Dwie diametralnie różne połowy na Anfield. Fantastyczny mecz Liverpoolu z Manchesterem City!

Share on facebook
Share on twitter
(201005) -- BIRMINGHAM, Oct. 5, 2020 (Xinhua) -- Liverpool's Mohamed Salah is seen during the English Premier League match between Aston Villa and Liverpool at Villa Park in Birmingham, Britain, on Oct. 4, 2020. (Xinhua)
FOR EDITORIAL USE ONLY. NOT FOR SALE FOR MARKETING OR ADVERTISING CAMPAIGNS. NO USE WITH UNAUTHORIZED AUDIO, VIDEO, DATA, FIXTURE LISTS, CLUB/LEAGUE LOGOS OR

Pierwsza połowa hitowego pojedynku nas bardzo, ale to bardzo rozczarowała. Więcej działo się w tym czasie w równolegle rozgrywanym starciu w Gdańsku w PKO Ekstraklasie. To wiele mówi o poziomie pierwszych 45 minutach szlagierowego spotkania na koniec 7. serii gier w Premier League. W drugiej połowie za to obejrzeliśmy już świetne zawody, padały też bramki. Jak finalnie zakończył się ten pojedynek wagi ciężkiej w Anglii? Zapraszam na relację wydarzeń z niedzielnego wieczoru na Anfield!

Obie ekipy wyszły praktycznie w identycznych składach jak w poprzedniej kolejce, w której Liverpool zremisował na wyjeździe z Brentfordem (3:3), a City w delegacji pokonała Chelsea (0:1). W podstawowym składzie znaleźli się też młodzi Anglicy — Curtis Jones oraz Phil Foden, którym poświęciłem ostatnio więcej czasu w swoim artykule. Na Anfield zapowiadało się nam pasjonujące widowisko na koniec 7. serii gier w Premier League.

Czytaj także: Jones i Foden, czyli angielskie perełki Liverpoolu i Manchesteru City. Która z nich zabłyśnie w niedzielę?

To miał być hit? To była popierdółka, a nie hit! Przynajmniej w pierwszych 45 minutach spotkania

Spotkanie odrobinę lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy prowadzili grę na połowie Manchesteru City przez pierwsze 10 minut spotkania. Jednak przez ten czas nie stworzyli sobie żadnej dogodnej okazji bramkowej. Goście rozkręcali się natomiast z każdą minutą coraz bardziej (między 15 a 20 minutą pojedynku mieli aż 73% posiadania piłki). Pierwszą konkretną sytuację na strzelenie gola oraz objęcie prowadzenia City miało w 21. minucie meczu. Bernardo Silva popisał się fantastycznym podaniem do Phila Fodena, który doszedł do sytuacji sam na sam z Alissonem. Pojedynek wygrał jednak brazylijski goalkeeper The Reds w świetnym stylu broniąc uderzenie Anglika.

City dalej przeważało, próbowało tworzyć sobie kolejne okazje bramkowe. Jednak brakowało im precyzyjnego ostatniego podania. Szansę na objęcie prowadzenie mieli też w 34. minucie meczu, ale strzał Kevina De Bruyne poleciał tuż ponad bramką. Dziesięć minut później szansę miał ponownie Foden, ale jego rajd zatrzymał Alisson. Młody Anglik był najaktywniejszym piłkarzem w pierwszej części spotkania. Grający na prawej obronie w Liverpoolu, James Milner miał problem z nadążeniem za poczynaniami pomocnika The Citizens. Parę minut wcześniej zarobił żółty kartonik za faul na nim, a jeszcze wcześniej faulował go w swoim polu karnym, ale Paul Tierney nie odgwizdał jednak przewinienia oraz jedenastki dla The Citizens.

W pierwszej połowie gościom brakowało niewiele, by strzelić gola i objąć prowadzenie. Gospodarze prezentowali się natomiast bardzo przeciętnie. Nie było żadnego zagrożenia w środku pola ani w ataku. Totalnie niewidoczni byli Curtis Jones i Diogo Jota, którzy w ostatnich meczach prezentowali się z bardzo dobrej strony. W strzałach było 7:1 dla City, ale w światło bramki poleciało zaledwie jedno uderzenie. Zamiast hitu mieliśmy kit w pierwszej części gry. Ciekawszy był chyba nawet mecz Ekstraklasy w Gdańsku, gdzie w porównaniu z Liverpoolem padła bramka. Takie kiepskie zawody mieliśmy w pierwszych 45 minutach starcia na szczycie w Anglii.

Druga połowa wynagrodziła nam trudy oglądania pierwszej

W drugiej połowie widzieliśmy metamorfozę gry Liverpoolu o 360 stopni. Podopieczni Jurgena Kloppa wyszli z wysokim pressingiem, zagrali bardziej odważnie i kreowali sobie sytuacje bramkowe. Pięć minut po wznowieniu gry oddali pierwszy celny strzał na bramkę — uderzenie Joty z okolicy linii pola karnego wybronił Ederson. Większa odwaga The Reds poskutkowała słabszą grą rywali oraz objęciem prowadzenia. W 59. minucie Mohamed Salah, który dotąd był niewidoczny w tym meczu, popisał się fantastycznym kilkunastometrowym rajdem. Potem doskonale wyłożył piłkę Sadio Mane, który strzałem w lewy, dolny róg bramki Edersona otworzył wynik batalii na szczycie w Anglii. 4. gol Senegalczyka w tym sezonie w Premier League, siódmy w starciach z City.

Po pierwszej bramce mecz otworzył nam się jeszcze bardziej niż wcześniej. Goście szybko wzięli się do roboty i dziesięć minut później znowu mieliśmy remis na tablicy wyników. Gabriel Jesus w 69. minucie pojedynku podał na lewe skrzydło, gdzie był Foden, a młody Anglik strzałem z ostrego kąta w prawy róg bramki doprowadził do wyrównania! Trzeba przyznać, że 21-latek był niedzielnego wieczoru zawodnikiem, który najbardziej zasługiwał na gola w tej rywalizacji. No i się go doczekał. Siedem minut później The Reds ponownie wrócili na prowadzenie po fenomenalnej akcji Salaha. Egipcjanin przebiegł kilkanaście metrów z piłką, wygrał pojedynek 1 na 1 z Aymericem Laportem i uderzeniem z ostrego kąta w lewy róg bramki wprawił Anfield w euforię! 6. gol napastnika Liverpoolu w tegorocznych rozgrywkach, 9. gol w 9. spotkaniu w całym tym sezonie.

The Citizens jednak się nie poddało i 300 sekund później znowu wyrównało.  Foden posłał piłkę w pole karne, przepuścił ją Kyle Walker i futbolówka doszła do De Bruyne, który popisał się świetnym uderzeniem z dystansu. Piłka po rykoszecie wpadła do bramki, a Belg zdobył swojego premierowego gola w tym sezonie. Po wyrównaniu obie ekipy pomimo sporego zmęczenia chciały za wszelką cenę strzelić trzeciego gola, ale przez sporo niedokładnych podań nie było na to zbyt wielkich szans. Choć Liverpool mógł strzelić gola w końcówce meczu po błędzie Edersona, ale piłkę zmierzającą do bramki City wybił Rodri. Kto wie, czy to nie była interwencja na wagę wywiezienia punktu z Anfield?

Liverpool po remisie w niedzielny wieczór jest wiceliderem Premier League z 15 punktami na koncie. City natomiast plasuje się na 3. miejscu w tabeli z jednopunktową stratą do The Reds. Liderem po 7. kolejce ligi angielskiej jest Chelsea, która ma jedno „oczko” więcej niż Liverpool. Więcej o wydarzeniach boiskowych z Anglii będziecie mogli przeczytać w moim jutrzejszym „Angielskim Weekendzie”, na który już teraz bardzo serdecznie zapraszam!

Zapraszam też do przeczytania mojej tekstowej relacji na żywo z tego spotkania!!

Czytaj także:

Liverpool – Manchester City 2:2 (0:0)

Bramki: Sadio Mane 59′, Mohamed Salah 76′ – Phil Foden 69′, Kevin De Bruyne 81′

Żółte kartki: James Milner, Fabinho, Diogo Jota (Liverpool) – Ruben Dias, Bernardo Silva, Joao Cancelo (Manchester City)

Liverpool: Alisson – James Milner (78′ Joe Gomez), Joel Matip, Virgil van Dijk, Andrew Robertson – Fabinho, Jordan Henderson, Curtis Jones – Sadio Mane, Diogo Jota (68′ Roberto Firminho), Mohamed Salah

Manchester City: Ederson – Kyle Walker, Ruben Dias, Aymeric Laporte, Joao Cancelo – Rodrigo, Kevin De Bruyne, Bernardo Silva – Gabriel Jesus, Phil Foden, Jack Grealish (66′ Raheem Sterling)

Sędzia: Paul Tierney (Anglia)

Stadion: Anfield

MVP: Phil Foden (Manchester City)

Kacper Czuba