fbpx

I tak Legia, Panowie! I tak Legia mistrzem po raz 14!

Share on facebook
Share on twitter
2020.07.11, Warszawa, Pilka nozna, PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
Mecz Legia Warszawa - Cracovia Krakow
N/z 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus

2020.07.11, Warsaw,
football, polish Ekstraklasa
Match Legia Warszawa - Cracovia Krakow

Credit Rafal Oleksiewicz / PressFocus

Legia Warszawa na własnym stadionie pewnie pokonała Cracovię 2:0 i tym samym zdobyła po raz czternasty mistrzostwo kraju. Mogą odetchnąć z ulgą wszyscy sympatycy Legii, którzy obawiali się, że po ostatnich porażkach z Lechem i Cracovią w Pucharze Polski ich drużyna złapała delikatną zadyszkę. Na początku droga Legii do mistrzostwa wydawała się wyboista, ale wiosną drużyna Aleksandara Vukovicia nie dała złudzeń komu należy się mistrzowski tytuł.

Legia chciała zemścić się za porażkę przed kilkoma dniami z Cracovią (0:3) w Pucharze Polski. Zmotywowani warszawianie mieli za misję przypięczętowanie tytułu mistrzowskiego na dwie kolejki przed końcem rozgrywek. Do zrealizowania tego celu wystarczał im remis. Cracovia chciała kontynuować udaną passę i po zapewnieniu sobie udziału w finale pucharowych rozgrywek, wspiąć się wyżej w ligowej tabeli. Na początku meczu obie drużyny grały bardzo zachowawczo. Już w 11. minucie z powodu kontuzji wypadł filar środka pola Legii, Andre Martins, którego na murawie zastąpił Bartosz Slisz. Z minuty na minutę, Legia stwarzała coraz konkretniejsze próby, a Cracovia sprawiała wrażenie odrobinę przestraszonej. W 23. minucie z prawego skrzydła, Paweł Wszołek wrzucił idealnie futbolówkę na głowę Tomasa Pekharta, a Czech dopełnił formalności. Dla Pekharta był to piąty gol w rozgrywkach ekstraklasy i choć może to nie jest zawodnik, który porywa serca kibiców swoimi nietuzinkowymi umiejętnościami to idealnie potrafi się odnaleźć w polu karnym rywala.

Legia kontynuuowała ataki na bramkę Lukasa Hrosso. W 31. minucie potężny strzał z dystansu oddał Antolić, bramkarz Cracovii wypluł piłkę, ale stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Pekhart, który fatalnie skiksował. W międzyczasie Legia mogła również stracić gola poprzez samobójcze trafienie Mateusza Wieteski, ale na posterunku był zaliczający powrót do bramki warszawian, Radosław Cierzniak. Przez większość pierwszej połowy Cracovia była tłem dla gospodarzy. Legioniści mogli spokojnie prowadzić nawet 5:0, ale nieskuteczni byli Luquinhas, Gwilia, Rocha (po którym strzale piłka uderzyła w słupek) czy ponownie Pekhart, który trafił do siatki, ale futbolówka chwilę wcześniej opuściła boisko. W pierwszej połowie byliśmy świadkami kompletnej metamorfozy obu ekip, w porównaniu do tego co się działo we wtorek.

Początek drugiej połowy niemrawy w wykonaniu obu ekip, aczkolwiek dobrą okazję na zdobycie bramki mieli legioniści. Paweł Wszołek oddał strzał, który zablokował Lukas Hrosso, a piłka po dobitce Luquinhasa zamiast zostać skierowana w światło bramki, poszybowała w trybuny. Cracovia odpowiedziała strzałem Rafy Lopesa, ale pewnie zachował się dobrze dysponowany w tym meczu Cierzniak. Później kibice z Łazienkowskiej jakby pewni swego, że zdobędą mistrzowski tytuł zaczęli przedwcześnie ”świętować” i odpalili race. Na kilka minut mecz został przerwany.

Po wznowieniu spotkania, w 73. minucie Cracovia miała dogodną sytuację do zdobycia bramki. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Ivana Fiolicia, głową uderzył Cornel Rapa, ale piłka powędrowała obok słupka. Rumun gdyby nie pomylił się o metr, zapewne pokonałby Cierzniaka, który został na linii. Jak mawia znany piłkarski slogan, niewykorzystane sytuacje się mszczą. Dwie minuty później, piłkę w środku pola spod nóg Fiolicia odebrał Bartosz Slisz, który podał do Waleriana Gwilii, a Gruzin precyzyjnie przymierzył i strzelił gola na 2:0. Kibice i piłkarze Legii mogli odetchnąć z ulgą. Od mistrzostwa dzielił ich tylko kwadrans.

Gwilia, który okazał się kluczowym piłkarzem warszawian w tym sezonie (8 goli i 5 asyst) mógł jeszcze dobić przeciwnika, ale w 84. minucie minimalnie chybił. Drużyna z Krakowa sprawiała zaś wrażenie ludzi pogodzonych ze swoich losem i przez ostatnie minuty grała tylko rolę epizodyczną. Gdy Jarosław Przybył z Kluczborka zagwizdał po raz ostatni, kibice na Łazienkowskiej rozpoczęli fetę, uwieńczoną efektowną oprawą i śpiewami. Piłkarze celebrowali swój sukces, a Aleksandar Vuković był podrzucany do góry przez swoich zawodników. Legia po roku przerwy zdetronizowała Piasta Gliwice i odzyskała upragniony tytuł.

Dla ”wojskowych” był to 14 tytuł w historii i zrównali się pod tym względem z dotychczasowymi rekordzistami, Górnikiem Zabrze i Ruchem Chorzów. Aczkolwiek biorąc pod uwagę to jak rozwija się Legia, kolejne mistrzostwa wydają się kwestią czasu. Co warto podkreślić, Legia przegoniła Wisłę Kraków i stała się najbardziej utytułowanym klubem w Polsce. Oby równa forma, którą podopieczni Vukovicia utrzymywali przez większą część sezonu w ekstraklasie, zakończyła się powodzeniem w eliminacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Obyśmy to mistrzostwo wspominali latami, a nie zapomnieli przy okazji wpadki z drużyną z Mołdawii czy Wysp Owczych.

Legia Warszawa – Cracovia 2:0 (1:0)

Bramki: Pekhart 23′, Gwilia 75′

Żółte kartki: Martins, Wszołek, Slisz, Cholewiak, Vuković (poza boiskiem) – Loshaj, Wdowiak

Legia Warszawa: Cierzniak – Karbownik, Jędrzejczyk, Wieteska, Rocha – Wszołek, Antolić, Gwilia (95′ Rosołek), Martins (11′ Slisz), Luquinhas (80′ Cholewiak) – Pekhart

Cracovia: Hrosso – Rapa, Dytjatjew, Helik, Pestka – Hanca, Lusiusz (58′ Fiolić), Van Amersfoort, Loshaj (73′ Jablonsky), Wdowiak (83′ Thiago) – Rafa Lopes

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Stadion: Stadion Miejski Legii Warszawa im. Marszałka Józefa Piłsudskiego