Miało być oczekiwanie na możliwość zdobycia tytułu, a jest niepokój. Lech nie poradził sobie na własnym stadionie z Arką i zaledwie zremisował z beniaminkiem w 32. kolejce PKO BP Ekstraklasy 1:1. Dzięki dobrej organizacji gry defensywnej goście wywożą z Poznania punkt bardzo cenny w walce o utrzymanie.
Dla obu drużyn było to spotkanie kluczowe w walce o dopięcie celów na koniec sezonu. Oczywiście, te były od siebie zgoła odmienne – Kolejorz wygrywając z Arką byłby zaledwie 3 punkty od zapewnienia sobie mistrzostwa, a gdyby odpowiednio ułożyły się inne wyniki, to Lech nawet w sobotę mógłby świętować mistrzostwo. To pod warunkiem porażki Górnika Zabrze z Zagłębiem Lubin i braku wygranej Jagiellonii Białystok z Pogonią Szczecin. Zespół Nielsa Frederiksena miał też dodatkową motywację do wygrania z Gdynianami – w pierwszym spotkaniu tych dwóch zespołów górą byli przecież Arkowcy po hat-tricku Edu Espiau. Na własnym stadionie Żółto-Niebiescy są jednak o wiele groźniejsi, mając średnią prawie 2 punktów zdobytych na mecz, na wyjazdach za to zainkasowali jedynie 5 punktów w 15 spotkaniach. Skład mistrzów Polski różnił się też diametralnie od tego, który zaczął rywalizację w Gdyni – jedynie Bartosz Mrozek, Antonio Milić, Michał Gurgul, Antoni Kozubal i TImothy Ouma wyszli od pierwszej minuty w obu meczach, zmieniła się choćby cała ofensywna czwórka Kolejorza.
Arka za to potrzebowała punktów jak wody, by marzyć jeszcze o utrzymaniu. Do bezpiecznej strefy traciła 4 punkty, mając jeszcze do rozegrania zaległy mecz z Górnikiem, przełożony ze względu na finał Pucharu Polski. Tyle samo zdobyła od przyjścia do klubu trenera Dariusza Banasika, jednak z każdym kolejnym spotkaniem było tylko gorzej, a w porażkach z Jagą i Piastem Gliwicem Arkowcy stracili 7 goli. Nawet jeśli beniaminek wygrałby oba swoje pozostałe domowe spotkania, z Górnikiem i zdegradowaną już Termaliką, mogłoby to nie wystarczyć, by osiągnąć upragnione utrzymanie. Dlatego każdy punkt był dla gości tak ważny i choć na trybunach kibice obu drużyn świętowali w atmosferze meczu przyjaźni, na boisku nikt takowej nie miał zamiaru przejawiać.
Nienaruszalna obrona Arki dała remis do przerwy
Przed meczem zostały wręczone trzy nagrody związane z kwietniem – numer miesiąca (5, dla Lecha Poznań za postawę ligową), młodzieżowiec miesiąca dla Michała Gurgula oraz piłkarz miesiąca dla Alego Gholizadeha. Kontuzjowany Irańczyk zebrał oklaski od zgromadzonych na stadionie przy ulicy Bułgarskiej kibiców, którzy jeszcze dłuższą chwilę skandowali jego nazwisko. Od pierwszego gwizdka było widać, że zarówno Lecha, jak i gości interesują trzy punkty. Arka pierwsza rzuciła się do ataku, nie umiejąc jednak wykorzystać błędu Timothy’ego Oumy, a już w drugiej minucie świetną okazję po drugiej stronie boiska miał Mikael Ishak. Szwed główkował po świetnej wrzutce od swojego rodaka, Patrika Walemarka, piłka jednak odbiła się od poprzeczki i wyszła poza pole gry.
Kolejorz bardzo szybko przejął inicjatywę w tym meczu, sporadycznie dając wyjść gościom ze swojej połowy, a często zamykając ich we własnym polu karnym. Arka potrafiła jednak dobrze grać w niskiej obronie i blokować większość uderzeń Poznaniaków, licząc na kontry po szybkim wyprowadzeniu piłki do przodu. W końcu jednak fenomenalną akcję stworzył Lech, a Joel Pereira mógł zapisać na swoim koncie asystę sezonu. Portugalczyk przejął piłkę na swojej połowie boiska, podprowadził ją kilkanaście metrów do przodu, po czym ruletą ograł jednego z rywali i wypuścił Ishaka na czystą pozycję. Kapitan gospodarzy w ostatnim momencie został jednak zablokowany i zamiast cudownej asysty mieliśmy jedynie rzut rożny. Chwilę później jednak Szwed mógł stanąć przed jeszcze lepszą okazją – Patrik Walemark świetnie nawinął sobie Dawida Gojnego, który nie dał rady zatrzymać skrzydłowego i powstrzymał go nieprzepisowo pociągając za koszulkę. Sędzia Bartosz Frankowski początkowo wskazał na wapno, jednak po krótkiej konsultacji z VARem okazało się, że faul miał miejsce tuż przed polem karnym. Z wolnego uderzał sam poszkodowany, jednak jego uderzenie przeleciało centymetry obok słupka.
Choć na chwilę intensywność ataków Kolejorza spadła, to one nie ustały, a jedynie lekko uśpiły defensywę Arki. To pozwoliło Luisowi Palmie znaleźć dośrodkowaniem z lewej strony boiska niepilnowanego Antoniego Kozubala, który uderzał mocno z 5. metra, jednak fenomenalny refleks Jędrzeja Grobelnego uratował gości od straty bramki. Statystyki meczu były porażające – pod koniec pierwszej połowy posiadanie piłki przez Arkę sięgało wartości rzędu ledwie 21%, goście ani razu też nie sprawdzili nawet formy Bartosza Mrozka, który raz tylko wyłapał dośrodkowanie z rzutu rożnego. Taktyka na przetrwanie wydawała się jednak dawać rezultaty – Lech ciągle nie mógł przełamać bardzo nisko broniących się rywali, którzy zdawali się wychodzić z siebie i stawać obok, tak bardzo zagęszczali własną jedenastkę przy atakach mistrza Polski. Ostatecznie do przerwy na Enea Stadionie w Poznaniu nie padły żadne bramki, choć nie dało się oprzeć wrażeniu, że ten żółty mur musi w końcu paść.
Lech skuteczny, ale tylko w odrabianiu
Druga część rywalizacji rozpoczęła się mocnym uderzeniem – dosłownie i w przeności. Na bramkę z dalszej odległości postanowił uderzyć Patrik Walemark, co sprawiło problemy Grobelnemu, który wypluł piłkę przed siebie – nie było w pobliżu jednak żadnego Lechity, który mógłby ją dobić. Chwilę później po raz pierwszy od dawna gra przesunęła się bliżej bramki Bartosza Mrozka. Arka konsekwentnie starała się znaleźć tę jedną sytuację i w końcu ją znalazła. Po nieudanym rzucie wolnym i rożnym, kolejny korner przyniósł zamieszanie w polu karnym i do bezpańskiej piłki doskoczył Kike Hermoso, ładując piłkę pod poprzeczkę obok bezradnego Mrozka. Choć był to mecz przyjaźni i kibice gości stali obok fanów Kolejorza, cały stadion ucichł. Lech rzucił się do odrabiania strat. Bardzo dobrą okazję miał Filip Jagiełło, jednak jego strzał z kilku metrów po rykoszecie poszybował ponad bramką.
Nie pomylił się za to Luis Palma. W pole karne wszedł Mikael Ishak i zastawił się przed atakującym go obrońcą. Zawodnik Arki go powstrzymał, jednak Szwed zdołał wystawić piłkę skrzydłowemu, który z czystej pozycji pewnym strzałem pokonał Grobelnego. Kolejorz pokazał, że potrafi szybko się podnieść, a stracona bramka była tylko dziełem przypadku. Mistrz Polski mógł pojść za ciosem, gdy swojego szczęścia próbował Ishak, jednak jego wolej z bliskiej odległości znalazł swój koniec na trybunach. Lech wyraźnie nie mógł się odpowiednio wstrzelić, gdy na tablicy wyników widniał remis. Kolejną dobrą okazję miał Palma, jednak nie dał rady zaliczyć dubletu – po dośrodkowaniu Pereiry Honduranin efektownie przyjął sobie piłkę i strzelił z ostrego kąta, ale zdecydowanie minął się z bramką.
Atmosfera na stadionie zaczęła być coraz bardziej nerwowa. Gospodarze coraz częściej byli z piłką w polu karnym rywali, nie potrafiąc jednak oddać celnego strzału. Goście za to nie spieszyli się z wykonywaniem stałych fragmentów gry, zdobywali dodatkowe sekundy kiedy tylko mogli, tak że we wspólnym dopingu pojawiały się nawet gwizdy. Po raz kolejny swoją bramkę w tym meczu próbował zdobyć Walemark, jednak jego strzał z prawej strony odbił Grobelny, a dobitka Gurgula mocno minęła się z bramką. Kolejorz szukał bramki dającej zwycięstwo bardzo mocno się odkrywając. Blisko wykorzystania tego byli Arkowcy, jednak kontra Patryka Szysza, który chwilę wcześniej wszedł na boisko zakończyła się niecelnym strzałem Hermoso. Coraz goręcej zaczęło robić się pod bramką Bartosza Mrozka, a błędy w defensywie gospodarzy doprowadziły do dobrej pozycji strzeleckiej Rusyna, jednak jego uderzenie zostało zablokowane. Piłkę meczową numer 1 w doliczonym czasie miał na głowie Ishak, jednak po koźle przeleciała tuż nad poprzeczką. Piłkę meczową numer 2 miał Yannick Agnero, jednak jego strzał końcówkami palców odbił Grobelny. Piłka meczowa numer 3 była już dla Arki – Bartosz Mrozek okazał się lepszy w pojedynku z Rusynem. Więcej szans już żadna ze stron nie miała i podział punktów przy Bułgarskiej stał się faktem.
Punkt to mało dla obu, ale bez niego byłoby gorzej
Dla Lecha to był mecz z kategorii „dwa oczka stracone”, nie „jeden zyskany”. Taki wynik posiadania piłki, jaki zaprezentowali Niebiesko-Biali, dawno nie był widziany w Ekstraklasie – aż 81%! To nie wszystko – Wojciech Mońka zaliczył 110 udanych podań, czyli o 19 więcej od… całego zespołu Arki! To jednak nie przełożyło się na zgarnięcie pełnej puli. Umiarkowanie przejęty zdawał się tym być Niels Frederiksen – To najlepszy dowód na to, że w tej lidze nie ma łatwych spotkań i pozostałe dwa też będą trudne. Nie zamieniłbym sie jednak z żadną inną drużyną, nadal wszystko mamy w swoich rękach – nie tracił optymizmu Duńczyk. I faktycznie, wydawać by się mogło, że ma rację – jeśli Górnik choć raz straci punkty, to Kolejorz obroni tytuł mistrzowski wygrywając choćby jedno spotkanie z ostatnich dwóch. A całkiem możliwe, że nawet obecny dorobek 56 punktów wystarczyłby do świętowania. Lech jest w takiej pozycji, że do sobotniego meczu z Radomiakiem wciąż może podchodzić jako wicelider (jeśli Górnik wygra wszystkie 3 spotkania, jakie gra do tego czasu) lub… pewny mistrz (jeśli Górnik zdobędzie w nich maksymalnie 4 punkty, a Jaga przegra z Pogonią i wygra z Rakowem). Mimo wszystko, zapewnił dziś kibicom z Poznania kilka nowych, siwych włosów.
Równie optymistyczny był szkoleniowiec gości, Dariusz Banasik. Polak podkreślał klasę rywala i trudny teren, na którym Arka ugrała remis. – Podobał mi się mecz z Jagiellonią, gdy oddaliśmy 24 strzały, ale przegraliśmy 0:3. Dziś mecz mi się nie podobał, ale wywozimy punkt z najlepszą drużyną w Polsce. Cieszymy się z tego remisu – przekonywał trener. I trudno się z nim nie zgodzić, szczególnie zwracając uwagę na to, że to dopiero 4 wyjazdowe spotkanie Arki, którego nie przegrała. Jeśli zaś udałoby się wygrać im oba spotkania w Gdyni (co już w tym sezonie miało miejsce), to poznański punkcik może być kluczowy dla losów utrzymania. Ale do tego jeszcze długa droga i równie trudne do zrobienia kroki, gdzie każdy fałszywy ruch może okazać się tym ostatnim.
Lech Poznań – Arka Gdynia 1:1 (0:0)
Bramki: Palma 57′ – Hermoso 52′
Lech: Mrozek – Gurgul, Milić (Gumny 46′), Mońka, Pereira – Ouma (Jagiełło 46′), Kozubal (Agnero 82′) – Palma (Hakans 82′), Walemark, Bengtsson (Rodrigues 64′) – Ishak
Arka: Grobelny – Gojny, Marcjanik, Hermoso – Abramowicz (Kocyła 85′), Jakubczyk, Perea (Rzuchowski 25′), Zator – Kerk (Szysz 85′), Kubiak (Rusyn 61′) – Gutkovskis (Espiau 61′)
Żółte kartki: Gumny 88′ – Gojny 22′, Zator 65′, Grobelny 90+3′, Rusyn 90+8′
Sędzia: Bartosz Frankowski
Patryk Chyła