Fot: Jagiellonia Białystok
W czwartkowy wieczór, na Chorten Arenie, Jagiellonia Białystok podejmowała TSC Baćkę Topola. Zespół z Podlasia, tydzień temu, w Serbii, wygrał 3-1, po dublecie Jesusa Imaza oraz bramce Afimico Pululu. Dla Baćkiej Topoli honorowego gola zdobył wówczas Vieljeux Mboungou. Na stadionie przy ulicy Słonecznej celem dla zespołu Adriana Siemieńca było dopełnienie formalności, w postaci awansu do kolejnej fazy turnieju, a także zdobycie cennych punktów do rankingu UEFA.
W Białymstoku nie zapowiadało się jednak na huczne powitanie przez kibiców gospodarzy. Na trybunach zasiadło blisko 10 tysięcy widzów, co na standardy mistrza Polski, który walczy o prawo startu w 1/8 finału Ligi Konferencji jest nikłą liczbą. Głównym powodem tak niskiej frekwencji była pogoda, gdyż na termometrach w Białymstoku widniała temperatura w okolicach – 10 stopni Celsjusza.
Również z tego powodu, murawa na Chorten Arenie była w opłakanym stanie. Parę dni przed spotkaniem, delegat UEFA, zabronił korzystania z boiska na stadionie i tym samym obie ekipy do rewanżowego starcia przygotowywały się w ośrodku żółto-czerwonych.
W weekend poprzedzający starcie „Jaga” pokonała pewnie Motor Lublin 3-0 i umocniła się na drugim miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy, dorównując w liczbie zdobytych punktów liderowi z Poznania. Baćka Topola w tabeli ligi serbskiej plasuje się na sensacyjnym 11. miejscu. Podopieczni Jovana Damjanovica przegrali 1-2 z Tekstillacem Odzaci i skomplikowali sobie walkę o europejskie puchary, tracąc aż 12 punktów do trzeciej pozycji w tabeli.
Względem pojedynku w Serbii Adrian Siemieniec dokonał dwóch roszad. Miejsce Norberta Wojtuszka zajął Michal Sacek a Kristoffer Hansen zamienił Darko Churlinova.
Jovan Damjanović jedynie wprowadził do składu Aleksę Pejica w miejsce zawieszonego Luki Capana.
Od samego początku spotkania oglądaliśmy agresywną grę ze strony TSC. Baćka nie próżnowała w naginaniu przepisów gry i wielokrotnie arbiter główny – Allard Lindhout – był bliski pokazania żółtego kartonika dla graczy niebiesko-biało-czarnych. Ostra gra gości jednak nie przestraszyła gospodarzy, którzy konsekwentnie budowali swoje sytuacje.
Ciężka praca, na samym początku meczu, zaprocentowała bramką na 1-0. Jesus Imaz z głębi pola zagrał w stronę pola karnego gości, gdzie znajdował się Kristoffer Hansen. Norweg wygrał pojedynek z Milosem Degenekiem i strzałem z okolicy pola karnego otworzył wynik spotkania.
Pierwszy kwadrans przebiegł pomyślnie dla gospodarzy. Mogło być 2-0, lecz piłka zagrana do pustej bramki od Afimico Pululu, w stronę Jesusa Imaza, została przecięta przez stoperów gości. Kilkukrotnie Baćkę musiał ratować ich bramkarz – Veljko Ilić – który choćby w 13. minucie interweniował po groźnym strzale Imaza.
Radość Jagi jednak nie trwała zbyt szybko, ponieważ trzy minuty później TSC wyrównało za sprawą Marco Lazetica. Wypożyczony z AC Milanu, Serb, znalazł się niepilnowany w polu karnym i po dośrodkowaniu Ivana Milosavljevica, strzałem głową w lewy dolny róg bramki, pokonał Sławomira Abramowicza.
W dalszej części pierwszej połowy oglądaliśmy wyrównane spotkanie, ostrą grę na boisku okraszoną kartkami, oraz strzałami na bramki obu golkiperów. Goście nie odpuszczali i w pierwszej połowie popełnili aż 15 fauli, za które zarobili dwie żółte kartki. Dla porównania podopieczni Adriana Siemieńca przewinęli 9-krotnie i otrzymali również taką samą liczbę kartoników. W strzałach lepsi byli żółto-czerwoni, którzy pod bramką Ilica mieli aż sześć sytuacji, z czego połowa zakończyła się uderzeniami na bramkę. Goście w ataku byli bezzębni, co przełożyło się na pięć sytuacji bramkowych i jeden strzał celny.
Pod koniec pierwszej części meczu z boiska musiał zejść Michal Sacek, który w 42. minucie doznał urazu. Jego miejsce zajął Norbert Wojtuszek.
Druga połowa również przebiegała pod egidą Jagiellonii. Pojawiały się strzały Wojtuszka, Imaza, Hansena oraz Kubickiego, jednak uderzenia albo przelatywały nad bramką, albo Veljko Ilić pewnie interweniował. Serbowie również tworzyli swoje sytuacje. Obiecujące uderzenie Petara Stanica zakończyło się fiakiem, lecz w 68. minucie mogli wyjść na prowadzenie. Marko Lazetić przyjął piłkę, po dośrodkowaniu, na skraju pola karnego i uderzył na bramkę, lecz świetnie zachowali się defensorzy Jagi, którzy wybili piłkę z okolic linii bramkowej.
20 minut przed końcem meczu „Duma Podlasia” rozpoczęła swój koncert. W 70. minucie Jesus Imaz przejął piłkę z krawędzi pola karnego po świetnym zagraniu od Mikiego Villara. Kapitan drużyny z Białegostoku znalazł trochę wolnego miejsca i uderzył na lewą stronę bramki Ilica i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie.
Sześć minut później, wchodzący z ławki Darko Churlinov, pewnie przedarł się w pole karne TSC i uderzył na bramkę. Niefortunnie strzał przeciął Viktor Radojevic, który wbił futbolówkę do własnej siatki i podwyższył wynik na 3-1.
W ostatnim kwadransie meczu, Jagiellonia koncentrowała się na utrzymaniu wyniku. Ujrzeliśmy w tym czasie wiele zmian, w tym pojawienie się na boisku Tarasa Romanczuka w miejsce Jesusa Imaza. TSC próbowało jeszcze zniwelować straty, choć mimo prób – strzały Savica, Pantovica i Stancica okazały się być niecelne, bądź pewnie interweniował Sławomir Abramowicz – gościom nie udało się zdobyć bramki.
Na Chorten Arenie oglądaliśmy Jagiellonię, po której nie widać kryzysu z przełomu września i października. Adrian Siemieniec w trudnym czasie dostał zaufanie od zarządu i odwrócił sytuację w zespole o 180 stopni. Dwumecz z TSC Baćka Topola tylko to potwierdził. Solidna gra, pomimo renomy rywala, pewne zwycięstwa w Serbii i w Polsce oraz awans do 1/8 finału, po rezultacie aż 6-2 w dwumeczu.
Z pewnością mógł nam zaimponować Norbert Wojtuszek. Po wejściu na murawę był pewny siebie, nie popełniał błędów i zupełnie wyłączył z gry Mboungou. Również z dobrej strony pokazał się Jesus Imaz – autor gola i asysty. Zbyt wiele do roboty w bramce nie miał Słąwomir Abramowicz – zaledwie dwa strzały na bramkę młodzieżowego reprezentanta Polski, które z łatwością wybronił. Duet stoperów Skrzypczak – Ebosse zdaje egzamin i już nie widać trwogi za kontuzjowanym Adrianem Dieguezem. Lekko mógł nas rozczarować Afimico Pululu, który ostatecznie skończył bez bramki i asysty. Angolczyk dał pole do popisu swoim kolegom z boiska, co wykorzystał na przykład Kristoffer Hansen – najjaśniejsza postać w drugiej linii „Dumy Podlasia”.
Żółto-czerwoni wchodzą w okres grania co trzy dni. W najbliższą niedzielę w ramach 22. kolejki PKO BP Ekstraklasy zmierzą się z Cracovią, natomiast już w kolejną środę, w ćwierćfinale Pucharu Polski, przy Łazienkowskiej przyjdzie im rywalizować z Legią Warszawa. Walka na trzech frontach o potrójną koronę? Brzmi jak marzenie i zdecydowane obalenie mitu Michała Probierza o „pocałunku śmierci”, grą co trzy dni. Wicelider w tabeli Ekstraklasy, ćwiećfinalista Pucharu Polski oraz awans do 1/8 finału Ligi Konferencji – to osiągnięcia na stan połowy lutego, które mogą zostać jeszcze poprawione w nadchodzących tygodniach.
TSC po odpadnięciu z Ligi Konferencji będą mogli się skupić na rywalizacji w serbskiej Ekstraklasie, w której walczą o znalezienie się w grupie mistrzowskiej. Liga serbska, po rundzie zasadniczej, dzieli się na grupę mistrzowską oraz spadkową – na wzór Ekstraklasy sprzed kilku lat, kiedy po 30. kolejach również dokonywano podziału. Baćka na chwilę obecną zajmuje 11 miejsce, lecz do ósmego Novi Pazar, z którym zmierzą się w najbliższy poniedziałek, traci tylko jeden punkt.
Zwycięstwo było ważne w kontekście walki o top 15 w rankingu UEFA. Zbliżyliśmy się do Szwajcarów, mając zaledwie 0.225 pkt straty do nich oraz 0.981 pkt do 15. Danii. W przypadku walki z Duńczykami, w 1/8 finału dochodzi nam do rywalizacji Legia Warszawa, natomiast w Danii odpada FC Midtyjlland, które zostało wyeliminowane z Ligi Europy, przez Real Sociedad.
Drużyna Adriana Siemieńca swojego rywala pozna dzisiaj o godzinie 14:00. To wtedy rozpocznie się losowanie fazy pucharowej Ligi Konferencji UEFA. Potencjalni przeciwnicy dla Jagi to Legia Warszawa oraz Cercle Brugge. Gdyby „Duma Podlasia” trafiła na Legię oglądalibyśmy Polskie starcie w 1/8 finału. Kibice klubu z Chorten Areny, preferują jednak rywala z Belgii. Z Legią, Jagiellonia, zmierzy się jeszcze minimum dwa razy – raz w lidze i w pucharze – choć fanatycy obu drużyn z pewnością liczą na starcie w dalszej fazie europejskich rozgrywek – najlepiej dopiero w wielkim finale we Wrocławiu.
Mikołaj Malinowski