Jak Venerdi stał się Freitagiem – czy Krzysztof Piątek podbije Berlin?

Share on facebook
Share on twitter
Pio Pio

Stało się. Krzysztof Piątek w końcu znalazł swoją ziemię obiecaną. Saga transferowa z udziałem ”Il Pistolero” przypominała telenowelę, pełną zwrotów akcji. Barcelona, Tottenham, Manchester United, Roma Napoli, Aston Villa, Sevilla, Newcastle, West Ham, Everton, Crystal Palace – lista zainteresowanych była naprawdę długa. A tu cyk – padło na Berlin i miejscową Herthę. Kierunek nieoczywisty i dla niektórych niezrozumiały. Czy Piątek odżyje w stolicy Niemiec po nieudanym półroczu w Mediolanie?

Spadek z wysokiego konia

Pamiętacie kawałek ”Old Town Road” w wykonaniu Lil Nas X i Billy Ray Cyrusa? To właśnie z tym numerem kojarzy mi się przygoda napastnika z Dzierżoniowa. Utwór nagle stał się wiralem w internecie, a teledyski sięgnęły oszałamiającej liczby miliarda odsłon na youtubie. Tak jak niespodziewanie karierę rozpoczął kawałek rodem z Ameryki, tak samo swoją przygodę poza granicami naszego kraju rozpoczął Krzysztof Piątek.

Szturmem podbił Italię. Nie było co do niego wielkich oczekiwań, pomimo dobrej gry w Cracovii, ale jak wiemy nasza Ekstraklasa to zupełnie inny wymiar futbolu. W Genoi był fenomenem. Przez pół roku zdobył 19 bramek i znalazł się na ustach piłkarskiej Europy. Był tak łakomym kąskiem, że już w styczniu został sprzedany za 35 mln euro do Milanu. Niektórzy uważali, że za wcześnie na tak odważny ruch, ale Piątek szybko udowodnił krytykom, że się mylili.

Po debiucie w Pucharze Włoch z Napoli, Piątek stał się hitem internetu. Jego cieszynkę z pistoletami znali już wszyscy. Kibice Milanu śpiewali o nim piosenki ze słynnym ”Pom Pom Pom”. O ”Il Pistolero” pisano książki, głoszono, że jest lepszy od Lewandowskiego, a włoski komentator, Tiziano Crudelli wychwalał Piątka ponad niebiosa. To było wszystko działo się przecież tak niedawno.

Piątek imponował regularnością przez pierwsze pół roku w Milanie. 10 bramek dla Rossonerich było obiecującym początkiem przygody KP9 w stolicy mody.  Włoscy kibice i media napompowali ogromny balon oczekiwań. Piątek miał w końcu przełamać klątwę numeru 9 na koszulce i stać się kolejnym super snajperem w czerwono-czarnych barwach jak Inzaghi, Weah czy Van Basten.

Począwszy od początku obecnego sezonu, czar nagle prysł. Piątek nie był już tak skuteczny jak wcześniej, choć nie pomagali mu w tym też jego nieudolni koledzy. Jak zbyt często puszczany ”one hit wonder”, w końcu znudził się kibicom, którzy chcieli posłuchać ”starego przeboju”. Wraz z powrotem Zlatana Ibrahimovicia, dni pobytu Piątka w Milanie były policzone.

Po tym jak nazwisko Piątka łączono z milionem różnych klubów, w końcu został piłkarzem Herthy Berlin. Wiecznego średniaka Bundesligi z wielkimi aspiracjami, ale nierównającego się marką z AC Milan. Owszem, Piątek znalazł klub w którym będzie grał od deski do deski, ale biorąc pod uwagę to jak hajpowany był rok temu, spadł z wysokiego konia. Balonik pękł, euforia minęła, nasz snajper musi pisać na nowo kolejny rozdział w swojej karierze.

Odczarować Berlin

Choć wszyscy życzyliśmy sobie, żeby Krzysztof Piątek wylądował w fajnym klubie z Premier League np. w Tottenhamie to włodarzy Milanu nie interesowały oferty wypożyczeń Polaka. Zdecydowali się oddać swojego napastnika od razu, przyjmując najwyższą ofertę od Herthy Berlin. Za to nie możemy mieć wielkich pretensji do Piątka, bo jego los był tylko w rękach Rossonerrich. Czy jednak nie jest to skok z deszczu pod rynnę?

Na stan 31 stycznia 2020 roku, Krzysztof Piątek zamienił słaby Milan na jeszcze słabszą Herthę. Oba kluby łączy to, że pomimo pięknych lokacji i dużych oczekiwań fanów, mocno rozczarowują. Milan miał się bić o europejskie puchary, a bije się po czole w środku stawki. Jeszcze dalej bojów w Europie jest Hertha. Po 19 kolejkach klub ze stolicy Niemiec zajmuje dopiero 13. miejsce w Bundeslidze, a nad strefą spadkową ma raptem pięć punktów przewagi. Zamiast walczyć o awans do europejskich pucharów, musi bić się o utrzymanie. Oba zespoły w trakcie rundy zmieniły trenera. W Mediolanie Pioli zastąpił Giampaolo, a w stolicy Ante Covicia zmienił były legendarny napastnik reprezentacji Niemiec, Jurgen Klinsmann.

Narzekaliśmy na to, że w Milanie Piątek grał z takimi przeciętniakami jak Calhanoglu, Suso czy Kessie, ale w Berlinie lepszych nie znajdzie. Oczywiście, na skrzydle szaleje Dodi Lukebakio, ale poza nim w stołecznym klubie nie ma kreatora gry. Styl ofensywny obu zespołów również nie powala na kolana. Hertha gra równie chaotycznie jak Milan, a sytuacji bramkowych stwarza jak na lekarstwo.

Lekiem na całe zło ma być najdroższy zawodnik w historii klubu, który kosztował Herthę 27 milionów euro. To on ma przynieść grad bramek i spisać się o niebo lepiej na pozycji ”dziewiątki” niż 25-letni Davie Selke czy 10 lat starszy, Vedad Ibisević. Nie bądźmy jednak zaskoczeni, jeśli Piątkowi noga powinie się w Berlinie. Hertha gra niemrawo w ofensywie i stwarza mało sytuacji, przez co liczba bramek na koncie Polaka może być równie mała co w Milanie.

Tak jak Piątek mierzył się w Milanie z klątwą numeru ”9”, tak w Berlinie będzie mierzył się z klątwą Polaków w Hercie. Wszyscy poza Łukaszem Piszczkiem, który w stołecznym klubie został przestawiony z miernego napastnika na kapitalnego prawego obrońcę, delikatnie mówiąc nie sprawdzili się. Artur Wichniarek dwa razy próbował swojego szczęścia w barwach ”Starej Damy”, ale każde kończyło się klapą. Totalnym nieporozumieniem okazała się przygoda Piotra Reissa, który zagrał dla niebiesko-białych zaledwie 10 spotkań. Również w Hercie nie sprawdził się Bartosz Karwan, który spędził tam dwa bezproduktywne lata. Ciekawostką jest też fakt, że bramkarską karierę w Berlinie rozpoczynał Tomasz Kuszczak, ale nie dostał nawet szansy debiutu w barwach ”Starej Damy” w Bundeslidze.

Przyszłość należy do Berlina?

Hertha Berlin ma mocarstwowe plany. W ciągu najbliższych trzech lat walka o czołowe miejsca w Bundeslidze i stałe uczestnictwo w europejskich pucharach – taki jest plan współwłaściciela klubu, Larsa Windhorsta. 43-letni Niemiec dorobił się potężnego majątku, będąc potentatem branży komputerowej. Uważany w kraju za człowieka sukcesu, przeszedł również w swoim życiu kilka finansowych wpadek. Jedna z nich doprowadziła go do kompletnego bankructwa. Windhorst jednak za każdym razem wracał mocniejszy, a teraz ma ochotę na podbicie świata futbolu. Już wpompował w klub gigantyczną sumę pieniędzy – ponad 225 milionów euro. Przed sezonem za 20 mln euro sprowadził Lukebakio, a w tej rundzie za 11 milionów z VFB Stuttgart ściągnął Santiago Ascacibara, a za 27 naszego ”Il Pistolero”. Dwa miliony mniej wyłożył na pomocnika Olympique Lyon, Lucasa Toussarta, który przeniesie się do stolicy Niemiec za pół roku. Plotkuje się, że kolejnym dwudziestomilionowym transferem Herthy będzie napastnik RB Lipsk, Matheus Cunha. Windhorst groszem nie śmierdzi (majątek wyceniany na 3 mld euro) , a z czasem ma wyłożyć jeszcze więcej kasy, o ile wyniki Herthy się poprawią.

Berlin jest miastem spragnionym wielkiej piłki. Nic dziwnego, bo przez ostatnie 40 lat, Hertha nie zrobiła żadnego poważnego kroku w Europie (ostatni poważny ”sukces” – półfinał Pucharu UEFA w sezonie 1978/1979). Ostatnie trofeum zdobyte w Niemczech – Puchar Ligi w 2002r. To w sumie szokujące, że tak ogromne i piękne europejskie miasto jak Berlin tak długo czeka na jakikolwiek sukces swojego klubu.

Trener Herthy, Jurgen Klinsmann powiedział przed miesiącem, że za kilka lat ”Stara Dama” będzie grać o tytuły, ale już potencjalnych sukcesów jako szkoleniowiec nie doświadczy. Zatrudniony do końca sezonu, ma za zadanie ”wylać fundamenty” na przyszłościowe sukcesy Berlińczyków. Czy jednak ”Klinsi” jest odpowiednim trenerem dla tego zespołu (nawet na chwilę) i dla samego Krzysztofa Piątka?

Poza zajęciem trzeciego miejsca na Mistrzostwach Świata w 2006r. z reprezentacją Niemiec, Klinsmann w swoim CV nie ma zbyt wielu sukcesów, a po każdym jego odejściu z klubu (Bayern) czy reprezentacji (Stany Zjednoczone) pojawiały się informacje o niekompetencji szkoleniowca. W swojej autobiografii, były piłkarz Bayernu, Phillip Lahm napisał, że Klinsmann był tak słaby taktycznie, że piłkarze sami ustalali jak mają grać. Dziennikarze ”The Ringer” w swoim artykule na temat przyczyn braku awansu Stanów Zjednoczonych na mistrzostwa świata w 2018r. napisali jak Klinsmann stracił szatnię poprzez brak odpowiedniej wiedzy taktycznej i słabą komunikację z zawodnikami. Sam Klinsmann kieruje się prostotą jeśli chodzi o styl gry: mocne nastawienie na defensywę i gra z kontry. Być może w tej koncepcji odnajdzie się Piątek, który bez problemu odnalazł się w grającej z kontraataku, Genoi.

Czy Piątek odbije się od muru?

Z jednej strony, Hertha to zespół przyszłości, który ma odnosić sukcesy później. W klubie kluczowe role odgrywają zawodnicy do 24 roku życia jak Niklas Stark, Maximilian Mittelstadt, Javairo Dilrosun czy Dodi Lukebakio. Z drugiej strony to klub z dużego miasta, który już musi pokazywać sygnały dobrej gry. Krzysztof Piątek ściągany jest do Berlina jako największa gwiazda i osoba, która ma przynieść kibicom z Olympiastadion najwięcej radości. Nie uniknie porównań do swojego rodaka, Roberta Lewandowskiego, który stał się żywą legendą Bundesligi. Presja będzie równie wysoka jak w Milanie. Za każdą bramkę będą chwalić, a za każde pudło ganić, o czym się przekonał choćby Dawid Kownacki w Düsseldorfie. Biorąc pod uwagę w jakiej sytuacji znajduje się Hertha, każdy gol Piątka będzie na wagę złota.

Na ten moment nie wiemy czy zadebiutuje w dzisiejszym meczu z Schalke. Jeżeli zagra za tydzień to trafi na dosyć korzystny terminarz. Mainz, Paderborn, Kolonia, Fortuna czy Werder to drużyny, które tracą ogrom bramek, więc jeśli Piątek chce wrócić do formy sprzed roku, lepsza sytuacja mu się nie przydarzy. Jeżeli nawiąże do swoich występów z czasów gry dla Genoi czy początku z Milanu to będzie w stanie podbić Bundesligę i w przeciągu dwóch lat odejść do mocniejszego zespołu. Musi wyciągnąć wnioski z nieudanego półrocza dla Milanu. Nawet gdy już dostawał sytuacje do strzelenia gola, często je marnował. Nie przypominał tego zadziornego napastnika, który szturmem podbił Włochy. Niezbędna będzie odbudowa pewności siebie i kto wie być może w pięknym mieście jakim jest Berlin, odnajdzie się znakomicie. Czy w Niemczech odpali rewolwery jak w Italii? Czas pokaże.

Bartek Wieczorek – obserwuj autora na twitterze. Możesz to zrobić tutaj.