Lech wygrywa derby Poznania rzutem na taśmę. Podsumowanie ekstraklasowej niedzieli

Share on facebook
Share on twitter
Puchacz

Piłkarska niedziela w ekstraklasie nie stała pod znakiem bramek, ale nie można też powiedzieć, że nie dostarczyła emocji. Może i poziom dzisiejszych widowisk nie należał do najwyższych, ale były momenty, gdzie można było ciąć powietrze nożem. W pierwszych od 25 lat derbach Poznania triumfował Lech, ale w końcówce, dzięki pomocy Łukasza Trałki, o ironio byłego piłkarza Kolejorza. W Lubinie w swoim 1000. meczu w ekstraklasie Zagłębie Lubin podzieliło się punktami z Cracovią. Zapraszamy na podsumowanie niedzieli w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Lech Poznań – Warta Poznań 1:0 (0:0)

Bramki: Moder 90+1′ k.

Pierwsze od ćwierćwiecza derby Poznania elektryzowały miejscową publicznością. Aż 17 000 widzów oglądało spotkanie na Stadionie Poznań. Faworytem był rzecz jasna Lech, ale to Warta była bliska sprawienia niespodzianki.

”Kolejorz” w starciu z niżej notowanym rywalem nie mógł narzucić swojego efektownego stylu gry. Piłkarze Piotra Tworka imponowali organizacją w defensywie i pod tym względem wyróżniają się jako beniaminek. ”Zieloni” jednak po raz kolejny pokazali, że bez napastnika z prawdziwego zdarzenia będzie im trudno o zdobywanie bramek. Pierwsze 10 minut – Warta powinna prowadzić 2:0, ale pudłowali Kuzimski i Trałka. W bramce Lecha dobrze spisywał się Filip Bednarek, który z opresji ratował swój zespół. W 27. minucie kibice Kolejorza już witali się z gąską. Jan Sykora przechwytuje piłkę w środku pola, zagrywa prostopadle do Mikaela Ishaka, a Szwed znajduje Daniego Ramireza, który podcinką pakuje piłkę do siatki. Radość publiczności zgromadzonej na stadionie nie trwała długo, bo po weryfikacji systemu VAR sędzia zauważył, że Ishak był na spalonym. To była najciekawsza okazja pierwszej połowy, która nie należała delikatnie mówiąc do najbardziej energicznych w tym sezonie.

Po przerwie, Lech ruszył do ataku. Ishak zagrał w poprzek pola karnego do niepilnowanego Michała Skórasia, ale skrzydłowy uderzył nad bramką. Dariusz Żuraw wzmocnił formację ofensywną i posłał do boju chyba dwóch najlepszych zawodników w ostatnich tygodniach – Tibę i Kamińskiego. Lechici cisnęli, ale w pewnym momencie to Warta była bliska zdobyczy strzeleckiej. Pierwszą bramkę po 25 latach przerwy w elicie mógł zdobyć dla ”zielonych” Aleks Ławniczak, ale na posterunku był Bednarek. Bramkarz Lecha grał świetnie, ale równie dobrze grała defensywa Warty. W 85. minucie nowi zawodnicy Lecha Awwad i Kaczarawa stworzyli akcję bramkową, ale strzał Gruzina obronił Adrian Lis.

I wtedy nadeszła 89. minuta. Jakub Moder oddaje potężne uderzenie z 16 metrów, a łokciem blokuje strzał Łukasz Trałka. Tak, ten sam, który w niebieskiej części Poznania spędził 7 lat i ten sam, którego kibice ”Kolejorza” utożsamiają z wszystkimi niepowodzeniami w lidze w ostatnich latach. Można opuścić Lecha, ale DNA Lecha nie opuści ciebie. Sędzia Piotr Lasyk wskazał na wapno, a rzut karny pewnie wyegzekwował Moder, nomen omen, wychowanek Warty. Niesamowitą puentą zakończyły się derby Poznania, których głównymi bohaterami byli ex-zawodnik Lecha i chłopak, który początek drogi spędził przy zielonej części miasta. Warta wciąż bez bramki w ekstraklasie, a beniaminkowie wciąż po 4. kolejkach bez zwycięstwa. Lech wygrywa fartownie i na pewno nie jest to dobry omen przed środowym starciem w kwalifikacjach do Ligi Europy z cypryjskim Apollonem Limassol.

Zagłębie Lubin – Cracovia 1:1 (0:0)

Bramki: Simić 68′ – Rivaldinho 50′

Dla ”Miedziowych” był to tysięczny mecz w ekstraklasie i kibice zgromadzeni na stadionie w Lubinie liczyli, że jak na numer meczu widowisko będzie stać na wysokim poziomie. Oj, po pierwszej połowie oczy krwawiły od samego patrzenia na murawę. Zarówno jak i piłkarze Martina Seveli jak i Michała Probierza grali totalną bryndzę. Wszyscy obserwatorzy liczyli na to, że po przerwie spotkanie się rozkręci. I nie przeliczyli się. Błyskawicznie po rozpoczęciu pierwszej połowy akcję rozegrali przyjezdni. W 50. minucie Marcos Alvarez bardzo dobrze się zastawił i posłał futbolówkę wrzutką wzdłuż bramki, a do lecącej piłki dopadł szczupakiem Rivaldinho i pokonał Dominika Hładuna. Dla dotąd zawodzącego syna legendy brazylijskiego futbolu był to debiutancki gol w ekstraklasie.

Stracona bramka tylko rozochociła gospodarzy. Grający ostatni mecz w barwach ”Miedziowych” Damjan Bohar dwoił się i troił, aby wpisać się na listę strzelców. Dobrą okazję do zdobycia bramki miał Patryk Szysz, ale jego strzał sparował Niemczycki. Kibice Zagłębia chyba chcieli zmotywować swoich piłkarzy do strzelenia gola rzucając papier toaletowy na murawę. Po krótkiej przerwie na sprzątanie murawy, ”Miedziowi” ruszyli do ataku i w końcu dopięli swego. W 68. minucie Filip Starzyński zagrał z rzutu rożnego, a w polu karnym najlepiej odnalazł debiutujący w ekstraklasie defensor Lorenco Simić, który głową zapakował futbolówkę do siatki. To się nazywa mobilizacja ze strony kibiców!

Mecz nabrał kolorków po tym jak Zagłębie wyrównało stan spotkania. Pelle van Amersfoort huknął z dystansu, futbolówka odbiła się rykoszetem od jednego z defensorów gospodarzy i zatrzymała się na poprzeczce. Filip Piszczek główką próbował zaskoczyć Hładuna, ale bezskutecznie. Cracovia chciała zdobyć bramkę, ale z upływem minut jej ataki traciły na sile. Świetną okazję miał jeszcze pod koniec Milan Dimun, ale pomocnik nie trafił z ostrego kąta. Zagłębie pod koniec spotkania przeważało. a piłka po uderzeniu z dystansu przez Starzyńskiego poszybowała minimalnie nad bramką Niemczyckiego. Do końca wynik się jednak nie zmienił i obie drużyny podzieliły się punktami. Wynik sprawiedliwy, bo obie ekipy miały swoje ”momenty”. Jest jednak jedna statystyka, która po tym meczu szokuje. Cracovia, o dziwo, choć nie gra zbyt dobrze, wciąż jest niepokonana.