ekstraklasy sezonu 2023/24 przeniósł się do Karabachu rok temu i wywalczył sobie dość pewną pozycję między słupkami. Wprawdzie w lidze broni na zmianę z Shahrudinem Mahmmadaliyevem, reprezentantem Azerbejdżanu, jednak w Europie jest zdecydowanym numerem jeden, co pokazał w walce z Ferencvarosem o Ligę Mistrzów. W pierwszym meczu świetnie wybronił sytuację sam na sam, która mogła wyprowadzić Węgrów u siebie na dwubramkowe prowadzenie (skończyło się 1:3), a w rewanżu, pomimo wpuszczenia trzech bramek, przy których nie miał za wiele do powiedzenia, został bohaterem całego kraju, popisując się fenomenalną interwencją w doliczonym czasie spotkania, bez której rywale doprowadziliby do dogrywki. Kochalski z pewnością nie będzie miał łatwego zadania, mierząc się z napastnikami drużyn klasę lepszych od mistrza Azerbejdżanu, ale jeśli utrzyma formę z ostatnich tygodni, z pewnością pokaże się europejskiej publiczności z dobrej strony.

Jak widać, na ten moment dziesięciu Polaków ma szansę wystąpić w tym sezonie na boiskach Ligi Mistrzów, przy czym realnie spodziewać się można sześciu-siedmiu naszych rodaków pokazujących swoje umiejętności na europejskich boiskach. To mniej niż rok temu, ale trzeba zauważyć, że w topowych ligach nie było też tylu niespodzianek, co wcześniej, a bohaterami takich historii choćby w Bolonii czy Birmingham byli właśnie polscy piłkarze. No i przecież niektórzy z nich dołączyli do drużyn z elity już podczas trwania rozgrywek, jak choćby Nicola Zalewski czy powracający z emerytury Wojciech Szczęsny. A na koniec pamiętajmy, że w tym wszystkim nie chodzi tylko o ilość, ale także – a może przede wszystkim – jakość…

Patryk Chyła / okładka fot. inter.it