Jerzy Brzęczek musiał odejść

Share on facebook
Share on twitter
2020.10.11 Gdansk
Pilka Nozna Mecz Ligi Narodow Polska - Wlochy
N/z Jerzy Brzeczek
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2020.10.11 Gdansk
Football UEFA Nations League Poland - Italy
Jerzy Brzeczek
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus

Jerzy Brzęczek nie jest już selekcjonerem reprezentacji Polski – szczerze, spodziewałem się, że taki komunikat na stronie PZPN przeczytam pod koniec lipca, a nie 18 stycznia. A jednak to podczas Blue Monday Jerzy Brzęczek stracił posadę. Choć timing decyzji wydaje się absurdalny, to decyzja jest po prostu słuszna. Jeśli chcemy, żeby nasza kadra odnotowała progres w nadchodzących miesiącach, nie było innej opcji.

921 dni. Szkoda, że tyle czasu zajęło Zbigniewowi Bońkowi przyznanie się do błędu, że nie trafił zupełnie z kandydaturą Jerzego Brzęczka na selekcjonera reprezentacji Polski, ale cieszy to, że w końcu poszedł po rozum do głowy. Lepiej późno niż wcale. Brzęczek może i awansował z kadrą na Euro, utrzymał ją w Lidze Narodów, świetnie tańczy i kocha swoją mamę, ale z repeentacją nie osiągnął niczego wyjątkowego. Ba, można powiedzieć, że nie wykorzystał potencjału jaki drzemie w szeregach Biało-Czerwonych. Jego 2,5 letnią kadencję zapamiętamy ze słabego stylu gry kadry, licznych wymówek i błędów PR-owych. A to niepotrzebna krytyka Michała Pola po meczu z Portugalią, a to słynne ”Krystian, próbuj” i ”coś musi Zielińskiemu przeskoczyć w głowie”, aż w końcu ta fatalna biografia autorstwa Małgorzaty Domagalik o ”Kazimierzu Górskim nowych czasów”. Aż żal cztery litery ściska, że były selekcjoner Brzęczek nie dostał szansy zbudowania swojej ”legendy” na Wembley…

Wróćmy jednak na ziemię. Brzęczek może i potrafił poprowadzić naszą reprezentacją do zwycięskich bitew, ale aż oczy bolały od samego patrzenia się na popisy Biało-Czerwonych. W większości spotkań graliśmy bez polotu, bez pomysłu w ofensywie, jeśli wygrywaliśmy, to często fartownie jak np. z Austrią czy Ukrainą. Oczywiście były takie mecze jak z Bośnią i Hercegowiną we Wrocławiu gdzie zagraliśmy koncertowo, choć musimy pamiętać, że od 15. minuty graliśmy w 11 na 10. Wygraliśmy przekonywująco z Izraelem, ale męczyliśmy się z Łotwą, Macedonią Północną, w kiepskim stylu przegraliśmy ze Słowenią. Wywalczyliśmy awans na Euro, ale jaki to sukces, biorąc pod uwagę to, że aż 24 drużyny jadą na czempionat. Skompromitowaliśmy się z drużynami z wyższej półki jak z Holandią czy Włochami. Myślę, że ten fakt dał sporo do myślenia Zbigniewowi Bońkowi. Wiedział, że tak słabo grając na Euro nie oszukamy przeznaczenia. Nieprzewidywalna Słowacja, niewygodna Szwecja i Hiszpania, która mogłaby nam władować 6 bramek. Jak wyglądałaby pozycja Brzęczka, gdyby jeszcze kilka miesięcy wcześniej zaliczylibyśmy falstart w eliminacjach do mundialu w starciach z Węgrami i Anglikami? Prezes PZPN wiedział, że jest to ostatni ”buzzer” na zmianę decyzji.

I choć przez ostatnie miesiące bronił Brzęczka, zarzekał się, że na pewno do Euro zostanie, to po dwóch miesiącach głębokiego namysłu przejrzał na oczy. Nie może zmarnować tak dobrego pokolenia polskich piłkarzych z najlepszym piłkarzem na świecie, Robertem Lewandowskim. Z Brzęczkiem jako selekcjonerem prawdopodobnie nic by się nie zmieniło, a tak nowy szkoleniowiec może tchnąć nowego ducha w reprezentację. Mam nadzieję, że będzie to doświadczony szkoleniowiec z uznanym nazwiskiem jak Queiroz, Lagerback czy Spaletti, a nie płotka pokroju Giampaolo, De Biasiego czy polski wynalazek jak Brosz, Stokowiec, Magiera czy Probierz. Mimo całej sympatii nie chciałbym też widzieć na stanowisku Marka Papszuna, który najpierw powinien osiągnąć sukces z Rakowem Częstochowa, a potem celować w posadę selekcjonera kadry narodowej.

Wracając do Brzęczka – był jedynym selekcjonerem, obok Waldemara Fornalika, przez którego nie wierzyłem, że reprezentacja Polski jest w stanie osiągnąć korzystny wynik na dużej imprezie. Janas dawał poczucie nadziei w starciach z Anglikami, Beenhakker zwycięskimi starciami z Belgią czy Portugalią, nawet Smuda remisem z Niemcami wszczepił odrobinę optymizmu, że na Euro 2012 może być nieźle. I choć na końcu swojej drogi z reprezentacją, wszyscy trzej zawiedli, to i tak będziemy ich milej pamiętać niż Brzęczka, który nie dał się zapamiętać z ani jednego meczu.

Jerzy Brzęczek mimo wszystko może uchodzić za szczęściarza. Jasne, jest na pewno rozżalony i wściekły na decyzję Zbigniewa Bońka, ale koniec końców, nie stanie się ewentualnym winowajcą porażki zespołu na Euro. Ten ciężar został już z niego zdjęty.