Emocje w Paryżu, lepsza Chelsea tylko z remisem -podsumowanie pierwszej części półfinałów Ligi Mistrzów

Presnel Kimpembe and Kevin De Bruyne during the UEFA Champions League first leg semi-final football match between Paris Saint-Germain (PSG) and Manchester City in Paris on April 28, 2021.//04SAIDICHRISTOPHE_1911.19797/2104290846
2021.04.28 Paryz
Pilka nozna liga mistrzow
PSG - Manchester City
Foto CHRISTOPHE SAIDI/SIPA/PressFocus

!!! POLAND ONLY !!!

Za nami pierwsze półfinały piłkarskiej Ligi Mistrzów. Na placu boju pozostały cztery zespoły. Które z nich wykonały krok w stronę wielkiego finału? Czas podsumować oba półfinałowe spotkania UEFA Champions League!

Remis w Madrycie

Real w pierwszym meczu musiał radzić sobie bez swojego kapitana Sergio Ramosa, ale także bez Federico Valverde czy Ferlanda Mendy’ego (za nim akurat kibice Los Blancos tęsknili najbardziej, ciekawe dlaczego). Większy komfort kadrowy miał trener Thomas Tuchel, u którego brakowało tylko Mateo Kovacica. W 10. minucie świetną okazję miał Timo Werner, dostał piłkę na piątym metrze, ale zamiast zdobyć bramkę, trafił prosto w bramkarza Królewskich. Cztery minuty później Pulisic postanowił już nie podawać do Wernera, tylko wziął sprawy w swoje ręce. Po świetnym podaniu Rudigera, Amerykanin minął Courtoisa i trafił do siatki. Chelsea objęła prowadzenie w Madrycie! W 23. minucie próbowali odpowiedzieć gospodarze, jednak piłka po strzale zza pola karnego Karima Benzemy otarła się o słupek i wyszła poza boisko. Kilka minut później Francuz był już bezbłędny. W 29. minucie dośrodkowana z rzutu rożnego piłka trafiła do Benzemy, który jako jedyny odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym, i popisał się efektownym strzałem z woleja, strzelając dla Realu gola wyrównującego. W kolejnych fragmentach spotkania obie drużyny próbowały objąć prowadzenie, ale zarówno Toni Kroos, jak i Timo Werner uderzali niecelnie. Zatem do przerwy był remis 1:1.

Druga połowa nie była już tak intensywna jak pierwsza. Nie pomagały także warunki atmosferyczne, gdyż ciągle padał rzęsisty deszcz. Drużyny oddawały sporo strzałów z dystansu, ale one z reguły nie leciały w światło bramki. Ostatecznie Real Madryt zremisował na własnym boisku z Chelsea 1:1. Teoretycznie wynik jest bardziej korzystny dla ekipy gości, jednak patrząc na grę Realu, zwłaszcza na początku meczu, z tego remisu powinni być zadowoleni. A i rezultat remisowy będzie ciekawszy w kontekście spotkania rewanżowego.

No i na koniec muszę napisać o kilku piłkarzach obu drużyn. Na pochwałę zasługuje Christian Pulisic, który oprócz zdobytej bramki był bardzo aktywny, a i powinien mieć na swoim koncie jeszcze asystę, gdyby nie Timo Werner, ale do niego wrócimy za chwilę. Po stronie gospodarzy pochwalić można Benzemę – nie tylko za ładną bramkę, ale również dlatego, że był najjaśniejszym punktem swojej ekipy. Mimo upływających lat, na Karimie zawsze można polegać. Tego samego nie można powiedzieć o Marcelo – on wraz z kolejnymi cyferkami w metryce jest coraz słabszy. To wręcz cień piłkarza z lat 2016-2018, a idealnie podsumował go Wojciech Kowalczyk.

No i jeszcze Timo Werner. Mógł być bohaterem, na wzór Fernando Torresa, który też pomimo ogromnej krytyki, w półfinale z FC Barceloną w 2012 roku dał Chelsea awans do finału. A Niemiec po raz kolejny zawiódł. 3 gole w ostatnich 32 spotkaniach chyba mówią wszystko. Może w rewanżu się odblokuje, o ile Tuchel da mu kolejną szansę.

Real Madryt – Chelsea FC 1:1 (1:1)

Bramki: 29′ Benzema – 14′ Pulisić

Real Madryt: Thibault Courtois – Eder Militao – Raphael Varane, Nacho – Dani Carvajal (77′ Alvaro Odriozola), Luka Modrić, Casemiro, Toni Kroos, Marcelo (77′ Marco Asensio) – Karim Benzema (90+2′ Rodrygo), Vinicius Jr (66′ Eden Hazard)

Chelsea: Edouard Mendy – Andreas Christensen, Thaigo Silva, Antionio Ruediger – Cesar Azpilicueta (66′ Reece James), N’Golo Kante, Jorginho, Ben Chilwell – Christian Pulisić (66′ Hakim Ziyech), Timo Werner (66′ Kai Havertz), Mason Mount

Żółte kartki: Vinicius Jr, Toni Kroos, Marcelo, Raphael Varane, Alvaro Odriozola – Christian Pulisic

Dwa oblicza bogaczy

Spotkanie PSG z Manchesterem City było reklamowane jako starcie dwóch szalenie bogatych klubów, z właścicielami, którzy chcą kupić triumf w Lidze Mistrzów. Oba zespoły to jednak obecnie światowa czołówka, chociaż w ostatnich latach zdarzały im się wpadki w Champions League. Pierwszą akcję w tym meczu przeprowadzili gospodarzem – była to dwójkowa akcja Kyliana Mbappe i Neymara, ale ten drugi uderzył zbyt słabo, aby pokonać Edersona. W 12. minucie Brazylijczyk ponownie miał dobrą okazję do zdobycia pierwszej bramki, jednak i tym razem jego rodak na bramce Manchesteru City był lepszy. Zaledwie 180 sekund później PSG dopięło swego, gdy po dośrodkowaniu Angela Di Marii z rzutu rożnego, Marquinhos strzałem głową dał Paryżanom prowadzenie. Później PSG miało swoje kolejne szanse, ponownie po rzutach rożnych, ale brakowało celnego wykończenia. W 41. minucie w polu karnym upadł Neymar, jednak sędzia nie dopatrzył się przewinienia. Do przerwy PSG zasłużenie prowadziło z ekipą The Citizens.

W drugiej części oglądaliśmy dwie zupełnie inne drużyny. Pep Guardiola świetnie wpłynął na swoich podopiecznych, którzy w końcu wyglądali jak półfinalista Ligi Mistrzów, zaś PSG kompletnie się pogubiło. Najpierw w 64. minucie, po centrostrzale, piłkę do siatki wpakował Kevin De Bruyne (mamy zatem polski akcent w półfinale!),

Źródło: Twitter

a kilka minut później to Riyad Mahrez zdobył bramkę po strzale z rzutu wolnego. Dużą zasługę przy tym golu miał mur Paryżan, który zachował się fatalnie i pozwolił Algierczykowi na pokonanie Keylora Navasa. Apogeum nieszczęścia nastąpiło w 77. minucie, kiedy Idrissa Gueye w brzydki sposób sfaulował przeciwnika i zasłużenie otrzymał czerwoną kartkę. Ewidentnie Senegalczykowi odcięło prąd.

Ostatecznie Manchester City wygrał 1:2 z drużyną Paris Saint-Germain i zrobił ogromny krok w stronę historycznego finału Ligi Mistrzów. PSG ponownie, na własne życzenie, chce odpaść z najbardziej prestiżowego turnieju na Starym Kontynencie. Aż przypomina się remontada z 2017 roku, czy dwumecz z Manchesterem United w 2019 roku. Nie chce chwalić przedwcześnie, jednak należy wspomnieć o Pepie Guardioli. Hiszpan od lat zalicza kolejne niepowodzenia w Champions League, często na własne życzenie. Teraz w końcu nie przekombinował, co więcej, potrafił odmienić swoją drużynę w przerwie. Rewanż w Anglii formalnością nie będzie, choć to Obywatele będą w dużo lepszej sytuacji.

Paris Saint-Germain – Manchester City 1:2 (1:0)

Bramki: Marquinhos 15′ – De Bruyne 64′, Mahrez 71′

Paris Saint-Germain: Keylor Navas – Alessandro Florenzi, Marquinhos, Presnel Kimpembe, Mitchel Bakker – Idrissa Gueye, Leandro Paredes (83′ Ander Herrera) – Angel Di Maria (80′ Danilo), Marco Verratti, Neymar – Kylian Mbappe

Manchester City: Ederson – Kyle Walker, John Stones, Ruben Dias, Joao Cancelo (61′ Ołeksandr Zinczenko) – Ilkay Gundogan, Rodri, Kevin De Bruyne – Riyad Mahrez, Bernardo Silva, Phil Foden

Żółte kartki: Leandro Paredes, Neymar – Joao Cancelo, Kevin De Bruyne

Czerwona kartka: 77′ Gueye

Jakub Mirosławski