Faceci ze Stali dali show. Kolejna wpadka defensywy Zagłębia

Share on facebook
Share on twitter
2021.10.18 Mielec
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2021/2022
Stal Mielec - Zaglebie Lubin
N/z gol bramka radosc Mateusz Mak
Foto Marta Badowska / PressFocus

2021.10.18 Mielec
Football PKO Ekstraklasa season 2021/2022
gol bramka radosc Mateusz Mak
Credit: Marta Badowska / PressFocus

Często drwimy z poniedziałkowych meczów o godz. 18:00, ale spotkanie Stali Mielec z Zagłębiem Lubin oglądało się z wypiekami na twarzy. To było szalone starcie, w którym nie brakowało zwrotów akcji. Gospodarze choć do przerwy przegrywali 1:2, w drugiej odsłonie szybko wstali z kolan i wygrali 4:2, pokazując, że są jedną z największych niespodzianek trwających rozgrywek.

Od samego początku widowisko w Mielcu mogło się podobać. Najpierw Fabiana Piaseckiego zatrzymał bardzo dobrą interwencją debiutujący w ekstraklasie, Kacper Lepczyński. Chwilę później groźny strzał oddał Filip Starzyński, ale bez zarzutu obronił Rafał Strączek. Obie drużyny wykazywały się dużą aktywnością, ale jako pierwsza zdobyła bramkę Stal, po dość niepozornie wyglądającej akcji. Gospodarze krótko rozegrali rzut z autu, z prawej strony dośrodkował Grzegorz Tomasiewicz, idealnie na głowę Mateusza Maka, który wbiegł między obrońców i zdobył czwartą bramkę w sezonie. Przy tej akcji zawaliła defensywa ,,Miedziowych”. Dominik Hładun zbyt późno zareagował przy wyjściu, również w blokach zostali defensorzy Zagłębia.

Stal długo nie cieszyła się z prowadzenia. Kilka minut później Erik Daniel uderzył mocno z lewej nogi, nie dając żadnych szans Rafałowi Strączkowi. O ile bramkarz ,,biało-niebieskich” miał niewiele do powiedzenia, tak lepiej mógł zachować się przy tym golu Marcin Flis, który powinien szybciej doskoczyć do Słowaka.

Następne minuty obfitowały w sytuacje, które powinny zakończyć się golami. Najpierw grający bardzo dobrze Mak głową obił poprzeczkę, a chwilę później, koszmarnego błędu mielczan (konkretnie Matrasa i Flisa) nie wykorzystali w akcji dwóch na jednego ,,Miedziowi”. Patryk Szysz otrzymał niezłe podanie od Tomasa Zajicia i uderzył tuż obok bramki.

Nie była to jednak ostatnia odpowiedź Zagłębia w pierwszej połowie. W 42. minucie w pole karne dośrodkowywał Łukasz Poręba, a Erika Daniela uprzedził Krystian Getinger, który zapakował futbolówkę do własnej siatki. To już trzeci gol samobójczy w tym sezonie kapitana Stali, co jest niewątpliwie ewenementem.

Stal Mielec w tym sezonie najpóźniej strzeliła gola w 52. minucie i wydawało się, że będzie podobnie. Łukasz Poręba faulował w polu karnym Maksymiliana Sitka i sędzia Sebastian Krasny wskazał na 11. metr. Z rzutu karnego nie pomylił się Maciej Tomasiewicz, który uderzeniem na dwa tempa, pewnie pokonał Hładuna. 10 minut później Stal zerwała ze swoją niekorzystną statystyką i wyszła na prowadzenie. Znów dał o sobie znać Mateusz Mak, który przeżywa renesans formy. Strzał po dośrodkowaniu Getingera z rzutu wolnego został co prawda obroniony przez Hładuna, ale dobitka ze strony Maka okazała się skuteczna. Kapitan ,,biało-niebieskich” zrehabilitował się po raz kolejny za gol samobójczy w 75. minucie, posyłając dobrą wrzutkę z rzutu rożnego, którą na gola zamienił Marcin Flis. Ofensywa Stali obnażyła słabość pary stoperów: Lepczyński-Pantić, która musiała zastąpić podstawowych środkowych obrońców: Balicia i Kruka, którzy pauzowali z powodu urazów.

Serb, który debiutował w ekstraklasie, zaliczył kuriozalne ,,wejście smoka” do naszej ligi. Najpierw wjechał jak dzik w sosnę w Fabiana Piaseckiego prokurując rzut karny, który poszkodowany na gola nie zamienił, bo kapitalną paradą popisał się Hładun. Kilka minut później Pantić dostał drugą żółtą kartkę za bezsensowny faul na jednym z rywali i wyleciał z boiska. Oj, nie ma najlepszego rozeznania na rynku transferowym Lubomir Guldan, jeśli chodzi o stoperów: najpierw niewypałem okazało się wypożyczenie Crnomarkovicia, później kompromitował się Soler, a teraz sygnał do bycia czołowym ,,dziadem” w lidze wysłał Pantić.

W końcówce spotkania wyraźnie zrezygnowany Dariusz Żuraw wpuścił utalentowaną młodzież z akademii: Kusztala, Pieńko i Sławińskiego. Wynik nie uległ już zmianie i Stal Mielec odniosła czwarte zwycięstwo w sezonie. Mielczanie plasują się po tej wiktorii na 8. miejscu w tabeli, wyprzedzając m.in. Legię Warszawa o 6 punktów. To niespodziewany bilans, biorąc pod uwagę kłopoty Stali przed sezonem ze skompletowaniem kadry, czy nieustające problemy finansowe. Podoba nam się też to, że podopieczni Adama Majewskiego wyciągnęli wnioski z ostatniego meczu z Cracovią, gdzie do przerwy prowadzili 3:1, a ostatecznie zremisowali 3:3. Stal w spotkaniu z Zagłębiem ani na chwilę nie pomyślała o murowaniu się. Dążyła do zdobycia bramki, nie poddała się nawet, gdy przegrywała po samobójczym golu Getingera. Sam piłkarz też pokazał, że ma ,,jaja ze stali” asystując przy dwóch bramkach, o czym wspomniał w wywiadzie pomeczowym MVP spotkania, Mateusz Mak.

Stal Mielec – Zagłębie Lubin 4:2 (1:2)

Bramki: Mak 14′, 63′, Tomasiewicz 52′ k., Flis 75′ – Daniel 22′, Getinger 41′ sam.

Żółte kartki: Chodyna, Poręba, Pantić

Czerwona kartka: Pantić 85′

Stal Mielec: Strączek – Sitek (87′ Jankowski), De Amo, Matras, Flis, Getinger – Kort (60′ Urbańczyk), Tomasiewicz – Wrzesiński (83′ Żyro), Piasecki, Mak (83′ Szczutowski)

Zagłębie Lubin: Hładun – Chodyna, Lepczyński, Pantić, Bartolewski – Poręba (80′ Kusztal), Pakulski (67′ Zhigulyov), Starzyński – Szysz (67′ Żivec), Zajic (80′ Pieńko), Daniel (80′ Sławiński)

Sędzia: Sebastian Krasny (Kraków)

MVP: Mateusz Mak (Stal Mielec)