Kazuyoshi Miura – najstarszy samuraj japońskiej piłki

Share on facebook
Share on twitter
ErcVgskXAAA9jA6

Nie od dziś wiadomo, że japońscy sportowcy znaleźli sposób na długowieczność. Jednym z najstarszych aktywnych skoczków jest Daiki Ito, przed 40. urodzinami jedno z zawodów Pucharu Świata wygrał Takanobu Okabe, a 48-letni Noriaki Kasai do dziś w nich startuje, zapowiadając, że będzie skakał do 60-tki. Na igrzyskach w Tokio chce wystartować…80-letni Hiroshi Hoteksu, wciąż aktywny jeździec, który na igrzyskach olimpijskich debiutował w 1964 roku, także w Tokio. Tylko o 26 lat młodszy od Hoteksu jest Kazuyoshi Miura. Ikona japońskiego futbolu kończy dziś 54 lata i nie ma zamiaru odchodzić na zasłużoną emeryturę.

Jest jedynym piłkarzem, którego postać pojawiła się w grze Fifa 96 i Fifa 21. Grał z takimi zawodnikami jak Gary Lineker, Dwight Yorke, Hidetoshi Nakata, czy Park Ji-Sung. Wszyscy już dawno zakończyli karierę, a on w styczniu przedłużył kontrakt z grającym w J-League Yokohama FC. Kiedy Miura zaczynał swoją profesjonalną karierę w 1986 roku, Cristiano Ronaldo na chleb mówił ,,pep” i miał 16 miesięcy, a Leo Messiego nie było jeszcze na świecie. W kinach swoją premierę miały wtedy takie filmy jak ,,Top Gun”, ,,Krokodyl Dundee”, czy druga część ,,Karate Kid”, a na listach przebojów królował Lionel Richie, czy zespół Genesis. Japończyk jest także starszy niż Paris Saint Germain, holenderskie FC Utrecht czy FC Groningen, a także Miedź Legnica i GKS Bełchatów. Dziś 18 lat kończy także Jamal Musiala z Bayernu Monachium, który we wtorek stał się jednym z najmłodszych strzelców w historii Champions League. Legenda japońskiego futbolu jest od niego trzykrotnie starsza.

W Europie gdy mówi się o przypadku Miury, to wspomina się w formie ciekawostki, zaś w Japonii Miura traktowany jest jako niekwestionowana legenda sportu i pierwszy rzeczywisty ambasador futbolu w ojczyźnie. Choć pierwszą postacią, która sprawiła, że japończycy zakochali się w piłce był Tsubasa Ozora, główny bohater anime i mangi ,,Kapitan Tsubasa”, to ,,King Kazu” był pierwszą piłkarską gwiazdą w realu. Rozpoczął swoją karierę prawie tak bajkowo jak postać z komiksów. W wieku 15 lat wyjechał do Brazylii, gdzie grał dla takich dużych marek jak Santos czy Palmeiras. Od najmłodszych lat inspirował się brazylijskim futbolem, a jego idolem w dzieciństwie był Roberto Rivelino, którego trików i zwodów starał się nauczyć. Cieszynka po strzelonym golu? Także inspirowana kulturą z brazylijskim boisk.

Doświadczenia zdobyte w kraju kawy przez młodego Kazu niewątpliwie ukształtowały go jako zawodnika i sprawiły, że w 1990 r. wracał do swojej ojczyzny ze statusem gwiazdy. Dzięki występom Japończyka w Brazylii futbol zaczął powoli deptać po piętach najpopularniejszej dyscyplinie w Japonii, baseballowi. W pierwszych dwóch sezonach klub Miury Yomiuri SC dwukrotnie triumfował w Japan Soccer League.

W 1993 r. nastąpiła wielka rewolucja w japońskim futbolu – założenie pierwszej zawodowej piłkarskiej ligi w Azji, J-League. Yomiuri SC przekształciło się w Verdy Kawasaki, a Miura pomógł swojej nowej drużynie w zdobyciu tytułu mistrzowskiego w pierwszych dwóch latach istnienia rozgrywek. W inauguracyjnym sezonie w 1993 roku był pierwszym zdobywcą nagrody MVP sezonu, a w pierwszych czterech sezonach zdobył 82 bramki, zostając także królem strzelców. Szybko Miura stał się ikoną popkultury w swojej ojczyźnie, lądując na okładkach magazynów czy bilboardów w całym kraju.

,,King Kazu” zamiatał całą ligą japońską, ale i w kadrze narodowej także pokazywał, dlaczego zasługuje na ten przydomek. W 89 spotkaniach dla reprezentacji Japonii aż 55 razy trafiał do siatki rywali, choć trzeba zaznaczyć, że nigdy nie pojechał z zespołem na mundial. Remis z Irakiem w doliczonym czasie gry w eliminacjach do mundialu 1994 kosztował Japończyków historyczny awans do mistrzostw rozgrywanych w USA. Dopiero cztery lata później Miura wprowadził swój zespół na światowy czempionat, ale na mundial do Francji już nie pojechał. Tak jak niegdyś Tomasz Frankowski został niespodziewanie pominięty przez Pawła Janasa, tak Kazuyoshi Miura był właściwie tym pierwszym, którego spotkał niewdzięczny los, kiedy to w niewyjaśnionych okolicznościach Takeshi Okada nie powołał największej gwiazdy drużyny na turniej.

W Europie Miura furory nie zrobił. Nie przebił się na wypożyczeniu we włoskiej Genoi (choć trzeba zaznaczyć, że był pierwszym Japończykiem w Serie A), krótko trwała także jego przygoda w Croatii Zagrzeb (dzisiejsze Dinamo) i Sydney FC. ,,King Kazu” stał się więc legendą ligowych rozgrywek w Japonii. Mając 38 lat i podpisał kontrakt z drugoligowym wówczas zespołem, Yokohama FC. Wielu wieszczyło, że po kilku sezonach gry Miura skończy tam karierę.

A tymczasem nieśmiertelny Kazu gra i gra i gra i bije kolejny rekordy Guinessa. We wrześniu 2020 roku doświadczony napastnik stał się najstarszym piłkarzem, który zagrał w meczu J-League. Poprzednim rekordzistą był Masashi Nakayama, który miał 45 lat. Miura pokonał go ze sporą nawiązką, bo w dniu meczu z Kawasaki Frontale miał 53 lata, 6 miesięcy i 28 dni. Cztery lata temu, w meczu z Thespakuatsu Gunma zdobył bramkę, ktora uczyniła go najstarszym strzelcem w historii futbolu, bijąc tym samym rekord Stanleya Matthewsa z 1965 roku. Od ubiegłego roku jest także najstarszym aktywnie zawodnikiem rywalizującym na najwyższym szczeblu rozgrywek profesjonalnego futbolu. Jest swoistym unikatem – jest jedynym graczem, który grał na profesjonalnym szczeblu przez pięć dekad (od lat 80. do 20. XXI w.).

Komu więc Miura zawdzięcza tak długą żywotność w świecie futbolu?Determinacji i niegasnącej pasją do gry w piłkę. Każdego dnia skrupulatnie trenuje. Wstaje niemal o świcie, robi śniadanie, ma osobistego dietetyka, który monitoruje to co je. Po porannym treningu zanurza się w łaźni lodowej, regularnie sprawdza wagę i poziom tkanki tłuszczowej. 54-letni Japończyk, w porównaniu do o wiele młodszych kolegów jest zdrowy jak ryba. Ostatni raz z gry z powodu urazu wypadł…w 1994, podczas gdy w meczu z Milanem, Franco Baresi wymierzył mu uderzenie w nos. Od tego czasu Miura niezniszczalny niczym RoboCop omija stoły operacyjne i kontuzje szerokim łukiem.

Kiedy podpisałem swój pierwszy profesjonalny kontrakt w Brazylii w wieku 18 lat, nigdy nie przypuszczałem, że będę grał do tego wieku. Udało mi się to osiągnąć, ponieważ każdego roku wkładałem w piłkę nożną całą swoją energię.

– Kazuyoshi Miura w wywiadzie dla Fifa.com

Najstarszy samuraj japońskiej piłki z każdym mijającym dniem pokazuje, że wiek to tylko nic nie znacząca liczba. Nie przeszkadza mu w uprawieniu sportu, który kocha ponad wszystko. ,,King Kazu” miał powiedzieć w jednym z wywiadów, że będzie grał, dopóki nie umrze. Nie zanosi się na to, żeby w najbliższym czasie miał udać się na zasłużoną emeryturę. W wywiadzie dla Fifa.com podkreśla, że nie wie kiedy przestanie uprawiać sport. Dopóki ciało mu na to pozwala, będzie grał i śrubował kolejne rekordy, które dla przeciętnego Kowalskiego wydają się niemożliwymi. Ale w słowniku Japończyka ten wyraz po prostu nie istnieje.

Źródła:

New York Times https://www.nytimes.com/2018/10/03/sp…

Lost in Football Japan

https://youtu.be/j5uXxa15EO0