Lech traci punkty z Radomiakiem

Share on facebook
Share on twitter
2021.07.23 Poznan
Pilka nozna Ekstraklasa sezon 2021/2022
Lech Poznan - Radomiak Radom
N/z Jakub Kaminski Damian Jakubik
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2021.07.23 Poznan
Football Polish Ekstraklasa season 2021/2022
Lech Poznan - Radomiak Radom
Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus

Kibice Lecha mieli dość ambiwalentne odczucia co do sezonu 21/22. Oczywiście, był powrót Barry’ego Douglasa, było ściągnięcie Radosława Murawskiego i Artura Sobiecha, ale i tak inauguracji rozgrywek towarzyszyły spore wątpliwości, głównie odnośnie do braku wydawania dużej ilości pieniędzy na potrzebne wzmocnienia, szczególnie biorąc pod uwagę zarobienie dużych kwot na Moderze, Puchaczu, czy jeszcze Jóźwiaku. Dzisiaj, w pierwszej kolejce Ekstraklasy, dowiedzieliśmy się, że te obawy były zasadne. 

Przed meczem wiedzieliśmy jedno: każdy wynik inny od zwycięstwa Lecha będzie niespodzianką. Już pomijamy podirytowanie w Poznaniu wynikające z gry w poprzednim sezonie czy stulecie klubu – ekipa Dariusza Banasika przyjechała do Wielkopolski bez dwóch filarów. Raphaela Rossiego jeszcze nie ma, ale jak poinformował Szymon Janczyk z „Weszło”, został wykupiony i za chwilę dołączy do zespołu. Mateusz Kochalski, natomiast, wrócił do Legii na kilka tygodni. Gdy wyleczy się Cezary Miszta, znów pojawi się w Radomiu. Na papierze wyglądało to nieciekawie dla mistrza pierwszej ligi. 

Mówiło się, że Barry Douglas może jeszcze nie zacząć meczu od pierwszej minuty. Na boisko miał wybiec dodatkowo Radosław Murawski, mówiło się także o występie Jana Sykory. Otóż nie do końca, Maciej Skorża zaskoczył. Znalazł miejsce dla Douglasa, do tego w drugiej linii postawił na Jespera Karlstroema i na skrzydle wystawił Michała Skórasia. Jednak i tak najbardziej zaskoczył nas brak Daniego Ramireza – na „dziesiątce” zagrał Joao Amaral. 

Radomiak zaskoczył, bo nie schował się przed Lechem, choć początek mógł być morderczy. Douglas przypomniał o swojej najsilniejszej broni – lewej nodze – i wrzucił na nos Bartoszowi Salamonowi, który umieścił futbolówkę w siatce Majchrowicza. Dobra decyzja sędziego liniowego, odgwizdany spalony i na tablicy wyników dalej było 0:0. Później kilka ładnych akcji zrobił Jakub Kamiński – schodził do środka, a następnie szukał Michała Skórasia. Następnie Radomiak złapał oddech, a nawet udało mu się przeprowadzić bardzo groźny atak na bramkę Van Der Harta. Filipe Nascimento doskonale odnalazł Luisa Machado, którego uderzenie wylądowało na poprzeczce. Kubeł zimnej wody na głowy Lechitów.

Okazał się on wspaniałą wiadomością, gdyż już do końca pierwszej połowy poznaniacy nie oddali piłki i dochodzi do coraz lepszych sytuacji. Po kolei: 

– najpierw Mikael Ishak trafił do siatki, ale był na spalonym i gol nie został uznany 

– Kamiński w sytuacji sam na sam uderza w nogę Majchrowicza

– groźna główka skrzydłowego Lecha, idealnie wyskakuje golkiper gości i przenosi futbolówkę 

– mocne uderzenie Ishaka z dystansu zatrzymuje poprzeczka 

Lech atakował. Był groźny, ale zawsze czegoś brakowało. Odrobiny szczęścia, umiejętności, chłodnej głowy. Jednak pierwsza połowa, a w zasadzie jej końcówka, nie zwiastowała nic dobrego dla beniaminka Ekstraklasy. 

Wydawało się, że „Kolejorz” utrzyma impet w drugiej odsłonie, zwieńczy dzieło, bo przecież, bądź co bądź, Radomiak w obecnym składzie wyglądał na dobrego przeciwnika do spokojnego pokonania. Wydawało się, że dobra forma Kamińskiego i Ishaka zdecydowanie wystarczy na beniaminka. I na końcu wydawało się, że muszą wcisnąć do najmniej jednego gola. 

Nic bardziej mylnego. 

W drugiej połowie Lech stał się bezjajeczny, grali bardzo ślamazarnie. Była jedna sytuacja, w której Pedro Tiba powinien zagrać Douglasowi na lewą stronę, a ten stanąłby oko w oko z Majchrowiczem, ale zdecydował się na strzał i była to błędna ocena sytuacji. Skorża zaczął zmieniać – wpuścił Daniego Ramireza, Artura Sobiecha, Nikę Kvekveskiriego oraz Jana Sykorę, lecz nie pomogło. Nie potrafili skruszyć muru, głównie w postaci świetnie dysponowanego Majchrowicza. 

Radomiak nie grał perfekcyjnego meczu. Gdyby ekipa z Poznania miała lepiej ustawione celowniki, sytuacja rozwiązałaby się w pierwszych 45 minutach. Ale Radomiak też potrafił temu szczęściu pomóc. W walce o utrzymanie, choć to dość utarty frazes, liczy się każdy punkt. I teraz możemy się śmiać, że i owszem, Lech znowu w pewnym sensie zawodzi swoich kibiców, ale ekipa Dariusza Banasika wywozi jedno oczko z trudnego terenu – wydawać by się mogło – rozgrzanego do czerwoności ostatnim rokiem Lecha. 

Brawa dla beniaminka. 

Lech Poznań – Radomiak Radom 0:0 (0:0)

Lech: Van der Hart – Pereira, Salamon, Satka, Douglas (Sobiech 74’) – Karlstroem (Kvekveskiri 74’), Tiba – Skóraś (Sykora 83’), Amaral (Ramirez 66’) , Kamiński – Ishak 

Radomiak: Majchrowicz – Jakubik, Cichocki, Silva, Abramowicz – Kaput, Nascimento – Kozak (Rondon 76’), Radecki (Karwot 85’), Machado (Leandro 35’) – Angielski (Sokół 85’) 

Żółte kartki: Salamon – Machado

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)

Najlepsi: Kamiński – Majchrowicz

fot. PressFocus