Lech uwielbia przekraczać limity. Warta mistrzem Poznania!

Share on facebook
Share on twitter
2021.05.01 Poznan
Pilka nozna Ekstraklasa sezon 2020/2021
Lech Poznan - Stal Mielec
N/z Antonio Milic Alan Czerwinski Lubomir Satka Nika Kvekveskiri smutek porazka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2021.05.01 Poznan
Football Polish Ekstraklasa season 2020/2021
Lech Poznan - Stal Mielec
Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus

Gdyby ktoś przed sezonem powiedział nam, że najlepszą drużyną w Poznaniu będzie Warta, odesłalibyśmy tą osobę do Tworek. Bo jak biedny jak mysz kościelna klub miał finiszować wyżej w tabeli od zespołu, który w kapitalny sposób awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Pół roku w piłce to jednak czas, w którym wszystko może się zmienić w mgnieniu oka. Lech zgasł i nawet nowy trener, Maciej Skorża nie pomógł drużynie w odzyskaniu dawnego blasku, a Warta z każdym meczem tylko się rozkręcała i finalnie dokonała czegoś co wydawało się niemożliwe – zdobyła mistrzostwo Poznania.

Lech pokazuje jak można przegrać po rzutach z autu

,,Kolejorz” przystępował do meczu ze Stalą już właściwie bez żadnych szans na grę w europejskich pucharach. Ponad połowa wyjściowego składu została wymieniona, a z powodu urazów wypadli Mickey van der Hart i Mikael Ishak. Mielczanie zaś chcieli pójść w ślady innego beniaminka i bezpośredniego rywala w walce o utrzymanie, Podbeskidzia i wygrać z poznaniakami. Pierwsza połowa spotkania przy Bułgarskiej była wyjątkowo nudna i dopiero ok. 35 minuty lechici się rozkręcili. Niecelnie uderzali jednak Puchacz, Skóraś i Ramirez. Po przerwie podopieczni Skorży podkręcili tempo spotkania. Szczególnie aktywny był Tymoteusz Puchacz, który za wszelką cenę chciał zdobyć bramkę. Najpierw na początku drugiej połowy huknął w słupek, później przymierzył tuż obok niego. Stal przez niemal całą drugą połowę dzielnie się broniła, ale skapitulowała w 80. minucie. Wrzutkę Alana Czerwińskiego przedłużył głową Pedro Tiba, a zamykający akcję Tymoteusz Puchacz w końcu zdobył bramkę. Wydawało się, że ,,Kolejorz” po męczarniach dowiezie zwycięstwo do końca.

Tylko, że Lech już nie raz w tym sezonie pokazał, że może wszystko w spektakularny sposób zaprzepaścić.

  • Remis z Rakowem 3:3 po akcji Szelągowskiego w ostatniej minucie
  • Porażka z walczącym przed spadkiem Podbeskidziem 0:1
  • Porażka z Jagiellonią 2:3, pomimo gry przez większość spotkania w przewadze

Nie inaczej było i dzisiaj. Jak się okazało trenerskiego nosa miał 72-letni Włodzimierz Gąsior, który na ostatnie minuty posłał w bój Petteriego Forsella. Fin, który w ostatnich dwóch sezonach dwukrotnie spadał z ekstraklasy, najpierw z Miedzią Legnica, a później z Koroną Kielce, nie chciał dopuścić by ta sztuka powtórzyła się po raz trzeci. W najśmielszych jednak snach nie przypuszczalibyśmy, że Forsell wykończy ,,Kolejorza” nie zabójczymi strzałami z dystansu, a…rzutami z autu. W 89. minucie Fin wyrzucił piłkę w szesnastkę, a świeżo wprowadzony defensor Lecha, Wasyl Kraweć zaliczył odwrócone wejście smoka i wślizgiem skierował futbolówkę do własnej bramki. Długo był ten gol weryfikowany, bo sędziowie analizowali czy Flis nie był na spalonym, ale ostatecznie bramka dla Stali została uznana.

To nie był jednak koniec koszmaru podopiecznych Skorży. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry, Forsell po raz kolejny wyrzucił piłkę z autu, świetnie przyjął ją na klatkę piersiową Jonathan De Amo i zapakował do siatki. I w tak absurdalny sposób piłkarze Lecha schodzili z murawy pokonani, a piłkarze Stali świętowali zwycięstwo, które przybliża ich do utrzymania. Teraz na musiku jest Podbeskidzie, które jeśli nie chce spaść z ligi, musi wygrać z Piastem.

Lech Poznań – Stal Mielec 1:2 (Puchacz 80′ – Kraweć 89′ sam., de Amo 90+6′)

Poznań jest zielony

Tym samym tytuł najlepszej drużyny z Poznania w tym sezonie zgarnia Warta Poznań, która uwaga, uwaga – wciąż ma szanse na grę w europejskich pucharach. ,,Zieloni” w Szczecinie zremisowali 1:1 z Pogonią, która ma już przyklepane miejsce na podium, ale wciąż walczy o wicemistrzostwo Polski. Jeśli popatrzymy na statystyki z meczu, to ciężko będzie nam uwierzyć, że ,,Portowcy” nie zdobyli więcej goli. 75% posiadania piłki, 16 strzałów na bramkę rywala, w porównaniu do 25% i 6 Warty. Ale jeśli nie wykorzystuje się takich stuprocentówek jak to zrobił Rafał Kurzawa, to nie dziwota, że szczecinianie nie wygrali tego spotkania.

Szczecinianie byli bardziej aktywni na przestrzeni całego meczu, ale jako pierwsi do siatki trafili ,,Warciarze”. Jakub Kuzdra zagrał z lewego skrzydła na dalszy słupek do Macieja Żurawskiego, ten zagrał do Makany Baku, który przyjął piłkę i z półobrotu uderzył tak, że Dante Stipica nawet nie drgnął.

Radość podopiecznych Piotra Tworka nie trwała jednak długo. Już 6 minut później za niewykorzystaną akcję z pierwszej połowy zrehabilitował się Kurzawa, który najpierw uderzył po koźle w Adriana Lisa, ale już za drugim razem jego dobitka była skuteczna. VAR jeszcze przez chwilę sprawdzał czy Adrian Benedyczak nie znajdował się na ofsajdzie, ale ostatecznie gol został uznany.

Pogoń grała bardzo dobrze, ale była strasznie nieskuteczna. W ostatnich minutach dogodne sytuacje marnowali Zahović, Benedyczak czy Drygas. Ten ostatni w 94. minucie miał piłkę meczową, ale fatalnie przestrzelił z 10 metrów. Tym samym Pogoń po raz drugi z rzędu straciła punkty, Warta zremisowała dopiero czwarty mecz w sezonie. Wynik urządza w sumie obie ekipy. Pogoń jest coraz bliżej wicemistrzostwa, a Warta, z zaledwie punktem straty do czwartej Lechii Gdańsk, wcale nie jest bez szans na grę w europejskich pucharach. Swoją rzetelną grą w defensywie zasłużyła na punkt i miejsce w ligowej tabeli. I taka to przewrotna historia, biedna Warta jest lepsza w stolicy wielkopolski od młodszego, bogatszego brata. Takie historie, tylko w Poznaniu.

Pogoń Szczecin – Warta Poznań 1:1 (Kurzawa 60′ – Baku 54′)