fbpx

Kornel Paszkiewicz: Emocje są dla kibiców, nie dla mnie!

Share on facebook
Share on twitter
Kornel Paszkiewicz

Sędzia KS Wrocław Kornel Paszkiewicz ma za sobą udany sezon na zapleczu ekstraklasy i wiele na to wskazuje, że niebawem może się w niej pojawić. Już nie tylko jako arbiter techniczny, ale główny rozjemca boiskowych zmagań, o czym marzył przez wiele lat. Czym jest pasja do sędziowania, za co szanuje arbitrów z niższych lig i dlaczego VAR jest potrzebny? Zapraszamy na rozmowę z wrocławskim „gwizdkiem”.

Zacznę nietypowo, jesteś z Wrocławia, więc zapewne kojarzysz sytuację z meczu Śląsk Wrocław – Lech Poznań. Krzysztof Mączyński wyprostowaną nogą atakuje Dani Ramireza za co otrzymuje żółtą kartkę. Zdania są podzielone, co do kary, wiele osób twierdzi, że „Mąka” powinien wylecieć z boiska. Jakie jest twoje?

Wiem, o której sytuacji mówisz, znam ją i nawet kilkakrotnie proszony byłem o komentarz w tej sprawie. Mamy jednak wśród sędziów zasadę, że nie komentujemy swoich decyzji nawzajem. Zatem – sorry – mam swoją opinię na ten temat, ale zostawię ją dla siebie.

Piłkarz Śląska po meczu komentował całą sytuację w mediach społecznościowych upierając się, że nie złamał przepisów na „czerwień”. Twoim zdaniem powinien w ogóle w tej kwestii zabierać głos?

Nie będę odwoływał się do Krzyśka, powiem ogólnie. Jestem ogromnym zwolennikiem starej piłkarskiej zasady – co w szatni to w szatni, co na boisku, to na boisku. Sprawy środowisko piłkarskie powinno załatwiać między sobą, a ewentualne spory powinny być załatwiane face to face po meczu w myśl zasady „łączy nas piłka”.

Każdy się myli – sędziowie, piłkarze, trenerzy, dziennikarze – i prawem kibiców jest ich ocenić, skrytykować, bądź pochwalić. My – sportowcy – powinniśmy publicznie tego prawa nie nadużywać. To trochę tak, jak gdybym ja po meczu powiedział o jakimś piłkarzu, że zagrał słabo lub pomylił się w prostej sytuacji. Wyobrażasz to sobie?

Nie, ale wiesz, jak to po ostatnim gwizdku wygląda, często jest sporo emocji…

Emocje mogą charakteryzować kibiców, profesjonalny piłkarz, sędzia, trener musi sobie z nimi radzić, musi być przygotowany do meczu nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. Osobiście jestem zdumiony jak widzę doświadczonego piłkarza, który po meczu nie kontroluje słów, czy nie radzi sobie z emocjami. W obecnych czasach to podstawa – pewnych granic nie powinno się przekraczać.

Wielu jest takich zawodników, którzy nie kontrolują emocji w polskiej piłce? Jesteś sędzią głównym w pierwszej lidze i technicznym w ekstraklasie, więc znasz ich niemal wszystkich, jakbyś to procentowo ocenił?

Maksymalnie kilka procent. Większość ma świadomość o co gra i jak ma się zachowywać, a nawet jeśli na chwilę o tym zapominają, to szatnia szybko o dobrym wychowaniu im przypomina. Sam niedawno miałem sytuację po meczu 1 ligi, kiedy jeden z zawodników w trakcie spotkania był wyjątkowo irytujący, ciągle dyskutował i podważał decyzje naszego zespołu sędziowskiego. Po końcowym gwizdku jednak podszedł, przybił piątkę i przeprosił. Tak to powinno wyglądać, nawet gdy masz gorszy dzień, powinieneś na końcu pokazać klasę. Łączy nas piłka.

Ty ją pokazujesz w tym sezonie, dlatego mówi się głośno o twoim awansie do ekstraklasy. 35 lat i najwyższa klasa rozgrywkowa. Brzmi nieźle.

Pracuję na to, cały czas podnosząc kwalifikacje i będąc skupionym na celu. Miałem bardzo dobrą końcówkę sezonu. Można powiedzieć, że w ostatnich 4-5 meczach złapałem fajny rytm meczowy po koronawirusie.  Oczywiście nie ustrzegłem się błędów, bo te zawsze się pojawiają, ale miałem dobry sezon. Nie wiem, czy awansuję, to nie tylko ode mnie zależy, ale mam swoje cele i dalekosiężne plany.

Robię swoje najlepiej jak potrafię, a wtedy wiem, że dojdę do swojego celu. Mam jednak zasadę małych kroków – step by step i sporo pokory. Wiem, że dziś jestem po serii dobrych meczów, ale jak przytrafi się jeden fatalny, to o tych dobrych nikt już nie będzie pamiętał. Dlatego muszę cały czas udowadniać swoją wartość, bo sędziów najczęściej pamięta się ze spektakularnych wpadek, a nie dobrej roboty.

Fot. Chrobry Głogów

To w ogóle jest dobry sezon dla Kolegium Sędziów Wrocław. Damian Sylwestrzak, Marek Opaliński, Michał Hnatkiewicz, to sędziowie, którzy pukają do ekstraklasy, tak dobrze chyba nigdy nie było?

Trzeba pamiętać jeszcze o Adamie Karasewiczu, Jakubie Zalewskim, Krzysztofie Stępniu, Łukaszu Sobiło czy Sebastianie Tarnowskim. To grupa zdolnych ludzi, którzy jakiś czas temu poszli w stronę profesjonalnego sędziowania na Dolnym Śląsku. To nie bierze się z niczego, jest efektem wielu lat pracy i  zachęcam do niej młodych ludzi. Mają przecież wielu wymienionych powyżej sędziów z regionu, którzy reprezentują poziom centralny, jak zaczynałem takiego komfortu nie było.

Powiem jednak szczerze, że niewielu jest młodych chłopaków, którzy chcą z tego korzystać. Ja mam jednego podopiecznego z całego Dolnego Śląska (jestem jego tzw. mentorem), z którym jestem w stałym kontakcie i który często konsultuje ze mną swoje decyzje. To dziwne. Nie wiem, czy to strach, czy brak ambicji? Nie ma niestety wielu chłopaków, którzy chcą się rozwijać. Nawet gdy ktoś rokuje, potem słabo pisze testy, albo odpada na bieganiu. Ale myślę, że jest to dobry moment, żeby wielu młodych i ambitnych się obudziło.

Może dlatego, że nie mają motywacji. Zarobki sędziów są niskie, szczególnie na początku drogi z gwizdkiem.

To jest pasja – zgadzam się. Uważam jednak, że w wyższych ligach to naprawdę przyzwoite apanaże, a przy odpowiednim zacięciu i ambicji awans można osiągnąć szybko. Problem jest często inny – mentalny. Wielu sędziów na początku nie radzi sobie z presją. Usłyszą kilka nieprzyzwoitych inwektyw w swoją stronę i rezygnują. Inna sprawa, że nie każdy nadaje się do profesjonalnego sędziowania –  z różnych powodów, nawet tak prozaicznych, jak priorytetowe traktowanie codziennych obowiązków. Ja to szanuję, bo w B-klasie też ktoś musi sędziować. Takich ludzi też trzeba wspierać. Byle robili to z odpowiednim szacunkiem. Dziwi mnie, gdy czasem słyszę opinie od młodych sędziów, że przecież w wyższych ligach jest jeszcze gorzej, bo na trybunach jest więcej kibiców. Bzdura! Tam jest cywilizacja, dobra organizacja, ochrona, nie dochodzi do sytuacji, gdzie tuż za plecami arogancki kibic z butelką w ręku cię obraża. Im wyżej, tym bezpieczniej.

Często mówi się, że dobry sędzia, to w przeszłości dobry piłkarz. Ty kariery piłkarskiej nie zrobiłeś.

A kiedy miałem ją zrobić, jak wieku 20 lat zacząłem sędziować? Zapewniam cię jednak, że w grupach młodzieżowych reprezentowałem niemal wszystkie wrocławskie klubu przez Parasol, Ślęzę, po Polonię i Śląsk. Potem zająłem się już gwizdaniem. Przecież ja też zaczynałem od B-klasy, zresztą na jednym z moim pierwszych meczów był mój tato – w Chwalimierzu. Wytrzymał 15 minut. Kibice jechali ze mną równo z trawą. To normalne, tego nie unikniemy.

Przypomniała mi się zabawna historia, kiedy Michał Hnatkiewicz po meczu w ekstraklasie pojechał posędziować spotkanie niższej ligi i jeden z piłkarzy wykrzyczał mu prosto w twarz, że „całe życie będzie sędziował B klasę”. Paradoks, bo gość przed chwilą biegał przed kamerami Canal +. Zmierzam do tego, że młodzi sędziowie takimi tekstami nie powinni się przejmować. Ja dziś za mecz w 1 lidze zarabiam netto około 1400 złotych, arbiter B-klasy musi na to pracować całą rundę, to co, nie opłaca się zagryźć zębów i doczekać się takiej wypłaty za 90 minut biegania po boisku?

Tym bardziej, ze tych meczów można dostać nawet kilka w weekend.

No właśnie, nie wspomnę o wymiarze zdrowotnym. Ciągle w ruchu, niemal cały tydzień w wysokiej formie. Same plusy. A jak na dodatek wpadnie kilka stówek w weekend – super!

Miałeś okazję brać udział w starych testach sędziowskich – tzw. biegu coopera – i obecnych, tzw. biegu interwałowym. Które oceniasz lepiej?

Oczywiście bez porównania obecne. Przecież sędzia w trakcie meczu nie biega tempem jednostajnym, poza tym test coopera był przewidywalny, ja na przykład chodziłem bezpośrednio przed nim do parku z ojcem, on wyznaczał mi pętlę 3200 metrów i zasuwałem, by osiągnąć jak najlepszy czas –  nie miało to nic wspólnego z piłką, niewiele w tym było sensu, ale trzeba było osiągnąć cel i wielu z nas podchodziło tak do tematu. Jednym słowem – nieporozumienie.

A czy przypadkiem nie jest nieporozumieniem, że dziś na profesjonalnym poziomie 6 sędziów ocenia grę zawodników? Czy my już nie wariujemy? VAR + goal line technology to przecież jakieś szaleństwo…

Piłka się zmienia. Ewoluuje. Może dla ciebie – jako kibica – to rzeczywiście przesada. Często spotykam się z opinią, że spontaniczność została już dawna zabita, albo, że to tylko sport. Dla kibiców może tak być. Ale dla prezesów czy sponsorów już nie– cytując klasyka „dla nich to nie jest kwestia życia i śmierci. To coś o wiele bardziej poważnego”.

Ja mam inne zdanie, uważam podobnie jak Franklin Foer – że mitologizujemy ten sport. Zupełnie niepotrzebnie. Poza tym moim zdaniem VAR was deprecjonuje, sprawia, że przestajecie być „królami murawy”. Za chwilę nikt się z Wami nie będzie liczył.

Nie jest tak, uwierz mi. Sędziowanie z VAR-em nie jest łatwe, bo sędzia wie, że jak się pomyli, ktoś mu może pomóc. To paradoksalnie nie pomaga. Główną ideą VAR-u jest reakcja wyłącznie w sytuacjach klarownych, a większość kibiców myśli, że kontrowersyjnych. Uważam, że to jest uczciwe, bo wyklucza niepotrzebne dyskusje i do minimum ogranicza liczbę klarownych błędów.

Przykładowo. Za nami finał Pucharu Polski, który moim zdaniem fantastycznie posędziował zespół Pawła Raczkowskiego, z Michałem Obukowiczem i Pauliną Baranowską jako asystentami, Tomkiem Kwiatkowskim jako sędzią technicznym oraz Pawłem Gilem (VAR) i Marcinem Borkowskim (AVAR). W tym meczu miała miejsce sytuacja z zagraniem piłki ręką, po której piłka wpadła do bramki. Z boiska sytuacja ta jest niemalże nie do zauważenia. I po to jest właśnie VAR.

Fot. Zagłębie Sosnowiec

Najlepszy sędzia twoim zdaniem?

Uwielbiam futbol angielski. Zawsze imponowało mi sędziowanie Howarda Webba. Jego przygotowanie fizyczne, szacunek na boisku, sylwetka czy tzw. „man-management”.

Wiesz, że w tym momencie powinienem zakończyć z tobą wywiad? To nazwisko w Polsce jest wyjątkowo niepopularne.

Tak, wiem, że do końca życia Polakom Howard Webb kojarzył się będzie z Euro i karnym dla Austrii, ale, co ja na to poradzę. Webb był zawsze świetnie przygotowany fizycznie, dużo widział, szybko reagował. Kibice mają inne zdanie? Ich sprawa! Dodam tylko, że w Polsce mamy kilku topowych sędziów. Szymon Marciniak sędziuje w najwyższej kategorii jaka istnieje w Europie, Paweł Raczkowski, Daniel Stefański czy Paweł Gil są tuż za Szymonem. Grzechem byłoby nie podpatrywać ich sędziowania na poziomie międzynarodowym. Zresztą wyobraźmy sobie polskiego trenera, który prowadzi zachodnioeuropejski klub w lidze mistrzów. Przecież brak podpatrywania takiego trenera przez innych trenerów można by nazwać … „strzelaniem sobie w stopę”.

Marciniak ostatnio w wywiadzie dla Kanału Sportowego powiedział, że Michał Chrapek totalnie mu podpadł i już do końca życia będzie mu to pamiętał. Masz też takich zawodników?

Nie słuchałem całego tego wywiadu, ale nie wierzę, żeby Szymon powiedział, że „będzie mu to pamiętał do końca życia”.

A w odniesieniu do mnie, nie – bardziej pamiętam tych pozytywnych. Np. zawodników Podbeskidzia Bielsko-Biała – Figiela i Sierpinę, którym gratuluję awansu do Ekstraklasy. Na boisku często potrafią rozładować atmosferę, merytorycznie podejść do większości decyzji, a po końcowym gwizdku zbić piątkę. Podobne skojarzenia mam z Michałem Ilkowem-Gołąbem – doświadczony, mądry, poukładany – po spotkaniu uśmiechnięty i sympatyczny. Lubię takich zawodników, choć na murawie nie mogę tego pokazać. Zresztą z każdego zespołu, któremu sędziowałem, mogę wskazać co najmniej jednego zawodnika, który swoim zachowaniem sprawia, że mam do niego duży szacunek.

Step by step – twoja firma językowa – to projekt, czy kolejna pasja?

Projekt, pasja i styl życia ponieważ uwielbiam motywować i inspirować ludzi do samorozwoju. Z tego na co dzień też żyję – kiedyś nauczałem w szkole publicznej i szkołach językowych, a tradycyjny model nauczania języka angielskiego mi nie odpowiadał. Wolę zarażać pasją, poświęcać godzinę na efektywne i pełne dobrych emocji nauczania, które szybko przynosi efekty. Zawsze na pierwszych zajęciach powtarzam ”English is easy peasy lemon squeezy when you learn consistently” i tego się trzymam z moimi podopiecznymi. Proszę ich, by pomiędzy treningami poświęcili jedynie 3 razy po 15 minut z językiem i wtedy możemy iść dalej do przodu. 

Twój syn Maksymilian gra w piłkę w Ślęzie Wrocław i podobno całkiem dobrze się zapowiada. Nie będzie tak, że za parę lat będziesz go namawiał, żeby zamienił korki na gwizdek?

Nie, no daj spokój, co ty? Fajnie, że gra i ma zajawkę, ale najważniejsze, żeby robił to co, kocha. Jeśli będzie to piłka – super, jeśli nie – jego wybór i będzie miał moje pełne wsparcie. Będę mu kibicował i wspierał w każdej decyzji, która podejmie. To mądry chłopak, sam zdecyduje. Chociaż, jeżeli postanowi przerzucić się na sędziowanie, ojciec da mu kilka cennych uwag.

Kliknij w zdjęcie i obserwuj autora na twitterze