Kapitalne widowisko na King Power Stadium!

Share on facebook
Share on twitter
(210516) -- LONDON, May 16, 2021 (Xinhua) -- Leicester City manager Brendan Rogers celebrates after the FA Cup Final match between Chelsea and Leicester City at Wembley Stadium in London, Britain, on May 15, 2021. (Photo by Matthew Impey/Xinhua) 
FOR EDITORIAL USE ONLY. NOT FOR SALE FOR MARKETING OR ADVERTISING CAMPAIGNS. NO USE WITH UNAUTHORIZED AUDIO, VIDEO, DATA, FIXTURE LISTS, CLUB/LEAGUE LOGOS OR

W sobotnie popołudnie na King Power Stadium spotkały się Leicester City oraz Manchester United. Obie ekipy w ostatnim czasie znajdowały się w nieco słabszej dyspozycji, więc bardzo ważne było dla nich zainkasowanie kompletu punktów w Leicester. Hit 8. kolejki zdecydowanie nas nie zawiódł, bo zobaczyliśmy w tym meczu aż 6 bramek (niektóre były naprawdę pięknej urody), a kapitalnymi zmianami w tym starciu popisał się trener gospodarzy, Brendan Rogers. Lisy pokonały Czerwone Diabły 4:2.

Leicester i United bez większych osłabień

Obie ekipy na hitowe starcie 8. serii gier Premier League wyszły w najsilniejszych zestawieniach. W podstawowym składzie Lisów wyszedł jeden z dwóch liderów klasyfikacji strzelców ligi angielskiej przed tą kolejką — Jamie Vardy (6 goli). Ponadto znaleźli się też w nim m.in. Youri Tielemans czy James Maddison, czyli jedni z liderów środka pola w drużynie trenera Brendana Rogersa. W zespole gości mecz od 1. minuty rozpoczął wybrany niedawno piłkarzem września w Premier League, Cristiano Ronaldo oraz m.in. Bruno Fernandes czy Paul Pogba, którzy są w tym sezonie w bardzo dobrej dyspozycji. Jedyne osłabienie Manchesteru United przed tą potyczką to był brak podstawowego stopera — Raphaela Varane’a, który na ostatnim zgrupowaniu reprezentacji Francji doznał kontuzji pachwiny, która wyłączy go z gry na kilka tygodni.

Pierwsza połowa okraszona dwoma cudownymi bramkami

Rywalizację na King Power Stadium lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy przez pierwsze 10 minut pojedynku przeważali na boisku. Pierwszy celny strzał w meczu oddał James Maddison w 9. minucie spotkania. Jednak na posterunku był David De Gea, który w pewnym stylu obronił uderzenie Anglika. Piłkarze United szybko otrząsnęli się i ruszyli do ataku. W 13. minucie po raz pierwszy celnie uderzyli na bramkę Kaspera Schmeichela. Z dystansu strzelał Mason Greenwood, ale Duńczyk był skoncentrowany i nie dał się zaskoczyć uderzeniem napastnika United. Tak więc w pierwszym kwadransie obie ekipy miały po jednej dogodnej sytuacji na objęcie prowadzenia.

Nieco zagubione w pierwszym kwadransie gry United, w 18. minucie spotkania wyszło na prowadzenie. Bruno Fernandes tuż przed linią pola karnego podał do Greenwooda, a ten potężnym, przepięknym uderzeniem w lewy, górny róg bramki nie dał szans Schmeichelowi na skuteczną interwencję. 4. gol 20-latka w tegorocznej kampanii, pierwszy od czterech spotkań. Lisy po stracie bramki chciały jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Szansa była na to już w 27. minucie pojedynku, ale żaden z zawodników gospodarzy nie domknął dobrego dośrodkowania Ricardo Pereiry w okolice bramki strzeżonej przez De Gea. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i tak niespełna cztery minuty później piłkarze Leicester wyrównali stan rywalizacji. I to w kapitalnym stylu. Najpierw w okolicach własnego pola karnego fatalny błąd popełnił Harry Maguire, który stracił piłkę na rzecz Kelechiego Iheanacho. Nigeryjczyk podał od razu do Youriego Tielemansa, a ten popisał się kapitalnym uderzeniem (które wyglądało jak dośrodkowanie, ale przecież pozory mylą), w lewe okienko bramki De Gei. Bramka stadiony świata, mocny kandydat do bramki kolejki, a kto wie, czy nawet niecałych rozgrywek. Wszystko to po prezencie, jaki sprezentował Maguire (który był dzisiaj kapitanem Czerwonych Diabłów) swoim byłym kolegom z zespołu.

Po wyrównaniu stanu rywalizacji przez gospodarzy tempo spotkania się nieco ustabilizowało. Obie ekipy szukały swoich szans na strzelenie drugiego gola i wyjścia na prowadzenie. Jednak brakowało dokładnych, skutecznych podań w kluczowych momentach akcji. Najlepszą okazję miał Iheanacho w 40. minucie, ale piłka po jego uderzeniu poleciała tuż obok prawego słupka bramki United. Do przerwy mieliśmy remis, który nie satysfakcjonował żadnej z ekip, bo są ostatnio w kryzysie i przydałoby się im zdobycie kompletu punktów. Zanosiło się na ciekawą drugą połowę rywalizacji.

Kapitalna końcówka spotkania

W pierwszym kwadransie gry drugiej połowy piłkarze obu drużyn szukali kolejnych okazji na objęcie prowadzenia. Dążyły też do tego, by te bramki były co najmniej tak pięknej urody, jak te Greenwooda i Tielemansa w pierwszej połowie. Niespełna minutę po wznowieniu gry świetną okazję strzelenie gola miał Ineanacho, ale uderzył zbyt słabo, by De Gea musiał wyciągać piłkę z siatki. Nigeryjczyk źle rozegrał też tą sytuację, bo miał na lepszej pozycji ustawionego Maddisona, któremu jednak nie podał. Pokazał tym tylko swoją pazerność na strzelanie goli w sobotnie popołudnie (oo ironio, żadnego nie strzelił). Później, w 48. i 50. minucie swoje szanse na kolejne trafienia miał Greenwood, ale uderzał znacznie ponad bramką. Młody Anglik w sobotę rozgrywał dobre zawody, dosyć łatwo dochodził do okazji bramkowych. Jednak poziom gry w pierwszych 15 minutach drugiej części gry stał na znacznie niższym poziomie niż to, co oglądaliśmy w pierwszej połowie.

Obie ekipy w dalszej fazie spotkania dążyły do wyjścia na prowadzenie, ale robiły to bardzo nieudolnie oraz nieskutecznie. Największe zamieszanie było w 65. minucie meczu w polu karnym Lisów, kiedy to Schmeichel obronił uderzenie z bliskiej odległości Greenwooda. Jednak trafienie Anglika i tak nie zostałoby uznane, bo chwilę wcześniej znajdował się na pozycji spalonej. Minutę później doszło do pierwszej zmiany w tym meczu — boisko opuścił Jadon Sancho, a na placu gry zastąpił go Marcus Rashford. Sancho zaliczył kolejny nieudany występ z rzędu w tym sezonie. Były skrzydłowy Borussii Dortmund zalicza na razie totalny zjazd formy podczas swoich występów w Anglii.

Na kolejną świetną okazję bramkową musieliśmy czekać do 75. minuty. Piłkę w środku pola stracił Nemanja Matić, przechwycił ją Tielemans, którego uderzenie na słupek w kapitalny sposób sparował De Gea. To była kapitalna interwencja hiszpańskiego goalkeepera United. Od tej sytuacji spotkanie ożywiło nam się na nowo. Niespełna 180 sekund później kolejną okazję na gola mieli gospodarze. Strzał Patsona Daki, który na boisku pojawił się niecałą minutę wcześniej, wybronił De Gea. To było jednak odwlekanie w czasie tego, co nieuniknione. W wyniku zamieszania, jakie powstało w następnej akcji w polu karnym United po rzucie rożnym, gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Caglar Soyouncu, który dobił wcześniejsze uderzenie Daki. Turek zdobył swoją 3. bramkę w historii swoich występów Premier League. To było jednak tylko wstęp do tego, co czekało nas w ostatnich 10 minutach rywalizacji.

Najpierw w 81. minucie świetną okazję na zamknięcie tego spotkania miał Ricardo Pereiera, ale uderzył tuż ponad bramką. Jak mówi jednak stare piłkarskie powiedzenie „niewykorzystane okazje lubią się mścić” i sobotniego popołudnia znalazło swoje zastosowanie na King Power Stadium. Niespełna minutę po okazji Pereiry, Victor Lindelof popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem do Marcusa Rashforda, który wygrał pojedynek sam na sam z Schmeichelem. Rashford, który pojawił się pierwszy raz na boisku od 11 lipca, czyli pamiętnego finału Euro 2020, w którym zmarnował rzut karny w konkursie jedenastek, strzelił pierwszą bramkę w Premier League od 11 maja tego roku. Radość nie trwała jednak długo – 60 sekund po wyrównaniu gości, Leicester ponownie wyszło na prowadzenie. Ayoze Perez kapitalnie obsłużył podaniem Jamiego Vardiego, który pierwszy raz od trzech lat trafił do siatki od 3 lat w konfrontacji z Manchesterem United. United mogło chwilę później przegrywać jeszcze wyżej, ale uderzenia Vardiego i Pereza zostały zablokowane.

Wynik spotkania ustalił w pierwszej minucie doliczonego czasu gry Patson Daka, który strzałem z bliskiej odległości strzelił swoją premierową bramkę w Premier League. Jest też pierwszym piłkarzem z Zambii, który zdobył gola w najwyższej, piłkarskiej angielskiej klasie rozgrywkowej. Absolutnie zasłużona wygrana Lisów, którzy wygrali w Premier League po raz pierwszy od 28 sierpnia, kiedy to pokonali na wyjeździe Norwich City (1:0). Manchester United zagrało kolejne niezbyt udane zawody, nie miało zbyt wielu okazji na strzelanie bramek, słabo wyglądała ich konstruowanie akcji ofensywnych. Bardzo niewidoczni byli w tym meczu Pogba i Fernandes. Trudne czasy przed Ole Gunnarem Solskjaerem, bo jego zespół za tydzień czeka starcie z serii Bitwy o Anglię, w którym zmierzą się na Old Trafford z Liverpoolem, które wygrało dzisiaj z Watfordem 5:0. Posada Norwega niedługo może być ponownie zagrożona. Po raz kolejny w ostatnich miesiącach.  

Leicester City – Manchester United 4:2 (1:1)

Bramki: Youri Tielemans 31′, Caglar Soyuncu 79′, Jamie Vardy 83′, Patson Daka 90+1′ – Mason Greenwood 19′, Marcus Rashford 82′

Żółte Kartki: Victor Lindelof, Aaron Wan-Bissaka, Paul Pogba (Manchester United)

Leicester: Kasper Schmeichel – Caglar Soyuncu, Jonny Evans (88′ Jannick Vestergaard), Daniel Amartey – Timothy Castagne, Boubakary Soumare, Youri Tielemans, Ricardo Pereira – James Maddison (73′ Ayoze Perez) – Jamie Vardy, Kelechi Iheanacho (77′ Patson Daka)

Manchester: David De Gea – Luke Shaw, Harry Maguire, Victor Lindelof, Aaron Wan-Bissaka – Nemanja Matić (80′ Scott McTominay), Paul Pogba – Jadon Sancho (65′ Marcus Rashford), Bruno Fernandes, Mason Greenwood (80′ Jessie Lingard) – Cristiano Ronaldo

Stadion: King Power Stadium (Leicester)

Sędzia: Craig Pawson (Anglia)

MVP: Youri Tielemans (Leicester)

Kacper Czuba