Filip Starzyński: Zagłębie jest dla mnie teraz najlepszą opcją

Share on facebook
Share on twitter
2020.10.03 Lubin
Pilka nozna 
PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
KGHM Zaglebie Lubin - Gornik Zabrze
N/z Filip Starzynski
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2020.10.03 Lubin
Football 
Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021
KGHM Zaglebie Lubin - Gornik Zabrze
Filip Starzynski
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Czarował w Ruchu Chorzów, po czym wyjechał do Belgii. Tam mu się nie udało. Wrócił do Polski, gdzie znów błyszczy. Filipa Starzyńskiego zna każdy fan ekstraklasy. Popularny „Figo” należy obecnie do ligowej czołówki wśród pomocników.

Starzyński w ekstraklasie zadebiutował dość późno, bo w wieku 21 lat. Urodzony w Szczecinie pierwsze minuty na najwyższym szczeblu rozgrywkowym zbierał w barwach Ruchu Chorzów. Jako piłkarz Niebieskich rozegrał w sumie 120 spotkań, strzelił 24 gole i zanotował 31 asyst.

Dobre występy na Śląsku przykuły uwagę belgijskiego KSC Lokeren, do którego przeniósł się latem 2015 roku. Jednak w kraju płynącym czekoladą nie poradził sobie zbyt dobrze, co poskutkowało powrotem nad Wisłę. W Zagłębiu Lubin chciał odbudować formę i udało mu się to z dużą nawiązką. Starzyński wystąpił dotąd w 149 meczach w pomarańczowym trykocie, 39 razy trafił do siatki rywala oraz 42 razy asystował przy bramkach kolegów. Miedziowi w lipcu 2016 roku wykupili „Figo” za pół miliona euro. Obecnie 29-latek jest wymieniany w gronie najlepszych pomocników ligi.

Czemu nie został zimą piłkarzem Lechii Gdańsk? Dlaczego nie poszło mu w Belgii? Czy myśli jeszcze o wyjeździe za granicę? Jak zniósł wiosenny lockdown? Na co stać Zagłębie w tym sezonie?

Mówiło się, że Lechia Gdańsk była zimą o włos od zakontraktowania pana. Czy rzeczywiście klub z Trójmiasta był tak blisko?

Na pewno nie o włos. Był kontakt ze strony Lechii, ale nie doszło do dalszych rozmów. Było coś na rzeczy, ale bez konkretów.

Miał pan zimą jakiekolwiek inne oferty transferu?

Nie było żadnych konkretnych ofert. Trzeba pamiętać, że to też był grudzień, może więcej byłoby w styczniu czy lutym. Zapytania były, ale bez żadnych dalszych rozmów.

Myśli pan jeszcze o wyjeździe za granicę?

Myślę, że tak. Mam 29 lat, to jest jeszcze dobry wiek do grania w piłkę, ale nie napalam się na to. Mam ważny kontrakt z Zagłębiem, chcę grać tutaj i kontynuować tu swoją karierę. Zobaczymy co będzie. Najpierw jakaś oferta musi się pojawić, na razie żadnych ciekawych opcji nie było, więc uważam, że Zagłębie w tej chwili jest dla mnie najlepszą opcją do grania. Nie ukrywam, że cieszę się, że mogłem tutaj przedłużyć kontrakt.

Ostatnie pytanie związane z transferami. Jakiś czas temu z ekstraklasy odszedł pana były klubowy kolega, Damjan Bohar. Czy uważa pan, że polska liga straciła właśnie swojego najlepszego skrzydłowego?

Tak, uważam, że Damjan był najlepszym lub jednym z najlepszych skrzydłowych w Polsce. Wszyscy w drużynie żałujemy, że odszedł, bo to był świetny zawodnik, robił różnicę w grze, dawał dużo jakości, no i przede wszystkim strzelał dużo bramek. Życzę Damjanowi jak najlepiej i myślę, że jeżeli on jest zadowolony z tego ruchu, to ja też się cieszę, że mógł przejść na wyższy poziom.

Wróćmy na chwilę do lata. Co było najtrudniejsze podczas tych wyjątkowych przygotować do sezonu?

Przede wszystkim były niestandardowo krótkie. Już kilka tych przygotowań w życiu przeżyłem i zawsze były one długie. Taka sytuacja nastała, wszyscy się do niej przystosowali. Nie było w tym nic trudnego. Były trochę bardziej intensywne. Każdy miał taką samą sytuację. Nie widzę większego problemu w tym, że były one o tydzień czy dwa tygodnie krótsze niż zwykle.

Co jest lub co może być największą siłą Zagłębia w tym sezonie?

Gra, którą prezentowaliśmy w tamtym sezonie, poparta większą konsekwencją. W tamtym sezonie graliśmy dobrą piłkę, potrafiliśmy stworzyć sobie w każdym meczu bardzo dużo sytuacji, gra nam się kleiła, ale jako drużyna byliśmy niekonsekwentni w defensywie i zbyt łatwo traciliśmy bramki.

Jeżeli uda nam się to poprawić, to uważam, że nasza ofensywna gra, dodając do niej konsekwencję w obronie, może być bardzo dobrym połączniem. Jakość w drużynie mamy, ale zbyt łatwo w tamtym sezonie oddawaliśmy punkty. Prowadziliśmy grę, byliśmy drużyną przeważającą, ale później wkradało się rozluźnienie. Na koniec sezonu wyszło, że brakowało nam do ósemki, by grać o coś więcej.

Filip Starzyński
Fot: Tomasz Folta / PressFocus

Trenował i grał pan zarówno z Krzysztofem Piątkiem, jak i Bartoszem Białkiem. Kto zrobił na panu większe wrażenie?

Obaj mają podobny styl. Może trochę większe zrobił Bartosz Białek pod względem tego, jak szybko się rozwijał. Jeśli chodzi o umiejętności, wykończenie akcji, siłę, grę głową to był bardzo podobny poziom. Bartek z tygodnia na tydzień był coraz lepszy. Mam nadzieję, że będzie się dalej rozwijał – ma to coś, co napastnik potrzebuje, piłka go szuka w polu karnym. Bartek był trochę młodszym zawodnikiem, kiedy go poznałem.

Skoro jesteśmy przy temacie młodzieżowców, to chciałbym zapytać kto obecnie wydaje się panu być najzdolniejszym młodym zawodnikiem w Zagłębiu?

To jest zawsze ciężkie pytanie, bo są u nas bardzo uzdolnieni chłopcy – ci, którzy już trenują i ci, którzy przychodzą na treningi z drużyny rezerw. Nie chciałbym nikogo wyróżniać. Cechuje ich pokora i chęć do ciężkiej pracy, więc na pochwały przyjdzie czas. Mam nadzieję, że Łukasz Poręba zrobi kolejny krok do przodu, bo gra już z nami w ekstraklasie dwa czy trzy lata, a umiejętności ma duże.

Często jest tak, że bardziej doświadczony zawodnik jest dla młodszego swego rodzaju mentorem. Czy pan również pełni taką rolę w drużynie?

Ciężko powiedzieć. Ja sam nikogo sobie nie upatrzyłem. Jeżeli jednak nadarza się okazja do podpowiedzi, to zawsze staram się pomóc na tyle, na ile mogę. Największymi mentorami są u nas trenerzy, ponieważ oni bardzo dbają, by młodzi zawodnicy się rozwijali.

Wróćmy na moment do Belgii. W Lokeren spędził pan około pół roku. Co poszło nie tak, że nie został tam pan na dłużej?

Na pewno nie grałem – to było nie tak. Patrząc z perspektywy czasu, zabrakło z mojej strony cierpliwości. Dwa, trzy miesiące siedziałem na ławce, a bardzo chciałem grać i uwierało mnie to, że nie gram. Zdecydowałem się od razu na przenosiny. Na początku grałem, później przyszedł moment, kiedy nie wyglądałem dobrze i sadzano mnie na trybuny lub na ławkę. Pod koniec pobytu zacząłem się „odkręcać”, po piłkarsku mówiąc. Brak cierpliwości był głównym czynnikiem, dlaczego mi nie wyszło za granicą. Może trzeba było poczekać – teraz jestem starszy i mądrzejszy, a wtedy ta chęć grania przeważała i dlatego zdecydowałem się na powrót do Polski.

Jak duża jest różnica piłkarska między ekstraklasą, a ligą belgijską?

Nie ma jakiejś ogromnej przepaści. Jest tam trochę większa intensywność, jeśli chodzi o sposób gry. Są tam trzy, cztery mocne drużyny, ale Lech pokazał w pucharach, że nie trzeba się ich bać czy mieć jakichkolwiek kompleksów. Jeśli ktoś odchodzi do Belgii, to na pewno musi być nieźle przygotowany fizycznie.

Czy nauczył się pan czegoś od Belgów w podejściu do życia?

Byłem tam trochę za krótko, żeby móc się o tym wypowiadać. Jeśli chodzi o styl życia, to w miejscowości, w której ja mieszkałem, było bardzo spokojnie, życie płynęło powoli. Podobnie jak tutaj, w Lubinie.

Zagłębie zajmuje obecnie trzecie miejsce. Czy dobry początek sezonu rozbudził apetyty na coś więcej niż środek tabeli?

My zawsze mamy apetyty na coś więcej niż środek tabeli. On nam bardzo nie pasuje, to nie jest tak, że my czujemy się komfortowo, grając o ósme miejsce. Chcielibyśmy grać o coś więcej. W tamtym sezonie oddaliśmy zbyt wiele punktów. Cały klub i wszyscy kibice, tak jak my, chcieliby grać o puchary. Musimy konsekwentnie realizować to, co nam wykłada trener, grać tak, jak chcemy – dobrze z przodu i uważnie z tyłu, a wtedy myślę, że na pewno będziemy grali o coś więcej niż dziewiąte miejsce, które nikogo nie zadowala.

Płynnie przeszliśmy do trenera. Jak opisałby pan Martina Sevelę?

Jako człowiek jest bardzo otwarty, pozytywnie nastawiony do wszystkiego. Jako trener, chce grać ofensywną piłkę, dominować i strzelać dużo goli. Myślę, że to jest fajne. Wiele naszych meczów obfitowało w bramki, więc sądzę, że potrafimy przyswoić jego filozofię. Będę wracał do tego cały czas – musimy lepiej grać w defensywie jako drużyna. Mnie dobrze się z nim współpracuję właśnie ze względu na to, że chce grać ofensywnie i dominować.

Filip Starzyński
Fot: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Jak zniósł pan okres wiosennego lockdown’u, kiedy piłkarze trenowali w domu?

Nie było to komfortowe, jeżeli chodzi o trenowanie. Całe życie trenowałem, by jak najwięcej czasu spędzać na boisku z piłką i mieć jak najwięcej treningów oraz meczów. My jako grupa społeczna nie mieliśmy tak źle, bo trzeba było tylko biegać. Myślę, że wielu innych ludzi miało gorzej. Ja stosowałem się do wszystkich wytycznych, które mieliśmy od lekarzy. Nikt nie lubi tylko biegać i trenować w domu, dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy dopuszczono nas do treningów.

Czy podczas przymusowego siedzenia w domu nabył pan jakąś nową umiejętność?

Nie. Miałem więcej czasu, by poczytać, ale żadnej nowej umiejętności nie nabyłem (śmiech). Mam dwójkę małych dzieci – dużo czasu spędzałem właśnie z nimi.

Bardzo dobrze wykonuje pan stałe fragmenty gry, szczególnie rzuty wolne. Czy poświęca pan na te elementy więcej czasu lub zostaje po treningach?

Tak, zostaję po treningach. Bramki z rzutu wolnego dawno nie zdobyłem, mam nadzieję, że w najbliższym czasie to się zmieni, ponieważ trochę ich brakuje, a okazje są. Regularnie zostaję po treningach, bo to jest element, nad którym cały czas trzeba pracować i wykonywać jak najwięcej uderzeń.

Na koniec, najlepszy zawodnik z ligi to

Wydaje mi się, że Pedro Tiba.

Z Filipem Starzyńskim rozmawiał Jakub Kowalikowski.

Kliknij w zdjęcie, by odwiedzić profil autora na Twitterze!