W niedzielne popołudnie ostatni trener, który zdobył Mistrzostwo Polski z Lechem Poznań, zmierzył się ze swoim ówczesnym asystentem. Zgodnie z przypuszczeniami Kolejorz wywozi z Lubina trzy punkty, choć mecz nie był tak jednostronny, jak mogło się zdawać po pierwszej połowie.
W meczach drużyny lidera PKO Ekstraklasy często kluczem do sukcesu jest szybko strzelona bramka. W tym sezonie w meczach z Wartą, Piastem czy Stalą Mielec mimo przewagi niebiesko-białych spotkania długo nie układały się po ich myśli. Inaczej było w dzisiejszej rozgrywce. Od pierwszej minuty widać było dominację Kolejorza udokumentowaną przez Antonio Milicia w 6 minucie. Chorwat wykorzystał dośrodkowanie Barry’ego Douglasa z rzutu rożnego i otworzył wynik spotkania. Był to jego drugi gol w tym sezonie, a także w historii jego występów w barwach Kolejorza. Rozstrzelał się nam były zawodnik Anderlechtu, w zeszłej kolejce zaliczył premierowe trafienie w derbowym meczu z Wartą. Przy tej bramce widać było, że jest to wytrenowany wariant rozegrania na bliższy słupek, w którym nie połapali się gracze Zagłębia. Po bramce Lechici nie cofnęli się tylko dalej parli na bramkę Hładuna.
Spotkanie Lecha z Zagłębiem często było zapowiadane jako konfrontacja dwóch postaci skłóconych w czasie wspólnej pracy w Lechu Poznań. Jeden z najlepszych obecnie zawodników ligi – Joao Amaral nie był faworytem Dariusza Żurawia i w atmosferze konfliktu odszedł na wypożyczenie do Pacos de Ferreira. Po jakimś czasie obsmarował pochodzącego z Wielunia szkoleniowca na łamach portugalskich mediów. W dwunastej minucie zemsty na byłym trenerze dokonał Joao Amaral. Po wgraniu z prawej strony od Czerwińskiego piłka dotarła do Portugalczyka, który zgrał ją sobie, przerzucił nad głową i gdy wydawało się, że zgubił ją z radaru, uderzył z woleja w kierunku bramki. Piłka niefortunnie odbiła się od uda Kruka i przeleciała obok zaskoczonego Hładuna. Była to pierwsza i ostatnia bramka zdobyta inną częścią ciała niż głową.
Pierwsza połowa to absolutny pokaz siły Lecha, poza Bednarkiem chyba każdy z piłkarzy Kolejorza mógłby mieć wtedy gola lub asystę. Co chwila albo bliżej którejś z linii bocznych boiska, albo w środku atakowali Poznaniacy. Wynik 2:0 nie odzwierciedlał przewagi, jaką mieli piłkarze Macieja Skorży. Powtarzalnym schematem były próby krótkiego rozegrania w okolicy własnego pola karnego lubinian, zakończone płaskim podaniem w górę boiska pod presją piłkarzy Lecha. W tych zagraniach brakowało dokładności, piłkę przejmowali Lechici tworząc kolejne sytuacje. W pewnym momencie statystyka strzałów prezentowała się następująco – 11:1 dla Kolejorza.
Dariusz Żuraw wygląda jakby miał się rozpłakać. W sumie jest powód, bo Lech całkowicie dominuje. W drugiej połowie czekam na gola Ba Louy po podaniu Amarala i na ich cieszynkę blisko ławki Zagłębia.#ZAGLPO
— Miłosz Cebo (@Cebmi2) December 5, 2021
Druga połowa przyniosła nieoczekiwane zdarzenie. Eksperymentalnie zestawione Zagłębie miało rzut rożny. Na wrzuconą przez Żubrowskiego piłkę nabiegł z dwudziestego zamieszany w utratę drugiej bramki Kamil Kruk. Młodzieżowy obrońca „Miedziowych” uderzył głową, wpuszczając piłkę w kozioł. Ta odbijając się od ziemi sprawiała wrażenie nieuchwytnej dla Bednarka, ale przede wszystkim niecelnej, w ostatniej chwili tor jej lotu zmienił się, wpadając w samo okienko. Był to pierwszy gol stracony przez drużynę Skorży w tym sezonie z rzutu rożnego.
Na odpowiedź poznaniaków nie musieliśmy długo czekać. Już 5 minut później wyśmienite dośrodkowanie Ba Louy wykorzystał głową Jakub Kamiński umieszczając piłkę prezycyjnie obok interweniującego Hładuna. Fanom poznańskiej drużyny mogło się wydawać, że to już koniec emocji w tym meczu, a Lech zdobywając trzecia bramkę „zamknął” mecz. Filip Bednarek zadbał o to, by emocji nie brakowało do ostatniego gwizdka. W 60 minucie kolejne dośrodkowanie z rzutu rożnego, tym razem Sasy Zivca, dotarło do Lorenco Simicia, który obrócił się na szóstym metrze i strzelił obok bramkarza.
Jakub Kamiński wykorzystał idealne podanie kolegi i zdobył gola na wagę 3 punktów!#ZAGLPO 2:3 pic.twitter.com/3RMXFMmQ5j
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) December 5, 2021
Ostatnie pół godziny to kilka szans Zagłębia, spośród których ciężko wyróżnić jakąś stuprocentową i co najmniej kilkanaście ataków Kolejorza, który mógł wygrać ten mecz z przewagą kilku bramek, gdyby lepsze decyzje podejmowali i celniej strzelali przede wszystkim Tiba i Ishak.
Lech w 17 kolejkach zdobył więcej punktów (38) niż w całym poprzednim sezonie (37). @przeglad
— Mateusz Janiak (@eMJot23) December 5, 2021
Na koniec słówko o tym co działo się na trybunach. Poznaniacy stawili się w Lubinie w liczbie kilkukrotnie przekraczającej pojemność sektora gości, zajmując miejsca na trybunach „miejscowych” i dopingując Lechitów przez całe 90 minut. Kibice gospodarzy niepocieszeni serią siedmiu spotkań bez zwycięstwa w Ekstraklasie odpalili w drugiej połowie race, kilkanaście z nich wylądowało na murawie. Choć są lepsze sposoby na to, by wyrazić niezadowolenie z postawy klubu, a takie zachowanie to zwykły wandalizm to na wszystkich frontach widać, że w Zagłębiu źle się dzieje i potrzeba zmian. Pierwszy do odstrzału jest szkoleniowiec
Zbigniew Boniek nie chciał zwalniać Jerzego Brzęczka na święta, a Lech najprawdopodobniej w jednym roku dwukrotnie na święta zwolni trenera Dariusza Żurawia z dwóch różnych klubów. Duża sztuka.
— Dawid Dobrasz (@dobraszd) December 5, 2021
Zagłębie Lubin – Lech Poznań 2:3 (0:2)
Bramki: Kruk 49’, Simic 60’ – Milic 6’, Amaral 12’, Kamiński 54’
Żółte kartki: Kruk – Ba Loua, Tiba
Zagłębie: Hładun – Chodyna (86’ Daniel), Simic, Kruk, Wójcicki, Żubrowski, Łakomy (86’ Pakulski), Ratajczyk (86’ Kludka), Poręba (58’ Starzyński), Zivec, Szysz
Lech: Bednarek – Czerwiński, Salamon, Milic, Douglas, Karlstrom, Murawski (46’ Tiba), Kamiński (93’ Ramirez), Amaral (74’ Kvekveskiri), Ba Loua (74’ Skóraś), Ishak (90′ Sobiech)
Antoni Janas