Gdyby ktoś przed sezonem powiedział nam, że najlepszą drużyną w Poznaniu będzie Warta, odesłalibyśmy tą osobę do Tworek. Bo jak biedny jak mysz kościelna klub miał finiszować wyżej w tabeli od zespołu, który w kapitalny sposób awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Pół roku w piłce to jednak czas, w którym wszystko może się zmienić w mgnieniu oka. Lech zgasł i nawet nowy trener, Maciej Skorża nie pomógł drużynie w odzyskaniu dawnego blasku, a Warta z każdym meczem tylko się rozkręcała i finalnie dokonała czegoś co wydawało się niemożliwe – zdobyła mistrzostwo Poznania.
Lech pokazuje jak można przegrać po rzutach z autu
,,Kolejorz” przystępował do meczu ze Stalą już właściwie bez żadnych szans na grę w europejskich pucharach. Ponad połowa wyjściowego składu została wymieniona, a z powodu urazów wypadli Mickey van der Hart i Mikael Ishak. Mielczanie zaś chcieli pójść w ślady innego beniaminka i bezpośredniego rywala w walce o utrzymanie, Podbeskidzia i wygrać z poznaniakami. Pierwsza połowa spotkania przy Bułgarskiej była wyjątkowo nudna i dopiero ok. 35 minuty lechici się rozkręcili. Niecelnie uderzali jednak Puchacz, Skóraś i Ramirez. Po przerwie podopieczni Skorży podkręcili tempo spotkania. Szczególnie aktywny był Tymoteusz Puchacz, który za wszelką cenę chciał zdobyć bramkę. Najpierw na początku drugiej połowy huknął w słupek, później przymierzył tuż obok niego. Stal przez niemal całą drugą połowę dzielnie się broniła, ale skapitulowała w 80. minucie. Wrzutkę Alana Czerwińskiego przedłużył głową Pedro Tiba, a zamykający akcję Tymoteusz Puchacz w końcu zdobył bramkę. Wydawało się, że ,,Kolejorz” po męczarniach dowiezie zwycięstwo do końca.
Tylko, że Lech już nie raz w tym sezonie pokazał, że może wszystko w spektakularny sposób zaprzepaścić.
- Remis z Rakowem 3:3 po akcji Szelągowskiego w ostatniej minucie
- Porażka z walczącym przed spadkiem Podbeskidziem 0:1
- Porażka z Jagiellonią 2:3, pomimo gry przez większość spotkania w przewadze
Nie inaczej było i dzisiaj. Jak się okazało trenerskiego nosa miał 72-letni Włodzimierz Gąsior, który na ostatnie minuty posłał w bój Petteriego Forsella. Fin, który w ostatnich dwóch sezonach dwukrotnie spadał z ekstraklasy, najpierw z Miedzią Legnica, a później z Koroną Kielce, nie chciał dopuścić by ta sztuka powtórzyła się po raz trzeci. W najśmielszych jednak snach nie przypuszczalibyśmy, że Forsell wykończy ,,Kolejorza” nie zabójczymi strzałami z dystansu, a…rzutami z autu. W 89. minucie Fin wyrzucił piłkę w szesnastkę, a świeżo wprowadzony defensor Lecha, Wasyl Kraweć zaliczył odwrócone wejście smoka i wślizgiem skierował futbolówkę do własnej bramki. Długo był ten gol weryfikowany, bo sędziowie analizowali czy Flis nie był na spalonym, ale ostatecznie bramka dla Stali została uznana.
A ile było śmiechu, jak prezes Stali powiedział, że trener Gąsior ma szczęście. #LPOSTM
— Kamil Kania (@KamillKania) May 1, 2021
To nie był jednak koniec koszmaru podopiecznych Skorży. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry, Forsell po raz kolejny wyrzucił piłkę z autu, świetnie przyjął ją na klatkę piersiową Jonathan De Amo i zapakował do siatki. I w tak absurdalny sposób piłkarze Lecha schodzili z murawy pokonani, a piłkarze Stali świętowali zwycięstwo, które przybliża ich do utrzymania. Teraz na musiku jest Podbeskidzie, które jeśli nie chce spaść z ligi, musi wygrać z Piastem.
Lech Poznań – Stal Mielec 1:2 (Puchacz 80′ – Kraweć 89′ sam., de Amo 90+6′)
Poznań jest zielony
Tym samym tytuł najlepszej drużyny z Poznania w tym sezonie zgarnia Warta Poznań, która uwaga, uwaga – wciąż ma szanse na grę w europejskich pucharach. ,,Zieloni” w Szczecinie zremisowali 1:1 z Pogonią, która ma już przyklepane miejsce na podium, ale wciąż walczy o wicemistrzostwo Polski. Jeśli popatrzymy na statystyki z meczu, to ciężko będzie nam uwierzyć, że ,,Portowcy” nie zdobyli więcej goli. 75% posiadania piłki, 16 strzałów na bramkę rywala, w porównaniu do 25% i 6 Warty. Ale jeśli nie wykorzystuje się takich stuprocentówek jak to zrobił Rafał Kurzawa, to nie dziwota, że szczecinianie nie wygrali tego spotkania.
Kurzawa🙈🙈🙈 #POGWAR pic.twitter.com/8uxOQMgGg9
— CWKS81 (@cwks81) May 1, 2021
Szczecinianie byli bardziej aktywni na przestrzeni całego meczu, ale jako pierwsi do siatki trafili ,,Warciarze”. Jakub Kuzdra zagrał z lewego skrzydła na dalszy słupek do Macieja Żurawskiego, ten zagrał do Makany Baku, który przyjął piłkę i z półobrotu uderzył tak, że Dante Stipica nawet nie drgnął.
Radość podopiecznych Piotra Tworka nie trwała jednak długo. Już 6 minut później za niewykorzystaną akcję z pierwszej połowy zrehabilitował się Kurzawa, który najpierw uderzył po koźle w Adriana Lisa, ale już za drugim razem jego dobitka była skuteczna. VAR jeszcze przez chwilę sprawdzał czy Adrian Benedyczak nie znajdował się na ofsajdzie, ale ostatecznie gol został uznany.
Kurzawa – aktualizacja. #POGWAR pic.twitter.com/QIc8C3XZXx
— CWKS81 (@cwks81) May 1, 2021
Pogoń grała bardzo dobrze, ale była strasznie nieskuteczna. W ostatnich minutach dogodne sytuacje marnowali Zahović, Benedyczak czy Drygas. Ten ostatni w 94. minucie miał piłkę meczową, ale fatalnie przestrzelił z 10 metrów. Tym samym Pogoń po raz drugi z rzędu straciła punkty, Warta zremisowała dopiero czwarty mecz w sezonie. Wynik urządza w sumie obie ekipy. Pogoń jest coraz bliżej wicemistrzostwa, a Warta, z zaledwie punktem straty do czwartej Lechii Gdańsk, wcale nie jest bez szans na grę w europejskich pucharach. Swoją rzetelną grą w defensywie zasłużyła na punkt i miejsce w ligowej tabeli. I taka to przewrotna historia, biedna Warta jest lepsza w stolicy wielkopolski od młodszego, bogatszego brata. Takie historie, tylko w Poznaniu.
A WIĘC OFICJALNIE. WARTA POZNAŃ MISTRZEM WIELKOPOLSKI W SEZONIE 2020/21. WIELKIE BRAWA DLA TRENERA TWORKA I ZARZĄDU LECHA👏👏👏 https://t.co/QEVDWXHkwO pic.twitter.com/Idbjrm9Iw6
— Oskar Mochnik (@Oskar_M04) May 1, 2021
Pogoń Szczecin – Warta Poznań 1:1 (Kurzawa 60′ – Baku 54′)