Kevin De Bruyne – złote dziecko belgijskiego futbolu

(211117) -- CARDIFF, Nov. 17, 2021 (Xinhua) -- Belgium's Kevin De Bruyne (L) gets away from Wales' Joe Allen during the FIFA World Cup Qatar 2022 Qualifying Group E match between Wales and Belgium at the Cardiff City Stadium in Cardiff, Wales, on Nov. 16, 2021. (Xinhua)
2021.11.16 Cardiff
Pilka nozna 
Eliminacje Mistrzostw Swiata Katar 2022
Walia - Belgia
Foto Xinhua/Xinhua/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!

Już w środę wieczorem reprezentacja Polski zmierzy się w Brukseli z Belgią w 2. kolejce Ligi Narodów. Wydaje się, że głównym aktorem tego widowiska będzie Kevin De Bruyne. Jak wyglądała jego droga na szczyt europejskiego futbolu?

Przed środowym starciem z Belgami zastanawiamy się, kto tak naprawdę jest liderem tej reprezentacji. Naszpikowanej gwiazdami właściwie do granic możliwości. Po latach solidnych występów w barwach Tottenhamu, wydaje się, że defensywa z Tobym Alderweireldem i Janem Vertonghenem napsuje dużo krwi Robertowi Lewandowskiemu. Można myśleć, że polska defensywa może mieć dużo pracy z Driesem Mertensem, Yannickiem Carrasco czy Edenem Hazardem. Jednak formacją w której podopieczni Roberto Martineza będą mieli największą przewagę jest linia pomocy, gdzie grać będzie Kevin De Bruyne. Bez wątpienia najlepszy w tym momencie środkowy pomocnik na świecie oraz piłkarz z szansami na podium w klasyfikacji Złotej Piłki.

Pomocnik Manchesteru City jest najlepszym możliwym przykładem tego, że ciągły rozwój, wspierany przez ciężką pracę i silną wiarę w swoje umiejętności, prowadzi do perfekcji i daje przepustkę na salony. Przepustkę do grona najlepszych w swojej dyscyplinie. Często słyszymy, że codziennie trzeba stawać się lepszą wersją siebie, nieustannie pracować nad sobą, być systematycznym w rozwijaniu swoich pasji. Ale mało kto postępuje według tych reguł, bo tak się po prostu nie da. De Bruyne nie od początku był świetnym piłkarzem. Miał krótki epizod w Chelsea, gdzie odbił się od londyńskiej drużyny. Dopiero w Manchesterze City zaczął się rozwijać, aż w końcu stał się najlepszy.

Burzliwe początki

Belg swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał najpierw w akademii, a potem w pierwszym zespole KRC Genk. Od początku wyróżniał się znakomitymi podaniami, które często otwierały kolegom drogę do bramki. W sezonie 2010/2011 w 33 meczach strzelił pięć goli i 16 razy asystował, natomiast sezon później zdobył osiem bramek i 14 razy otworzył kolegom drogę do bramki. Dobra, stabilna forma i systematyczny rozwój pozwoliły De Bruyne przenieść się do lepszego klubu, jakim bez cienia wątpliwości jest Chelsea.

Tam odbił się od pierwszego składu. Zagrał tylko w meczach przedsezonowych, a następnie został wypożyczony do Werderu Brema. Tam szybko stał się liderem drużyny, co udowodnił notując wyśmienite statystyki: 10 goli i dziewięć asyst. Po powrocie na Stamford Bridge, dostał zapewnienie od Jose Mourinho, że Belg będzie regularnie występował w The Blues. Jednak, jak to w życiu bywa, Portugalczyk zmienił zdanie, a sam De Bruyne doznał kontuzji, przez którą musiał pauzować przez jakiś czas. Zadebiutował w meczu z Hull City, wygranym przez Chelsea 2:0.

W zimowym okienku transferowym sezonu 2013/2014, zamienił Londyn na Wolfsburg. Przeniesienie się do drużyny Wilków było z perspektywy czasu kamieniem milowym w karierze pomocnika. Jak dotąd jego przygoda z piłką była sinusoidą – raz na wozie, raz pod wozem. Niemcy miały być miejscem gdzie dojdzie do ustabilizowanie formy i udowodnienia wszystkim, że jest zawodnikiem klasy światowej.

Transfer Belga do Wolfsburga przypadł na najlepszy okres klubu w ostatnich latach. Klub z Dolnej Saksonii w sezonie 2014/2015 był rewelacją rozgrywek. W styczniu 2015 roku pokonali 4:1 Bayern Monachium, kończąc tym samym ich serię spotkań bez porażki, która trwała przez dziewięć miesięcy. Wilki zostały wicemistrzem Niemiec ze stratą 10 punktów do Bawarczyków. De Bruyne został wybrany najlepszym piłkarzem tamtych rozgrywek, a jego dorobek wyniósł 10 goli i 21 asyst. Wyrównał rekord ligi, który przed nim dzierżył Zvjezdan Misimović.

Transfer do City i wielki progres

Koniec sierpnia 2015 roku. Manchester City ogłasza największy transfer gotówkowy w historii Premier League. Za 74 mln euro na Etihad Stadium trafia Kevin De Bruyne. Stawiano przed nim ogromne wymagania, które stopniowo spełniał. W październiku został nominowany do nagrody Złotej Piłki, zajmując ostatecznie 18. miejsce w klasyfikacji. Kiedy w lutym 2016 roku Pep Guardiola objął stery na statku Obywateli, De Bruyne wystrzelił z formą jak rakieta. 207 spotkań, 57 goli i 84 asysty. Z tym wynikiem jest czwartym najefektywniejszym piłkarzem w lidze. Najlepszy pomocnik ligi, niekwestionowany lider drużyny, która na przestrzeni kilku lat zdominowała całkowicie rozgrywki angielskiej ekstraklasy. Do pełni szczęścia brakuje tylko Ligi Mistrzów. Tak upragnionej, która zawsze ucieka De Bruyne i Guardioli, nawet gdy wydaje się, że są już bardzo blisko.

Belg mimo 30 lat na karku ciągle się rozwija. Od zawsze był królem asyst, jednak z biegiem lat zaczął też strzelać gole. Niedawno, bo 11 maja, czterokrotnie pokonał bramkarza Wolverhampton, zapewniając tym samym w pojedynkę komplet punktów ekipie The Citizens. Odkąd pracuje z Guardiolą, asystował 75-krotnie. Drugi w tej klasyfikacji Andrew Robertson ma 47 decydujących podań. Trzeba przyznać, że jest to ogromna przepaść.

– Kilka lat temu nie mógł grać jako pivot, nie umiał bowiem dyrygować tymi, którzy go otaczają. Teraz to potrafi. Rozumie boisko, zespół, wymagający futbol łączący w sobie odpowiednie ogniwa, podania i ruch.

Mikel Arteta w książce Pep’s City: The Making of a Superteam

Dojrzewanie De Bruyne to nie tylko strzelanie większej liczby goli czy branie na swoje barki więcej odpowiedzialności, ale również oswajanie się z grą na innych pozycjach. Zaczął częściej grać jako skrzydłowy czy fałszywy napastnik, gdzie stwarza więcej miejsca dla kolegów z drugiej linii. Stał się też piłkarzem, który nie wymięka w wielkich meczach – wręcz przeciwnie. Staje się liderem, który na swoich barkach niesie zespół do zdobywania kolejnych trofeów.

Nasi reprezentanci będą się mierzyć z bardzo mocną Belgią, która będzie dowodzona przez generała De Bruyne, po którym możemy spodziewać się wszystkiego. Niekonwencjonalnego zagrania, absurdalnego podania z głębi pola, o którym nikt nawet by nie pomyślał, czy też skutecznego strzału z dystansu. Polacy muszą się mieć cały czas na baczności i ani na chwilę nie mogą spuścić go z oka.

Początek meczu Belgia – Polska o godzinie 20:45. Zapraszamy na relację z tego spotkania na portalu PolskaPiłka.pl.

Jakub Skorupka