Realizacja wielkiego projektu zazwyczaj odbywa się wielofazowo. Wiele wskazywało na to, że Widzew Łódź przed tygodniem odnalazł kierunek i przebojem wdarł się w fazę przekształcania boiskowej jakości w satysfakcjonujące wyniki. Sport ma jednak o tyle niewdzięczny charakter, że gdy czegoś dokonasz, każdy natychmiast oczekuje powtórki. Weryfikacja tezy o odnalezieniu drogi przypadła na piątkowy wieczór, w którym to jednak RTS zremisował bezbramkowo z Cracovią. Rozczarowanie, a może podtrzymanie nadziei? Co kibice z Serca Łodzi mogą odczuwać po piątkowym starciu?
Wygrana w Płocku była przełomowa w wielu aspektach. Poza ucieczką ze strefy spadkowej Widzew został pierwszą ekipą, która w tym sezonie Ekstraklasy strzeliła Wiśle więcej niż jednego gola. Spotkanie do otwierającej bramki było całkiem wyrównane, jednak to goście mieli okazje, które na bramkę zamienić należało. Inna sprawa, że według interpretacji Kolegium Sędziów doszło do niesłusznego przyznania jedenastki dla RTS-u.
Abstrahując od błędów sędziowskich, Widzew wreszcie wyglądał jak drużyna, a nie zbiór indywidualności. Piłkarze walczyli jeden za drugiego, do ostatniego gwizdka byli w pełni zaangażowani. W końcu sprawdziły się słowa Igora Jovicevica, który od początku przygody z RTS-em mówił o mentalności mistrza. Dzięki pracy zespołowej można było wyeksponować jakość jednostek, która była uderzająca. Sobotni mecz Widzewa został nazwany przez Przemysława Langiera „jednym z najlepszych zespołowych występów w tym sezonie”, biorąc pod uwagę wszystkie drużyny.
Jakość należało jednak przenieść na mecz w Sercu Łodzi, gdzie dotąd Widzew radził sobie bardzo słabo. W tabeli domowych gier był przed 22. kolejką piąty od końca, co biorąc pod uwagę sposobność RTS-u do punktowania u siebie z poprzednich lat wyglądało kompromitująco. Na wygraną w lidze przy Piłsudskiego Widzew czekał od debiutu Igora Jovicevica, który miał miejsce w połowie października.
W piątkowy wieczór od pierwszego gwizdka widoczna była pewna zmiana – oglądaliśmy drużynę, która zmierza w jednym kierunku. Trudno natomiast wskazać, do czego ta droga prowadziła. Widzew spróbował oddać piłkę rywalowi, co z kilku powodów było zasadne. Przede wszystkim atuty RTS-u przed tygodniem na dobre uwidoczniły się wówczas, gdy Wisła stworzyła warunki do szybkiego ataku. Poza tym, gdyby pozwolić często kontraktować Cracovii, mogłoby się to skończyć stratą kilku bramek. Jedną „Pasy” wpakowały, napastnik gości jednak minimalnie spalił. Przy nieuznanym trafieniu katastrofalnie zachował się Bartłomiej Drągowski.
Trudno znaleźć genezę błędu bramkarza Reprezentacji Polski. W wyniku nieudolnej interwencji piłka przeleciała mu między nogami. Błąd może martwić o tyle, że rażąco spaść może pewność siebie golkipera. Gdy piłka wpadła do bramki, był na siebie wściekły. Drągowski poza tą sytuacją nie miał wiele pracy, mimo tego czyste konto z pewnością zadziała budująco.
Pan Piłkarz
Ponownie zachwycił Lukas Lerager, który na boisku był omnipotentny. Duńczyk działał na nerwy piłkarzom Cracovii, niweczył wszelkie plany podopiecznych Elsnera. Widzewiakom Nie brakowało zaangażowania, po stracie piłkarze z Łodzi błyskawicznie dopadali do rywala. W pierwszej części gospodarze zamknęli „Pasy” na ich połowie na kilka minut. Kibice tłumnie napędzali RTS, widoczna była jedność boiska i trybun. Napór nie przyniósł gola, jednakże taki stan rzeczy jeszcze dwa tygodnie temu był ciężki do wyobrażenia.
Mieszane odczucia wzbudził występ Bukariego, Ghańczyk jednak w bardzo wielu elementach wyglądał poprawnie. Pokazał, że genialnie czuje się w pojedynku z obrońcą przy dozie przestrzeni, w pierwszej części zaliczył niezły zryw po którym w świetnej okazji znalazł się Zeqiri. W drugiej stworzył stuprocentową sytuację Alvarezowi. Ubrudził nieco czerwoną koszulkę, przykładał się do działań w bronieniu na obu połowach boiska. Zaliczył 11 celnych podań w trzecią tercję, wygrał co trzeci z sześciu pojedynków na ziemi. Na skrzydłowym ciąży przede wszystkim kwota transferu, jednakże wygląda na to, że z każdym meczem Bukari zyskuje pewność siebie – to znamię pozytywne.
Wymagający plac
W ogólnym ujęciu mecz nie stał na najwyższym poziomie technicznym. Trudne warunki uprzykrzały życie piłkarzom obu ekip, na ich tle wyraźnie wyróżniali się uznani piłkarze. Plac gry należał do Mateusza Klicha czy wspomnianego Leragera, często proste zagrania wzbudzały spory podziw. Z uwagi na warunki cierpiała także jakość dośrodkowań, które nie pokonywały pułapu pierwszego rywala w polu karnym. RTS trenuje na codzień na boisku ze sztuczną nawierzchnią. Trener w ekspresyjny sposób tłumaczył wpływ warunków na konferencji pomeczowej.
Jovicevic był zadowolony z tego, co pokazała drużyna. Było to poniekąd spotkanie przełomowe dla domowych występów Widzewa. Zabrakło jednak tego, co najważniejsze – bramek i trzech oczek. W walce o utrzymanie remis bywa najskuteczniejszym grabarzem, lecz biorąc pod uwagę klasę rywala punkt należy szanować. Cracovia tej wiosny straciła dotąd jednego gola, piłkarze Elsnera mimo klubowych perturbacji podążają określoną drogą od kilku miesięcy, a ostatni mecz przegrali jeszcze w listopadzie.
Piątkowy remis ratuje poprzednia wygrana, w samym meczu z Cracovią wystąpiło jednak sporo pozytywnych sygnałów. Nie zmienia to faktu, że z uwagi na zwycięstwo Legii Warszawa RTS wrócił pod kreskę, choć i Wojskowych z powrotem zrzuciła tam Arka. Od uznanej dwójki nieco uciekła też Pogoń Szczecin, która dzięki dwóm wygranym znalazła się w pierwszej części tabeli.
Przed ekipą Jovicevica seria trudnych konfrontacji, a poza meczami w Ekstraklasie czeka ich pucharowy wyjazd do Katowic. Teoretycznie to trzy mecze od grze w Europie, o której w Łodzi każdy marzy. Przyziemne spojrzenie na sytuację Widzewa uświadamia jednak, że o ligowy byt będzie trzeba powalczyć minimum do początku maja.
Hugo Braun