Kamil Biliński: Na ten moment skupiam się tylko na walce o utrzymanie z Podbeskidziem

Share on facebook
Share on twitter
07.02.2021 Bielsko - Biala  
Pilka nozna,
PKO BP Ekstraklasa sezon 2020/2021,Podbeskidzie Bielsko Biala - Gornik Zabrze 
n/z Kamil Blinski gol radosc 
foto Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus
07.02.01.2021 Bielsko - Biala
Football,
Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021,
Podbeskidzie Bielsko Biala - Gornik Zabrze 
n/z Kamil Blinski gol radosc 
foto Krzysztof Dzierzawa / Pressfocus

Kamil Biliński to w tym sezonie najlepszy zawodnik Podbeskidzia Bielsko-Biała. Bez niego ciężko wyobrazić sobie grę Górali. 33-latka zapytaliśmy m.in. o przyszłość jego drużyny w ekstraklasie, współpracę z trenerem Kasperczykiem i mentalność kibiców za granicą. Zapraszamy do rozmowy.

 Dominik Pasternak (Polska Piłka.pl): Przedwczoraj cenna wygrana z Wisłą Kraków i chyba asysta życia w twoim wykonaniu.

Kamil Biliński: Asystą życia bym tego nie nazwał. Było w tym trochę przypadku, ale najważniejsze, że później piłka wpadła do bramki. Dla nas była to ważna wygrana ze względu na ostatnie wyniki. Wisła postawiła trudne warunki, ale podołaliśmy i dopisaliśmy 3 punkty na swoje konto. Musimy się już jednak skupić na następnym spotkaniu z Zagłębiem Lubin, w którym zależy nam na zwycięstwie.

Trener Kasperczyk trochę pozmieniał w ustawieniu w porównaniu z wcześniejszymi meczami i chyba to zdało swój egzamin.

Na pewno wyglądało to lepiej niż we wcześniejszych meczach. To było nasze drugie spotkanie w takim ustawieniu i widać, że wygląda to coraz lepiej. Ciężko pracujemy na treningach nad wieloma aspektami i teraz daje to efekty. Mieliśmy słabszy moment, przez co straciliśmy trochę punktów i wylądowaliśmy na ostatnim miejscu w tabeli. Mam nadzieję, że to już za nami i teraz przyjdzie czas na zwycięstwa i naszą dobrą grę. Walka o utrzymanie jest zacięta i żadna z drużyn nie będzie chciała skończyć tego sezonu na 16. pozycji, dlatego w każdym meczu trzeba dawać z siebie wszystko i walczyć o każdy punkt.

Co zmieniło się po przyjściu Roberta Kasperczyka?

Szczerze to niewiele się zmieniło. Potrzebowaliśmy czasu, żeby przyzwyczaić się do warunków panujących w Ekstraklasie. Widać to było po naszych pierwszych meczach, gdzie graliśmy słabo i często popełnialiśmy głupie błędy. Zapłacił za to poprzedni sztab szkoleniowy i doszło do zmiany trenera. Pod wodzą nowego szkoleniowca zaczęliśmy grać lepiej, ale do tego też potrzeba było czasu.

Czy Podbeskidzie było gotowe na grę w Ekstraklasie?

Sportowo myślę, że tak, ale brakowało nam trochę szczęścia w poszczególnych spotkaniach. Przegrywaliśmy mecze, w których powinniśmy ugrać chociaż jeden punkt. Dość szybko zapłaciliśmy frycowe, jako beniaminek ligi. W zimie doszło do kilku wzmocnień, które z pewnością pomogły drużynie w lepszej grze. Postawiliśmy sobie na cel utrzymanie i zrobimy wszystko, żeby go osiągnąć. Co z tego wyniknie, to czas pokaże.

Co w przypadku spadku?

Na tę chwilę nie myślę o tym i skupiam się tylko i wyłącznie na jak najlepszej pomocy drużynie. Ten sezon indywidualnie jest dla mnie dobry, ale jeśli spadniemy z ligi, to oczywiście będę rozczarowany. Mój kontrakt z Podbeskidziem będzie aktualny nawet w przypadku spadku do I ligi, ale tak jak mówię, skupiam się na tym, co teraz, a nie w przyszłości.

Jaka jest największa bolączka Podbeskidzia w tym sezonie?

Ciężko znaleźć jeden aspekt, z pewnością brakowało nam doświadczenia, co widać było na początku sezonu. Z każdym kolejnym meczem jednak ta drużyna dojrzewała i wchodziła na wyższy poziom. Trener stara się każdy problem rozwiązywać, jak najlepiej potrafi. Widać, że nasza gra faluje, bo raz potrafimy wygrać u siebie z taką drużyną jak Legia Warszawa, a innym razem przegrać 0:5 z Piastem Gliwice. Z pewnością, jeśli chcemy marzyć o utrzymaniu, to tę naszą dyspozycję musimy ustabilizować w nadchodzących meczach.

Fot. Łukasz Sobala / PressFocus

Pojeździł pan trochę po Europie i pewnie ma pan swoje przemyślenia. Chciałem zapytać, dlaczego  polska piłka klubowa zamiast iść do przodu, to ciągle się cofa?

Nie zgodzę się do końca, że się cofa. My z pewnością nie rozwijamy się w takim tempie jak np. w Chorwacji, ale mamy bardzo dobre warunki do trenowania, piękne stadiony, coraz lepszych zawodników wypuszczamy za granicę, ale nie do końca przekłada się to na wyniki klubowe. Grając w Rumunii, dało się zauważyć, że poziom piłkarski jest tam wyższy niż u nas. Dzieki wysokim umiejętnościom indywidualnym wielu zawodników, potrafią oni zrobić różnicę na boisku i ich zespoły dobrze się prezentują w europejskich pucharach.

Nawet gdy byłem na Łotwie, to potrafiliśmy wyeliminować Piasta Gliwice. Oczywiście, nie chcę tutaj mówić, że liga łotewska jest mocniejsza od polskiej, bo tak nie jest, ale z pewnością stać nas na to, żeby osiągać lepsze wyniki. Rozwój futbolu przez ostatnie lata poszedł bardzo do przodu i to może cieszyć. Jest coraz więcej akademii i pojawiają się też większe pieniądze. Wierzę, że lepsze osiągnięcia przyjdą z czasem.

Pana taką niespełnioną misją wydaje się pobyt w macierzystym klubie, czyli Śląsku Wrocław. Chciałby pan jeszcze tam wrócić?

Czy był to niespełniony pobyt, to nie wiem. Indywidualnie grałem całkiem nieźle, bo strzeliłem 11 goli i dołożyłem do tego 7 asyst w  sezonie 16/17. Drużynowo nie zdobyliśmy żadnego trofeum i to rzeczywiście jest trochę frapujące, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Nigdy nie mów nigdy – z takim nastawieniem podchodzę do tego. Nie chcę sobie zamykać nigdzie drzwi, bo nie wiadomo, gdzie mnie jeszcze los poniesie. Na ten moment jestem w Podbeskidziu i skupiam się na walce o ligowy byt.

Jacek Magiera pomoże drużynie?

To bardzo dobry trener, który potrafi zbudować mocny zespół. Pokazał to w Legii Warszawa, gdzie udanie rywalizował w Lidze Mistrzów. Przyjście takiego szkoleniowca to dobry i ruch i z pewnością podniesie on umiejętności piłkarzy. Pytanie, ile trzeba będzie czekać na efekty jego pracy. Znalazł się w trudnej sytuacji, bo wziął zespół w trakcie sezonu, a to nie jest łatwe. Myślę, że może on wykorzystać swoje doświadczenie i szybko odmienić grę drużyny.

A jak zadzwoni do Kamila Bilińskiego?

Tak, jak wcześniej wspomniałem – nigdy nie mów nigdy – tego będę się trzymał, a sentyment do Śląska Wrocław zostanie w moim sercu na zawsze.

Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

Z racji tego, że jest pan doświadczonym piłkarzem, to chciałem zapytać, jaką najlepszą receptę by pan  przepisał napastnikowi, któremu na boisku niewiele wychodzi, bramki nie wpadają, a w gazetach czyta, że nadaje się do gry w B-klasie?

Po prostu nie czytać tych opinii (śmiech). Ja po swoich meczach nigdy nie wchodzę do internetu i nie sprawdzam wystawianych ocen. Ilu ekspertów, tyle różnych wypowiedzi, dlatego przejmowanie się tym wszystkim nie ma żadnego sensu. Profesjonalny zawodnik powinien skupiać się w 100% na graniu, a jedyną opinią, jaką może się przejmować, to powinna być ta trenera. Za częste korzystanie z mediów społecznościowych wychodzi tylko na minus i trzeba w tym wszystkim znać umiar. Ja staram się trzymać od tego z daleka i skupiać się wyłącznie na grze w piłkę.

Jest różnica w mentalności pomiędzy Polską a za granicą?

Nie ma w zasadzie żadnej. Jak wygrywasz mecze, to jesteś przez wszystkich kochany, a jak przegrywasz, to piszą, że do niczego się nie nadajesz. Taka już natura tego sportu, że trzeba ciągle odnosić sukcesy, żeby zaspokajać apetyty kibiców, bo to naturalna rzecz. 

Rozmawiał Dominik Pasternak