Legia bez szans w starciu z Leicester

Share on facebook
Share on twitter
2021.11.25 Leicester
Pilka nozna UEFA Liga Europy
Leicester City - Legia Warszawa
N/z Luquinhas
Foto Wojciech Dobrzynski / PressFocus

W ramach 5. kolejki fazy grupowej Ligi Europy na King Power Stadium Leicester City zmierzyło siły z Legią Warszawa. Pogrążeni w kryzysie mistrzowie Polski pojechali do Anglii, by wrócić na zwycięską ścieżkę. W pierwszym starciu pokonali drużynę Brendana Rodgersa i dziś mogli się łudzić, że będzie podobnie. 

Już w 35. sekundzie Legia oddała pierwszy celny strzał w tym meczu. Po uderzeniu Bartosza Slisza inicjatywę przejęli piłkarze Leicester. W 11. minucie bramkę zdobyły „Lisy”. Harvey Barnes pokazał swoje możliwości szybkościowe i minął trzech piłkarzy Legii. Następnie dość szczęśliwie piłka trafiła pod nogi Patsona Daki, a ten w sytuacji sam na sam pokonał Cezarego Misztę.   

10 minut później mieliśmy już 2:0. James Maddison wymienił podania z Ademolą Lookmanem i wpadł z piłką w pole karne, nawinął duet Jędrzejczyk – Slisz i uderzył swoją słabszą, lewą nogą, dając dwubramkowe prowadzenie Leicester. Straszną biernością w tej sytuacji wykazało się dwóch wcześniej wymienionych zawodników. Żaden nich nie spróbował nawet zaatakować Anglika.

Gdy wydawało się, że będzie można rozejść się do domów, bo wynik jest już rozstrzygnięty, to wszystkim psikusa sprawił Wilfred Ndidi. Nigeryjczyk w niewytłumaczalny sposób ustawił się w swoim polu karnym i zagrał piłkę ręką. Deniz Aytekin musiał podyktować jedenastkę. Do rzutu karnego podszedł Mahir Emreli, który chciał uderzyć jak Robert Lewandowski. Wyszło mu to beznadziejnie, ale na jego szczęście Kasper Schmeichel, który obronił jego strzał, odbił piłkę pod nogi wbiegającego w „szesnastkę” Filipa Mladenovicia. Serb posłał piłkę do siatki, dając Legii kontakt.

Kilka minut później zrehabilitował się Ndidi. Przy rzucie rożnym źle do dośrodkowania wyszedł bramkarz gości Miszta. Wykorzystał to właśnie defensywny pomocnik Leicester i strzałem głową zdobył trzecią bramkę w tym spotkaniu.

Druga połowa nie była zbyt ciekawa. Piłkarze Brendana Rodgersa, mając w perspektywie napięty kalendarz w Premier League, nie dążyli do zdobycia kolejnych bramek. Legia natomiast nie miała piłkarskich argumentów, by przycisnąć gospodarzy. Od 46. minuty 15-krotni mistrzowie Polski zmienili ustawienie na 1-4-5-1 za sprawą zmiany Mattiasa Johanssona na Mateusza Hołownię. Nie zmieniło to jednak sposobu ataków warszawskiej drużyny, ale poprawiło grę w obronie. 

Legia, przegrywając na King Power Stadium, zaliczyła piątą porażkę z rzędu. Pomijając mecz w Pucharze Polski z III-ligowym Świtem Skolwin, jest to dziewiąta przegrana mistrzów Polski. Oczywiście niezadowalający wynik z ekipą z Premier League musi być wkalkulowany w poczynania każdej polskiej drużyny. Aczkolwiek patrząc na sytuacje Legii z szerszej perspektywy, jest ona wręcz dramatyczna. Stołeczna drużyna jest przedostania w tabeli Ekstraklasy, a przez dzisiejszą porażkę spadła na ostanie miejsce w grupie Ligi Europy, co może wykluczać grę w europejskich pucharach na wiosnę.

Po dzisiejszym spotkaniu błędy, jakie najbardziej rzucały się w oczy, to te popełnione w defensywie. Każda ze straconych bramek wynikała z indywidualnych pomyłek piłkarzy Legii lub błędów wynikających ze złego ustawienia całego bloku obronnego. Pierwszy gol musi iść na konto Mateusza Wieteski, który źle krył Patsona Dakę, ale zawiniło też kilku innych zawodników, którzy za łatwo pozwolili Barnesowi rozwinąć tę akcję. Druga bramka to przykład błędów na każdym polu. Bierność piłkarzy Marka Gołębiewskiego w tej sytuacji była przerażająca, a na koniec jednym prostym zwodem Maddison oszukał Jędrzejczyka i Slisza. Trzecie trafienie „Lisów” obciąża oczywiście Cezarego Misztę. Nie można na takim poziomie, nie będąc pewnym skutecznej interwencji, wychodzić do dośrodkowania, bo będzie to bezwzględnie wykorzystane.  

Legia wygląda na drużynę niezwykle rozbitą. Dziś nie było w niej widać wielkiej woli walki, jaką prezentowali jeszcze kilka miesięcy temu, w meczach z lepszymi drużynami, takimi jak Slavia Praga, Spartak Moskwa, czy właśnie Leicester. 

Leicester City – Legia Warszawa 3:1 (3:1)

Bramki:

1:0 Daka 11’

2:0 Maddison 21’

2:1 Mladenović 26’

3:1 Ndidi 33′

Leicester: Schmeichel – Castagne, Amartey, Söyüncü, Thomas – Soumaré (Dewsbury-Hall 62’), Ndidi – Lookman (Albrighton 85’), Maddison (Pérez 62’), Barnes – Daka (Iheanacho 85’)

Legia: Miszta – Johansson (Hołownia 46’), Jędrzejczyk, Wieteska – Ribeiro, Slisz, Martins (Çelhaka 71’), Mladenović (Skibicki 71’) – Muçi, Luquinhas (Pekhart 78’) – Emreli (Włodarczyk 78’)

Żółte kartki: Thomas, Albrighton – Mladenović, Wieteska, Jędrzejczyk

Sędzia: Deniz Aytekin (Niemcy)

Filip Krakowczyk