fbpx

Europejskie puchary? Dla polskich drużyn to na razie odległa mrzonka

Share on facebook
Share on twitter
2019.08.25 Lodz
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2019/2020
LKS Lodz - Legia Warszawa
N/z Mateusz Praszelik
Foto Rafal Rusek / PressFocus

2019.08.25 Lodz
Football Polish PKO Ekstraklasa season 2019/2020
LKS Lodz - Legia Warszawa
Mateusz Praszelik
Credit: Rafal Rusek / PressFocus

Ostatnia kolejka grupy mistrzowskiej w Ekstraklasie obnażyła braki czołowych ekip. Może poza meczem Śląska z Cracovią, gdzie padło aż 5 goli. W pozostałych spotkaniach padła tylko jedna bramka i to wątpliwa, bo z rzutu karnego, który nie powinien zostać podyktowany. I jak tu się nie martwić o los polskich drużyn w europejskich pucharach? Za dwa miesiące batalie w Europie, a większość naszych ekip gra totalną mizerię. Czy znów czeka nas bryndza związana z występami polskich zespołów w kwalifikacjach do europejskich pucharów?

Pandemia koronawirusa sprawiła, że kalendarz związany z rozgrywkami o najwyższe klubowe laury został wywrócony do góry nogami. Jeszcze pod koniec sierpnia będą kończone rywalizacje w starych sezonach Ligi Mistrzów i Ligi Europy, a już w połowie miesiąca odbędą się kwalifikacje do rozgrywek 2020/2021. UEFA ustaliła, że kwalifikacje odbędą się w formie jednomeczowej poza jednym wyjątkiem – play-offami przed Ligą Mistrzów i Ligą Europy. Mistrz Polski wkroczy do rywalizacji w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów 18-19 sierpnia. Trzy kolejne kluby, a więc drużyny z drugiego i trzeciego miejsca z ligi plus zwycięzca Pucharu Polski albo czwarta drużyna w lidze (drugie i trzecie miejsce z ligi plus zwycięzca pucharu) zagrają w I. rundzie kwalifikacji do Ligi Europy 27 sierpnia. Już złośliwi wieszczą, że zanim rozegrany zostanie finał Ligi Mistrzów starej edycju (23 sierpnia) to już z kwalifikacji do następnej odpadnie mistrz Polski. W polskiej piłce wszystko jest możliwe, o tym przekonaliśmy się już kilka razy m.in. wtedy kiedy Legia Warszawa awansowała do Champions League po 20 latach przerwy, by w następnych sezonach odpadać z takimi ”tuzami” jak Astana czy Spartak Trnava, już nie wspominając o mitycznym Dudelange.

Legia w tej chwili ma 11 punktów przewagi nad drugim w tabeli Piastem Gliwice i tylko jakaś katastrofa może odebrać warszawianom mistrzowski tytuł. Czy jednak Legia ma wszystko, aby zaprezentować się godnie w europejskich pucharach? W lidze góruje nad resztą stawki, można nawet rzucić tezę, że tak silnej Legii w ekstraklasie dawno nie było. Aleksandar Vuković też poczynił progres jako trener. Stworzył zespół, który wie kiedy ma ruszyć do ataku, a kiedy się bronić. Na razie wszystko gra, ale co będzie z tym zgranym kolektywem gdy zakończy się sezon i zaczną się przygotowania do następnego?

Otóż znów zanosi się na rewolucję kadrową. Fala kontuzji jaka napotkała zespół z Warszawy w ostatnich dniach sprawiła, że na kilka miesięcy wypadł jeden z filarów defensywy, Marko Vesović. Do tego poważnych urazów doznali napastnicy, Jose Kante i Vamara Sanogo. Poza kontuzjami niewykluczone są odejścia z klubu. Radosław Majecki po meczu z Piastem opuszcza Warszawę i przenosi się do Monaco, więc Legia będzie potrzebowała golkipera nr 1. Przyda się też uzupełnić dziurę na lewej obronie, gdy za grube miliony zostanie zapewne sprzedany Michał Karbownik. Możliwe, że ktoś na rynku transferowym zapoluje na tak wyróżniające się nazwiska jak Gwilia czy Luquinhas.

Nowo sprowadzeni piłkarze nie muszą od razu dać takiej jakości jak poprzednicy, co pokazywały ostatnie lata, gdy Legia grała w el. do europejskich pucharów. Jeśli drużynie Aleksandara Vukovicia uda się awansować do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów to przeciwnikami legionistów będą już takie firmy jak Olympiakos, Celtic, Slavia Praga czy Dinamo Zagrzeb. Czy na ten moment Legia jest w stanie przejść tak wymagających rywali? Biorąc pod uwagę znaki zapytania dotyczące kontuzji i potencjalnych odejść raczej nie. Legia może i dominuje na polskim podwórku, aczkolwiek nie da się racjonalnie porównać wciąż słabego poziomu naszej ekstraklasy w porównaniu do innych zagranicznych lig.

Fot: Rafał Oleksiewicz, Pressfocus.pl

A czy inne zespoły z grupy mistrzowskiej są w stanie sprawić nie lada sensację i awansować do fazy grupowej Ligi Europy? I tu rysują się jeszcze większe znaki zapytania w stosunku do Legii. Lech Poznań jest w głównej mierze uzależniony od bramek Christiana Gytkjaera, który prawdopodobnie za miesiąc odejdzie do zagranicznego klubu, który zaproponuje mu bardziej lukratywną ofertę finansową. Na ten moment Lech nie ma następcy dla Gytkjaera. Timurowi Zhamaletdinowi kończy się umowa wypożyczenia, a Paweł Tomczyk i Filip Szymczak grają tylko w rezerwach. Swoją chęć odejścia z klubu zapowiedział inny kluczowy zawodnik ”Kolejorza”, Kamil Jóźwiak. Lech konsekwentnie stawia na zdolną młodzież jak Moder, Puchacz, Marchwiński czy Kamiński, ale trzeba też pamiętać o tym, żeby sprowadzić jakościowych piłkarzy z zagranicy. A transfery takich wynalazków jak Muhar, Crnomarković czy Van der Hart nie potwierdzają na razie tego, że skauting Lecha zna się na rzeczy.

Śląsk Wrocław jest rewelacją trwającego sezonu. Owszem, dobre mecze jak ten z Cracovią przeplata słabszymi, ale drużyna Vitezslava Lavicki regularnie punktuje i prezentuje się w miarę solidnie po obu stronach boiska. Niesamowite postępy przez ostatnie tygodnie robi Przemysław Płacheta, jeden z najlepszych młodzieżowców w ekstraklasie. Gaz, technika i precyzyjne uderzenie – wirtuozorię Płachety mogliśmy zauważyć w starciu z Cracovią. Niestety, trzeba użyć stwierdzenia ”Śpieszmy się oglądać Przemka, bo za chwilę odejdzie”. Klauzula jaką zapisaną w kontrakcie ma skrzydłowy Śląska jest na tyle śmiesznie niska (poniżej miliona euro), że bez problemu wykupią go mocniejsze, zagraniczne kluby.

Kolejnym ważnym zawodnikiem, który na 99% odejdzie jest Robert Pich. Doświadczony skrzydłowy od kilku miesięcy nie może dogadać się z klubem w kwestii warunków finansowych, a szkoda, bo w tym sezonie jest drugim najlepszym strzelcem Śląska (7 bramek) i zawodnikiem z największą ilością asyst w drużynie (8 asyst).

Kto wie czy jakiś europejski klub nie zainteresuje się robiącym stałe postępy Erikiem Exposito, który ma już na swoim koncie 8 bramek. Biorąc pod uwagę to jak kluczową rolę odgrywają skrzydła w układance trenera Laviczki, odejścia tych dwóch zawodników mogą okazać się ogromną stratą. Jeśli klub z Wrocławia chce pokazać się z dobrej strony w pucharach, nie może się osłabiać, a powinien również pomyśleć o wzmocnieniu innych pozycji. Piłkarze pokroju Diego Żivulicia czy Filipa Markovicia powinni zostać zastąpieni przez zawodników, którzy wprowadzą element większych walorów piłkarskich.

Czy szansę na odkupienie grzechów sprzed roku ma Piast Gliwice ? Odejścia kluczowych piłkarzy Joela Valencii i Aleksandra Sedlara sprawiły, że plan Waldemara Fornalika na ”zawojowanie” Europy posypał się jak domek z kart. Głośno się mówi, że z klubu odejdzie gwiazda drużyny, Jorge Felix. Zapytania z zagranicy otrzymuje Piotr Parzyszek. Piast po raz kolejny może stracić kluczowych zawodników, a wiemy jak kończyło się zastępowanie odchodzących piłkarzy nowymi. Nie wypaliły ani transfery Holubka, Huka czy Aquino, a i narazie pokładanych nadziei nie spełniają Kristopher Vida. A i Patryk Tuszyński to nie jest snajper, który sprawi, że przeciwnicy z Łotwy czy Armenii będą trząść się ze strachu,

Z resztą polityka transferowa to jest największy mankament jeśli chodzi o polskie drużyny startujące do gry w europejskich pucharach. Czy na przestrzeni sezonu pojawił się taki piłkarz, który w pierwszym sezonie gry pokazał, że jest absolutnym kozakiem? Nie. Cały czas bazujemy na nazwiskach, które są w lidze od conajmniej roku lub dwóch lat. W grupie mistrzowskiej mamy takie kluby, u których skauting wyraźnie szwankuje.

Cracovia, która miała walczyć z Legią o mistrzostwo, gra beznadziejnie, a i nowe nabytki nie pomagają wznieść zespołu na odpowiedni poziom. Tuzin obcokrajowców co roku sprowadza do siebie Jagiellonia, która punktuje nawet przywoicie, ale co z tego jak za chwilę miejsca takich pilkarzy jak Runje czy Romanczuk zastąpią kolejni obcokrajowcy. Jeszcze gdyby to byli obcokrajowcy, którzy wprowadzają odpowiednią jakość piłkarską to miałoby to ręce i nogi. Ale biorąc pod uwagę ostatnią skuteczoność włodarzy Jagi: Kostal, Scepović, Mudrinski to wygląda to żenująco kiepsko.

Nawet tak chwalona organizacyjnie Pogoń Szczecin pokazała, że popełnia sporo błędów. Sprzedaż Adama Buksy i zastąpienie go zagranicznym szrotem w postaci Michalisa Maniasa okazała się oczywistym błędem. Błyszczący jesienią Kozulj i Spiridonović bez większego żalu pożegnani w trakcie pandemii. Spory regres zaliczyli też obrońcy Triantafyllopoulos czy Zech, którzy byli filarami defensywy Portowców. Pogoń, która jesienią była nawet liderem rozgrywek, teraz okupuje ostatnie miejsce w grupie mistrzowskiej. A może i nawet to dobrze, bo z taką grą lepiej się w Europie nie pokazywać.

Fot: Michał Kość, Pressfocus.pl

Podsumowując, największe szanse na awans do jakichkolwiek europejskich rozgrywek ma Legia Warszawa. Klub z największym budżetem, z najlepszą kadrą, aczkolwiek i z duzymi znakami zapytania. Nie spodziewam się na ten moment kompromitacji w stylu porażki z Dudelange czy Sheriffem Tiraspol, ale i też nie jestem przekonany czy po czterech latach zobaczymy polski klub w Europie.

Może jednego przeciwnika przejdą Lech, Śląsk, Piast lub Lechia, ale nie spodziewam się fajerwerków. Największą enigmą pozostaje Lechia Gdańsk, która gra w tym sezonie w kratkę, a i złośliwi stwierdzą, że pewniejsze od awansu klubu do pucharów jest to, że zawodnicy nie otrzymają pieniędzy na czas.

Skreślam takie drużyny jak Jagiellonia, Cracovia czy Pogoń, które delikatnie mówiąc wyglądają na nieprzygotowane do poważnego grania w Europie. Choć do startu eliminacji Ligi Mistrzów i Ligi Europy pozostały aż dwa miesiące, a rozgrywki ekstraklasy jeszcze nie dobiegły końca już można powoli martwić się o los polskich drużyn. Nikt nie prezentuje na tyle regularnej formy, żeby polski kibic mógł być optymistycznie nastawiony co do potyczek w sierpniu. A jak dojdą do tego odejścia kluczowych zawodników? Strach się bać nawet wyprawy do egzotycznego kraju jak Armenia czy Kazachstan, bo może i tam spuszczą nam manto.