Filip Macuda: Legia musi w końcu odpalić, bo kiedy jak nie teraz

Share on facebook
Share on twitter
ekstratalk

Po przerwie reprezentacyjnej wraca nasza ukochana ekstraklasa, i to w jakim stylu. W 11. serii gier będziemy świadkami wielkiego klasyku – mistrz kraju, Legia Warszawa podejmie lidera rozgrywek, Lech Poznań. We Wrocławiu zobaczymy starcie pucharowiczów – Śląsk zmierzy się z Rakowem Częstochowa, a w Zabrzu dojdzie do pojedynku legendarnych klubów – miejscowy Górnik zagra z Wisłą Kraków. Przed zbliżającą się kolejką porozmawialiśmy z szefem sportu portalu Wrocławskie Fakty, Filipem Macudą. Zapraszamy!

Stęskniłeś się za ekstraklasą?

Na pewno przerwa reprezentacyjna to jest taki czas, kiedy wszyscy skupiają się na kadrach narodowych, ale gdzieś z tyłu głowy pozostaje rywalizacja w lidze. Na pewno stęskniłem się z mojej perspektywy, wrocławskiej, bo wiemy jak wyglądał ostatni mecz Śląska z Lechem, który teraz będzie grał w hicie kolejki w Warszawie z Legią. Z kolei WKS zagra z Rakowem, więc trudno nie stęsknić się za ekstraklasą, skoro po przerwie reprezentacyjnej serwuje nam dania, które wydają się smakowite. Wiadomo jak te nasze mecze ligowe wyglądają, ale wszystko na to wskazuje, że będzie to dobra kolejka.

Zanim przejdziemy do hitów kolejki, porozmawiajmy o przystawce. W sobotę o 12:30 ostatni w tabeli Górnik Łęczna zagra z Piastem Gliwice, który został wzmocniony przez Toma Hateleya, który powrócił z cypryjskich wojaży.

Na pewno Górnik Łęczna to jest drużyna, która przede wszystkim u siebie musi szukać punktów, które mogą okazać się niezbędne w walce o utrzymanie. Uważam, że jest to jednak zespół, który spadnie z ekstraklasy, wygląda obecnie najsłabiej w lidze.

Jeśli chodzi o Toma Hateleya w Piaście, to na pewno jest to wzmocnienie gliwickiego klubu. Pprzez wiele lat Waldemarowi Fornalikowi notorycznie podbierano zawodników po dobrych, ale i tych słabszych sezonach (Sedlar, Valencia, Felix, Hateley, Świerczok). Wydaje się, że tener ,,Piastunek” może mieć problem ze zbudowaniem składu, który mógłby powalczyć o coś więcej niż środek tabeli, natomiast przyjście Hateleya wzmocni rywalizację w zespole. Jestem też ciekaw, czy transfer Anglika oznacza przygotowania do ewentualnego odejścia z zespołu Patryka Sokołowskiego, utalentowanego piłkarza, który z pewnością mógłby się spróbować w lepszej lidze lub lepszym ekstraklasowym klubie. Faworytem jest Piast, ale nie skreślałbym zespołu Kamila Kieresia, bo jeśli mają gdzieś szukać zdobyczy punktowej, to właśnie na lubelszczyźnie.

Co sądzisz na temat pozostałych drużyn ze strefy spadkowej? Warta Poznań zagra na wyjeździe z Cracovią, a Bruk-Bet Termalica Nieciecza podejmie u siebie Lechię Gdańsk.

Lechia pod wodzą Tomasza Kaczmarka odrodziła się i wygląda naprawdę dobrze. Nie wiadomo jak długo to będzie trwało, czy jest to efekt nowej miotły, czy też nie. Jeśli chodzi o Termalikę, to dla mnie wciąż zagadka. Mieliśmy okazję widzieć ten zespół we Wrocławiu, gdzie ,,Słoniki” wyeliminowały Śląsk w Pucharze Polski. To jest drużyna, która moim zdaniem troszkę przeszarżowała na początku sezonu. Chciała grać piłkę bardziej otwartą, ofensywną, ale kiedy zaczęła grać pragmatycznie jak we Wrocławiu, skupiła się na defensywie, to zaczęła punktować lepiej. Nadal jednak podtrzymuję, że jest to poważny kandydat do spadku.

Jeśli chodzi o Wartę, to niestety jest to scenariusz, którego spodziewaliśmy się przed sezonem. Nie ma co się oszukiwać, że w poprzednich rozgrywkach ,,Zieloni” zrobili wynik ponad stan. Na pewno odejście Makany Baku wpłynęło niekorzystnie na ten zespół. Trudno mieć do Piotra Tworka pretensje o to jak wygląda obecnie ta drużyna. Ta kadra nie wygląda na taką, która może powtórzyć 5. miejsce z poprzedniego sezonu. Nie wiem jak prezentuje się sytuacja wewnątrz klubu, czy władze Warty nie będą zniecierpliwione niekorzystną pozycją drużyny w tabeli, bo jest to obecnie jedno zwycięstwo w 10 meczach. Ja osobiście na razie zachowałbym Piotra Tworka w roli trenera. Nachodzące mecze będą dla Warty kluczowe. Ich sytuacja nie jest godna pozazdroszczenia.

Warta wygląda anemicznie w ofensywie – od czterech spotkań jest bez zdobyczy bramkowej, a w Pucharze Polskim w galowym składzie przegrała z trzecioligową, Olimpią Grudziądz.

Weźmy pod uwagę, że Górnik Łęczna, który razem z Wartą należy do najgorszych ofensyw w lidze (mają po 8 bramek) ma Bartosza Śpiączkę. Można się śmiać z tego zawodnika, utyskiwać na jego grę, ale to mimo wszystko jest gwarant bramek w tym zespole. W Warcie próżno szukać głównej strzelby. Nie ma tych bramek, bo nie ma ich kto zdobywać.

Mateusz Kuzimski po udanym poprzednim sezonie w którym zdobył 7 bramek, zaciął się i pozostaje bez gola. Adam Zrelak ma na koncie tylko jedno trafienie i to z Górnikiem Łęczna, którego defensywa rozdaje ,,prezenty” na prawo i lewo.

Tu nawet nie chodzi o to, żeby to był zawodnik, który ma na koncie dwucyfrową liczbę bramek, tu mówimy o 8-9 bramkach, a więc dorobku, który miał w poprzednim sezonie Erik Exposito. Najlepszym strzelcem Warty jest cały czas obrońca, Jan Grzesik, który zdobył dwie bramki. To nie najlepiej świadczy o drużynie z Poznania.

Fot. Paweł Jaskółka / PressFocus

Bez wątpienia największym hitem kolejki będzie starcie Legii Warszawa z liderem rozgrywek, Lechem Poznań. Jestem ciekaw jak spisze się ekipa Michniewicza, która jest pod olbrzymią presją, żeby wyjść z ligowego dołka i szybko wrócić na szczyt.

Rzeczywiście, Legia musi zacząć punktować w Ekstraklasie, bo nie można przysłonić słabych występów w lidze, dobrymi spotkaniami w Lidze Europy. 9 punktów w 8 meczach jest skandalicznym wynikiem, jeśli chodzi o Legię. Jeśli punktujesz nieco powyżej 30% możliwych punktów do zdobycia, to jest to słaby rezultat. Poza tym, ktoś powie, że Legia ma do rozegrania dwa spotkania – ok, ale nie jest powiedziane, że te mecze wygra. Tak czy siak, jeśli Legia wygrałaby dwa zaległe spotkania i przegrałaby z Lechem, to do ,,Kolejorza” miałaby nadal 6 punktów straty. Uważam, że to jest już moment w którym Czesław Michniewicz musi regularnie wygrywać w lidze, bo to może się skończyć tym, że Dariusz Mioduski nie wytrzyma presji i zwolni trenera.

Wydaje mi się, że Legia zacznie punktować, bo ich kadra jest szeroka. Sądzę, że po takich perturbacjach z początku sezonu, gdzie ci nowi piłkarze nie prezentowali się tak jak Czesław Michniewicz tego oczekiwał, muszą w końcu odpalić, bo kiedy jak nie teraz. Wiemy też w jakim gazie jest Lech Poznań. To będzie też taka ostateczna weryfikacja dla tego zespołu, bo to jest drużyna, która przegrała tylko raz w tym sezonie, na wyjeździe z Jagiellonią. W ostatnim meczu rozbiła ówczesnego wicelidera, Śląsk Wrocław, a teraz w klasyku może upokorzyć Legię. Jeśli Lech wywiózłby z Warszawy trzy punkty, to ,,Wojskowi” mieliby aż 14 punktów straty do ,,Kolejorza”. Legia musi wygrać to spotkanie, remis byłby również korzystnym wynikiem dla Lecha. Myślę też, że Maciej Skorża jako były trener Legii bardzo chciałby na Łazienkowskiej odnieść zwycięstwo.

Czym może Legia zaskoczyć Lecha w tym spotkaniu? Jaka twoim zdaniem jest słaba strona podopiecznych Skorży?

Myślę, że defensywa – wiadomo, że Lech stracił tylko 6 bramek, ale to nie jest obrona, której nie da się skruszyć. W meczu z Jagiellonią chociażby błąd na wagę porażki zaliczył Bartosz Salamon. Były takie sytuacje w spotkaniu ze Śląskiem o których mówił Maciej Skorża, że wrocławianie przycisnęli Lecha na początku drugiej połowie, tak więc poznaniacy nie są drużyną nie do ukąszenia. Wydaje mi się cały czas, że jest to drużyna dużo lepsza z przodu niż z tyłu. Legia musi zaatakować i to będzie kluczowe w tym spotkaniu, natomiast tak naprawdę nie wiem gdzie upatrywać poza przewagą własnego stadionu i kibiców, stricte boiskowych plusów za Legią, bo chociażby środek pola wydaje się mocniejszą stroną poznańskiego Lecha, chociaż Bartosz Slisz świetnie zaprezentował się z Leicester i w ważnych meczach wygląda dobrze.

Nie pokuszę się o to jak to spotkanie będzie wyglądać, bo myślę, że Czesław Michniewicz i Maciej Skorża mają odpowiedni plan na to starcie. Moim zdaniem może być to taktyczna wojna, kto lepiej wykorzysta słabsze strony rywala, kto lepiej wejdzie w mecz. Wiadomo, że mogą być to aspekty, które wpływają na wynik spotkania. Faworytem jest Lech, chociaż niewielkim, bo Legia gra u siebie i musi zacząć wygrywać. Wydaje mi się, że piłkarze Legii mogą się bardziej spiąć na Lecha niż na inne zespoły i w tym kibice stołecznych muszą upatrywać szansy na zwycięstwo. Natomiast jeśli dzisiaj miałbym postawić, nie wiem, 5 zł, na zwycięstwo któregoś zespołu, to wskazałbym na ,,Kolejorza”.

Jak myślisz, Paulo Sousa pojawi się podczas klasyku? Wiem, że wielu ekspertów nie może się wręcz doczekać widoku selekcjonera na trybunach. Ja jestem tego zdania, że nie ma piłkarza z Legii, czy Lecha, który z miejsca mógłby wskoczyć do podstawowego składu kadry narodowej, bądź być piłkarzem od miejsca 12. – 15. do grania. Październikowe zgrupowanie pokazało, że jest kilku graczy, którzy wywalczyli sobie miejsce jako zawodnicy rotacyjni, bądź podstawowego składu.

Przede wszystkim mnie bawi takie mówienie, że Paulo Sousy nie ma na tych meczach w Polsce, bo jestem przekonany, że Portugalczyk nie pracuje sam. Ma swoich ludzi, którzy ekstraklasę obserwują, bo nie bez kozery chociażby Kacper Kozłowski jest powoływany do kadry. Wiem, że wiele osób domaga się Jakuba Kamińskiego w reprezentacji. To jest piłkarz, którego jestem dużym fanem. Wydaje się być to bardzo poukładany chłopak, świadomy swojego talentu i możliwości, ale myślę, że więcej sensu w kontekście reprezentacji Polski ma fakt, jeżeli on gra w młodzieżówce. Ma tam pewny plac, gra tam na skrzydle, więc na swojej pozycji. Ja nie widzę w tej chwili Kamińskiego na wahadle. Zagrał z San Marino i szansy nie wykorzystał, bo był piłkarzem niewidocznym.

Sousa wybiera się do Anglii porozmawiać z Matty’m Cashem i ja wierzę, że wszystkie jego działania są podyktowane dobrem naszej reprezentacji.

Wiele mówi się o obecności selekcjonera na meczu Legii z Lechem. Wizerunkowo byłoby dobrze, gdyby się pojawił. Nie sądzę jednak, by był to kluczowy aspekt w ocenianiu jego pracy. Oczywiście w kontekście potencjalnego powołania do kadry wymienia się Mateusza Wieteskę, ale na środku obrony Paulo Sousa ma swój pomysł – jest Glik, Bednarek, Dawidowicz, który zbiera pozytywne recenzje w Serie A, którą – z całym szacunkiem – cenię znacznie wyżej od naszej ligi. Jest do dyspozycji Helik z Championship, Kędziora, Bereszyński i Gumny, którzy w tym sezonie także występowali w formacji z trójką obrońców jako stoperzy.

Fot. Adam Starszyński / PressFocus

W cieniu hitu na Łazienkowskiej odbędzie się inny ciekawy pojedynek z udziałem drużyn, które celują w europejskie puchary – Śląsk Wrocław podejmie Raków Częstochowa. Gospodarze chcą zrehabilitować się za blamaż z Lechem. Jak myślisz, jak wrocławianie przystąpią do tego spotkania? Ja jestem przekonany, że powtórki z Poznania nie będzie, gdyż WKS u siebie punktuje bardzo dobrze.

Radzi sobie bardzo dobrze, ale Raków to nie jest słaba drużyna. Mimo, że ma zaległe spotkanie do rozegrania, to znajduje się w czołówce. Ma podobny bilans co Śląsk – częstochowianie także ponieśli tylko jedną porażkę w tym sezonie. Zakładam, że będzie wyrównane spotkanie. To będzie też starcie dwóch odmiennych filozofii trenerskich – z jednej strony spokojny i wyważony na ławce Jacek Magiera, z drugiej strony bardziej żarliwy i energiczny Marek Papszun. Warto podkreślić, że Jacek Magiera do tej pory jako trener Śląska przegrał dwa spotkania w lidze, i to właśnie jedno z Rakowem, w pamiętnym spotkaniu w Częstochowie, w którym za stadionem jechał tramwaj.

To będzie też spotkanie dwóch rosłych napastników – Vladislavs Gutkovskis (3 gole) kontra Erik Exposito (5 goli), który w Poznaniu nie był zbytnio obsługiwany przez swoich kolegów. W rozmowie ze mną, Petr Schwarz powiedział, że cała koncentracja idzie na spotkanie z Rakowem i klub chce wyciągnąć wnioski z meczu z Lechem. Trzeba przyznać, że zespół z Wrocławia nie był dużo gorszy, gdyż Maciej Skorża podkreślał, że WKS miał swoje okazje. Jacek Magiera natomiast zaznaczył, że Lech wykorzystał idealnie momenty faz przejściowych w meczu, po choćby kontraatakach.

Śląsk na pewno będzie chciał obronić ,,twierdzę Wrocław”, tym bardziej z zespołem, który jak powiedziałeś, jest bezpośrednim rywalem wrocławian o udział w europejskich pucharach. Na pewno Raków jest w gazie, bo wygrał z Wartą i Legią, a od kwietnia zdecydowanie punktuje najlepiej spośród wszystkich ligowców. To może być spotkanie na styku, w którym jedna akcja zadecyduje o wyniku starcia, i tak jak powiedziałeś, gdyby nie klasyk Legii z Lechem, to na pewno mówilibyśmy o tym spotkaniu w kategorii hitu kolejki.

Fot. 90minut.pl

Na pewno sporo do udowodnienia w meczu Śląsk-Raków będzie miał przywołany przez ciebie Petr Schwarz, były zawodnik ,,Medalików”, który ma na razie nieudane wejście do nowego zespołu. Jeśli chodzi o WKS, kluczową rolę będzie musiał odegrać właśnie środek pola, z Czechem w składzie. Raków potrafi dobrze grać piłką i jeśli Śląsk chce zdobyć punkty, to nie może pozwolić sobie na tak słabą postawę jak przed dwoma tygodniami z Lechem.

Zgadzam się z tobą – środek pola będzie kluczowy. W meczu z Lechem ta formacja wyglądała fatalnie, Krzysztof Mączyński nie zachwycił, popełnił kardynalny błąd przy drugiej bramce. Co do Petra Schwarza, rzeczywiście to jego wejście do Śląska jest bardzo dyskretne. Nawet nie chodzi o same liczby, bo te w barwach Rakowa były bardzo dobre, natomiast sam Schwarz powiedział, że jest świadomy tego słabego początku. Jacek Magiera bardzo mu ufa, zagrał we wszystkich 10 spotkaniach w lidze, a tylko czterech graczy Śląska ma na swoim koncie więcej meczów w tym sezonie niż Czech (przyp. red. Exposito, Lewkot, Pich, Mączyński). Schwarz swoje szanse już dostawał, ale nie ma żadnego skalpu w postaci gola czy asysty. Może mecz z Rakowem będzie symbolicznym przełamaniem i kibice zaczną na niego patrzyć inaczej, bo na razie mam wrażenie, że zaczynają się niecierpliwić. Schwarz może nie przychodził do klubu jako gwiazda ligi, ale jako jeden z wyróżniających się pomocników.

Troszkę podobny casus co Waldemar Sobota. Co prawda, 34-latek wracał do Śląska jako ikona klubu, która 9 lat wcześniej przyczyniła się do mistrzowskiego tytułu, ale podobnie jak Schwarz, miał być kluczową postacią zespołu.

Waldemar Sobota to trochę jednak inny przypadek, bo miał naprawdę dobre wejście do Śląska, zaraz po powrocie, choćby świetny występ z Wisłą Kraków. Natomiast tutaj nie widać czegoś takiego, choćby jednego takiego meczu w wykonaniu Schwarza, po którym mogliśmy stwierdzić, że warto było go sprowadzić. Być może potrzebuje meczu na przełamanie. Widać jednak, że Jacek Magiera cały czas mu ufa i liczy na to, że Czech w końcu odpłaci się dobrym występem.

W Zabrzu dojdzie do spotkania ikonicznych klubów dla historii polskiej piłki – Górnik podejmie Wisłę Kraków, która oklapła po niezłym starcie w lidze, Co według ciebie szybciej nastąpi: ,,Biała Gwiazda” odniesie zwycięstwo, czy Lukas Podolski zdobędzie premierową bramkę w ekstraklasie?

Zaryzykuję stwierdzenie, że Lukas Podolski zdobędzie szybciej bramkę, bo jeśli trafi do siatki, to w tym meczu. Już w poprzednim spotkaniu z Wisłą Płock zaliczył asystę i wyglądał dużo lepiej. Jan Urban ma takie wrażenie, że to jest piłkarz, który już jest gotowy do pokazania pełni możliwości. Tak jak powiedziałeś, ,,Biała Gwiazda” po obiecującym początku sezonu pod wodzą Adriana Guli, zwycięstwie z Legią, troszkę spuchła i nie wygląda już tak dobrze jak po kilku pierwszych kolejkach. Faworytem starcia będzie Górnik, który będzie grał u siebie i może ponieść go Torcida. Zabrzanie pokazali w ostatnim meczu z Wisłą Płock, że potrafią zagrać ofensywną, dobrą piłkę. Wiadomo, że wygrali z ,,Nafciarzami”, którzy nie mogą zaprzyjaźniać się z meczami na wyjeździe, bo punktuje tylko u siebie, a z drugiej strony Wisła Kraków też ma podobne problemy na obcym terenie. Jeśli Wisła chce pomyśleć o jakichkolwiek punktach, to musi trafić do siatki, bo nie ma żadnego trafienia od trzech kolejek.

Trochę szkoda, że w Zabrzu nie zobaczymy starcia Lukasa Podolskiego z Kubą Błaszczykowskim. Mimo braku klubowej ikony, nie skreślałbym jednak Wisły, bo Adrian Gula już pokazał, że potrafi wychodzi ze sytuacji zwycięsko, nawet jeśli jego drużyna nie jest faworytem. Z drugiej strony, Wisła jest ,,humorzasta”, nieregularna, co pokazuje chwiejna forma takich piłkarzy jak Yeboah, Kliment, czy Skvarka.

Problemem Wisły jest nieregularność. W swoich szeregach ,,Biała Gwiazda” ma zawodników, którzy powinni wyróżniać się w ekstraklasie. Yeboah miał świetny początek sezonu, ale już w poprzednich rozgrywkach, gdzie też dobrze zaczął, stać go było tylko na przebłyski. Regularnośc to bardzo ważna rzecz w piłce nożnej, a na razie nie ma jej ani Yeboah, ani cała Wisła. czegokolwiek spodziewać się po tej drużynie – może równie dobrze dostać cztery bramki od Górnika, lub przełamać się i wygrać 3:1. Tak naprawdę, trudno cokolwiek wyrokować.

Jan Kliment ma spore możliwości, by zaistnieć w ekstraklasie, ale to ,,9”, a nie skrzydłowy. Rozumiem, że Adrian Gula chce upchnąć wszystkich dobrych ofensywnych piłkarzy, ale nie może zapominać o równowadze w zespole. Szansę na odblokowanie się Wisły widziałbym w postawieniu Czecha na szpicy, gdyż uważam, że jest lepszym piłkarzem od Felicio Brown Forbesa. Wracając jeszcze na chwilkę do Błaszczykowskiego, szkoda, że nie zagra, bo to byłoby fajne starcie zawodników zasłużonych dla piłki polskiej i niemieckiej. Lukas Podolski zawsze był kojarzony z Polską, choć wiadomo, że jest mistrzem świata i legendą reprezentacji Niemiec, z kolei Kuba Błaszczykowski jest ikoną Borusii Dortmund i legendą polskiej kadry, więc szkoda, że takiego starcia nie zobaczymy.

Fot. Krzysztof Porębski / PressFocus

Kolejkę zamykamy spotkaniem w Białymstoku. Jagiellonia zagra z Radomiakiem, który może nie ma mocnej kadry, ale potrafi sprawić psikusa faworytom. Jestem fanem warsztatu Dariusza Banasika, który już w I lidze pokazał, że jest porządnym fachowcem. Nie zdziwię się, jeśli w ciągu kilku lat poprowadzi mocniejszy klub w ekstraklasie.

Radomiak miał bardzo dobre wejście do ekstraklasy, pokonując m.in. Legię Warszawa. Natomiast jest to drużyna, która nie radzi sobie ze słabszymi na papierze zespołami. Chwaląc Radomiaka nie możemy zapominać, że mają na swoim koncie tylko 2 zwycięstwa w 10 meczach i aż 6 remisów. Na razie Radomiak zajmuje spokojne miejsce w środku tabeli, ale wcale nie jest powiedziane, że jeśli ta drużyna będzie punktować słabo z drużynami z niższej półki, to widmo spadku może zajrzeć im w oczy. Natomiast mecz w Białymstoku nie będzie należał do łatwych. Chwaląc Radomiaka, nie możemy zapominać o Jagiellonii, która pod wodzą Ireneusza Mamrota powoli się odradza. Zwycięstwo z Lechem co prawda niskie, ale wywalczone, później wygrana z Zagłębiem w Lubinie, a więc zespołem-zagadką. No i po dwóch zwycięstwach Jagiellonia znów jest w czołówce.

A jeszcze niedawno Ireneusza Mamrota zwalniano po kryzysie w lidze. Ta drużyna ma swoje wzloty i upadki, zresztą jest z tej samej półki jak Zagłębie Lubin, Górnik Zabrze, czy Wisła Płock, a więc jest typowym średniakiem, który raz wygra, raz przegra, raz zremisuje.

Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć jasno na to pytanie, że takie drużyny też są potrzebne. Nie da się wygrać wszystkiego i ktoś to miejsce w środku tabeli musi zająć. Jagiellonia jest typowym przykładem drużyny, która jest za mocna na spadek, a za słaba na europejskie puchary. Ciekawi mnie jak na tle zespołu, który jest w czołówce, choć tak naprawdę nie należy do topowych ekip w lidze, spisze się beniaminek z Radomia.

Przewidywania Filipa Macudy i Bartosza Wieczorka na 11. kolejkę ekstraklasy: