To pytanie może brzmieć dość niesmacznie, mając na uwadze okoliczności odejścia Paulo Sousy z reprezentacji Polski, ale wyłączając i odkładając wszelkie emocje na bok, można zadać sobie pytanie: czy właśnie nastała szansa na Polaków w największym klubie w Ameryce Południowej?
Odpowiedź brzmi: najprawdopodobniej nie. Sousa nie ma w zwyczaju ściągać do nowych klubów swoich poprzedników i w sumie nic w tym dziwnego – ciężko, żeby tego typu trener wzbudzał w takim piłkarzu jakiekolwiek zaufanie. Musimy bowiem wiedzieć, że odejście w taki, a nie inny sposób Portugalczyka z reprezentacji Polski nie jest niczym nowym w jego karierze. Już jako piłkarz przejawiał skłonności do pragmatycznego podążania za pieniędzmi. Od dziecka kibicował Benfice, a jednak w ostatniej chwili wraz z kolegą zmienił decyzję i przeniósł się do giganta finansowego, lokalnego i największego rywala – Sportingu. Jako trener natomiast odchodząc z Videotonu rozwiązał kontrakt z powodu rzekomych problemów rodzinnych, a tak naprawdę w tym czasie negocjował z NY Red Bullem. W Maccabi Tel Aviv po zakończonym sezonie zapewniał, że zostanie z drużyną na następny sezon, a tydzień po wypuszczeniu wywiadu podpisał kontrakt z FC Basel. W Bazylei także po dobrym okresie zapowiadał następne sukcesy, po czym tydzień po zapadłych deklaracjach rozwiązał kontrakt i trafił do Fiorentiny. W TJ Quanjian odsunął od składu dwóch podstawowych graczy, a prezes zapowiedział, że jak ich nie cofnie z powrotem do pierwszej drużyny, to go zwolni. Portugalczyk poleciał tego samego dnia, co pachniało pewnego rodzaju skonspirowaną akcją właśnie po to, aby wylecieć. Z drugiej strony tutaj trzeba wziąć poprawkę na to, że ten klub już nie istnieje, a ich prezes od dwóch lat siedzi w więzieniu. Przed Polską okoliczności rozstania z Bordeaux także nie należały do najlepszych wizerunkowo. Sousa chciał się rozstać z Francuzami za porozumieniem stron, bo negocjował z Benficą. Stołeczna ekipa jednak się rozmyśliła, gdyż przekonała do siebie Jorge’a Jesusa (tego samego, który ostatnio rozstał się z Benficą, licząc jeszcze na zmianę zdania włodarzy Flamengo, gdyż początkowo to on był ich faworytem, lecz zdaniem Brazylijczyków za długo zwlekał). Wtedy Sousa został na lodzie (tak jak i teraz wciąż teoretycznie może się wydarzyć) i nagle zaczął się domagać od Bordeaux 2,2 mln euro, bo stwierdził, że w sumie to on nadal jest ich trenerem. Ostatecznie doszedł do porozumienia z działaczami, otrzymując równowartość jego siedmiu wypłat w formie odszkodowania. Tak więc odchodząc w taki sposób od swoich klubów, Sousa na pewno nie ma zbyt sporego poważania u swoich byłych podopiecznych i sam zapewne nie ma zamiaru takowych sprowadzać, gdyż na pewno nie chce narażać swojego autorytetu w nowej ekipie.
— Michał (@majkel1999) December 28, 2021
Funny thing is, this isn't the first time that Paulo Sousa has pulled this stunt before.
— Pat Novak (@PatricNova) December 27, 2021
Back in 2020 when he was coaching Bordeaux (and getting poor results), he started negotiating behind their backs with Benfica. Bordeaux found out and also refused to terminate his contract. pic.twitter.com/QOya7VQdTj
Choć okoliczności były inne, to odejście Paulo Sousy z Tianjin Quanjian również było dość śmierdzące. Szkoleniowiec trafił na dywanik prezesa po tym, jak odsunął od składu kilku zawodników. Prezes postawił ultimatum, że jeśli Sousa nie zmieni swojej decyzji, to zaraz straci pracę pic.twitter.com/uRfyMQbB4S
— Maciej Łoś🇨🇳🇵🇱⚽️ (@MLos1996) December 27, 2021
Czysto hipotetycznie, postanowiłem sobie sprawdzić, jaki piłkarz z kadrowiczów Sousy pasowałby do jego układanki w Flamengo – nie zostało to zrobione na bazie jakiegoś głębszego researchu tego zespołu – nie wiem, jakie obecnie ma potrzeby, ale wiem mniej więcej, jak wygląda poziom tego klubu, bo co jakiś czas oglądam ich spotkania, wiem, kogo Paulo Sousa w kadrze cenił, wiem, na kogo potencjalnie byłoby stać Flamengo i czy taki zawodnik byłby zainteresowany taki ruchem oraz wiem, kto wyróżnia się dość niezłą techniką, która mogłaby się dobrze odnaleźć w warunkach brazylijskich. Wiem także, komu potrzebne byłoby tego typu wyzwanie w karierze jako nowy bodziec do dalszego rozwoju. Nie ukrywam, że do tego artykułu zaintrygował mnie wpis jednego z brazylijskich kibiców Flamengo, pytającego Kamila Rogólskiego o możliwą przydatność Tymoteusza Puchacza w ich klubie. Kamil odpowiedział szczerze i słusznie. Ponadto, choć Sousa go niezmiernie cenił, to jednak wątpliwe, aby zdecydował się w ogóle rozważać jego temat, ze wzgląd na taką, a nie inną charakterystykę, niekoniecznie pasującą do południowoamerykańskiego futbolu.
Entendo… Achas que algum jogador polonês pode ser indicado pelo Paulo Sousa? E se poderia se adaptar bem e etc… Como o Tymoteusz Puchazs? Gostei dele e precisamos de um Ala esquerdo.
— Victor Rocha (@Victorupcrf) December 28, 2021
1. Karol Świderski
Karol Świderski to jedno z odkryć Paulo Sousy dla reprezentacji. Poprzedni selekcjoner, Jerzy Brzęczek notorycznie unikał powoływania kogokolwiek do napadu spoza trio: Lewandowski, Milik, Piątek. Jednak pod wpływem urazów i przeciętnej formy Milika i Piątka, Sousa musiał rozejrzeć się nieco szerzej. Popularni mejweni wciąż wygłaszali, że może warto byłoby zwrócić uwagę na takich piłkarzy jak Przybyłko, Świderski czy Buksa. I Portugalczyk w końcu zdecydował się na dwóch z nich – Świderskiego i Buksę. Obaj byli zaliczani jako pozytywne odkrycia, jednak „Świderek” ma w sobie to coś, że wchodząc na mecze z lepszymi rywalami, nawet z ławki, potrafi wnieść różnicę właśnie dzięki jakości technicznej. Dobra kontrola nad piłką, przegląd pola, umiejętność odnalezienia się pod bramką rywali – to coś, co go cechuje. Ma raczej dość kiepskie warunki fizyczne, ale właśnie swoimi umiejętnościami technicznymi idealnie pasowałby do Brazylii. Na pewno też w mniejszy sposób odczuwa złość wobec Sousy, mając na uwadze to, że właśnie on go wprowadził do kadry.
Obecnie występuje w greckim PAOK-u Saloniki, gdzie gra od 2019 roku. Od tego czasu wystąpił tam w 143 spotkaniach, strzelając w nich 34 bramki oraz asystując 14-krotnie. Wcześniej reprezentował barwy Jagiellonii Białystok, w której dość długo i nieharmonijnie się rozwijał. W stolicy Podlasia zagrał 128 razy, 25-krotnie trafiał do siatki rywali i osiem razy podał do kolegi z drużyny po raz ostatni przy zdobyciu gola. W reprezentacji jego bilans to 14 gier i sześć trafień. Nigdy nie był typem golleadora. To bardziej napastnik, czujący się lepiej za plecami tego typowego snajpera bądź grający po prostu indywidualnie jako fałszywa dziewiątka. W ostatnim czasie sporo mówiło się o zainteresowaniu włoskich klubów z Serie A. Flamengo mogłoby być dla niego ciekawym krokiem w karierze do dalszego rozwoju, przeżycia interesującej przygody oraz ku szerzeniu swojego nazwiska. Na pewno atutem jest to, że jego agent Mariusz Piekarski, sam reprezentował kiedyś barwy Flamengo i ma świadomość tego, jak jest to duży klub.
2. Karol Linetty
Karol Linetty to zawodnik z kolei o znacznie większej renomie niż Karol Świderski, ale za to znajduje się trochę na zakręcie swojej kariery. Po doskonałych kilku latach w Sampdorii, w Torino już tak do siebie nie przekonuje. Często ma problem z zagrzaniem sobie miejsca w składzie na dłużej. Być może kierunek Rio de Janeiro byłby optymalnym bodźcem dla naszego Karolka, aby coś jeszcze wycisnąć ze swojego kariery i coś ciekawego przeżyć, zanim wróci do Lecha Poznań?
Nie da się ukryć, że z Paulo Sousą najpewniej też nie ma złych relacji. Linetty nigdy nie otrzymał od jakiegokolwiek selekcjonera jakiejś poważniejszej szansy. Był moment, że za Jerzego Brzęczka na jednym, może dwóch zgrupowaniach, zaczął wychodzić w podstawowym składzie i zbierać pozytywne recenzje. Chwilę później do zespołu przyszedł jednak Portugalczyk, Linetty miał swoje problemy zdrowotne oraz z grą, więc nie otrzymał nawet powołania. Potem jednak 51-latek zaczął ponownie go zabierać na kadrę i w kilku istotnych meczach robił z niego podstawowego zawodnika, wpuszczał go w ważnych momentach, choć konkurencja w środku pola w Polsce nie była taka, jak jest obecnie, od lat!
„Karolek” swoją karierę rozpoczął w Lechu Poznań, który słynie z wypuszczania w świat utalentowanej młodzieży. W stolicy Wielkopolski zagrał 112 razy, strzelając 11 bramek, asystując przy 15 trafieniach. Sampdorię z kolei reprezentował w 132 spotkaniach. Zdobył tam 8 bramek i zaliczył 11 asyst. W Torino, póki co, rozegrał 45 meczów, a w nich zdobył jednego gola i odnotował trzy asysty. To wciąż stosunkowo młody zawodnik (26 lat), a jakże doświadczony, jak na swój wiek. Być może taki krok w swojej karierze byłby optymalnym bodźcem do dalszego rozwoju i wprowadzenia pewnych modyfikacji w swoim życiu. Natomiast znając Karola, jego spokojny tryb życia, zmiany rodzinne mające miejsce na przestrzeni ostatnich lat (narodziny dziecka, większa stabilizacja życiowa), wątpliwe, aby chciał zdecydować się na taki krok. Co oczywiście zrozumiałe, choć jednak w pewnym sensie szkoda byłoby nie zdecydować się na taką opcję, gdyby była takowa możliwość.
Jego nominalna pozycja to środek pola. W tej strefie boiska może występować we wszelakich wariantach. Może grać zarówno jako mezzala, może grać bardziej w centrum, może być bardziej cofnięty, ale także i bardziej wysunięty. To idealny zawodnik pod tym kątem, że można dopasować go do wszelakiej taktyki – on się odnajdzie.
3. Sebastian Kowalczyk
Dość nieoczywisty kandydat. Paulo Sousa także zaskoczył większość Polaków, powołując go na pierwsze zgrupowanie reprezentacji narodowej. Ostatecznie nawet nie dostał szansy na debiut, ale mimo to wydaje się bardzo ciekawym zawodnikiem.
Ktoś może puknąć się w czoło i stwierdzić, że jak w ogóle możemy przymierzać zawodnika z Ekstraklasy do ligi brazylijskiej. Ale umówmy się – skoro posyłamy najbardziej wyróżniających się piłkarzy z naszej ligi do Premier League, Bundesligi czy Serie A, to jak najbardziej można zarekomendować piłkarza do Kraju Kawy, który może nie jest absolutnym TOP-em Ekstraklasy, ale także się wyróżnia, trzyma pewien poziom od dłuższego czasu i w tak młodym wieku wyprowadzał już swoją drużyną z opaską kapitana, i to niejednokrotnie.
Kowalczyk wręcz idealnie pasuje do futbolu, jaki preferuje się w Brazylii. Niski zawodnik, grający dynamicznie, świetnie operujący na małej przestrzeni, robiący właśnie w tego typu strefach przewagę. Dość zaskakujący bywa zupełny brak zainteresowania nim przez zagraniczne kluby z jakiegokolwiek sortu. Kowalczyk nawet samym swoim stylem bycia przypomina typowego Brazylijczyka (tak, wiem, że to żaden argument, tak mi się po prostu skojarzyło).
Kowalczyk występuje na pozycji środkowego pomocnika ofensywnego bądź skrzydłowego. Według mnie świetnie odnalazłby się w ustawieniu 3-4-2-1, gdzie mógłby tworzyć kapitalną przewagę w półstrefach. W Pogoni Szczecin wystąpił dotąd w 133 meczach, strzelając w nich 12 bramek i odnotowując 11 asyst.
Prawdę mówiąc, nie ma co brać do siebie tego typu zestawienia. Jaka jest jego realność – nie wiemy. Zapewne niska. Ale co nam szkodzi przyjemnie porozmyślać o piłce, nawet gdy mowa o potencjalnie całkiem nierealistycznych na obecny moment sprawach.
Patryk Projs


