Gdybym tak bez kontekstu powiedział wam, że polski klub w swoich social mediach przy każdym europejskim wyjeździe wstawia nagrania ze stadionu rywala, by pokazać tym samym kibicom jak wygląda infrastruktura piłkarska w innych krajach, to większość z was zapewne powiedziałaby, że to całkiem dobry pomysł, pokazujący puchary od kuchni. Dokładnie to zrobił Lech Poznań – i zbiera teraz cięgi od części komentujących, bo zwrócił uwagę na dość… Nieprofesjonalne przygotowanie szatni gości. Dlaczego nie możemy wymagać nie tylko od siebie, ale też od innych?
Nie ma ich w topce najbogatszych klubów w kraju. W samym Madrycie łapią się do trójki najbardziej znanych zespołów tylko dlatego, że Getafe czysto teoretycznie nie jest częścią stolicy Hiszpanii, a tylko częścią jej strefy metropolitalnej. Do europejskich pucharów zakwalifikowali się dopiero drugi raz w historii i dopiero po raz pierwszy wynikami stricte boiskowymi. Prezentują wartości lewicowe, są blisko klasy robotniczej i kładą duży nacisk na bycie reprezentantem swojej dzielnicy – Vallecas. Rayo Vallecano z pewnością jest klubem nietuzinkowym, który wymyka się realiom dzisiejszego skomercjonalizowanego futbolu. Ale pomimo tego, mają budżet w okolicach 60 milionów euro (czyli ok. 150% budżetu Kolejorza), kadrę wartą wg portalu Transfermarkt 88,4 miliona euro – liczba ponad dwukrotnie większa od jakiegokolwiek polskiego klubu – i rekord transferowy na poziomie rekordowej sprzedaży w Ekstraklasie. Pomyśleć więc można, że infrastrukturalnie też będą wypadać lepiej od nas… Nic bardziej mylnego.
Wrzucone wczoraj do sieci wideo, na którym Maciej Sypuła z LechTV oprowadza widzów po szatni gości na Estadio de Vallecas, zrobiło w internecie furorę i zostało odtworzone już prawie milion razy. Zaczynając od tego, że od razu po wejściu do pomieszczenia piłkarzy wita ściana z kartonów wypełnionych wodą – i choć oczywiście jest to dość funkcjonalne, to nie idzie oprzeć się wrażeniu, że można byłoby je ulokować w magazynie – to przygotowane ręczniki dla drużyny przyjezdnej są dobrane dość losowo i wyglądają trochę tak, jakby piłkarze gospodarzy przynieśli po jednym z domu. Oczywiście, nie wymagamy teraz, by każdy klub zapewniał przeciwnikom obrandowane swoim logiem ręczniki, aczkolwiek trudno oprzeć się wrażeniu, że – cytując Sypułę – „jest to pewien folklor”. O ile miejsce dla fizjoterapeutów po prostu nie jest ekskluzywne, o tyle pomieszczenie dla trenerów już pewną kontrowersję budzi – nie ma w nim bowiem zamontowanego… Żadnego źródła światła! Jedynie to dochodzące zza małych okienek może dawać pokoikowi jakąkolwiek jasność, której, umówmy się – w godzinach popołudniowych w Madrycie po prostu nie będzie. Patrząc na tę szatnię i porównując sobie z poprzednim wyjazdem Lecha – do Słupska na mecz z czwartoligowym Gryfem – mamy poważne wątpliwości przy wyborze bardziej profesjonalnego miejsca…
Od razu po opublikowaniu film rozpalił komentariat. Szczególnie ten w Polsce, który nie przyjął tego „vloga” najlepiej. Nie znoszę takiego poczucia wyższości. Ktoś zaprasza Cię do domu, a Ty łazisz po nim i wyśmiewasz, że jest biednie i jeszcze pokazujesz to światu – napisał Grzegorz Wojtowicz z Polskiej Agencji Prasowej. Wśród kibiców też znalazło się co najmniej kilka krytycznych głosów – Z szatni nie szydziła ani Barcelona, ani Real, ale szydzą wielkie gwiazdy z Poznania, kim jesteście w skali światowego futbolu, żeby kręcić takie filmy?, żenujący materiał, płacz bo ręczniki kolorowe i wody za dużo dali. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jeśli ktoś zaprasza Cię do domu, to nie musi spełniać przy tym standardów UEFA, do czego też zobowiązany jest Lech Poznań. I choć Barcelona czy Real w istoście jako kluby nie szydziły z Estadio de Vallecas, to w Hiszpanii od lat trwa burza związana z dopuszczeniem tego stadionu w ogóle do użytku, a co dopiero do europejskich pucharów – w 2018 Rayo musiało tymczasowo przenieść się na inny obiekt ze względu na stwarzające zagrożenie elementy konstrukcyjne, a samo Vallecas nie ma nawet wydzielonego sektora gości. Zresztą, mimo wszystko pojawiły się w polskim internecie głosy wspierające materiał Lecha. Głównie wypowiedziane przez… Dziennikarzy, którzy pojechali na mecz z Rayo i mogli się na własne oczy przekonać, na czym dziś zagra Kolejorz. Szymon Janczyk z Weszło podzielił się zdjęciami brudnej toalety z popękanymi płytkami i gruzem w umywalce (!), a Dawid Dobrasz z Meczyków pokazał dość wątpliwe standardy higieniczne uznawane przez Hiszpanów…
Bardzo dobrze, że zostało to pokazane. UEFA ponoć wymaga jakichś standartów. Tu nie ma nawet tych dotyczących bezpieczeństwa i… higieny. Wejście na trybunę prasową… pic.twitter.com/sUejRSPFXZ
Dokładnie odwrotnie proporcjonalne nastroje kreują się w hiszpańskich mediach. Wideo mistrzów Polski w programie El Larguero skomentował ostro Manu Carreño. Obraz jest uderzający, ale nie należy wyśmiewać pokory Rayo. Nie wiem, kim oni są, ale nie sądzę, żeby był to klub, który ma się czym chwalić… Reakcje widzów? Jednoznaczne. Hiszpanie wytykają dziennikarzowi ignorancję, pokazując, że obiekt Lecha posiada najwyższą kategorię UEFA, a nieznajomość 9-krotnego mistrza Polski nie świadczy dobrze o znajomości piłki nożnej w ogóle, nawet jeśli nasza liga jest uznawana przez Iberyjczyków za przeciętną. Przede wszystkim jednak dominuje oburzenie na to, co taka prezencja przed przyjezdnymi mówi o samym Rayo. Ręczniki wyglądają jak z domu mojej babci, nie mogę przestać się śmiać, patrząc na to, Pokora Rayo? Nie, partactwo Presy i zarządu, Rayo skromne? Nie, grali w Primera 11 razy w ostatnich 15 latach. To klub z elity, a prezentuje się jak zespół prowicjonalny. Wśród komentarzy można nawet znaleźć… Podziękowania dla Lecha za nagłośnienie sprawy. Mocno obrywa się też Raúlowi Martínowi Presie, prezesie i właścicielowi klubu z Madrytu. Kibice zarzucają mu wręcz haniebne zaniedbanie klubu i złe zarządzanie, przez które obiekty sportowe są we wstydliwych warunkach, nie tylko jeśli chodzi o szatnie – jeden z karnetowiczów podzielił się zdjęciem miejsca obok swojego, na którym od sierpnia nie ma krzesełka, a nad głową zwisają… Niezabezpieczone kable od głośnika, które poluzować się miały jeszcze w przeszłym roku.
Skąd więc ta drastyczna różnica w odbiorze materiału Lecha w Polsce i Hiszpanii? Cóż, na pewno Kolejorzowi nie pomogła kompromitująca porażka przeciwko Gibraltarczykom z Lincoln Red Imps – po takiej wpadce trudno jest wygrać czymkolwiek na mediach społecznościowych. Mimo wszystko, wśród komentujących widać jakieś przekonanie, że mistrz Polski nie może zwracać uwagi na brak profesjonalizmu ze względu na to, że jest mistrzem „tylko” Polski – w końcu skoro Ci więksi nie robili problemu, to czemu Lech miałby mieć mandat na to, by takie tezy stawiać? A jednak fakty pokazują, że to przecież ten – jakby nie patrzeć – biedniejszy klub o wiele lepiej przygotowuje swoje obiekty zarówno dla swoich kibiców, jak i dla przyjeżdżających na spotkanie gości. Skoro w Poznaniu można, pomimo skromniejszego budżetu przygotować stadion do europejskich standardów, to tym bardziej można, a nawet należy oczekiwać, że takie będą spełnione i w Madrycie. To też dobry moment, by wcielić się w sytuację hiszpańskiego fana piłki. Czy wyobrażacie sobie, że w Polsce klub grający w europejskich pucharach mógłby mieć na swoim obiekcie powyrywane krzesłka, luźno wiszące kable, a dziennikarze zamiast krytycznie podejść do takiego stanu rzeczy zbija zarzuty argumentem „a kim w ogóle jest ten rywal”? I żeby nie było, że to odosobniony przypadek – dziś w „Marce” pojawiła się zapowiedź meczu Rayo – Lech, w której w przewidywanym składzie gości na bramce został ustawiony „Bartosz”, na środku obrony Alex Douglas (który do Hiszpanii w ogóle nie poleciał ze względu na kontuzję), a na ławce ma znaleźć się leczący uraz od dobrych kilku miesięcy Ali Gholizadeh. Dlatego dla wszystkich malkontentów i ojkofobów, którzy tak chętnie najeżdżają na Kolejorza po wideo z Vallecas mam dobrą radę – przerzućcie się na jakiś czas na hiszpańską piłkę. Zobaczymy, jak szybko docenicie polską.