Hapoel Beer Szewa. Czy jest się kogo bać? Marcin Cabaj: Hapoel to TOP 3 naszej Ekstraklasy

Share on facebook
Share on twitter
2018.06.30 Opalenica
Pilka nozna Mecz Sparingowy
Lech Poznan - Hapoel Beer Szewa
N/z Vlodymyr Kostevych
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2018.06.30 Opalenica
Football Friendly Match
Lech Poznan - Hapoel Beer Szewa
Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus

Mimo tego, że najbliższy rywal Śląska Wrocław w drodze po awans do Ligi Konferencji Europy nie gra na co dzień w zbyt mocnej lidze, to w starciu z klubem z Ekstraklasy z pewnością jest faworytem. Jednak, czy aby na pewno trzeba się bać czwartego zespołu poprzedniego sezonu ligi izraelskiej?

Hapoel został założony w 1949 roku. Pierwsze mistrzostwo zdobyli 26 lat później. W ogóle mają ich pięć. Ostatnie zdobyli trzy lata temu. Okres lat 2015-2018 był najbardziej obfity w sukcesy klubu z Bliskiego Wschodu. W sezonie 2016/2017 byli bardzo blisko awansu do Ligi Mistrzów, ale w playoffach minimalnie ulegli Celticowi Glasgow. Już wtedy mieli zapewnioną jednak fazę grupową Ligi Europy. W niej zajęli drugie miejsce, wyprzedzając uznane firmy, jak Inter Mediolan i Southampton. Dziś to brzmi abstrakcyjnie, ale wtedy piłka izraelska przeżywała złote czasy, bo w tych samych rozgrywkach rywalizował Maccabi Tel Aviv. Hapoel odpadł po dwumeczu 1/16 finału z Besiktasem, ale pozostawił po sobie dobre wrażenie.

Sezon później było jeszcze bliżej upragnionego awansu do piłkarskiej elity. Niestety, Hapoel odpadł w IV rundzie z Mariborem. Zadecydowała zasada bramek na wyjeździe. Podobnie jak przed rokiem drużyna Baraka Bakhara zagrała w Lidze Europy. W składzie widniały takie nazwiska jak Thomas Pekhart, a więc król strzelców Ekstraklasy z poprzedniego sezonu, czy Maor Melikson, były zawodnik Wisły Kraków, do dziś uważany za jednego z najlepszych obcokrajowców naszej Ekstraklasy. Hapoel zdołał wygrać w gronie tylko jeden mecz i zajął ostatnie miejsce w grupie. Wtedy klub wpadł w lekki dołek.

W sezonie 2018/2019 Hapoel już tak nie błyszczał i niewiele brakowało, żeby w ogóle nie zagrał w eliminacjach. W lidze radził sobie poniżej oczekiwań. To za sprawą fenomenalnej formy Maccabi Tel Aviv, który wygrał izraelską Ekstraklasę z 31 punktową przewagą nad wicemistrzem z Hajfy. Hapoel zakończył sezon na trzecim miejscu i przystąpił do eliminacji Ligi… Mistrzów! To za sprawą braku licencji na grę w europejskich pucharach Maccabi. Na dodatek był rozegrany baraż pomiędzy Hajfą, a Hapoelem, który miał rozstrzygnąć kto zagra w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Zwycięsko z tego starcia wyszedł Hapoel. Niestety, z Europą pożegnał się bardzo szybko. Marzenia o Lidze Mistrzów przerwało Dinamo Zagrzeb, a w III rundzie do Ligi Europy mocniejszy okazał się APOEL. Tym razem Izrael nie miał swojego przedstawiciela w Europie.

W zeszłym sezonie po dwuletniej przerwie Hapoel ponownie awansował do fazy grupowej Ligi Europy. Trzeba jednak przyznać, że miał sporo szczęścia w losowaniu. Jego rywalami byli kolejno Dinamo Batumi (Gruzja), Laçi (Albania), Motherwell (Szkocja) i Victoria Pilzno (Czechy). Jedynie ten ostatni rywal miał czym postraszyć Izraelczyków, ale Hapoel miał tę przewagę, że wylosował mecz u siebie, a jak wiemy to duży handicap. Przypomnijmy, że rok temu UEFA zrezygnowała z dwumeczu w związku z poważną sytuacją pandemiczną na całym świecie. Hapoel w eliminacjach stracił tylko jedną bramkę, a to dawało nadzieje na dobry wynik w grupie. Tam już niestety łut szczęścia do losowania słabszych rywali się skończył, bo zespół mierzył się z Bayerem Leverkusen, Slavią Praga i OGC Nice. Hapoel zdołał wygrać dwa razy, ale to nie wystarczyło do zajęcia drugiego miejsca w tabeli. Na rodzimym podwórku od początku szanse na mistrzostwo, a nawet wicemistrzostwo były iluzoryczne. To za sprawą bardzo mocnych Maccabi Hajfa i Maccabi Tel Awiw. Hapoel tak naprawdę do końca drżał, żeby w ogóle załapać się do TOP 4. Był to jeden ze słabszych sezonów w jego wykonaniu, patrząc na ostatnie lata.

W letnim okienku z klubu odeszły dwie gwiazdy:
• Josue (66 meczów, 19 goli, 12 asyst)
• Ben Sahar (200 meczów, 72 gole, 12 asyst)

Kibice najbardziej ubolewają nad stratą tego pierwszego, który był najlepszym strzelcem zespołu. Nie licząc dwóch wyżej wymienionych graczy, zespół opuściło 14 piłkarzy. Nie jest też tak, że włodarze poszli na ostre zakupy, bo na tych transferach praktycznie nie zarobili ani centa.

To, że kilku zawodników odeszło z drużyny, nie oznacza, że ,,Trójkolorowi” zagrają z grupą leszczy. Wręcz przeciwnie, Hapoel nadal będzie groźny w ofensywie.

Na kogo Śląsk musi uważać? Przede wszystkim na holenderskiego skrzydłowego, Eltona Acolatse, który w pucharach spisuje się kapitalnie. W poprzednim sezonie 26-latek zdobył 5 bramek, a tydzień temu dorzucił jedną, przykładając cegiełkę do pewnego zwycięstwa w dwumeczu z bułgarską Ardą (6-0). Pragmatycznie grający Hapoel będzie też korzystał ze stałych fragmentów gry, od których specjalistą jest 25-letni Ramzi Safuri.

O opinię na temat przeciwnika WKS-u, zapytaliśmy Marcina Cabaja, byłego bramkarza Hapoelu, a obecnie członka sztabu szkoleniowego Cracovii.

Tak, zagrałem kilka spotkań w Beer Szewie. Gdy w nim byłem to dopiero zaczęto tak naprawdę budowę dużego klubu i dziś Hapoel to jeden z najlepszych zespołów Izraela. Jeżeli miałbym porównać ligę polską i izraelską to polska jest na pewno bardziej fizyczna, dużo się biega, jest dużo taktyki. Tam natomiast bardziej decyduje szybkość i dobrze wyszkoleni zawodnicy pod względem techniki. Mimo wszystko poziom bardzo zbliżony do naszej ligi. Hapoel to takie TOP 3 naszej Ekstraklasy.

Byłego zawodnika rywala Śląska zapytaliśmy także o specyfikę meczu na wyjeździe, który odbędzie się za tydzień, 12 sierpnia:

– Myślę, że największym problemem dla Śląska będzie pogoda, która tam panuje. Sierpień to najcieplejszy miesiąc w Izraelu, więc na pewno to piłkarze odczują podczas meczu.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że Hapoel będzie faworytem dwumeczu ze Śląskiem. Klub z Izraela co roku występuje w eliminacjach i ma w tym większe doświadczenie niż podopieczni Jacka Magiery. Z drugiej strony, nie możemy też przeceniać piłki izraelskiej. Wróćmy myślami do 2019 roku i meczu eliminacyjnego do EURO. Były obawy przed reprezentacją Izraela, a ostatecznie pokonaliśmy ich 4:0. Większość graczy z tamtego składu to przedstawiciele izraelskiej Ekstraklasy. Może nie taki diabeł straszny, jak go malują? Były trener Legii Warszawa pokonywał dużo mocniejszych rywali, więc jeśli piłkarze WKS-u podejdą do tego meczu z wiarą i przekonaniem, że da się pokonać Hapoel, to na pewno będą w stanie sprawić niespodziankę.

Karol Siemek