Lechia z patentem na beniaminków i dreszczowiec przy Kałuży. Podsumowanie ekstraklasowej soboty

Share on facebook
Share on twitter
2020.09.26 Gdansk
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
Lechia Gdansk - TS Podbeskidzie Bielsko Biala
N/z Flavio Paixao radosc bramka gol na 2:0 Omran Haydary
Foto PressFocus

2020.09.19 Gdansk
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Lechia Gdansk - TS Podbeskidzie Bielsko Biala
N/z Flavio Paixao radosc bramka gol na 2:0 Omran Haydary
Credit: PressFocus

Czas na podsumowanie pozostałych wydarzeń ekstraklasowych z soboty. Lechia Gdańsk na własnym stadionie ośmieszyła Podbeskidzie Bielsko-Biała (4:0), których defensywa grała na poziomie A-klasy. W bardziej emocjonującym starciu, Cracovia rzutem na taśmę zremisowała z Rakowem Częstochowa 2:2.

Obrona Podbeskidzia: Poziom ”Amator”

Lechia Gdańsk – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0 (3:0)

Bramki: Komor 13′ sam., Paixao 30′,42′, Zwoliński 90’+4

MVP: Rafał Pietrzak (Lechia)

Zwycięstwo Lechii Gdańsk z beniaminkiem ekstraklasy było jak bułka z masłem. Lechiści wykorzystali ogromne luki w defensywie gości i zaaplikowali aż cztery bramki. Jednym z architektów zwycięstwa gdańszczan był lewy obrońca, Rafał Pietrzak, który idealnie dogrywał z rzutów rożnych. Po jego wrzutce w 12. minucie, obrońca Podbeskidzia, Aleksander Komor, interweniował w tak beznadziejny sposób, że wpakował piłkę do własnej bramki. 17 minut później Pietrzak zagrał z drugiego rogu boiska, tym razem do główki najwyżej skoczył Flavio Paixao, który z łatwością wygrał pojedynek z 10 lat młodszym Gergo Kocsisem. Jeszcze przed przerwą najskuteczniejszy obcokrajowiec w historii ekstraklasy strzelił kolejnego gola. Flavio wykorzystał gapiostwo Bierońskiego i Komora, którzy zapomnieli o tym kto ma go kryć i głową pokonał Martina Polacka. Lechia bezlitośnie wykorzystywała braki w kryciu Podbeskidzia przy stałych fragmentach gry czy wrzutkach. Obrońcy bielszczan już po zejściu w pierwszej połowie wyglądali na takich, którzy mają już zwyczajnie dość grania.

W myśl zasady ”masz frajera, to go duś, jak się zmęczy – to go puść!” Lechia kontynuowała swoje ataki, a Podbeskidzie desperacko broniło się przed stratą gola. Bielszczanie nawet nie postarali się o konkretny atak na bramkę Dusana Kuciaka. Bramkarz Lechii mógłby pójść do sklepu, wrócić, a i tak nie byłoby zagrożenia pod jego polem bramkowym. Lechiści mogli kilka razy podwyższyć wynik meczu, blisko był Kubicki, Haydary, swoją sytuację miał także młodzieżowiec, Żukowski. Dopiero pod koniec spotkania, gdańszczanie zdobyli czwartego gola. Autorem bramki rezerwowy Łukasz Zwoliński, asystentem Rafał Pietrzak. Znów nie popisali się obrońcy Podbeskidzia, którzy nie upilnowali napastnika gospodarzy.

Bielszczanie jeśli nie chcą spaść z ligi jak ŁKS rok temu, muszą koniecznie wzmocnić formację defensywną. Z takimi gagatkami jak Komor, Rundić czy Gach ciężko będzie utrzymać się w elicie. Transfer dobrego defensora potrzebny na cito. Lechia zaś pokazuje, że jest ”killerem beniaminków”. Zwycięstwo z Wartą, Stalą, a teraz z Podbeskidziem. W starciach z dołem ligowej tabeli podopieczni Piotra Stokowca prezentują się dobrze, pytanie jak spiszą się w bataliach z bardziej wymagającymi przeciwnikami.

Nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz

Cracovia – Raków Częstochowa 2:2 (1:2)

Bramki: Piszczek 21′, Fiolić 90′ – Petrasek 11′, Tijanić 15′

MVP: David Tijanić (Raków)

Efektownie spotkanie przy Kałuży rozpoczęli piłkarze Marka Papszuna. Raków już po kwadransie prowadził 2:0. Dwubramkowa zaliczowa to w głównej mierze zasługa Davida Tijanicia. Słowieniec najpierw wrzucił piłkę na głowę Tomasa Petraska, który zabawił się w ”dziewiątkę” i pokonał Karola Niemczyckiego. W 15. minucie Tijanić huknął z trzydziestu metrów w okienko. Golkiper Cracovii nie miał czego zbierać. Gol stadiony świata.

Po szybkich dwóch straconych golach, podopieczni Michała Probierza nie wywiesili białej flagi, a wręcz przeciwnie poszli na wymianę ciosów z przyjezdnymi. W 21. minucie sygnał do walki dał Filip Piszczek. Napastnik, który w poprzednim sezonie był wypożyczony do włoskiego Trapani, strzelił gola po tym jak świetnie dośrodkował z rzutu rożnego Sergiu Hanca. Krakowianie atakowali dalej, a blisko gola był Ivan Fiolić, który dostał idealne podanie od Hancy, ale chorwacki skrzydłowy przegrał pojedynek sam na sam z Jakubem Szumskim. Po przerwie, Raków cofnął się do defensywy, a Cracovia postawiła na atak pozycyjny. Ataki gospodarzy odpierała szczelna defensywa częstochowian pod dowództwem Tomasa Petraska. Pecha miał także Marcos Alvarez, po którego strzale futbolówka trafiła w poprzeczkę. Widowisko w drugiej połowie odrobinę straciło na jakości, ale za to końcówka przysporzyła najwięcej emocji.

Ostatnia minuta doliczonego czasu gry, pod pole karne Rakowa udaje się golkiper Cracovii, Niemczycki. Florian Loshaj wrzuca piłkę na ”aferę”, zgrywa ją przed pole karne Matej Rodin, a Ivan Fiolić z kilkunastu metrów pokonuje Szumskiego. Początkowo sędzia liniowy zasygnalizował pozycję spaloną. Po dłuższej chwili i podpowiedzi z wozu VAR arbiter spotkania, Piotr Lasyk zaliczył gola gospodarzom i zakończył spotkanie. Po końcówce, która przypominała dreszczowiec, Cracovia szczęśliwie uratowała punkt. Po pięciu kolejkach można z pewnością stwierdzić, że krakowianie to ”królowie remisów”. Na pięć kolejek ekstraklasy podzielili się punktami już czwarty raz i to z rzędu!

Cracovia po raz kolejny odrobiła straty w końcówce meczu. Najpierw było zwycięstwo w Pucharze Polski z Chrobrym Głogów po golu w ostatniej minucie dogrywki, później choćby ratowanie remisu w doliczonym czasie gry ze Stalą Mielec. Raków nie wyciągnął wniosków z poprzedniego sezonu, gdzie w decydującym momencie gry głupio tracił gole. Obie drużyny pokazały jednak, że potrafią grać w futbol i na pewno będą liczyć się w walce o europejskie puchary. Na pewno w lepszej sytuacji po pięciu kolejkach jest Raków, ale podopiecznych Michała Probierza nie należy lekceważyć. Wciąż są niepokonani i choć na ich koncie są tylko dwa punkty to nie warto jeszcze ich skreślać.