Ekstraklasa pod Włos: Bad Boy Podolski kontratakuje

Share on facebook
Share on twitter
34709-zoom

Ten weekend z Ekstraklasą upłynął nam głównie pod znakiem ligowego klasyku przy Łazienkowskiej, ale nie brakowało innych ciekawych potyczek, bo w dzień zamykający kolejkę, czyli w poniedziałek, rozpieścili nas piłkarze Stali i Zagłębia. Szczególnie ci pierwsi zagrali prawdziwy koncert, czego nie może powiedzieć o swoim występie któryś już raz Łukasz Podolski, powoli zmieniający się w piłkarskiego rzezimieszka. Zapraszam na cotygodniowy przegląd najciekawszych wydarzeń ligowej kolejki subiektywnym okiem, a może nawet włoskiem!

Nie będzie żadną nowością, gdy zaczniemy od peanów na cześć lidera całej stawki, Lecha Poznań. Drużyna Macieja Skorży już na tym etapie sezonu pokazuje, jak wielki ma potencjał, nie tylko kadrowy, ale przede wszystkim drzemiący głęboko w głowach zawodników. Jak lechici rozprawili się z Legią?

Sztuka punktowania

Kolejorz przy Łazienkowskiej nie potrafił wygrać od 2015 roku – już ten fakt dużo nam mówi o wadze niedzielnego spotkania. Jak przełamywać się, to właśnie w takich momentach. W chwilach, gdy cały zespół jest na fali i wszystkie części maszyny pracują jak należy, często nietrudno wpaść w pułapkę. Takiego losu uniknęli poznaniacy, którzy skromnie, bo skromnie, ale pokonali mistrzów Polski po golu niezawodnego Mikaela Ishaka. Sam Szwed w końcówce zmarnował jeszcze rzut karny, ale nie miało to żadnego wpływu na ostateczny wynik. Generalnie, był to mecz toczony na wysokiej intensywności i gołym okiem była widoczna duża piłkarska jakość, a przede wszystkim taktyczna kultura.

Po tym zwycięstwie drużyna trenera Skorży jeszcze mocniej rozsiadła się w fotelu lidera, a jeśli mówimy o statystykach poznaniaków, to pochodzą one chyba z innej planety. Najwięcej strzelonych goli (23), najmniej straconych goli (6), zaledwie jedna porażka w sezonie i aż 7 odniesionych zwycięstw. Lokomotywa w niebieskich barwach już dawno odjechała z peronu w kierunku, w którym wydaje się, że nie odjechał żaden inny ekstraklasowy klub. Mocno trzymają się jej jeszcze wagony pod nazwami „Lechia” i „Raków”, ale być może już za kilka następnych stacji będziemy świadkami ich oddzielenia od reszty potężnego składu, którym kieruje Maciej Skorża.

Poszukiwana Swojska Banda

„Od kilku dni poszukiwana jest pewna ekipa, która w sezonie 2020/21 potrafiła zrobić niezłe przemeblowanie w Ekstraklasie, niemal kwalifikując się do eliminacji europejskich pucharów. Znalazcę prosilibyśmy o pilny kontakt.”

Tak brzmiałaby treść ogłoszenia o poszukiwaniu starej dobrej Warty Poznań, która wpadła teraz w niemały kryzys, notując w niedzielę swoją czwartą porażkę z rzędu. Trener Piotr Tworek ze spotkania na spotkanie ma coraz kwaśniejszą minę i wcale mu się nie dziwimy, bo licznik bez zdobytej bramki tyka nieubłaganie i wskazuje już pięć kolejnych meczów bez ani jednej piłki w sieci rywala. A przecież dobrze wiemy, że bez strzelania bramek Warciarze daleko nie zajadą.

Nie pomaga na razie Milan Corryn, który miał być nowym Makaną Baku. Belg zaliczył jeden fenomenalny występ przeciwko Górnikowi Łęczna (4:0), ale na jego niekorzyść przemawia fakt, że nasza wspaniała liga nie składa się z siedemnastu Górników Łęczna, a czasami trzeba wypłynąć na nieco głębsze wody. Wtóruje mu nabytek last minute graczy ze stolicy Wielkopolski, Jayson Papeau. Wejście do Ekstraklasy mógł mieć niezłe, ale ostatnimi czasy częściej fauluje swoich rywali niż przynosi jakikolwiek pożytek swojej drużynie.

Niestety, musimy się trochę popastwić także nad resztą ubogiego ataku drużyny trenera Tworka. Mateusz Kuzimski to nie ten sam zawodnik, który w ubiegłym sezonie z połowy sytuacji potrafił wyczarować gola, a nie ustępuje mu wcale Adam Zrelak, który po ogarnięciu swojej sytuacji zdrowotnej najlepszy moment miał chyba przeciwko Legii, gdzie był najbliżej strzelenia gola. Oszałamiający dobytek obu panów w tym sezonie to aż 2 bramki. Chciałoby się powiedzieć: „Weź dwie, na moją odpowiedzialność”.

Niestety, dla Warciarzy nadchodzi trudny, a wręcz horrendalnie trudny czas w sezonie. Do końca roku kalendarzowego Zieloni zagrają jeszcze m.in. z Lechią, Piastem, Wisłą Płock, Lechem, Śląskiem czy Pogonią. Osłabiona będzie również obrona, ponieważ zabieg artroskopii kolana przeszedł niedawno Aleks Ławniczak. Jeśli Warciarze w rundzie jesiennej nie zaczną łapać punktów, to marne ich szanse na pozostanie w najlepszej lidze świata.

Brutal Podolski

Kto by się spodziewał, że bodaj najbardziej oczekiwany i opiewany w mediach transfer letniego okienka transferowego, mistrz świata z 2014r. Łukasz Podolski, będzie częściej postacią tragiczną niż bohaterem Górnika Zabrze. Na razie „Poldi” wypracował na polskiej ziemi jedną asystę w meczu z Wisłą Płock (4:2) do Krzysztofa Kubicy. Zdecydowanie więcej jest minusów ze strony etatowego reprezentanta Niemiec. Sprokurował przecież rzut karny w starciu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (1:3), kiedy to zahaczył w polu karnym ręką Adama Radwańskiego. Sam zawodnik, a nawet trener Jan Urban, zarzekali się, że rzut karny w takiej sytuacji to zwykły skandal. Podolski jednak powinien siedzieć możliwe jak najciszej, ponieważ w tym momencie dochodzimy do clou całej tej hagiografii pochodzącego ze Śląska zawodnika. W czym zawinił?

Tak właśnie poczyna sobie na ekstraklasowych boiskach „Poldi”. Specjalność zakładu – faul na czerwoną kartkę, za który nie otrzymasz nawet żółtego kartonika. Upiekło się w tych dwóch meczach reprezentantowi Niemiec, ale jest to jednak sytuacja bardzo niecodzienna, bo przecież nie zawsze zdarza się, by ten sam piłkarz (i to jaki!), w tak nieodpowiedzialny i brutalny wręcz sposób próbował odebrać piłkę przeciwnikowi.

O Podolskim od czasu jego przyjścia do Górnika powiedziano już niemalże wszystko; że nie będzie mu się chciało jeździć do Mielców i innych Niecieczy, bo będzie miał akurat odcinek Mam Talent. Skończył się ten epizod, a zaczął się etap ekspercki, bowiem „Poldi” miał być jednym z gości w niemieckiej telewizji RTL. Wszystko, tylko nie boisko. A jak już się pojawia na zielonej trawce po covidach i innych perturbacjach, to melduje się rywalowi sankami na wysokości kolan albo wyrasta na lidera polowania na kości. Panie Podolski, nie tak to miało wyglądać…

Mateusz Włosek

Fot. Górnik Zabrze