Emocjonująca końcówka na Tarczyński Arena!

Share on facebook
Share on twitter
2021.11.27 Lubin
Pilka nozna 
PKO Ekstraklasa sezon 2020/2021
Slask Wroclaw - Stal Mielec
N/z Mateusz Praszelik
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2021.11.27 Lubin
Football 
Polish PKO Ekstraklasa season 2020/2021
Slask Wroclaw - Stal Mielec
Mateusz Praszelik
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus

Dlaczego warto być cierpliwym? Po co zawsze nawet nudne spotkania naszej Ekstraklasy oglądać do końca? Sobotnia potyczka we Wrocławiu, w której zmierzyli się Śląsk i Stal da Wam na te pytania świetną odpowiedź! Po paździerzowej pierwszej połowie, w drugiej byliśmy świadkami bardzo ciekawej rywalizacji.

Dla Śląska był to pierwszy mecz na stadionie we Wrocławiu, odkąd w czwartek sponsorem tytularnym wrocławskiego obiektu została firma Tarczyński. Tak, ta od kabanosów. W debiucie nowej nazwy stadionu nie wystąpił lider Śląska Erik Exposito, który pauzował z powodu czterech żółtych kartek. Natomiast w zespole gości nie wystąpił wypożyczony ze Śląska Fabian Piasecki. Powodem absencji również pauza za kartki. Z tego samego powodu na Dolnym Śląsku nie wystąpił również stoper mielczan Mateusz Żyro, który w ostatnich tygodniach jest w świetnej formie.

Ten mecz był też dosyć ważny dla układu tabeli. Śląsk zajmował przed tym spotkaniem szóste, a Stal Mielec dziewiąte miejsce w ligowej tabeli. Jednak obie ekipy miały taką samą liczbę punktów (21), a wrocławianie mieli jedynie lepszy bilans bramkowy (26:22) od swoich sobotnich rywali (21:22).

Paździerzowa pierwsza połowa, najwięcej emocji w jej ostatnich minutach. Śląsk kończył w dziesiątkę

W pierwszych minutach piłkarskich emocji czy to akcji bramkowych z obu stron było tyle, co kot napłakał. Grę na połowie rywali prowadził Śląsk, ale jedyne co potrafił zrobić w pierwszym kwadransie gry to mieć wyższy procent posiadania piłki. Bo o dobrym, dokładnym podaniu w okolice pola karnego Stali można było zapomnieć. Nie wspominajmy nawet o czymś takim jak strzał w światło bramki. Stal natomiast nie umiała utrzymać się dłużej przy piłce, stworzyć zagrożenia pod bramką Matusa Putnockiego. Ogólnie nuda, nuda i jeszcze raz Panie nuda w pierwszych 20 minutach! Kibice może w tym czasie zdążyli przekąsić sobie kabanosa na stadionie, bo na boisku nie było czego oglądać.

Jednak im dalej w las, tym Stal bardziej umiała utrzymać się przy piłce i prowadzić grę na połowie Śląska, ale tak jak gospodarze, nie byli w stanie stworzyć sobie poważnej akcji bramkowej. Kiedy mogli mieć stuprocentową szansę na gola to Krystian Getinger, zamiast uderzyć piłkę, sprawdził jedynie, czy murawa jest dobrze skoszona. No i rzeczywiście trawa na stadionie we Wrocławiu wyglądała solidnie. Wyczekiwanie na konkurs skoków w narciarskich w Ruce wydawało się dłuższe oglądając ten paździerz, z jakim mieliśmy do czynienia we Wrocławiu.

Problem, z jakim między innymi borykały się obie ekipy to brak środkowego, klasycznego napastnika. Absencja Exposito i Piaseckiego spowodowała, że brakowało takiej „dziewiątki”, która mogłaby się utrzymać z piłką pod polem karnym rywala. Przez to też nie było zbyt wielu sytuacji bramkowych. A nie wróć — okazji bramkowych nie było w ogóle. Coś się zaczęło jednak dziać pod koniec pierwszej połowy. Z boiska za zagranie piłki ręką z czerwoną kartką zszedł Konrad Poprawa. Gdyby nie to zagranie to Mateusz Mak mógłby mieć sytuacje sam na sam z bramkarzem. Sędzia Daniel Stefański początkowo stoperowi Śląska pokazał żółty kartonik, ale po konsultacji z wozem VAR i obejrzeniem tej sytuacji na monitorze zmienił swoją decyzję.

Chwilę później mielczanie (prawie) znakomicie wykorzystali grę w przewadze jeszcze w pierwszych 45 minutach. W doliczonym czasie tej części gry dobrym strzałem z okolicy linii pola karnego popisał się Koki Hinokio, który strzałem w prawy dolny róg bramki nie dał szans bramkarzowi Śląska na udaną obronę. Jednak Japończyk zagrał wcześniej piłkę ręką i bramka nie została niestety uznana. Zwariowana końcówka pierwszej połowy na Tarczyński Arena. Emocji w ostatnich trzech minutach było więcej niż przez pierwsze 44 minuty tego spotkania. Za to kochamy naszą ekstraklasę.

Pasjonująca końcówka drugiej połowy!

Na początku drugiej połowy dwie dobre okazje na strzelenie gola mieli zawodnicy trenera Adama Majewskiego. Najpierw minimalnie głową niecelnie uderzył Getinger, a chwilę później strzał z okolic linii pola karnego Maka minimalnie minął bramkę Putnockiego. Dobre wejście w drugą część gry zaliczył zespół z Podkarpacia. W 51. minucie z kolei strzelał Maksymilian Sitek, ale jego uderzenie zablokował Szymon Lewkot, który wszedł na boisko na początku drugich 45 minut meczu. Na to próbował odpowiedzieć Mateusz Praszelik, ale jego strzał z dystansu minął bramkę o lata świetlne. Jednakże mimo to pomocnik Śląska w pierwszych minutach drugiej połowy był bardzo aktywny. Chwilę później oddał kolejne, tym razem bardzo dobre uderzenie z dystansu, które kapitalnie wybronił Rafał Strączek. Pierwszy raz mógł dotknąć piłkę bramkarz mielczan. Cieszmy się z małych rzeczy. Minutę potem strzał z pola karnego kolejnego zmiennika Śląska — Roberta Picha został zablokowany. 10 minut drugiej części gry było lepsze niż cała pierwsza połowa. W końcu przynajmniej nikt nie marznął bez celu.

Następnie w 65. minucie Stal miała kolejne dwie poważne szanse, aby objąć prowadzenie. Jednak najpierw przy strzale Maka z kilku metrów świetnym refleksem popisał się Putnocky, a chwilę później strzał rezerwowego Aleksandra Koleva został zablokowany przez stoperów Śląska. Pomimo tego, że wrocławianie grali w osłabieniu, to poziom meczu we Wrocławiu był wyższy niż w pierwszej części gry. W miarę dobrze się to oglądało. Bardzo aktywny w sobotę był również Sitek, który koniecznie chciał zdobyć na Dolnym Śląsku gola. W 74. minucie rywalizacji trafił jednak tylko w boczną siatkę. Chwilę później sporo szczęścia miał Strączek, bo chciał się zabawić w dryblera, a mogło się to skończyć stratą gola przez jego zespół. Do tego doszło jednak kilkanaście sekund później. Mielczanie stracili piłkę na swojej połowie, przejął ją Praszelik, który uderzył z okolic pola karnego i futbolówka po rykoszecie wpadła do siatki. Strączek był bez szans na udaną interwencję. Był to dosyć zaskakujący gol, gdyż wydawało się, że to kwestia czasu, że to prowadzenie obejmie Stal. Ach, jak przewrotny bywa los! Wiemy o tym nie od dziś.

Stal wyrównała w 80. minucie. Dawid Kort dośrodkował z rzutu rożnego, a do piłki doszedł Bozhidar Czorbadzhyiski. Sporo winy za tę bramkę jest po stronie Putnockiego, który po coś leciał wtedy w powietrzu, ale na pewno nie po piłkę. Może po promocje z okazji Black Friday/Weekend? Nawet to mu nie wyszło. Żeby jednak było zabawniej to w następnej akcji Śląsk znowu wyszedł na prowadzenie — Dino Stiglec podał do Petra Schwartza, a ten strzałem w lewy róg bramki Strączka ponownie dał radość swoim kolegom. Trzy gole w cztery minuty. A wcześniej dosyć niemrawe 77 minut rywalizacji. Zawsze warto naszą ukochaną ligę oglądać do końca. Choćby nawet konkurs skoków narciarskich czy spotkanie z kolegami wydawało się ciekawszym zajęciem. W 88. minucie bliski wyrównania był Grzegorz Tomasiewicz, ale piłka po jego uderzeniu główki minimalnie minęła bramkę Śląska. Mielczanie w doliczonym czasie gry próbowali za wszelką cenę doprowadzić do wyrównania, ale wrocławianie nie dali sobie już zabrać wypracowanego wcześniej prowadzenia.

Wielkie brawa dla piłkarzy Śląska, którym udało się wygrać mecz grając bez swojego najlepszego napastnika, a całą drugą połowę z jednym piłkarzem mniej niż ich przeciwnik. Stal natomiast nie wykorzystała świetnej okazji, by wygrać na Dolnym Śląsku i awansować na 6. pozycję w tabeli. Słaba końcówka spotkania sprawiła, że podopieczni Adama Majewskiego na Podkarpacie wrócą bez żadnego punktu na koncie. Seria siedmiu ligowych spotkań bez porażki została przerwana.

Śląsk Wrocław – PGE FKS Stal Mielec 2:1 (0:0)

Bramki: Mateusz Praszelik 77′, Petr Schwartz 81′ – Bozhidar Chorbadzhiyski 80′

Żółte kartki: Grzegorz Tomasiewicz, Krystian Getinger (Stal Mielec)

Czerwona kartka: Konrad Poprawa (Śląsk Wrocław)

Śląsk: Matus Putnocky – Łukasz Bejger, Konrad Poprawa, Wojciech Golla – Bartłomiej Pawłowski (46′ Szymon Lewkot), Petr Schwarz, Krzysztof Mączyński (C), Dino Stiglec – Waldemar Sobota (76′ Jakub Iskra), Mateusz Praszelik (80′ Sebastian Bergier), Cayetane Quintana (46′ Robert Pich)

Stal: Rafał Strączek – Albin Granlund (60′ Aleksandar Kolev), Bozhidar Chorbadzhiyski, Mateusz Matras, Marcin Flis, Krystian Getinger (C) – Maciej Urbańczyk (72′ Dawid Kort), Grzegorz Tomasiewicz – Mateusz Mak, Koki Hinokio (82′ Maciej Jankowski) – Maksymilian Sitek

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

Stadion: Tarczyński Arena Wrocław

MVP: Mateusz Praszelik (Śląsk Wrocław)

Kacper Czuba