Kaukaska mina, czyli dlaczego Śląsk Wrocław powinien uważać na Ararat Erywań

Share on facebook
Share on twitter
ararat

Śląsk Wrocław w pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Konferencji bez problemu uporał się z Paide Linnameeskond, pokonując zespół z Estonii w dwumeczu 4-1. W kolejnej fazie rozgrywek nie będzie już tak łatwo, choć kraj z którego pochodzi przeciwnik WKS-u nie należy do tuz światowego futbolu. O tym jednak, że w Europie nie ma już słabych drużyn, przekonał się jednak faworyzowany węgierski, MOL Fehervar, który uległ Araratowi Erywań. W dwumeczu czwarta siła ligi armeńskiej pokazała, że lepiej jej nie lekceważyć.

Na wstępie sprostujmy – Ararat Erywań to nie ten sam zespół co Ararat-Armenia. To dwa różne kluby, ten pierwszy ma znacznie bogatszą historię, kiedyś był mistrzem ZSSR, a ten drugi to stosunkowo niedawny twór, powstały w 2017 roku. Ararat-Armenia ma jednak znacznie więcej sukcesów na swoim koncie w ostatnich latach, zdobywając dwa lata temu mistrzowski tytul. Ararat zaś do pucharów awansował po 13 latach przerwy, wygrywając Puchar Armenii.

Ararat to ucieleśnienie wszystkich zespołów, z którymi polski zespół mógłby odpaść w pucharach. Po pierwsze, biedniejsi pod względem finansowym niż Śląsk. Po drugie, grają na cudzym boisku, nie w Erywaniu, a najstarszym obiekcie w kraju, w Giumri. Po trzecie, dobrze zorganizowani w defensywie, lubiący grę z kontry. Na dodatek, gwiazdą Araratu jest groźny, czarnoskóry napastnik, w tym przypadku Mory Kone. Czwarty zespół poprzedniego sezonu ligi armeńskich może liczyć jeszcze na dwóch przebojowych skrzydłowych z Czarnego Lądu (konkretnie Wybrzeża Kości Słoniowej), w postaci Sergesa Neble i Yacouby Silue. Wątek charakterystyki drużyny eliminującej polski zespół w pucharach mógł idealnie dopełnić Aghwan Papikian, były zawodnik Chojniczanki, czy GKS-u Bełchatów, ale niedawno przeniósł się z Araratu do Alashkertu Erywań.

O tym, że nie warto lekceważyć armeńskiego klubu przekonał się MOL Fehervar. Zespół, który w poprzednim roku potrafił wyeliminować francuskie Reims, musiał obejść się smakiem już w pierwszej rundzie. Mimo, że w drużynie grali reprezentanci Węgier jak Fiola, Nego, czy Nikolić, zasłużenie przegrali z czwartą siłą Armenii. Co z tego, że Węgrzy dłużej byli przy piłce, skoro zawodnicy Araratu precyzyjnie wykorzystywali nadarzające się okazje i doskonale grali z kontry. Najlepszym przykładem gol Silue na zamknięcie dwumeczu z Fehervarem. Strzał broni golkiper Araratu, długa laga do afrykańskiego napastnika, a ten zapakował futbolówkę do siatki.

W audycji ,,Polska Kopana” w Akademickim Radiu Luz, redaktor portalu azjagola.com, Łukasz Bobruk podkreślił, że choć Śląsk jest minimalnym faworytem, to pod żadnym pozorem nie można lekceważyć Araratu, szczególnie u siebie.

– Śląsk musi uważać na Dimitrije Pobulicia, który ma niezłe uderzenie z dystansu, co pokazał w starciu z Fehervarem. Potrafi kreować grę, dobrze zagrać do partnera. Warto też zwrócić uwagę na bramkarza, Vsevoloda Ermakova, który miał najwięcej czystych kont, jeśli chodzi o ligę ormiańską, bo 8, więc na pewno nie będzie łatwy do pokonania.

Pod względem kadrowym, Śląsk wygląda na mocniejszą drużynę. Jeśli obrona będzie tworzyć zgrany monolit jak podczas najlepszych występów w sezonie ekstraklasy, a środek pola i wahadła będą dynamizować grę ,,trójkolorowych” jak w meczu z Paide, o zwycięstwo z Araratem nie powinniśmy się martwić. Ważna będzie postawa napastników – Erika Exposito i Fabiana Piaseckiego, którzy w lidze i pucharowym meczu z Paide byli niezwykle chimeryczni. Jeśli Śląsk chce awansować do następnej fazy, musi być bardziej skuteczny. Ararat to bardzo niewygodny rywal, z doświadczoną linią defensywną i przygotowanym planem na zdobycie bramki. Piłkarze prowadzeni przez Wardana Biczaczjana grają bardzo agresywnie, często przeszkadzając w rozgrywaniu akcji. Oby ten Kaukaz, który kojarzy się nam z długimi wyczerpującymi wyprawami, kojarzył się po meczu ,,trójkolrowych” tylko z miłej strony. Mamy nadzieję, że Śląsk nie skończy jak GKS Katowice w sezonie 1995/1996, który poległ w pucharowym boju właśnie z Araratem.