Fredi Bobic oraz Michał Żewłakow jako osoby odpowiedzialne za transfery i zarządzanie klubem. Doświadczony trener Edward Iordanescu, a do tego cała plejada nowych piłkarzy – niektórzy z doświadczeniem na poziomie reprezentacyjnym. Co mogło pójść nie tak? Jak się okazuje… wszystko i to na wszystkich trzech frontach.
Pod koniec października Legia przegrała przy Łazienkowskiej z Pogonią Szczecin 1:2, tracąc tym samym szansę na obronę wywalczonego przed paroma miesiącami Pucharu Polski. Odejście Edwarda Iordanescu i zatrudnienie w jego miejsce Inakiego Astiza miało, przynajmniej na chwilę, ustabilizować sytuację w stołecznej ekipie. Nic z tego. Wojskowi osunęli się do strefy spadkowej i niewykluczone, że to właśnie w niej spędzą zimową przerwę od ligowego grania. A na domiar złego w ostatnim meczu ponieśli porażkę, która pogrzebała ich marzenia o grze wiosną w europejskich pucharach. Z tego wszystkiego wyłania się obraz kompletnej nędzy i rozpaczy.
Ten mecz mógł wyglądać inaczej. Druga bramka została anulowana, nie wiem czemu. Gol był w mojej opinii prawidłowy. To mogła być kluczowa sytuacja – utyskiwał po meczu z FC Noah trener Inaki Astiz. Prawda jest jednak taka, że po pierwszej połowie jego podopieczni i tak znajdowali się w na tyle komfortowym położeniu, iż powinni rozstrzygnąć to spotkanie na swoją korzyść. Niestety, tak się nie stało. Do przerwy prowadziliśmy, ale rywal miał przewagę w bocznych sektorach. Musieliśmy momentami bronić się głęboko. Korygowaliśmy to w przerwie spotkania. Przy dobrym wyniku powinniśmy więcej grać piłką, kontrolować grę. Ten mecz przegraliśmy przez swoje błędy. Rywal wykorzystał moment i uwierzył, że może ten mecz wygrać – dodał hiszpański szkoleniowiec.
Porażka 1:2 w Erywaniu oznacza, że Wojskowi pozostali z zaledwie 3 zdobytymi punktami po pięciu meczach fazy ligowej Ligi Konferencji i mogą zapomnieć o dalszej rywalizacji wiosną w tych rozgrywkach. Nikt nie zakładał takiego scenariusza, lecz niestety warszawianie sami zgotowali sobie taki los. Widać wyraźnie, że pojawiła się u nich blokada mentalna. W Ekstraklasie stwarzali sobie ostatnio dogodne sytuacje do zdobycia bramki, lecz marnowali je na potęgę. Natomiast w starciu z Noah już po utracie gola na 1:1 stali się kompletnie bezzębni i dopiero w doliczonym czasie gry Steve Kapuadi miał szansę na doprowadzenie do remisu, lecz jego strzał, oddany pod presją obrońców rywala w polu karnym, okazał się zbyt lekki i nie sprawił większych kłopotów bramkarzowi.
Nad nami wisi jakieś fatum, musimy się w końcu obudzić, bo to nie są żarty. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tej trudnej sytuacji. To dotyka każdego z nas, zarówno pracowników klubu, kibiców, ale także piłkarzy. Każdy próbuje i chce wygrać mecz. Mam nadzieję, że w końcu wyjdzie dla nas słońce. Próbujemy ze sobą rozmawiać i się motywować. Czasem może brakuje nam chłodnej głowy, zimnej krwi, szczególnie gdy mamy sytuacje strzeleckie. W obronie też moglibyśmy zachowywać się lepiej. Każdy jest winny tej sytuacji, musimy uderzyć się w pierś i pracować mocno na treningach. Wierzę, że to się stanie – mówił przed kamerami Polsatu Sport rozgoryczony Damian Szymański.
To zresztą nie pierwszy zawodnik Legii, który w ostatnim czasie załamuje ręce podczas udzielania wywiadu. Dwa mecze temu Rafał Augustyniak powiedział wprost, że marzy o tym, by fatalna runda jesienna wreszcie dobiegła końca. Nic z tego. Wojskowych czeka jeszcze rewanż w PKO BP Ekstraklasie z Piastem Gliwice (na wyjeździe przegrali z tym rywalem 0:2) i będzie to o tyle istotne spotkanie, że może zapobiec kompletnemu blamażowi w postaci spędzenia zimowej przerwy w strefie spadkowej. A do tego dochodzi ostatnia kolejka LK, w której przeciwnikiem warszawian będzie Lincoln Red Imps. Jest zatem o co grać, z czego podopieczni Inakiego Astiza muszą zdawać sobie sprawę, jeśli do obozu przygotowawczego chcą podejść z nieco spokojniejszymi głowami.
Laura Anna Tomczyk
Foto: Mateusz Kostrzewa/Legia.com