Znicz Pruszków jako beniaminek świetnie rozpoczął sezon. Podopieczni trenera Mariusza Misiury wygrali z Resovią Rzeszów, a następnie zremisowali z Podbeskidziem Bielsko-Biała i zwyciężyli z Zagłębiem Sosnowiec. W międzyczasie pokonali Górnik Polkowice w Pucharze Polski. Później przegrali z Lechią Gdańsk i do meczu z GKS-em Katowice Znicz przystępował z siedmioma punktami.
Zaskoczenie sezonu?
Na razie Znicz Pruszków zaskakuje wszystkich kibiców 1. Ligi, którzy przewidywali spadek z hukiem MKS-u. Na pierwszy plan wyciągano zaplecze sportowe, mały stadion i niewielki budżet. Tym czasem zespół Mariusza Misiury w pierwszych kolejkach świetnie punktował i zaproponował nowy, ofensywny styl, który stara się zabierać od trenerów, u których się szkolił. Szczególnie na starcie sezonu błyszczy japoński ofensywny pomocnik – Shuma Nagamatsu, który zdobył już 2 gole i zaliczył asystę. Dla osób śledzących 2. Ligę w poprzednim sezonie, nie powinno być to zaskoczenie, bo już wtedy był kluczową postacią drużyny.
Mecz z GKS-em Katowice
Przed tym meczem ciężko było przewidzieć ostateczny rezultat, bowiem obie drużyny zdobyły w pierwszych czterech kolejkach tyle samo punktów – 7. Katowiczanie podchodzili do tego spotkania w lepszym nastroju, ponieważ wygrali w 4. kolejce 4:1 z Wisłą Płock. Z kolei Znicz Pruszków poniósł porażkę w rywalizacji z Lechią Gdańsk 0:1. W meczu między tymi drużynami było widać ogromną przewagę Znicza, z której jednak nic nie wynikało. Gdy podopieczni trenera Misiury dochodzili już do pola karnego, nie potrafili podjąć odpowiedniej decyzji i zwlekali z oddaniem strzału. Dogodnych sytuacji zdecydowanie więcej mieli goście. Sam na sam z bramkarzem wyszedł Sebastian Bergier, ale przestrzelił. Pod koniec pierwszej połowy piłkarze trenera Rafała Goraka wyszli na prowadzenie za sprawą gola Mateusza Maka.
Podwyższenie wyniku w drugiej połowie
Trzeba wyróżnić całą defensywę GKS-u, która blokowała prawie każdy strzał gospodarzy. W drugiej połowie Znicz Pruszków zaczął grać szerzej w ataku. Zaczęli szukać swojej szansy po akcjach indywidualnych na skrzydle, które miały kończyć się podaniem w pole karne. Zagrożenie szybko było niwelowane przez katowicki zespół. GKS podwyższył wynik w 59. minucie za sprawą gola Adriana Błąda, który pewnie wykończył sytuacje w polu karnym. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 2:0 dla GKS-u Katowice, który umacnia swoje miejsce w czołówce i przygotowuje się do domowego meczu z Resovią Rzeszów. Natomiast Znicz zostaje w środku tabeli (8. miejsce) i czeka na wyjazd do Niecieczy na mecz z Bruk-Bet Termaliką.
Kacper Chojnacki