Gdyby stworzyć plebiscyt na najbardziej chaotyczne i pozbawione planu budowanie kadry zespołu piłkarskiego, pion sportowy Legii Warszawa miałby spore szanse na upragnione mistrzostwo. W zmaganiach Ekstraklasy wygląda to nieco gorzej, „Wojskowi” czekają na tytuł niemal pięć lat. Obecnie nie jest to jednak największe zmartwienie, wszak ekipa Marka Papszuna znajduje się w strefie spadkowej. Ligowe niepowodzenia sprawiły, że klub ruszył wreszcie po napastnika, sprowadzając Rafała Adamskiego,
Od kilku okienek transferowych wokół zespołu „Wojskowych” trwają niekończące się debaty nad dwiema pozycjami – bramkarzem i napastnikiem. Obsada „klatki” jest pewniejsza o tyle, że występuje tam Kacper Tobiasz. Bramkarz wyraźnie zasiedział się w klubie, jednakże na przestrzeni nierównych sezonów miewał świetne okresy. Takim był niewątpliwie początek bieżącego sezonu, w znacznej mierze dzięki postawie bramkarza oglądaliśmy Legię w Lidze Konferencji.
Zimą wydawało się, że małżeństwo Tobiasza z Legią zakończy się po wygaśnięciu kontraktu. Sprowadzono nawet drugiego golkipera – Otto Hindricha. Nowy bramkarz w lidze rumuńskiej bywał niepewny, co przeniósł na zimowy sparing, kiedy to obsłużył rywala. Tobiasz miał być skreślony, tymczasem wygrał rywalizację i to on jest numerem jeden w bramce u zarania wiosny.
Wielokrotnie planowano zmienić Tobiasza, szczególnie gdy ten wpadał w kryzys formy. W tym przypadku zatem nieporadność pionu sportowego jest zakrywana przez trwałość zawodnika, który pozostaje w Legii od kilku lat. Inaczej wygląda to w przypadku pozycji snajpera…
Ślepe strzały
Legia szuka dziewiątki od czasu świetności Pekharta. Pojawiło się wielu potencjalnych następców, a ich losy były różne. Sprowadzono nawet króla strzelców Ekstraklasy – Marca Guala. Hiszpan miał kilka wyraźnych mankamentów. Przede wszystkim nie był napastnikiem sensu stricto, mimo tego jako fałszywa dziewiątka wykręcił przyzwoite liczby w kampanii 24/25. Boiskowa aparycja Guala skreślała go w oczach wielu kibiców, na zachowanie byłego gracza Jagiellonii narzekali nawet sędziowie – Katalończyk miał stać się najgorzej współpracującym z arbitrami zawodnikiem.
Blaž Kramer potrzebował sporo czasu, by wypalić latem 2024 roku. Natychmiastowo jednak został sprzedany. Gorąco zrobiło się pół roku później, gdy Legia potrzebowała pilnie dziewiątki. Powołany po odejściu Jacka Zielińskiego Komitet Transferowy z trenerem Feio na czele szukał w Skandynawii i na Bałkanach, a zdołał pozyskać… Ilję Szkurina ze Stali Mielec. Bardzo niewiele wskazywało, że będzie to ruch udany. Białorusin okres świetności w mieleckiej ekipie miał już za sobą, do tego Legia zapłaciła za niego grubo ponad milion euro. Okazał się totalnym niewypałem, poza finałem Pucharu Polski nie zostawił wielu pozytywnych wspomnień. Co najbardziej kuriozalne, został oddany we wrześniu do GKS-u Katowice za 1/3 płaconej Stali Mielec kwoty.
Niespodziewanie u zarania sezonu wystrzelił Jean-Pierre Nsame. Były gracz Young Boys trafił do Legii latem 2024 roku, został jednak zupełnie odstawiony na boczny tor przez Goncalo Feio. Portugalski trener okrył go złą sławą – wypowiedzi z konferencji młodego szkoleniowca wskazywały, że miał do czynienia z „piłkarskim trupem”. Losy Nsame odmienił Edward Iordanescu.
Snajper stał się ulubieńcem kibiców, we wrześniu doznał jednak koszmarnej kontuzji, która do tej pory eliminuje go z gry. Miał wrócić w maju, jednakże rehabilitacja przebiegła nadzwyczaj szybko. Nsame już trenuje z drużyną, został zgłoszony do rozgrywek Ekstraklasy. Zdaniem wielu obserwatorów Kameruńczyk wciąż jest najlepszym graczem Legii w bieżącej kampanii, mimo iż zagrał jedynie około 25% meczów. Piłkarz pozostaje wielką nadzieją na rundę wiosenną.
Letnia kompromitacja
Najgorzej w ponad półrocznej perspektywie wypadają wzmocnienia ataku poczynione przez pion sportowy Żewłakow-Bobić. Rajović pracuje na miano największego niewypału w historii ligi, nie potrafi strzelić w Ekstraklasie z gry od sierpnia. Zmarnowana w meczu z Koroną jedenastką pokazała, że poza sportową nieudolnością Duńczyk ma gigantyczny problem mentalny.
Bohaterem ostatniego starcia z Arką Gdynia okazał się niespodziewanie Antonio Čolak. Chorwat w 2024 i 2025 strzelił po jednej bramce – tak, mówimy o napastniku. Przełamanie przyszło w końcówce meczu z ekipą Dawida Szwargi, po meldunku snajper dwukrotnie trafiał głową. Wyrwał dla Legii remis, a w dopływie emocji z radości zdjął koszulkę. Gest ten stał się obiektem kpin, jednak co najważniejsze napastnik wreszcie pokazał, że potrafi zapewnić trafienia w kluczowym momencie. Po ostatnim gwizdku Marek Papszun chwalił nie tylko sobotni występ, ale także pracę na treningach Chorwata.
Pozytywne sygnały od Čolaka i Nsame nie mogą jednak zachwiać potrzebą sprowadzenia kolejnej dziewiątki. Ta potrzebna jest Legii na przedwczoraj. Po kilku tygodniach doniesień udało się sprowadzić napastnika z klubu partnerskiego – beniaminka Betclic 1. Ligi. Określenie „udało się” zostało użyte celowo. Nie ujmując rewelacyjnej Pogoni Grodzisk Mazowiecki, jeśli „Wojskowi” muszą negocjować do – jak podał Tomasz Włodarczyk – środowego wieczora transfer zawodnika „zza płotu”, proces decyzyjny lub możliwości muszą być poważnie ograniczone.
Mówi się, że Legia musi intensywnie zaciskać pas finansowy przed kolejnym sezonem. Wysoce prawdopodobny brak pucharów będzie strzałem w serce budżetu, wysokie kontrakty staną się trudne w utrzymaniu. Marcin Herra chwalił się podwyżkami dla zawodników, choć w perspektywie trudów bieżącej kampanii wygląda to na solidnego samobója.
Kim jest Adamski?
Przyjście Rafała Adamskiego jawi się jako rozsądne posunięcie, ponownie jednak mamy do czynienia z opóźnionym działaniem. Legia rozegrała już dwa spotkania rundy wiosennej, to 1/8, czyli 12,5% starć do końca sezonu. Zdobyła w nich jedno oczko, a w konfrontacji z Koroną Kielce napastnik wybitnie nie pomógł. Nie można stwierdzić, że Adamski z pewnością dałby Legii zwycięstwo czy choćby remis. W czasowej perspektywie największym ubytkiem jest brak obozu przygotowawczego pod okiem Marka Papszuna.
Transfer miał kosztować w okolicach 50 tysięcy euro, w dzisiejszych realiach to kwota symboliczna. Ryzyko zatem jest bardzo niskie, sam Adamski to sprawdzony na poziomie pierwszej ligi zawodnik. 24-latek jesienią zdobył w barwach Pogoni 12 bramek, dołożył do tego 7 asyst. W klasyfikacji kanadyjskiej jest ex-aequo liderem, podobnie 19 punktów ma Angel Rodado.
Pojawia się pytanie, czy Adamski może stać się napastnikiem numer jeden? W najbliższym meczu będzie o to niebywale trudno, napastnik dopiero w czwartek ma rozpocząć treningi z drużyną, następnego dnia Legia zagra na wyjeździe z GKS-em Katowice. Wydaje się, że od początku zagra skuteczny w ostatnim meczu Čolak.
W dłuższej perspektywie Adamski może stać się kluczowym piłkarzem, nie znamy jego aktualnego sufitu. Snajper latem przeniósł się do Pogoni z Zagłębia Lubin, gdzie od Leszka Ojrzyńskiego dostał pojedyncze minuty. Profilem pasuje do systemu Marka Papszuna, to rosły napastnik z instynktem strzeleckim. Potrafi zgrać piłkę do partnera, jest przydatny w pressingu. Piłkarz nie ma sporego obycia na poziomie Ekstraklasy, jednakże z pewnością gra w Legii to dla niego wielka szansa. Powinien zatem wejść z silną mentalnością, nieskażoną sytuacją w tabeli „Wojskowych”.
Ruch wydaje się być bardzo optymalny, Adamski potrafi wykorzystywać sytuacje, z czym Legia miała jesienią niebywały problem. Około 16% uderzeń 24-latka kończy się trafieniem. Rajović z bramek oczekiwanych na poziomie niemal dziewięciu wykręcił tylko trzy trafienia – to dramatyczny wynik. Adamski w Betclic 1. Lidze przy xG 7.44 strzelił 12 bramek.
Największym mankamentem jest timing transferu. Legia znowu oczekiwała cudu, o Adamskim mówiło się od początku okienka. Być może na horyzoncie pojawiały się lepsze opcje. Poza potencjalnymi problemami finansowymi, pozycja w tabeli niewątpliwie nie pomaga w negocjacjach. Piłkarz trafiający do Legii wchodzi do głębokiej jaskini, w której o światłość stara się Marek Papszun.
Sięgnięcie po Adamskiego może wskazywać na świadomość tego, w jak dramatycznej sytuacji znalazła się Legia. Prawdopodobieństwo spadku wynosi według statystyków około 36%, więc każdy punkcik będzie na wagę złota. Kibice mogą być rozczarowani brakiem napastnika z uznanej europejskiej ligi… patrząc jednak realistycznie, sięgnięcie po Adamskiego to z ekonomicznego punktu widzenia strzał w dziesiątkę. Sportowo także wygląda solidnie – być może okaże się on piłkarzem kluczowym w walce o ligowy byt.
Hugo Braun