fbpx

Lech lepszy w piłkę wodną, ale gdy pogoda się uspokoiła, Śląsk wrócił do gry

Share on facebook
Share on twitter
2020.05.27 Mielec
Pilka nozna Totolotek Puchar Polski sezon 2019/2020
Stal Mielec - Lech Poznan
N/z Mickey Van Der Hart
Foto Rafal Rusek / PressFocus

2020.05.27 Mielec
Football Totolotek Polish Cup season 2019/2020
Stal Mielec - Lech Poznan
Mickey Van Der Hart
Credit: Rafal Rusek / PressFocus

W ramach 33. kolejki PKO Ekstraklasy, Śląsk Wrocław przyjmował u siebie gości z Poznania. Spotkanie zapowiadało się niezmiernie pasjonująco, ze względu na dobrą formę obu drużyn oraz ciasną sytuację w tabeli. Po ostatnim gwizdku, Lech wywiózł tylko jedno „oczko” z Wrocławia.

Przed startem meczu ciężko było wytypować, kto wyjdzie z tej batalii zwycięską ręką. Zarówno Śląsk, jak i Lech są ostatnio w wyśmienitej formie. Poznaniacy nie przegrali nic od pięciu spotkań. W przypadku wrocławian prezentuje się to nieco mniej okazale, ale bardzo solidnie – podopieczni Vitezslava Lavicki w ostatnich pięciu meczach, trzykrotnie wygrywali, dwukrotnie odnieśli klęskę.

Jedyną zmorą „Kolejorza” był Karlo Muhar, z którym w składzie nie zwyciężył ani razu w ostatnich czterech starciach. Tego dnia Dariusz Żuraw całkowicie słusznie zdecydował się nie wystawiać Chorwata od pierwszej minuty. Ze strony szkoleniowca Lecha widać w ostatnim czasie coraz większą dezaprobatę do „umiejętności” defensywnego pomocnika. Trener także nie szczędził coraz większych pochwał wobec Jakuba Modera. To właśnie on wygryzł ze składu 24-letniego pozoranta.

We Wrocławiu od samego początku lała obfita ulewa i Lech potrzebował czasu, żeby przyzwyczaić się do zaistniałych warunków. Początkowo to Śląsk przeważał, głównie za sprawą motoru napędowego w postaci Przemysława Płachety. Potem do głosu doszli lechici i wpędzili „Wojskowych” w głębszą defensywę. Gol padł stosunkowo szybko, bo po nieco ponad kwadransie. Wówczas, Jakub Kamiński podał do Christiana Gytkjaera, ten oddał strzał z kilku metrów i pokonał byłego golkipera „Poznańskiej Lokomotywy”, Matusa Putnocky’iego. Niesamowitego klopsa przy trafieniu zaliczył Kamil Dankowski. 23-letni defensor długo nie grał w ostatnim czasie, a do przerwy odnotował bardzo pozytywny występ. Szkoda, że przeplótł go jednak takim kiksem.

Druga odsłona gry prezentowała się fatalnie z obydwóch stron. Lech postawił na pragmatyzm i zaciekłe bronienie wyników. Śląsk próbował, ale domeną zespołu Lavicki w tym starciu był brak pomysłu na konstrukcję płynnego ataku. Sam Płacheta nie wystarczy do wygrywania meczów. Na pewno uwagę przykuł strzałem Dankowski po godzinie od pierwszego gwizdka, ale nie stworzyło to znaczącego zagrożenia.

Lech miał sytuację pod kontrolą, a tu nagle po stałym fragmencie gry Śląsk wyrównał. Krzysztof Mączyński dograł piłkę z bocznej strefy boiska za sprawą rzutu wolnego, a świetnie wbiegający Israel Puerto wpakował piłkę do siatki. Krycie zgubił Moder.

Emocje w tejże połowie z pewnością przysłonił brutalizm. Przesyceni futbolem, Mączyński i Chrapek nie potrafili poradzić sobie z własną frustracją i z ogromną dozą chamstwa pokopali poznaniaków. Zarobili po żółtej kartce, choć zasłużyli na coś w pokroju „pomarańczowej”. Wielkopolanie nie pozostali swoim rywalom dłużni i Gytkjaer uderzył defensora wrocławian, łokciem w powietrzu. Duńczyk także otrzymał żółty kartonik i tym samym będzie pauzować w derbowym spotkaniu z warszawską Legią.

Wielu osobom wydawało się, że bohaterem Śląska w tym meczu zostanie Puerto. Otóż, nic bardziej mylnego… Hiszpan na 10 minut przed upływem regulaminowego czasu gry przyblokował futbolówkę ręką po uderzeniu Kamińskiego z przewrotki. Po dłuższej analizie VAR sędzia, Tomasz Kwiatowski wskazał na wapno. Do piłki podszedł Moder i pewnie pokonał słowackiego golkipera.

Zmorą „Kolejorza” w tym spotkaniu okazały się jednak stałe fragmenty gry. Kapitan wrocławian, Mączyński ponownie wyśmienicie dograł, tyle że, tym razem po rogu. Jakub Łabojko zamykał wrzutkę i niepilnowany pewnym kropnięciem pokonał Mickeya van der Harta. 22-latek pozbawił jakichkolwiek szans Holendra poprzez uderzenie z pierwszej piłki.

Śląsk zdecydowanie pokazał ogromną mobilizację i charakter, lecz z obrzydzeniem należy spoglądać na zachowania preferowane przez Mączyńskiego i Chrapka. Ten pierwszy powinien wykazywać się bardziej bohaterską postawą, ponieważ do niedawna reprezentował w końcu nasz kraj, jako regularny kadrowicz, kiedy ta była prowadzona przez Adama Nawałkę. W przypadku wrocławian przez większość czasu grę robił tylko i wyłącznie Płacheta, momentami wspierał go Erik Exposito. Nie zmienia to jednak faktu, że z uśmiechem trzeba odbierać słowa Lavicki, który w wywiadzie przedmeczowym stwierdził, że największy atut Śląska to zdecydowanie „gra zespołowa”.

Śląsk Wrocław 2:2 Lech Poznań (0:1)

Bramki: Israel Puerto 76′. Jakub Łabojko 85′ – Christian Gytkjaer 17′, Jakub Moder 82′ (K)

Żółte kartki: Michał Chrapek 54′, Krzysztof Mączyński 56′ – Christian Gytkjaer 55′, Tymoteusz Puchacz 90+6′

Składy:

Śląsk Wrocław: Matus Putnocky – Lubambo Musonda, Israel Puerto, Mark Tamas, Kamil Dankowski – Robert Pich (Filip Markovic 68′), Jakub Łabojko, Krzysztof Mączyński, Michał Chrapek (Piotr Samiec-Talar 74′), Przemysław Płacheta (Sebastian Bergier 88′) – Erik Exposito

Lech Poznań: Mickey van der Hart – Bohdan Butko, Lubomir Satka, Djordje Crnomarkovic, Tymoteusz Puchacz – Jakub Kamiński (Michał Skóraś 82′), Jakub Moder, Pedro Tiba, Dani Ramirez (Juliusz Letniowski 71′), Kamil Jóźwiak – Christian Gytkjaer (Timur Zhamaletdinov 77′)

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski

Stadion: Stadion Miejski we Wrocławiu

MVP: Jakub Kamiński

Kliknij w zdjęcie autora i zaobserwuj go na Twitterze