Jedni muszą, drudzy mogą. Zapowiedź finału Fortuna Pucharu Polski

Puchar polski

Strona internetowa PZPN

Dla jednych czwartkowy finał będzie okazją do zdobycia pierwszego w historii trofeum, dla drugich niespodziewaną szansą na europejskie puchary i dodatkowym bodźcem przed walką o awans do PKO BP Ekstraklasy. Finał Fortuna Pucharu Polski, mimo że nie będzie starciem czołowych polskich ekip i tak może stanowić nie lada ucztę dla sympatyków polskiej piłki.

Pogoń Szczecin w finale krajowego pucharu weźmie udział po raz czwarty. Poprzednie trzy próby (1981, 1982, 2010) kończyły się niepowodzeniem. W całej 76-letniej historii zespół ze Szczecina nie zdobył zresztą żadnego trofeum, co jest obiektem drwin ze strony kibiców wielu klubów. Dziś nadarza się kolejna, być może największa szansa na pierwszy sukces. Trudno bowiem wyobrazić sobie lepszą możliwość na triumf, niż finał z zespołem pierwszoligowym. Na kolejną taką okazję Portowcy mogą czekać wiele lat. Zupełnie inaczej wygląda pucharowa historia 13-krotnych Mistrzów Polski. Dla Wisły będzie to już 11 finał w długiej historii klubu. Cztery z nich kończyły się zdobyciem trofeum (ostatni raz w 2003 roku po dwumeczu z Wisłą Płock).

Dla Białej Gwiazdy czwartkowy mecz najprawdopodobniej wcale nie będzie najważniejszym spotkaniem w tym sezonie. Wisła straciła już praktycznie szanse na bezpośredni awans do Ekstraklasy i najprawdopodobniej czekać ją będą baraże. Bez wątpienia to właśnie powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej po dwóch latach nieobecności jest dla Wisły głównym celem tego sezonu. Finał oczywiście jest bardzo ważny, ale raczej stanowi on przystawkę w wyjątkowo trudnym dla klubu czasie, a nie ,,danie główne”. Biała Gwiazda w lidze zajmuje aktualnie 5. miejsce. Nie przegrała w czterech ostatnich meczach. Dotychczas w Pucharze Polski uporała się kolejno z Lechią Gdańsk, Polonią Warszawa, Stalą Rzeszów, Widzewem Łódź oraz Piastem Gliwice. W pamięci wielu zapisał się ćwierćfinałowy mecz przeciwko Widzewiakom, w którym sędzia główny uznał bramkę w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach, co doprowadziło do odpadnięcia drużyny z Łodzi. W trakcie meczu doszło do licznych przepychanek, a zespół przyjezdnych żądał nawet powtórzenia spotkania.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku zespołu z województwa zachodniopomorskiego. Pogoń w tabeli Ekstraklasy zajmuje dopiero 7. pozycję i nie walczy już w zasadzie o nic. Portowcy w ostatnich meczach regularnie tracą punkty, przede wszystkim w meczach domowych. Można jednak przypuszczać, że wyniki te są częściowo spowodowane rozluźnieniem i świadomością, że najważniejsze spotkanie czeka ich właśnie 2 maja. W drodze na Stadion Narodowy Pogoń pokonała Podbeskidzie Bielsko-Biała, Górnika Zabrze, Lecha Poznań i Jagiellonię Białystok, czyli w zasadzie całą ligową czołówkę. Szerokim echem odbiło się przede wszystkim starcie zespołu z północy Polski z Lechem Poznań, wygrane po bramce Joao Gamboi w 119 minucie. Brak triumfu w Warszawie będzie dla Pogoni całkowitą klęską. Nie dość, że nie zagrają w eliminacjach europejskich pucharów, to miejsce, które zajmą w lidze prawdopodobnie będzie najgorsze od kilku lat.

Sędzią spotkania będzie Tomasz Kwiatkowski. Dla 46-latka to najważniejszy mecz w dotychczasowej karierze. Warszawianin źle kojarzy się przede wszystkim fanom ze Szczecina. W 33. kolejce ubiegłego sezonu nie podyktował rzutu karnego za faul na Marcelu Wędrychowskim. Przyczyniło się to porażki Pogoni z Górnikiem Zabrze 2:1 i spadku Portowców na 4 miejsce w tabeli. Arbiter za błąd przeprosił, ale niechęć ze strony szczecińskich kibiców pozostała. Wśród nieobecnych najbardziej w oczy powinien rzucać się brak Rafała Kurzawy. Grający najlepszy sezon od lat pomocnik Portowców niedawno doznał urazu, który wyklucza go z gry do końca sezonu. W związku z tym środek pola prawdopodobnie stanowić będzie duet Gamboa – Ulvestad. W ekipie z Krakowa zabraknie natomiast strzelca 11 bramek w tym sezonie ligowym, Hiszpana Joao Romana.

Bilety na tegoroczny finał rozeszły się w mgnieniu oka. Na pytanie, czy wszyscy kibice pojawią się na stadionie nie poznamy odpowiedzi zapewne aż do rozpoczęcia meczu. Szczecinianie mają bowiem zastrzeżenia co do obecności policji w obrębie strefy przyjęcia kibiców i mogą w ogóle nie wejść na trybuny. Solidarnie bojkot zapowiadają także fani Wisły. Już po półfinałach prezes Białej Gwiazdy zapowiedział, że jeśli kibice z Krakowa nie zostaną wpuszczeni na trybuny, klub zbojkotuje mecz. Obawy mogą budzić również potencjalne starcia fanów Wisły ze znienawidzonymi kibicami stołecznej Legii. Co prawda ratusz zablokował przemarsz kibiców Wojskowych, jednak policja z pewnością i tak będzie musiała zachować wyjątkową czujność. Chyba dla wszystkich – zarówno dla piłkarzy, jaki i kibiców przed telewizorami i w Warszawie – lepiej, aby mecz odbył się bezpiecznie i przy pełnych trybunach.

Triumf w Pucharze Polski oznacza oczywiście możliwość występu w przyszłorocznej edycji europejskich pucharów i to od razu w eliminacjach Ligi Europy. Dla obu klubów udział w tych rozgrywkach bez tego triumfu byłby bardzo mało prawdopodobny lub wręcz niemożliwy. Bez wątpienia wyraźnym faworytem tego meczu będzie ekipa z Ekstraklasy. Wisła jednak już w poprzednich rundach udowodniła, że jest w stanie rywalizować jak równy z równym z ekipami z najwyższej klasy rozgrywkowej. Ostatni finał, w którym udział brała drużyna z niższej ligi miał miejsce stosunkowo niedawno, a konkretnie w 2021 roku. Raków pokonał wtedy Arkę Gdynia 2:1. Polska piłka jest tak nieprzewidywalna, że nawet pomimo faktu, iż Wisła nie rywalizuje na najwyższym poziomie, nie można jej spisywać na straty. Bez wątpienia patrząc na sposób gry obu ekip możemy spodziewać się ciekawego i otwartego spotkania. Bez względu na sympatie klubowe warto w czwartkowe popołudnie zasiąść przed telewizorem i obejrzeć finał Pucharu Polski.

Dominik Proniewicz