fbpx

Jak oni spadali? I czy prędko wrócą?

Share on facebook
Share on twitter
2020.06.14 Kielce
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
Korona Kielce - Lech Poznan
N/z kibic kibice atmosfera zabawa widok ilustracja atmosfera
Foto Lukasz Laskowski / PressFocus

2020.06.14 Kielce
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2019/2020
Korona Kielce - Lech Poznan
kibic kibice atmosfera zabawa widok ilustracja atmosfera
Credit: Lukasz Laskowski / PressFocus

Za nami ostatnie spotkania grupy spadkowej, aczkolwiek nic one nowego nie wniosły. Spadkowiczów poznaliśmy już dobre kilkanaście dni temu. Szeregi ekstraklasy opuściły Arka Gdynia, Korona Kielce i ŁKS. Dlaczego spadły z elity? Czy któraś z tych drużyn szybko powróci do ekstraklasy czy podzieli los takiej firmy jak Ruch Chorzów i spadnie o kolejne szczeble niżej? Zapraszamy na podsumowanie sytuacji klubów zdegradowanych do pierwszej ligi.

Wszystkie grzechy Korony

Fot. Rafał Rusek / PressFocus

Korona Kielce przez ostatnie dwa lata mocno pracowała na spadek z ekstraklasy. Klub przed laty słynący z ”Bandy Świrów”, z waleczności i nieustępliwości na boisku przeobraził się w zlepek przypadkowych i jakościowo wadliwych piłkarzy z zagranicy, pozbawionych ambicji. Architektem degradacji kielczan są zarządzający właściciel Dirk Hundsdorfer i prezes Krzysztof Zając. Większość kibiców słusznie obarcza tego drugiego za spadek z elity. To właśnie prezes Zając trzy lata temu zwolnił Macieja Bartoszka, pomimo iż ten zajął z Koroną 5. miejsce w tabeli i został trenerem sezonu. Według Zająca musiał odejść, choć sam nie widział w tym ruchu logiki. I właśnie ten brak jakiegokolwiek logicznego myślenia charakteryzuje Koronę. Sprowadzony wagonami bałkański bubel w postaci Gnjaticiów, Cecariciów, Djuranoviciów, Jukiciów, Kukiciów, Mileticiów i innych szroticiów. Wynalazki w postaci piłkarza z szóstej ligi angielskiej czy sztabu trenerskiego z dziewiątej ligi niemieckiej. Nieudane pomysły trenerskie jak Gino Lettieri, który zapoczątkował beznadziejną atmosferę w klubie czy Mirosław Smyła, który nie potrafił znaleźć sposobu na wyjście z kryzysu. Jedynie Maciej Bartoszek niczym rasowy strażak próbował ugasić ogień, ale mimo początkowego zrywu, Korony nie udało się uratować.

Zabrakło przede wszystkim piłkarskiej jakości. Petteri Forsell był jedynym stranierim, który wykazywał ponad przeciętne umiejętności. Reszta nie dorastała mu do pięt. I choć z dobrej strony pokazali się polscy piłkarze jak Marek Kozioł, Grzegorz Szymusik, Jakub Żubrowski czy Jacek Kiełb to w futbol gra się w 11 a nie w 5. Zabrakło jakościowych piłkarzy w defensywie, środku pola czy przede wszystkim w ataku. Koroniarze zdobyli zaledwie 29 bramek, a przez większość sezonu śmiano się z kielczan czy są w stanie trafić do siatki rywali częściej niż Jarosław Niezgoda czy Christian Gytkjaer. Zapomniano całkowicie o istnieniu złotej drużyny juniorów starszych, która przed rokiem triumfowała w CLJ-ce, a trenera, który doprowadził do sukcesu, pożegnano bez żalu. O zdolnych młodzieżowcach przypomniano sobie dopiero w momencie, gdy Korona była już pewna degradacji. Nastolatkowie, 18-letni Daniel Szelągowski i dwa lata młodszy Iwo Kaczmarski obnażyli niekompetencję Krzysztofa Zająca w meczu na pożegnanie z ekstraklasą z ŁKS-em. Kto wie, być może gdyby ta dwójka została wyciągnięta z szafy znacznie wcześniej to może i Korona Kielce utrzymałaby się w ekstraklasie?

Czy Korona po spadku szybko odrodzi się i powróci za rok do elity? Na ten moment wydaje się to nierealnym scenariuszem. Klub nie jest w najlepszej sytuacji finansowej, z zespołu masowo odchodzą piłkarze, a Krzysztof Zając mimo tylu kardynalnych błędów nadal piastuje stanowisko prezesa. Człowiek, który spalił w piecu sporo pieniędzy. Osoba działająca na oślep, podejmująca wiele pochopnych decyzji i na tyle uparta, że twardo trzyma się własnego zdania, nawet jeśli nie ma racji. Zapewne znowu sprowadzi zaciąg piłkarzy z zagranicy o wątpliwej jakości i pewnie po raz kolejny będzie się odgrażał, że Korona nie spadnie. Tylko wtedy kibice z Kielc mogą obudzić się za rok w II lidze.

Najsmutniejsze jest to, że właściciel klubu kompletnie nie przejmuje się losem swojej drużyny. Dirk Hundsdorfer miał pojawić się na poniedziałkowym walnym zgromadzeniu udziałowców Korony, ale z niewyjaśnionych przyczyn go zabrakło. Na walnym nie pojawił się nikt z Niemiec, ani nikt z rodziny Hundsdorferów ani nawet przedstawiciel. Wszyscy z nich olali termin i prezydenta miasta, Bogdana Wentę. Termin spotkania został przesunięty na 4 sierpnia, o właścicielach znowu ”ani widu ani słychu”, a przyszłość Korony wciąż rysuje się w czarnych barwach. Aż przykro się patrzy co z tym klubem zrobili pozoranty z Niemiec i ich prawa ręka, Krzysztof Zając.

ŁKS, szkoda łez

Fot. Rafał Rusek / PressFocus

Parafrazując klasyka ”szkoda gadać, szkoda strzępić ryja” jak się myśli o postawie piłkarzy Łódzkiego Klubu Sportowego. Łodzianie byli najgorszym beniaminkiem od ostatnich pięciu lat, będąc znacznie gorszymi niż zaciąg starych słowaków z Zagłębia Sosnowiec czy tabun badziewiaków z Sandecji Nowy Sącz. Najwięcej straconych bramek w ekstraklasie, aż 68, z czego większość straconych w iście kabareciarskim stylu (pozdrowienia Jan Sobociński!). Dyrektor sportowy Krzysztof Przytuła po awansie do ekstraklasy stwierdził, że zwycięskiej kadry się nie zmienia i niemalże całym pierwszoligowym składem ŁKS rozpoczął rozgrywki. Szybko jednak liga zweryfikowała poziom piłkarski łodzian. Jedynym jasnym punktem ŁKS-u był Dani Ramirez, ale po udanej rundzie jesiennej zamienił Łódź na Poznań. Po odejściu najlepszego zawodnika, ŁKS wywiesił białą flagę. Zimowe transfery zupełnie nie wypaliły. Przytuła myślał, że sprowadzenie hiszpańskiej inkwizycji z III ligi zapewni łodzianom utrzymanie, ale mocno się przeliczył.

Jakże desperackim ruchem była zmiana trenera przed restartem sezonu. Kazimierza Moskala zastąpił Wojciech Stawowy, który kiedyś trenował Krzysztofa Przytułę. Wąsaty szkoleniowiec wrócił na ławkę trenerską po 6 latach przerwy i powiedzmy sobie szczerze ”skompromitował się jak kiedyś Edward Potok”. Bilans Stawowego jest beznadziejny: na 11 spotkań tylko jedno zwycięstwo, jeden remis i aż 9 porażek. Piłkarze ”najlepszego trenera ligowego” mieli grać porywającą serca tiki-takę, a grali totalną kaszanę. Krzysztof Przytuła zamienił siekierkę na kijek i teraz z tym kijkiem został jak Himilsbach z angielskim.

Co dalej z ŁKS-em? Chyba najlepszym wariantem byłoby przeformatowanie całego zespołu. Nie ma co liczyć na szybki powrót do ekstraklasy. Potrzeba dwóch, trzech lat, aby ŁKS w nowym kształcie mógł awansować do elity. Pytanie czy o kształcie tej drużyny powinien decydować Krzysztof Przytuła, który poważnie przyczynił się do degradacji zespołu i czy nadal trenerem powinien być Wojciech Stawowy, który wydaje się szkoleniowcem z innej epoki, nie przystosowanym do nowoczesnego świata piłki nożnej. Ogromne posiadanie piłki nie wystarczy do rywalizacji z drużynami o podobnym poziomie w Fortuna 1 Lidze ( o czym przekonała się Miedź Legnica, która zagra tylko w barażach). Włodarze ŁKS-u powinni cofnąć się krok do tyłu, by później wykonać dwa kroki w przód. Eksperyment z Przytułą i Stawowym może nie wypalić szczebel niżej, więc radziłbym łodzianom rozpoczęcie nowej przygody z czystą kartą z innym dyrektorem sportowym i trenerem.

Ocalić Titanica

fot. Krystyna Pączkowska/ Śląsk Wrocław

Statek z napisem ”Arka” był o krok od zatopienia jeszcze przed restartem rozgrywek. Piłkarze nie otrzymywali pensji, właściciele państwo Midakowie za wszelką cenę chciało się wycofać ze sponsorowania klubu, a kibice ruszyli na wojnę z działaczami. Na szczęście, Arkę przejęła inna familia, rodzina Kołakowskich, których zadaniem było wydźwignięcie klubu z finansowego i sportowego dołka. Tego drugiego celu nie udało się zrealizować, mimo zatrudnienia solidnego fachowca jakim jest Ireneusz Mamrot. Spadek był jednak brany pod uwagę chwilę po przejęciu klubu, więc sporej ilości ofiar nie będzie.

Arka spadła za dawne grzechy. Klub był fatalnie zarządzany przez Midaków, wielokrotnie zmieniali się trenerzy, często zwalniani z bezpodstawnych powodów. Ostatnie okienko transferowe można uznać za zmarnowane, bo żaden nowy nabytek nie podbił ekstraklasy. Co więcej, dawno do Gdyni nie spłynęło tylu szrotu w postaci takich gagatków jak Serrarens, Samanes, Araujo czy Busuladzić. Nie sprawdził się także lider Marko Vejinović, jeden z najwyżej opłacanych piłkarzy w polskiej lidze, który zawiódł na całej linii w rundzie wiosennej, nie przypominając siebie z poprzednich rozgrywek. Pomimo tego, że w bramce stał jeden z lepszych golkiperów w ekstraklasie, Pavols Steinbors defensywa gdynian była niezwykle dziurawa (57 straconych bramek, drugi najgorszy wynik po ŁKS). Atak równie badziewny jak obrona – tercet napadziorów Zawada – Serrarens – Siemaszko wypracował jedną bramkę. Podsumowując, Arka zasłużyła na spadek, bo pod względem czystej jakości była jedną z najgorszych ekip w lidze.

Gdyby nie zainwestowanie Kołakowskich w klub, Arka obrałaby kurs dryfowania ku IV lidze. Teraz spada do 1.ligi i choć wiele wróży Arce szybkiego powrotu do ekstraklasy, nie byłbym tego tak pewny. Już raz gdynianie przerabiali scenariusz ze spadkiem i wyjście z zaplecza ekstraklasy, pomimo bycia corocznym faworytem do wygrania rozgrywek zajęło im 5 lat. Po drugie, z klubu prawdopodobnie kluczowe postacie jak Steinbors, Nalepa czy Młyński. Czy Arka jest w stanie zastąpić tych piłkarzy takimi, którzy od razu zapewnią powrót do ekstraklasy? Na razie do klubu z Gdyni przychodzą piłkarze z agencji menedżerskiej (formalnie doradcy właściciela klubu) Jarosława Kołakowskiego jak Mateusz Żebrowski z KKS-u Kalisz, a z klubem łączeni są inni zawodnicy ze stajni KFM – Bartosz Wiktoruk z Pogoni Siedlce, Daniel Kajzer czy Damian Gąska ze Śląska Wrocław. Ostatnio sporo szumu zrobiła wypowiedź legendy klubu i byłego scouta, Janusza Kupcewicza, który rozstał się z Arką w złych stosunkach. Kupcewicz ostro skrytykował rodzinę Kołakowskim mówiąc, że dla niego nie pojętym jest to, że menedżer, formalnie doradca, Jarosław Kołakowski ma prawo zwalniać i zatrudniać ludzi i łączyć to z prowadzeniem agencji. Te słowa niezbyt bardzo spodobały się Michałowi Kołakowskiemu, który zagroził sądem legendzie klubowej. Nie uważam, że w taki sposób powinno się postępować z osobam zasłużonymi dla zespołu. To nie jest dobry początek procesu odbudowy pozytywnego wizerunku Arki.

Arka na papierze wydaje się faworytem do rychłego powrotu, aczkolwiek to samo mówiliśmy w ostatnich latach o Miedzi Legnica, Bruk-Bet Termalice Nieciecza czy Podbeskidziu Bielsko-Biała, które dopiero co awansowało do ekstraklasy. Porównując jednak sytuację gdynian z Koroną czy ŁKS-em mają jednak zdecydowanie łatwiejszą ścieżkę do odbudowania klubu. Łodzianie muszą się zastanowić nad przeformatowaniem kadry i pod względem piłkarskim i trenerskim. W Kielcach muszą się zaś zastanowić jak rozwiązać sprawę z właścicielami, którzy istnieją tylko teoretycznie. Z każdym dniem sytuacja Korony wydaje się coraz bardziej tragiczna i pachnie przykrym upadkiem Ruchu Chorzów. O ile ŁKS może awansować w najgorszym wypadku za 2-3 lata, to Korona przy takich zaniedbaniach może wkrótce zniknąć z piłkarskiej mapy Polski.