Po skromnej wygranej 1:0 w Poznaniu, podopieczni trenera Johna van den Broma do Azerbejdżanu lecieli w nieco lepszych nastrojach, ale ze świadomością, że trzeba potwierdzić swoją klasę. Karabach z kolei jako gospodarz musiał udowodnić, że przegrana w pierwszym spotkaniu była jedynie wypadkiem przy pracy i podtrzymać swoją imponującą dyspozycję przeciwko polskim zespołom w eliminacjach do europejskich pucharów. Jak się okazało – przy sporym udziale golkipera Lecha, Artura Rudki – ta sztuka im się udała.
Kolejorz rozpoczął mecz z wysokiego „C”. W przeciągu niecałej minuty Poznaniacy zdążyli poważnie zagrozić bramce Mahammadaliyeva i wyjść na prowadzenie za sprawą Norwega, Kristoffera Velde. Pomocnik Lecha wykorzystał niemrawość defensywy azerskiej drużyny i skorzystał z prostopadłego podania Joao Amarala. 22-latek trafieniem tym nie dość, że przybliżył mistrzów Polski do udziału w kolejnej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, to także przekonał do siebie co poniektórych sympatyków klubu z Wielkopolski, którzy do tej pory nie pałali do niego sympatią.
Gospodarze, szczególnie mając na uwadze to, że grają na własnym terenie, nie mieli zamiaru się poddawać. Karabach w pierwszym kwadransie upodobał sobie ataki prawą flanką i to dokładnie z tego kierunku nadeszła akcja, po której padł gol wyrównujący. Aktywność znanego wśród polskich kibiców Marko Vesovicia przyniosła w końcu skutek, choć to nie on zaskoczył Artura Rudkę, a pochodzący z Kurytyby Kady. Brazylijczyk mimo początkowych problemów z przyjęciem i zabraniem się z piłką, stworzył sobie okazję do strzału z lewej nogi i zrobił się remis 1:1.
Przed przerwą Lech, mimo że mniej czasu spędził w posiadaniu futbolówki, miał jeszcze jedną szansę na ponowne prowadzenie w tym spotkaniu. Niemalże kopią akcji z Poznania mógł popisać się duet Pereira – Ishak, jednak Portugalczyk tym razem zdecydował się na samodzielną finalizację akcji, a jego uderzenie pewnie wybronił Mahammadaliyev. Po chwili z golkiperem nie zrozumiał się środkowy obrońca, Kevin Medina, ale z tej całej kuriozalnej sytuacji Lech miał tylko rzut rożny.
To nie miało jednak większego znaczenia, bo choć to Karabach popełniał odrobinę więcej błędów, to nie były one tak fatalne w skutkach jak niefrasobliwość Artura Rudki z 42. minuty spotkania. Wypożyczony do mistrza Polski z Metalista Charków bramkarz mądrze skrócił kąt wychodzącemu na wolną pozycję Ibrahimie Wadjiemu, ale zamiast złapać piłkę, wybił ją wprost pod nogi Filipa Ozobicia. Nieatakowany Azer nie miał żadnych problemów, by trafić w światło bramki i mimo szybko wypracowanego prowadzenia w tym meczu Kolejorz schodził do szatni z jednobramkową stratą. Druga połowa zapowiadała się wobec tego niezwykle interesująco, bo w dwumeczu rezultat na tamtą chwilę wynosił 2:2. Sprawa awansu była otwarta.
Po zmianie stron sytuacja dla Lecha jednak odrobinę się skomplikowała. W 55. minucie Karabach miał rzut wolny. Z pokaźnej odległości piekielnie mocno uderzył Abdellah Zoubir, do wyplutej przez Rudkę piłki dopadł na piątym metrze Kevin Medina i podwyższył prowadzenie. Bramka ta jednak nie powinna zostać uznana, bo Kolumbijczyk w momencie wykonywania stałego fragmentu gry znajdował się na spalonym, co umknęło uwadze sędziemu liniowemu.
Mecz powoli wkraczał w końcową fazę. Na placu gry pojawiły się nowe twarze – zarówno w zespole mistrza Polski, jak i Karabachu. Trener van den Brom wprowadził na boisko m.in. 20-letniego Filipa Szymczaka, a także nowy nabytek – Gio Citaiszwiliego. Dwie minuty po ich wejściu jednak czwartą bramkę dla gospodarzy wpakował Kady, a chwilę później wszelkie nadzieje Lechitów na awans zniweczył Abbas Huseynov. Właśnie te dwa szybkie ciosy okazały się ostatnim akordem tego dwumeczu. Akordem, który dla Karabachu wybrzmiał najpiękniej jak tylko się da, a dla mistrzów Polski okazał się niezwykle bolesnym fałszem.
Karabach Agdam – Lech Poznań 5:1 (2:1)
Bramki: 14. Kady 14′, 42. Ozobić, 56. Medina, 74. Kady, 77. Huseynov – 1. Velde
Karabach: Mahammadaliyev – Cafarquliyev (75. Bayramov), Medina, Medvedev (76. Huseynov), Vesović – Richard, Janković (83. Ibrahimli), Zoubir, Ozobić (76. Owusu), Kady – Wadji (66. Sheidaev)
Trener: Gurban Gurbanov
Lech: Rudko – Rebocho (85. Douglas), Milić, Satka, Pereira – Velde, Karlstrom (85. Kvekveskiri), Murawski (85. Marchwiński), Skóraś (72. Tsitaishvili), Amaral (72. Szymczak) – Ishak
Trener: John van den Brom
Żółte kartki: Richard, Medina, Kady – Milić
Sędzia: Andy Medley (Anglia)
Piotr Sornat