55 tysięcy złotych. Tyle według informacji Radia Kielce miały wynosić miesięczne zarobki byłego bramkarza Korony Kielce, Luki Kukicia. Kim jest Luka Kukić? To jest świetne pytanie. Chorwat jest postacią na tyle anonimową, że nawet zagorzali kibice Ekstraklasy mogą go nie kojarzyć.
Korona kupiła tego zawodnika w lipcu 2019 roku z rezerw (!) chorwackiego NK Osijek. Kukić może pochwalić się także występami w takich klubach jak RNK Split, czy też NK Imotski. Brzmi imponująco…
Radio Kielce podaje, że Luka Kukuć chce zapłaty 143 tys euro (653 tys zł)za sezon 20/21.Czyli miesięczny kontrakt miał prawie 55 tys zł.Gość z totalnej dupy, grał w rezerwach drużyny z II ligi z Chorwacji. W rezerwach!A w Kielcach dostał kontrakt za 55 tys!TO JEST KURWA KRYMINAŁ! pic.twitter.com/HzgflaTI8J
— Paweł Jańczyk (@PawelJanczyk) March 5, 2021
Nie ma absolutnie żadnego dowodu na to, że Kukić kiedykolwiek reprezentował poziom godny takich pieniędzy. Dla porównania, mniej od niego zarabiał Damjan Bohar za czasów gry w Zagłębiu czy też Robert Gumny w Lechu Poznań. To były kluczowe postaci w swoich zespołach, czego absolutnie nie można powiedzieć o Chorwacie.
Dlaczego więc zarabiał jak wyróżniający się ligowiec?
Odpowiedź jest dość prosta – o wszystkim decydowała misterna sieć układów.
To właśnie różnego rodzaju układy sprawiały, że do Kielc co okienko przyjeżdżały kolejne zapasy pseudo-piłkarzy. Wystarczy podać przykład agenta piłkarskiego Konstantinosa Farrosa. Farros reprezentował interesy chociażby Angelosa Argyrisa, Shawna Barry’ego czy też Fabiana Burdenskiego. Wszyscy trzej byli fatalnymi zawodnikami, ale nie to było istotne. Ważne, że udało się zbić interes z zaprzyjaźnionym agentem.
Ale to jeszcze nie wszystko. Do Korony Kielce przyszli także Vato Arveladze i Rodrigo Zalazar, których łączyła wspólna agencja IS Sports Agency Intersoccer Group. D’Sean Theobalds i Johnny Spike Gill to z kolei zawodnicy z agencji Talent Soccer Esporte & Eventos. Takich “zbiegów okoliczności” było więc dość sporo.
I tak układziki kwitły w najlepsze. Na Kukiciów i Burdenskich kasa się znajdowała, a trener Marek Mierzwa, który poprowadził drużynę juniorów Korony do zwycięstwa w CLJ w lipcu 2019… pożegnał się z robotą ze względów finansowych.

No właśnie, skoro już przy młodzieży jesteśmy. Pod koniec tragicznego dla kielczan sezonu 2019/20 stało się coś ciekawego. Nagle zorientowano się, że w sumie to w klubie jest sporo młodych talentów. Kiedy już było jasne, że Korona raczej nie uniknie spadku, postanowiono postawić na kilku z nich. Szansę otrzymał m.in. Iwo Kaczmarski, Daniel Szelągowski, Radosław Seweryś, Jakub Górski, Dawid Lisowski, Mateusz Sowiński czy też Jakub Osobiński.
Okazało się, że większość młodzieży nie odstaje poziomem od chociażby Cecaricia czy Gnjaticia. Ba, niektórzy z nich byli nawet lepsi od swoich starszych kolegów.
Dzięki szansie pokazania się w Ekstraklasie najzdolniejsi juniorzy Korony zdołali się wypromować, a przy okazji dali zarobić swojemu klubowi. Na Iwo Kaczmarskim Korona zarobiła 350 tyś. euro, a na Danielu Szelągowskim o 100 tysięcy euro mniej. Przychodów transferowych na takim poziomie z pewnością nie widziano w Kielcach od lat.
To powinno było dać władzom Korony do myślenia. To przecież logiczne – na dzisiejszym rynku młodzi Polacy są w cenie, a Korona dysponuje dużą liczbą młodych zawodników o potencjale na duże granie. W tym momencie powinna nastąpić zmiana strategii, i znaczne zwiększenie nacisku na promowanie adeptów szkółki. To jest jak panaceum dla klubu o dość dużych problemach finansowych.
Tymczasem rzeczywistość jest nieco inna. Pewnie, obcokrajowców jest nieco mniej, średnia wieku zawodników pierwszego składu jest na bardzo przyzwoitym poziomie (23,1), ale w dalszym ciągu można zauważyć pewne “zbiegi okoliczności”, jeśli chodzi o aktywność transferową.
Szczególnie uderzający jest przypadek Mario Zebicia. 25-letni chorwacki pomocnik jest reprezentowany przez agencję JK9 Sport, która ma w swoich szeregach m.in. byłego zawodnika Korony Ivana Jukicia, obecnego gracza “złocisto-krwistych” Zvonimira Petrovicia, czy też samego Lukę Kukicia.
Najciekawsze w tej historii jest to, że gdy zajrzymy do CV Zebicia, znajdziemy tam m.in. RNK Split i NK Imotski, czyli byłe kluby Kukicia.
Jukić, Kukić, Zebić, jest pewien klucz https://t.co/RsM4n1fDSH
— Jakub Rosik (@JakubRosik) January 20, 2021
Widać więc, że mimo odejścia z klubu Krzysztofa Zająca, nie wszystko jeszcze działa tak, jak należy. Owszem, nie jest tak źle jak było – na pochwały zasługuje ściągnięcie na Ściegiennego Marcina Szpakowskiego, uważanego za jeden z największych talentów Śląska Wrocław. Ciekawym zawodnikiem wydaje się również 17-letni Adrian Bielka, kupiony z Escola Varsovia. Ale takich ruchów jest za mało. Co więcej, w dalszym ciągu wykonywane są transfery, które budzą bardzo dużo wątpliwości.
Kolejnym problemem jest to, że nie widać stabilnej wizji na przyszłość. Ostatnio wyszło na jaw, że zarząd Korony postanowił zwolnić trenera Macieja Bartoszka, i to około 2 tygodnie po tym, jak Bartoszek objął funkcję dyrektora sportowego. Ostatecznie z pomysłu zrezygnowano, ale niesmak pozostał. Ostatnie czego potrzeba dziś Koronie, to tego typu gwałtowny ruch. W obecnej sytuacji priorytetem Korony powinno być utrzymanie stabilizacji. Wokół klubu ostatnio działo się po prostu zbyt wiele. Odszedł prezes Zając, drużyna spadła z ligi, a dotychczasowi właściciele – rodzina Hundsdorferów – oddali klub w ręce miasta. To zdecydowanie nie jest czas na zwalnianie trenera.

Spytany o cele na ten sezon prezes klubu Łukasz Jabłoński odpowiedział, że jest nim znalezienie się w pierwszej szóstce. Określa także awans do Ekstraklasy jako “realny”.
Cóż, na ten moment Korona znajduje się w dolnych rejonach tabeli. Znalezienie się w pierwszej szóstce można powoli wkładać między bajki – w czołówce tabeli I ligi jest naprawdę spory ścisk. Wiele drużyn jest od kielczan zwyczajnie lepsze kadrowo.
Wiadomo, że prezes drużyny, która spadła z Ekstraklasy będzie chciał, by jego drużyna od razu wróciła na najwyższy poziom. Może i byłaby to fajna historia – ale czy to nie za wcześnie? Czy nie lepiej byłoby wrócić wtedy, gdy ma się drużynę stabilną zarówno kadrowo, jak i finansowo?
Ten klub na razie jest w fazie odbudowy. Istniało przecież duże ryzyko tego, że Korona albo przestanie istnieć, albo będzie zmuszona zacząć nowy sezon w IV lidze. Opadł kurz wielkiej wojny, a po wojnie musi przyjść czas pokoju.
Korona Kielce spadła z ligi przez kilka lat nieudolnego zarządzania. Symbolem tej nieudolności był Luka Kukić – zawodnik, który ze względu na brak umiejętności nie zdołał nawet zadebiutować w Ekstraklasie, mimo tego, że zarabiał jak na naszą ligę naprawdę dużo. Krzysztof Zając stał za sterami projektu, który nie miał prawa skończyć się dobrze. Jego Korona będzie zapamiętana z robienia transferów po znajomości, całkowitej nieumiejętności zarządzania kadrą i wręcz niewytłumaczalnego pomijania zawodników z akademii. W interesie nowego zarządu Korony jest to, by rozliczyć się z trudną przeszłością, i wyciągnąć odpowiednie wnioski. A przecież ten, kto nie pamięta przeszłości, będzie skazany na to, że ją przeżyje powtórnie…