Dziesięciu Miedziowych zatrzymało bezbarwną Cracovię

IMG_2285.jpg

Dużo prób z obu stron, mało jakości – tak można określić zmagania Zagłębia Lubin i Cracovii w 31. kolejce PKO Bank Polski Ekstraklasy. Żadnej z drużyn nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, choć bardziej zadowoleni mogą być gospodarze, którzy przez ponad godzinę grali w osłabieniu.

Nastroje w obu obozach przed dzisiejszym spotkaniem nie należały do najlepszych. Zagłębie całkiem niedawno było przecież liderem PKO BP Ekstraklasy – dziś do tego lidera traciło już 11 oczek. Nic w tym dziwnego – z 6 ostatnich meczów podopieczni Leszka Ojrzyńskiego wygrali tylko jeden, a resztę przegrali. Lech przewyższył ich jakością, Motor zwyciężył błyskiem Ndiaye, Arka pokazała, że pod dowództwem Dariusza Banasika będzie się liczyć w walce o utrzymanie, Legia kontrolowała spotkanie od początku, do końca, a Termalica wywalczyła 3 punkty w ostatnich sekundach. Miedziowym nie pomogły wykluczenia dla Marcela Reguły z Bruk-Betem i Michala Nalepy z Arką, który choć długo wytrzymał, zaliczył 3 z rzędu sezon z czerwoną kartką na koncie, a w ostatnich 6 zdobył ich łącznie 8. Dobrym omenem było zwycięstwo z Radomiakiem, którego piłkarze Zagłębia nie dopuścili do ani jednego celnego strzału i z pewnością chcieli dziś powtórzyć taką skuteczność w defensywie.

Gospodarze byli już względnie pewni swojego utrzymania, czego nie można było powiedzieć po ich rywalach. Cracovia w tym roku spisywała się znacznie poniżej oczekiwań. W ostatnich 11 spotkaniach wygrała zaledwie jedno, przeciwko GKSowi Katowice, a w tabeli za 2026 rok wyprzedzała tylko drugi z pokonanych przez siebie od lutego zespołów – Termalicę. Ponadto żadna drużyna nie zdobyła w tym roku tak mało bramek, co Pasy – zaledwie 10, tyle samo co Widzew. Nie nastrajało to zbyt optymistycznie sympatyków Cracovii przez starciem z jedną z najlepszych defensyw ligi. W poprzedniej kolejce przeciwko Pogoni Szczecin dająca remis drużynie debiutującego Bartosza Grzelaka bramka padła dopiero w doliczonym czasie gry, gdy Kahveh Zahiroreslam wykorzystał wrzutkę Mateusza Klicha. W meczu z Zagłębiem każdy punkt był dla Cracovii na wagę złota – wyniki innych zespołów ułożyły się tak, że to właśnie dzisiejsi goście byli pierwszą drużyną „nad kreską”, zaledwie dwa oczka nad Widzewem, który wygraną za tydzień z Lechią mógł spuścić jedyny krakowski klub w Ekstraklasie do strefy spadkowej.

Bezbarwna Cracovia wybroniła się przed osłabionym Zagłębiem

Oba zespoły już od pierwszych minut szukały okazji do otworzenia wyniku. Chwilę po rozpoczęciu spotkania w polu karnym Sebastiana Madejskiego dobrze odnalazł się Filip Kocaba, który nie zdołał dobrze sięgnąć piłki. Groźnie było już dwie minuty później pod drugą bramką – klasycznym centrostrzałem popisał się kapitan Pasów, Mateusz Klich, na posterunku był jednak Jasmin Burić i przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chwilę później przed świetną szansą stanął Marcel Reguła, jednak jego uderzenie z rzutu wolnego na skraju pola karnego nie znalazło światła bramki. Pierwszy kwadrans meczu kończył się najlepszą sytuacją do zdobycia bramki – Josip Ćorluka wyskoczył najwyżej do dogranej z kornera piłki, a świetną pracą w obronie wykazał się napastnik Miedziowych, Michalis Kosidis, który wybił piłkę z linii bramkowej.

Szybko mecz zaczął robić się dość nerwowy – z jednej strony raczej przeważali goście, z drugiej dało się odczuć, że na murawie KGHM Zagłębie Arena rządzą przede wszystkim błędy i niedokładność. Piłka co chwilę zmieniała właściciela, pomocnicy gospodarzy nie potrafili dobrze dograć za drugą linię przeciwnika, za to Cracovii brakowało pomysłu na wykończenie ataku pozycyjnego. Swoją rolę świetnie odegrała szybka kontra gości i dalekie podanie do Zahiroreslama, który wygrał pojedynek biegowy z Igorem Orlikowskim. Młody obrońca Zagłębia ratował się faulem w sytuacji sam na sam. Werdykt Tomasza Kwiatkowskiego nie mógł być inny – czerwona kartka i wcześniejszy prysznic dla 20-latka.

To wymusiło na trenerze Ojrzyńskim zmianę taktyczną, ale nie zmianę nastawienia. Miedziowi choć musieli odeprzeć początkowy atak Pasów, to sami byli blisko zdobycia bramki, gdy Marcel Reguła wdał się w drybling z kilkoma obrońcami Cracovii, ale jego strzał po rykoszecie o centymetry minął słupek. Po chwili 19-latek był jeszcze bliżej trafienia – tym razem jego mocne uderzenie z dystansu trafiło w obramowanie bramki. Gospodarze wydawali się niewzruszeni grą w osłabieniu, ba – grali tak, jak gdyby to właśnie tylko dodało im skrzydeł. Blisko otwierającej bramki był też Michał Nalepa – mocny strzał doświadczonego obrońcy na raty musiał bronić Sebastian Madejski. W doliczonym czasie gry znów przeważało Zagłębie – tym razem po rzucie rożnym uderzenie Grzybka w fenomenalny sposób zatrzymał Madejski, a tuż po tym strzał Michalskiego zablokował Henriksson. Ostatecznie Pasy wybroniły bezbramkowy remis, a choć Miedziowi byli z każdą minutą drużyną znacznie lepszą, można było się zastanawiać – jak długo wytrzymają grając w ten sposób zaledwie w dziesięciu?

Chwila emocji, świetny Burić i kontuzja Reguły

Niekorzystna dla gospodarzy odpowiedź mogła przyjść dość szybko. Najpierw po strzale Maxime Domingueza jeden z obrońców Zagłębia odbił piłkę tak, że tylko centymetry uratowały go od pokonania Jasmina Buricia, a potem to grający pod słońce Bośniak zaliczył pusty przelot przy dośrodkowaniu i nie pomogła mu nawet założona w przerwie czapka z daszkiem – na jego szczęście na zamknięciu nie było żadnego zawodnika Pasów. Mimo upływu minut i powtarzających się ataków z obu stron dało się odczuć, że tempo meczu spadło – po intensywnej końcówce pierwszej części rywalizacji żadna ze stron nie chciała się odkryć i narazić na kontrę ze strony rywali. Mecz się wyrównał, a obie drużyny starały się nie przeszarżować.

Emocje zaczęły się nagle i to bardzo wielkie. Zagłębie atakowało, do piłki starali się doskoczyć zarówno Madejski, jak i Grzybek. Pierwszy był bramkarz Cracovii, który udanym piąstkowaniem zażegnał niebezpieczeństwo. Pech chciał, że tą samą ręką uderzył też Grzybka. Tomasz Kwiatkowski nie wskazał na 11 metr, co wywołało na stadionie falę oburzenia. Goście jednak na to nie zważali i popędzili z kontratakiem zwieńczonym strzałem Mateusza Praszelika. Górą był jednak Burić, który czubkami palców sparował piłkę na poprzeczkę. Po chwili drugi raz wyszedł zwycięsko z pojedynku z rywalem, gdy wolejem z daleka starał się zaskoczyć go Klich. Pomimo tej świetnej dyspozycji bramkarza, kibice Zagłębia mieli powody do obaw – Bosko Sutalo sfaulował Marcela Regułę tak nieszczęśliwie, że ten doznał urazu i musiał zejść z boiska. Ostatnie 20 minut Zagłębie musiało radzić sobie bez swojego wonderkida.

Na sinusoidzie emocji przyszedł jednak czas na wypłaszczenie. Cracovia próbowała zagrozić rywalom wrzutkami, z którymi bez problemu radzili sobie obrońcy Miedziowych. Po zespole Leszka Ojrzyńskiego za to było widać zmęczenie naturalne dla gry godzinę w osłabieniu. Im bliżej było końcowego gwizdka, tym bardziej stawało się jasne, że ten, kto ugodzi przeciwnika, zada mu jednocześnie śmiertelny cios. Blisko takiego był Mauro Perković, gdy świetnie znalazł się w polu karnym po rzucie rożnym, jednak posłał piłkę prosto w koszyczek Buricia. Do regulaminowego czasu gry sędziowie doliczyli 5 minut, ale wydawało się, że choćby piłkarze grali i 50 minut więcej, żadna bramka dziś w Lubinie by nie padła. Kilka razy wrzutek próbowali jeszcze goście, ale świetnie spisywać się nie przestawał bohater w czapce – Jasmin Burić.

Zadowolonych brak, niezadowolenie wśród Pasów

Reakcje na wynik zawodników Zagłębia były mieszane. Z jednej strony trudno nie cieszyć się po wywalczeniu remisu pomimo gry w osłabieniu przez 70 minut, z drugiej jednak – ilość okazji niewykorzystanych nie pozwalała się w pełni cieszyć ze zdobytego punktu. – Po pierwszej połowie myślę że to dwa punkty stracone, a po drugiej… Trzeba szanować każdy punkt i iść dalej – skomentował dopisanie jednego oczka pomocnik gospodarzy, Jakub Kolan. Trochę bardziej pozytywnie odnosił się do tego trener Leszek Ojrzyński. – Jestem dumny ze swoich zawodników. Mieliśmy swoje okazje, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Zdobyliśmy dzisiaj jeden punkt i z tego się cieszę, bo wiemy, jak ciężko gra się w osłabieniu.

Bardziej jednoznaczne były nastroje w drużynie Cracovii. Wprawdzie remis sprawił, że Pasy wskoczyły na 12 pozycję w tabeli, ale tylko chwilowo. A kiedy gra się w przewadze tak długo, nie ma wytłumaczenia na brak zwycięstwa. – Oczywiście, że jestem rozczarowany. Mieliśmy wiele szans, ale ich nie wykorzystaliśmy.Nie zagraliśmy dzisiaj wystarczająco dobrze, by zdobyć trzy punkty. Do końca sezonu zostały trzy mecze. Musimy patrzeć do przodu. Stoję murem za swoimi piłkarzami, ale brakuje nam trochę wiary w siebie pod bramką przeciwnika i musimy nad tym pracować – ocenił problemy swojej drużyny trener Cracovii, Bartosz Grzelak.

Do końca sezonu zostały już tylko 3 kolejki. Zagłębie traci punkt do miejsc premiowanych europejskimi pucharami, a w niedzielę zagra w Zabrzu z Górnikiem. Cracovia za to w tym momencie jest 3 punkty nad strefą spadkową, a w kolejny poniedziałek podejmie u siebie Radomiaka.

Zagłębie Lubin – KS Cracovia 0:0 (0:0)
Zagłębie: Burić – Ćorluka, Nalepa, Michalski, Orlikowski – Kocaba, Dąbrowski (Milnarić 90′) – Reguła (Makowski 70′), Dziewiatowski (Kolan 31′), Grzybek – Kosidis (Szabo 70′);
Cracovia: Madejski – Traore (Minchev 46′), Henriksson, Sutalo – Perković, Al Ammari (Kameri 79′), Klich, Piła – Dominguez (Praszelik 58′), Hasić – Zahiroreslam (Charpentier 85′);
Żółte kartki: Reguła 16′, Milnarić 90+4′ – Traore 9′, Al Ammari 56′
Czerwona kartka: Orlikowski 26′
Frekwencja: 5545 widzów
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski

Patryk Chyła