Kornel Traczyk: Start z pozycji underdoga na pewno nam się podoba

Share on facebook
Share on twitter
korn

Dość niespodziewanie jedynym przedstawicielem Wrocławia w 1/16 finału Pucharu Polski jest Ślęza Wrocław. Trzecioligowiec w poprzednim etapie rozgrywek pokonał Wigry Suwałki co jest największym do tej pory osiągnięciem w nowożytnej historii klubu. Spory udział w sukcesie wrocławskiej drużyny miał Kornel Traczyk. Pomocnik w rozmowie z nami zdradza co jest przyczyną tak rewelacyjnej formy w pucharowych rozgrywkach, a także opowie o zbliżającym się meczu z Górnikiem Łęczna, rywalizacji w III lidze oraz o zwycięstwie z reprezentacją Dolnego Śląska w UEFA Regions Cup.

W poprzednim sezonie rozgrywki w III lidze zakończyliście dopiero na 11. miejscu. Po przerwie spowodowanej pandemią wyraźnie jednak odżyliście. Zdobyliście regionalny Puchar Polski i pokonaliście Wigry Suwałki. W czym tkwi ta przemiana Ślęzy?

Czynników mających wpływ na naszą przemianę jest kilka. Przede wszystkim głód gry spowodowany przerwą w rozgrywkach oraz niedosyt wyżej wspomnianym 11 miejscem, a także chęć udowodnienia, że stać nas na więcej. Kolejną pozytywną zmianą było na pewno również to, że po wielu latach Ślęza w końcu doczekała się własnego obiektu, na którym trenujemy i gramy mecze od kilku miesięcy. W przerwie wakacyjnej dołączyło do zespołu sporo dobrych, młodych zawodników, ale również paru bardzo doświadczonych, co niewątpliwie pozwoliło uzyskać pewnego rodzaju balans w drużynie.

Mało kto spodziewał się, że wygracie z Wigrami Suwałki, które dopiero co spadły z Fortuna 1. Ligi. Podeszliście do tego meczu bez kompleksów. Wydawało się, że to wy gracie o ligę wyżej niż goście z Suwałk.

Cóż, my się spodziewaliśmy. Mieliśmy w tym okresie swój czas, passa zwycięstw na pewno dodawała nam pewności siebie, a mecze z drużynami z wyższych lig dają dodatkową motywację. Do meczu przystępowaliśmy z wiarą w zwycięstwo i swoje umiejętności. Myślę że pokazaliśmy tym meczem, że nie można nas lekceważyć.

Byliście zaskoczeni, że w kolejnej rundzie będziecie jedynymi przedstawicielami Wrocławia? Wszyscy liczyli na Śląsk, a tu ”Trójkolorowi” dość nieoczekiwanie odpadli po rzutach karnych z ŁKS-em…

Jak widać nie tylko my sprawiliśmy niespodziankę. Szkoda, że odpadli. Osobiście bardzo liczyłem, że może trafimy na siebie, bo do tej pory derby rozgrywaliśmy jedynie z drużyną rezerw Śląska. Jeżeli się nie udało w tej rundzie to może w następnej, ale najpierw trzeba wygrać swój mecz. My się z tego zadania wywiązaliśmy.

Gdybyś miał tak opisać, co jest największą siłą waszej drużyny?

Atmosfera w szatni. U nas nie ma grupek. Jesteśmy jak po prostu grupa przyjaciół która gra w piłkę. Do tego każdy potrafi grać w piłkę i tak robimy co możemy w starciach z drużynami, które mają ogranych w wyższych ligach zawodników i którzy zarabiają pieniądze. Ogólnie nawet jak testy są to zostają osoby, które coś wnoszą do szatni. Najczęściej nie mamy takich szarych myszek, a jak mamy to po miesiącu już mówią co myślą.

Czyli w Ślęzie stawiacie na kolektyw zamiast na konkretną jedną gwiazdę. A gdybyś mógł wybrać najbardziej kluczowych zawodników, kogo byś wyróżnił? Możesz też oczywiście siebie.

Nigdy siebie jako lidera nie traktowałem (śmiech). Wydaje mi się, że kluczowym graczem zespołu jest najbardziej doświadczony piłkarz, jaki jest w naszej drużynie czyli Adam Samiec. Nie jest kapitanem, ale daje dużo cennych uwag, nie wchodzi w konflikty. Skromny człowiek, który wszystkim pomaga. Jest pewny w obronie, co uspokaja też resztę podczas meczu. Co do kolektywu to tak na pewno, najpierw sukces drużyny, a potem na nim może się ktoś wybić.

Już we wtorek zagracie z Górnikiem Łęczna. Do tej pory beniaminek Fortuna 1.Ligi nie zaznał jeszcze goryczy porażki. Znów przystępujecie do meczu jako underdog. Jak oceniasz wasze szanse?

Start z pozycji underdoga na pewno nam się podoba. W tym meczu nic nie musimy, a wszystko możemy. Sytuacja obecnie jest zdecydowanie inna, zgrubiliśmy gdzieś nasz rytm, a powrót do dobrej formy po zwycięstwie z takim przeciwnikiem byłby czymś naprawdę wspaniałym. Do meczu na pewno jednak podejdziemy po raz kolejny bez kompleksów i pełni ambicji.

fot. pilkanozna.slezawroclaw.pl

Jak się gra i trenuje na nowym stadionie w Klokoczycach? Pod względem wielkości i jakości obiektów treningowych pozazdrościć wam może ekstraklasowy Śląsk.

Spędziłem już trochę lat w Ślęzie dlatego cieszy mnie podwójnie, że w końcu mogę wejść do szatni i wiem, że jest „moja”. Mogę zostawić w niej swoje rzeczy na kolejny trening, bo wiem, że odbędzie się w tym samym miejscu a nie jak do tej pory, że musieliśmy tułać się po Wrocławiu i trenować tam gdzie jest miejsce. Dwa duże boiska, w tym jedno pod balonem dają nam komfort trenowania w każdych warunkach.

Uważasz, że wasz obiekt jest przewagą w walce o awans do II ligi?

Nasz obiekt dał nam przede wszystkim poczucie komfortu ale czy dał nam przewagę w walce o awans? Nie sądzę. To od nas, zawodników i sztabu szkoleniowego zależy, abyśmy przewagę pokazywali nad przeciwnikami niezależnie od boiska na którym gramy. Już we wcześniejszych latach pokazaliśmy, że jesteśmy wśród grona kandydatów do awansu czy to z naszymi boiskami czy bez.

Skoro jesteśmy już przy tym temacie to w poprzednich sezonach byliście bardzo blisko awansu na szczebel centralny. W rozgrywkach 2017/2018 i 2018/2019 zajęliście 2. miejsce. Teraz po 13 spotkaniach macie 27 punktów i zajmujecie 3. pozycję w tabeli. Do prowadzącego Ruchu Chorzów tracicie jednak 8 punktów. Uważasz, że w końcu to jest ten rok w którym wywalczycie promocję czy dmuchacie na zimno?

Oczywiście marzymy o awansie, uważam jednak, że powinniśmy się skupiać na kolejnym najbliższym meczu, a nie patrzeć tylko na końcowy cel. Gubiąc punkty jak w ostatnim czasie utrudniamy sobie to zadanie. Jednak wygrana w meczach zarówno z obecnym liderem jak i wiceliderem (Ruch Chorzów i Polonia Bytom przyp. red.) na pewno pokazuje, że mamy potencjał grania ligę wyżej, a awans nie byłby przypadkiem.

Trzeba powiedzieć, że macie w tym sezonie lekko pod górkę. Gracie na trzech frontach (III liga, Puchar Polski, Regionalny PP), a wasz trener, Grzegorz Kowalski często musi rotować składem. Gra co trzy dni wam przeszkadza czy już przyzwyczailiście się do tego faktu?

Zmęczenie graniem co trzy dni nawet w najlepszych ligach jest widoczne. U nas dodatkowo wielu zawodników pracuje albo się uczy, co dodatkowo nas obciąża. Czasu na regenerację jest niewiele. Mamy jednak szeroką kadrę i nie mamy „żelaznej jedenastki”. Wyjściowy skład często się zmienia, dzięki czemu osoby wchodzące z ławki nie powodują spadku jakościowego drużyny. Większym problemem jak dla mnie jest nieregularność gry, która jest coraz większa z powodu sytuacji z pandemią. Wypadasz przez to z rytmu, przygotowujesz się do meczu tylko po to żeby się dowiedzieć że jest przełożony, to nie pomaga.

fot. pilkanozna.slezawroclaw.pl

Po meczu z Lechią Zielona Góra (1:1 przyp. red.) trochę zawrzało, bo jak napisano na stronie internetowej waszego klubu ”Po dzisiejszym meczu zastanawiamy się, czy końcowa kolejność w tabeli III ligi nie została już ustalona i czy nie możemy jednemu z zespołów pogratulować awansu”. Jak to skomentujesz?

Jako zawodnik wolałbym się skupiać jedynie na sprawach boiskowych. Jedynie mogę się odnieść do tego co wydarzyło się na murawie, bo poziom sędziowania chociażby w wyżej wspomnianym meczu pozostawiał wiele do życzenia. I chociaż wiem, że winę za niepowodzenia często zrzuca się na arbitrów, tak w tym przypadku naprawdę w trakcie meczu poczuliśmy się po prostu oszukani.

Wiemy w jak trudnej sytuacji pandemicznej znajduje się nasz kraj. Czy wierzysz w to, że sezon w niższych ligach zostanie zakończony? Czy słyszałeś jakieś informacje na temat tego czy będziecie mogli kontynuować granie czy też nie?

Jesteśmy bombardowani z każdej strony sprzecznymi informacjami. Już teraz ciężko, żeby w danej kolejce odbyły się wszystkie mecze, co chwile są przekładane, a sytuacja się pogarsza. Chciałbym zagrać pełny sezon i wierzę, że chociaż z przerwami to uda się go dograć.

Jeszcze tydzień temu w lidze holenderskiej Ajax Amsterdam rozgromił VVV Venlo 13:0, ale wy też zmiażdżyliście swoich rywali. We wrześniu w ramach okręgowego Pucharu Polski wygraliście aż 21:0 z B-klasową Skrą Wojnowice. Jak wspominasz ten mecz i czy pamiętasz, żebyś uczestniczył wcześniej w podobnym pogromie?

Mecz Ajaxu był ewenementem na pewno na skalę światową. Rzadko się zdarza taki wynik w meczu drużyn na tym samym poziomie. U nas jednak kiedy trafia zespół chociażby tylko III ligowy na A czy B- klasowy, takie wyniki są już częstsze i chociaż to najwyższe zwycięstwo w meczu w którym grałem to pamiętam przynajmniej kilka wyników 2-cyfrowych w trakcie grania w Ślęzie jak np. 13:0 rundę wcześniej z A-klasowym Liderem Borów. I chociaż chłopakom ze Skry na pewno nie brakowało ambicji, jest to zespół z moich okolic i czasami oglądam ich mecze na weekend kibicując znajomym tam grającym, to nie widzę sensu takich meczów, bo żadna to dla nich przyjemność tyle przegrywając.

fot. pilkanozna.slezawroclaw.pl

Na chwilę odejdziemy od tematów klubowych. W ubiegłym roku triumfowałeś z reprezentacją Dolnego Śląska w UEFA Regions Cup, a więc amatorskich mistrzostwach Europy. Jak wspominasz ten turniej?

Turniej finałowy jak i etapy eliminacyjne to na pewno jedne z najpiękniejszych wspomnień nie tylko piłkarskich, ale i w całym życiu. Emocje towarzyszące końcowemu gwizdkowi w finale nie do opisania. Czułem się jakbym wygrał Ligę Mistrzów (śmiech).

Jak wyglądała wasza droga do Regions Cup? Zakładam, że musieliście najpierw przejść przez kwalifikacje?

Droga jaką przebyliśmy od pierwszego meczu eliminacyjnego do momentu podniesienia pucharu to długa ale bardzo ciekawa historia z wieloma zwrotami akcji. Gdybyśmy byli Barceloną albo Realem Madryt już dawno byłby o tym film. Zagraliśmy z tego co pamiętam 12 spotkań w ciągu 2 lat, od eliminacji makroregionalnych, Mistrzostw Polski w Niepołomicach, turnieju eliminacyjnego w Toskanii aż do turnieju finałowego w Bawarii, przegrywając jedynie raz we Włoszech z miejscową reprezentacja Toskanii 1:2. Gospodarzom zabrakło jednej bramki i to oni pojechaliby na turniej w Bawarii. W tamtym meczu również sędziowie dali o sobie znać. Usilnie chcieli przepchnąć gospodarzy dalej, ale na szczęście im się nie udało. Zostali zawieszeni po meczu, tam konsekwencje wyciągnięto od razu, a u nas sędziowie są bezkarni.

W teorii ten turniej jest amatorski, dlatego chciałbym zapytać o całą otoczkę tego czempionatu.

Jako amatorzy mieliśmy szansę zasmakować na prawdę profesjonalnej piłki nożnej i chociaż przez chwile poczuć się jak zawodowcy. W ciągu dnia dwa treningi, w międzyczasie regeneracja, odnowa, odpoczynek, posiłki, czas dla siebie. Skupialiśmy się tylko na sobie, a nie na codziennych obowiązkach. Stadiony oprawione banerami jak na Lidze Mistrzów. Wyliczony czas przyjazdu, na przebranie, rozgrzewkę. Wszystkiego dopilnowywali delegaci z UEFA.

Byłeś najlepszym strzelcem swojej drużyny. Zdobyłeś cztery bramki, w tym jedną z rzutu karnego w finale z Bawarią. Coś się zmieniło w tobie po wygranym turnieju?

Chyba jedynie wzrosła mi boiskowa pewności siebie. Taki sukces mimo, że dla niektórych to tylko turniej amatorski, dla to mnie bardzo duże osiągnięcie, które potrafi uskrzydlić.

Wygraliście UEFA Regions Cup dokładnie 12 lat po pierwszym triumfie w tym turnieju przez również reprezentację Dolnego Śląska. Wtedy świeżo po tym czempionacie angaż w wyższych ligach dostali Arkadiusz Piech czy Janusz Gol. Czy po tym turnieju ktoś z waszej kadry dostał podobne propozycje dotyczące gry choćby na szczeblu centralnym?

Z tego co mi wiadomo to nie, nikomu nie udało się wybić i zaistnieć w poważnej piłce. Skauci nie pofatygowali się do Niemiec czy Włoch, żeby oglądać amatorów. To, że nikogo nie było albo było ich bardzo mało wnioskuję z wywiadu z prezesem Andrzejem Padewskim dla TVP Sport z tamtego okresu.

fot. Uefa.com

A jak wygląda twoja sytuacja teraz? Były jakieś oferty latem od drużyn występujących na szczeblu centralnym?

Co okienko transferowe słyszę jakieś szepty, że ktoś się interesuje, ale koniec końców nigdy nic z tego nie wychodzi, a mi lata lecą.

Pod koniec grudnia skończysz 24 lata. Biorąc pod uwagę to, że wciąż grasz na poziomie amatorskim, czy zastanawiasz się nad tym co będziesz robił dalej? Czy będziesz kontynuował karierę piłkarską czy jednak skupisz się na innych rzeczach?

Granie profesjonalne zawsze należało do sfery moich marzeń. Tak długo jak gram, tak długo wydaje mi się, że wierzę, że jeszcze coś może się wydarzyć. Nigdy nie postawiłem wszystkiego na jedną kartę, dlatego też równocześnie grałem w piłkę i studiowałem na Politechnice Wrocławskiej. We wrześniu tego roku obroniłem pracę inżynierską i zacząłem szukać pracy zgodnej z moim wykształceniem. Mimo, że wciąż gram w piłkę moje priorytety chcąc nie chcąc muszą się powoli zmieniać.

To tak na koniec: jakie są twoje cele na ten sezon i czego sobie byś życzyl na ten czas?

Cel na ten sezon jest jeden, awans do II ligi. Sobie życzę zdrowia i kilku bramek oraz żeby moi rodzice i dziewczyna dalej wspierali mnie w mojej pasji i we mnie wierzyli.

Rozmawiał Bartosz Wieczorek