Wybór najlepszego młodzieżowca rundy, jak rzadko kiedy, nie niósł za sobą żadnych kontrowersji. Tylko jeden młody gracz ma na koncie dwucyfrową liczbę w klasyfikacji kanadyjskiej. Czołowy piłkarz lidera Ekstraklasy, kapitan młodzieżówki, debiutant w pierwszej reprezentacji. Polska liga powoli staje się dla Jakuba Kamińskiego za ciasna.
Od początków piłki nożnej dobrzy młodzi piłkarze otrzymują szanse i wygryzają starszych kolegów. Nie jest do tego potrzebny przepis zaordynowany przez PZPN, ani ingerencje prezesów klubów w pierwszą jedenastkę. Ale skoro już taką regulację mamy, to wybraliśmy najlepszego młodzieżowca rundy jesiennej. Bardzo dobry początek rundy miał Kacper Kozłowski, Filip Majchrowicz wystrzelił znikąd i utrzymał wysoki poziom. Dobrą końcówkę mieli Sitek i Lederman. Jednak zwycięzca tej kategorii mógł być tylko jeden. Jakub Kamiński.
Za młodym skrzydłowym kolejny udany rok. Kiepska wiosna bez liczb nie zmienia tezy stawiającej „Kamyka” w pierwszym szeregu polskich piłkarzy z największym potencjałem. Przedłużona runda jesienna tylko potwierdziła miano ogromnego talentu i jest kolejnym etapem harmonijnego rozwoju: sześć goli i cztery asysty w lidze, nagroda piłkarza miesiąca, dwie nagrody młodzieżowca miesiąca, debiut w pierwszej reprezentacji, opaska kapitana młodzieżówki. Rośnie jego znaczenie w szatni Lecha. Mówimy o piłkarzu zaledwie dziewiętnastoletnim. Nic więc dziwnego, że zainteresowanie zagranicznych klubów jest nieprzerwane od kilkunastu miesięcy.
Kto to tam biega z tym 38?
Kamiński w Ekstraklasie jest od trzech sezonów, debiutował w otoczeniu Tomczyka, Muhara czy Jóźwiaka, których dawno w Poznaniu nie ma. Pojawienie się siedemnastolatka w pierwszej jedenastce wywołało niemałe zaskoczenie wśród fanów Lecha. Szczególnie, że wcześniej tylko raz siedział na ławce rezerwowych w meczu Ekstraklasy. Od pierwszych minut od zawodnika z numerem 38 na plecach było widać dużą dojrzałość boiskową i wyborne możliwości szybkościowe wynikające z nadzwyczajnej sprawności ogólnej. Pierwszą asystę zanotował już w trzecim meczu – jego strzał w meczu z Wisłą Kraków dobił Christian Gytkjaer. Na bramkę czekał do czerwca 2020 roku, gdy Lech rozpoczął serię dziesięciu meczów bez porażki, przynosząc radość kibicom atrakcyjną grą i ofensywnym stylem. Bramkę zdobył w klasyczny dla siebie sposób. Zszedł z lewego skrzydła w kierunku środka boiska na wysokości pola karnego, charakterystycznym balansem ciała zgubił obrońcę i przymierzył prawą nogą przy dalszym słupku. Dziś Jakub Kamiński ma 85 meczów w barwach Kolejorza, w których zdobył 13 bramek i zaliczył 13 asyst.
Elastyczność w cenie
Pochodzący z Rudy Śląskiej zawodnik był przez trenerów Skorżę i Żurawia próbowany na całej długości boiska, od obrony po skrzydło przy jednej i drugiej linii bocznej. Uniwersalność tego gracza może mu tylko pomóc w dalszej karierze. Wydaje się on wręcz modelowym kandydatem na wahadłowego o usposobieniu ofensywnym. W obliczu poważnej kontuzji Roberta Gumnego na początku 2020 roku Lech nie miał do dyspozycji żadnego nominalnego prawego obrońcy. Żuraw postawił na Kamińskiego, a ten grał niemal bezbłędnie na stosunkowo nowej dla siebie pozycji, do czasu odbudowania formy przez Bohdana Butkę. Przed sezonem 21/22 boki obrony Kolejorza zostały wzmocnione i tylko wyjątkowy kataklizm mógłby spowodować konieczność przesunięcia dziewiętnastolatka do defensywy. Zwłaszcza patrząc na poczynania w ataku. Tytuł najlepszego skrzydłowego Lecha nie jest szczególnie trudny do zdobycia. Ba Loua i Skóraś miewali udane mecze, ale nawet nie są blisko Kamińskiego, którego w redakcyjnym głosowaniu wybraliśmy do naszej jedenastki rundy.
Lider na boisku
W tym sezonie skrzydłowy Lecha nie opuścił żadnego spotkania. Co więcej, we wszystkich występował od pierwszej minuty. Jest żelaznym punktem podstawowej jedenastki Kolejorza, a trener Skorża wyraźnie mu ufa. Pierwsza kolejka to falstart całej drużyny i 0:0 z Radomiakiem u siebie, po czym przyszedł wyjazd do Zabrza. Spotkanie nie układało się po myśli „Poznańskiej Lokomotywy”. Szybko stracona bramka z karnego spowodowała, że od początku Lechici musieli gonić wynik. Kamiński w 34. minucie płaskim strzałem pokonał bramkarza, jednak podający mu w tej sytuacji Skóraś był na spalonym i gola anulowano. Chwilę później, po wrzutce Pereiry, Kamiński celnie główkował i zdobył pierwszą bramkę dla Lecha w tym sezonie. Pod koniec spotkania dołożył również asystę przy bramce Skórasia. W trzeciej kolejce znów uderzył, tym razem wolejem, ustalając wynik meczu z Cracovią na 2:0. Kolejny świetny mecz to wyjazd do Częstochowy, sytuacyjna wrzutka przy golu Amarala i wywalczony rzut karny. Duża jest zasługa Kamińskiego w tym, że Lech w drugiej połowie odrobił dwubramkową stratę. Szczytem popisów w tej rundzie był mecz ze Śląskiem Wrocław. Dwa gole i asysta. Pierwsza bramka to rzut rożny dla rywali, po którym dziewiętnastolatek przytomnie zablokował strzał z dystansu i popędził na bramkę przy rosnącej do granic możliwości wrzawie niemal trzydziestu tysięcy fanów zgromadzonych na stadionie przy ul. Bułgarskiej w Poznaniu. Będąc oko w oko ze Szromnikiem, nie pomylił się i podwyższył wynik na 2:0. W drugiej połowie najpierw zdobył bramkę w charakterystyczny sposób po zejściu ze skrzydła, a trzy minuty później odebrał piłkę Lewkotowi i wystawił Ishakowi, który nie zmarnował sytuacji jeden na jeden z bramkarzem. Później aktywność strzelecka Kamińskiego zelżała. Pokonał jeszcze bramkarzy Wisły Płock, znów po zejściu ze skrzydła i Zagłębia Lubin po strzale głową.
Pierwsze koty za płoty
Nic więc dziwnego, że po takim początku sezonu Kamińskim zainteresował się Paulo Sousa, który dał mu zadebiutować w barwach pierwszej reprezentacji we wrześniowym spotkaniu z San Marino. Skrzydłowemu nie można odmówić chęci, ale niewiele wynikało z tego pożytku. Zarówno na październikowe, jak i listopadowe zgrupowania Kamiński udał się już wraz z reprezentacją młodzieżową, której został kapitanem. Drużyna z nim w składzie straciła tylko dwie bramki, remisując z Węgrami 2:2. Bez problemów podopieczni Stolarczyka rozprawili się z San Marino (3:0), Niemcami (4:0) i Łotwą (5:0). Szczególnie środkowy wynik zasługuje na podkreślenie. Kamiński trzykrotnie asystował przy golach kolegów i został wybrany MVP spotkania z rówieśnikami zza zachodniej granicy. Do marca jeszcze sporo czasu, ale nie powinno dziwić powołanie Kamińskiego na spotkania barażowe o mundial w Katarze. Skrzydłowy Kolejorza jest na tyle uniwersalnym piłkarzem, że powinien się odnaleźć w różnych sytuacjach boiskowych. Prezentuje dużo wyższy niż średni ligowy poziom. Mówimy w końcu o piłkarzu, który zaraz z ligi wyjedzie.
Transfer? To trzeba usiąść na spokojnie
Latem Lech Poznań odrzucił ofertę Wolfsburga opiewającą na sumę 7 mln euro. Byłoby to wyrównanie drugiej najwyższej kwoty za zawodnika Ekstraklasy. (Majecki odchodził za tyle do Monaco w 2020r.). W wielu polskich zespołach, niezależnie od klubowego statusu, piłkarza nie byłoby w drużynie już na drugi dzień. Zarząd Kolejorza wiedział jednak, że kibice nie wybaczą mu takiej straty w roku stulecia klubu. Rozwój Kamińskiego przebiega na tyle harmonijnie, że ryzyko obniżenia potencjalnej kwoty transferu przez odłożenie go o rok było niewielkie. Tu po raz kolejny wychodzi także rozsądek piłkarza. Podobno od dłuższego czasu istnieje dżentelmeńska umowa między zarządem Lecha, a zawodnikiem, zgodnie z którą będzie mógł on odejść z Lecha, ale dopiero latem 2022r. Po tak udanej rundzie, naznaczonej sukcesami drużynowymi i indywidualnymi, wartość młodzieżowca rośnie, a nie maleje i zimą pojawią się kolejne zagraniczne oferty. W niedawnej rozmowie z Onetem Jakub Kamiński zapewnił, że na wiosnę zostaje w Poznaniu i chce pomóc klubowi w zdobyciu trofeów. Kamień spadł z serca wszystkim osobom związanym z poznańską drużyną, bo potencjalny transfer wywołałby niechcianą rewolucję w składzie. Przede wszystkim na „pozycji młodzieżowca”, gdzie nie specjalnie widać następców Kamińskiego, Jóźwiaka czy Modera do regularnej gry w pierwszym składzie. W kwestii odejścia „Kamyka” całkiem prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym już zimą zostanie on sprzedany z automatycznym wypożyczeniem do Lecha na rundę wiosenną. W ten sam sposób półtora roku temu sprzedany został Jakub Moder do Brighton za 11 mln euro. Odejście z Ekstraklasy jest więcej niż pewne. Pytanie brzmi, czy wartość transferu skrzydłowego przebije rekord ligi oraz kto odejdzie za wyższą kwotę w korespondencyjnym pojedynku z Kacprem Kozłowskim z Pogoni Szczecin, który może odejść już zimą. W przypadku Lechity, najczęściej mówi się o kierunku niemieckim: Borussia Dortmund, RB Lipsk, VFL Wolfsburg. Mówimy o wielkich markach, które może nie płacą tyle, co kluby Premier League, jednak słyną z rozwoju młodych piłkarzy.
Lider poza boiskiem
Kuba Kamiński, mimo młodego wieku, to szanowana postać w szatni Lecha. W kulisach na kanale LechTV regularnie widać, że to dziewiętnastolatek intonuje w szatni przyśpiewki po wygranych meczach (a w tej rundzie okazji w samej lidze było aż 12). Jasne jest to, że żyje Lechem, czuć jego dumę z bycia wychowankiem Kolejorza. Nie boi się też jasno mówić o celach, nawet tych bardzo ambitnych. W czerwcu, zaraz po najgorszym od niemal dwóch dekad sezonie „poznańskiej Lokomotywy”, młody zawodnik w wywiadzie na portalu weszlo.com śmiało mówił o tym, że w Lechu każda porażka musi być rozczarowaniem. Po chwili dodaje, że Lech powalczy o mistrzostwo na stulecie klubu. Znaczenie tych słów podkreśla kontrast między wypowiedzią Kamińskiego, a narracją płynącą z klubu przed sezonem 2019/20. Wtedy Lech nie grał o mistrzostwo Polski. Celem była „najładniejsza piłka” w Polsce, a przed trenerem Żurawiem nie postawiono żadnego celu sportowego. Brzmi to groteskowo w kontekście klubu z drugim najwyższym budżetem w lidze, o takim potencjale. W przedsezonowym wywiadzie Jakub Kamiński mówił też o tym, że brakuje mu liczb. Ten element zdecydowanie poprawił i dzisiaj raczej nie ma do siebie w tej kwestii pretensji. W Poznaniu wszyscy czekają na skuteczną walkę o mistrzostwo do samego końca, którą zawodnik również wówczas zapowiedział. Nie jest to oznaka buty i zadęcia, a pewności siebie i dojrzałości, o której od dawna można usłyszeć od ludzi z otoczenia piłkarza.