Dominik Łysak: Jestem człowiekiem, który niewielu rzeczy żałuje

2021.11.16 Krakow
Pilka nozna, Kwalifikacje UEFA EURO U-21
Polska - Lotwa
N/z Piotr Starzynski, Jakub Kaminski, Kacper Kozlowski, Kacper Spiewak, radosc po bramce na 5-0, gol, bramka
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus2021.11.16 Krakow
Football, UEFA Euro U21 Qualifications
Poland - Latvia
Piotr Starzynski, Jakub Kaminski, Kacper Kozlowski, Kacper Spiewak, radosc po bramce na 5-0, gol, bramka
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus

Wielu marzy o zrobieniu kariery piłkarskiej. Jednak można też cieszyć się futbolem, będąc jego blisko, ale jednak nie grając zawodowo w piłkę nożną. Taką postacią jest Dominik Łysak, który jest kierownikiem młodzieżowej reprezentacji Polski U-21. W rozmowie z Michałem Piwowarczykiem opowiada nam o tym, jak wygląda jego praca w kadrze. Ponadto nie brakuje też wątku o Miedzi Legnica i wielu intrygujących anegdot! Zapraszamy do lektury!

Michał Piwowarczyk: Co się dzieje w szatni zespołu, który do przerwy wygrywa z wyżej notowanym rywalem 3:0? W dodatku na drugą połowę wychodzi z przewagą jedenastu na dziesięciu? Nawiązuje oczywiście do listopadowego meczu reprezentacji u-21 z Niemcami.

Dominik Łysak: Myślę, że tutaj ogromną pracę wykonał sztab szkoleniowy, który wiemy, jakie ma doświadczenie z boiska jako zawodnicy, czy to Maciej Stolarczyk, Mariusz Jop, Józef Młynarczyk. Odpowiednio zareagowali i podeszli bardzo dobrze do rozmowy z zawodnikami. Wiedzieliśmy od początku, że będzie to trudny mecz i nawet przy naszej przewadze liczebnej i bramkowej Niemcy nam nie odpuszczą. Każdy nasz najmniejszy błąd mógł się skończyć utratą bramki. Czarek Miszta nawet wspomniał mi w niedawnej rozmowie, że jego interwencja przy sytuacji na 3:1, zaraz na początku drugiej połowy, jest jedną z ważniejszych interwencji w jego karierze. Ja siedząc na ławce też odczułem, że jest to chyba kluczowa interwencja w tym spotkaniu.

Gdyby padła bramka, to Niemcy na pewno „poczuliby krew”. Wracając do szatni, cała kadra to już są profesjonalni piłkarze. Wiedzieli, że muszą być skoncentrowani, byli świadomi sytuacji. Nie było mowy o rozluźnieniu, a raczej o korygowaniu jeszcze ustawienia oraz uwagi od sztabu, czego można się po przeciwniku jeszcze spodziewać. Przyniosło to efekt. Dołożyliśmy jeszcze bramkę w drugiej połowie i skończyło się naszą wygraną 0-4. Jest to na pewno wynik historyczny. To ważne zwycięstwo, ale ono jest jedno, a w życiu trzeba ciągle się rozwijać i w efekcie wygrywać takie mecze regularnie.

Czyli tak zwanego lodu na głowę nikomu nie trzeba było przykładać?

Dokładnie. Wszyscy byli świadomi, że to dopiero połowa drogi. Zawodnicy wiedzieli, że czeka ich jeszcze kolejne 45 minut walki. Dodatkowo mieliśmy jeszcze na ławce Kacpra Kozłowskiego, który po wejściu dał nam sporo świeżości i jak to się mówi, pomógł nam pociągnąć wózek. Wszystko zresztą w tym meczu układało się pod nas idealnie.

To w takim razie jak wygląda szatnia po takim historycznym, jak to nazwałeś wcześniej meczu?

Wiadomo, kiedy się wygrywa, jest czas na radość. Na trybunach było sporo naszych kibiców, więc po meczu cieszyliśmy się z nimi, a w szatni był moment euforii. Jednak nie za długi, bo tak naprawdę musieliśmy zdążyć na powrotny lot do Polski. Niestety, nasz pośpiech na nic się zdał. Na lotnisku w Stuttgarcie powiedziano nam, że ze względu na mgłę nie możemy polecieć, a Kraków, czyli miejsce lądowania, by nas nie przyjęło. Musieliśmy zmienić plany. Zostaliśmy na noc w hotelu. Co do szatni, to zdjęcia z tej radości na pewno są w social mediach. Po takim zwycięstwie cieszyć się trzeba. To na pewno też scaliło całą drużynę. Pokazaliśmy charakter, nasze możliwości, co tylko potwierdził mecz z Łotwą i tak naprawdę zwycięstwo z Niemcami nic nam nie da, jak nie awansujemy finalnie do mistrzostw Europy.

No właśnie, atmosfera przed meczem z Niemcami mogła być nieciekawa. Prasa nie była przychylna młodzieżówce. Tym bardziej że eliminacje zaczęliście nie za dobrze.

No tak, po pierwszych dwóch meczach sytuacja nie była najlepsza. W pierwszej kolejce wygraliśmy z Łotwą, ale w drugim spotkaniu u siebie przegraliśmy. Izrael może i nas nie zdominował, ale wykorzystał swoje sytuacje po naszych błędach, a my tych naszych nie zamieniliśmy na bramki. I gdzieś ta prasa nam nie sprzyjała. Na kolejnym zgrupowaniu też straciliśmy wygraną w ostatniej minucie z Węgrami mimo dobrej gry. Później mimo wygranej z San Marino też to nie dało nam spokoju.

Widzieliśmy, jak wygląda sytuacja w tabeli i wiadomo było, że przed nami mecz z Niemcami, gdzie w przypadku porażki mogło to naprawdę nas oddalić od awansu na Mistrzostwa Europy. Jednak wygraliśmy zasłużenie i to w świetnym stylu! Przed nami jeszcze dwa ciężkie zgrupowania, na których musimy udowodnić, że to wszystko nie było przypadkiem. Pierwsze już w marcu. Wylatujemy do Izraela, gdzie musimy wygrać, a potem potwierdzić dyspozycję u siebie w meczu z Węgrami. Potem w czerwcu już tylko grać z Niemcami w Białymstoku o liderowanie w tabeli.

Trzymam zatem mocno kciuki za końcowy sukces. Powiedz, jak w ogóle zostaje się kierownikiem w młodzieżowej reprezentacji Polski?

Moja przygoda zaczęła się 3-4 lata temu od reprezentacji U-16. Selekcjonerem wtedy został Przemek Małecki, którego poznałem, pracując jako trener młodzieży w Miedzi Legnica. Byłem wtedy asystentem trenera Marka Śledzia i Marcina Salamona. Po odejściu trenera-dyrektora Śledzia, z Miedzi odszedł również Przemek Małecki, który chyba pół roku po Miedzi został selekcjonerem U-16. Dostał możliwość stworzenia sztabu szkoleniowego całkowicie od podstaw. Zadzwonili do mnie jego asystenci Marcin Kardela i Marcin Salomon, z pytaniem, czy nie chciałbym być w ich teamie kierownikiem.

Skąd wzięli taki pomysł na moją osobę? Trener Małecki chciał mieć w sztabie dodatkowego asystenta. Nie chciał „klasycznego” kierownika, tylko osobę, która pomoże w kwestiach również sportowych. Jako że byłem zawodnikiem oraz trenerem, posiadam licencje UEFA A, to mieli już wiedzę, jak pracuję, co mogę wnieść do drużyny. Byłem idealnym kandydatem. Na pierwszych zgrupowaniach selekcyjnych w trakcie meczu byłem oddelegowany na trybuny, aby przekazywać informację, jak to wszystko wygląda „z góry”. Za swoją przygodę z byciem kierownikiem zatem muszę podziękować przede wszystkim tym trzem trenerom: Przemkowi Małeckiemu, Marcinowi Kardeli i Marcinowi Salomonowi. Chciałbym również podziękować trenerowi Markowi Śledziowi, który zauważył we mnie zadatki na trenera i przyjął mnie pod swoje skrzydła, gdzie blisko współpracując z nim i resztą wspomnianych trenerów mogłem się wiele nauczyć, a w konsekwencji znalazłem się w PZPN.

Przemysław Małecki |Foto: Szymon Górski – PressFocus

Czyli nie jesteś typowym „kierasem”? Możesz dodatkowo posłużyć dobrą radą, jeśli chodzi o kwestie piłkarskie.

(Śmiech) Tak! Mam doświadczenie z szatni piłkarskiej i w szczególności w sztabie Przemka Małeckiego miałem taką rolę. Byłem na każdej odprawie, ale nie zapominałem o moich obowiązkach kierownika, jak np. organizacja przelotów, wysyłanie powołań, czy masa innych rzeczy dnia codziennego, z którymi mam nadzieję, świetnie sobie radzę. Nie traktuje tego zresztą jako pracę, ale czystą przyjemność. Miałem w swojej robocie zresztą przyjemność rozmawiać z trenerami z akademii Manchesteru United, AS Romy czy Juventusu Turyn i wielu innych drużyn zagranicznych. Korespondowałem z Pavlem Nedvedem z Juventusu, z Nickim Buttem z Manchesteru United w sprawie powołań odpowiednio Paulo Boffano czy Łukasz Bejgera i nie ma się co oszukiwać, są to miłe akcenty tej pracy. Nawiązałem dużo znajomości, które są nieocenione. Wracając do pytania, u Przemka Małeckiego, za co mu dziękuje, mogłem też podpatrywać pracę całego sztabu oraz brać czynny udział w odprawach trenerskich odnośnie analizy gry czy treningów co pomagało mi się rozwijać również jako trener.

Wyprzedziłeś moje pytanie. Chciałem zapytać, jak wygląda dzień pracy kierownika poza zgrupowaniem. Zapytam więc, jak wygląda przykładowy dzień kierownika na zgrupowaniu? Dla utrudnienia powiedzmy, że jest to dzień meczowy.

Zanim przejdę do omawiania dnia meczowego, muszę podkreślić, że aktualnie w sztabie trenera Stolarczyka pełnię funkcję stricte „kierasa” i na zadaniach kierownika głównie opiera się moja praca. Mam dużą odpowiedzialność za samo przygotowanie meczu i ściśle współpracuje z administratorem reprezentacji. Jestem, takim powiedzmy łącznikiem między drużyną a administratorem, który w dniu meczu jest cały dzień na stadionie i tak naprawdę organizuje to wszystko. Ja załatwiam wszystkie kwestie dookoła, typu „co powinniśmy mieć w szatni”. Jakbym miał przejść do takiego planu, powiedzmy „godzina po godzinie”: Wspólne śniadanie, potem zazwyczaj koło 10-11 jest odprawa z delegatem meczu, sędziami, z przedstawicielami federacji naszego przeciwnika, wszystkimi służbami bezpieczeństwa. Na tym spotkaniu omawiamy wszystkie szczegóły, przez te podstawowe jak na przykład przedstawienie strojów, w tym rękawic bramkarskich, kamizelek GPS.

Niektórzy delegaci np. nie pozwalają na to, by była za duża ilość logotypów marki na rękawicach i każe je zaklejać. Sprawdzane są nie tylko koszulki zawodników czy bramkarzy, ale też kolory znaczników, w jakich piłkarze będą się rozgrzewać. W co będą ubrane dzieci do podawania piłek, gdzie się znajduje ochrona i ilu fizycznie ochroniarzy „obstawia” mecz, kiedy przyjeżdżają Kitman na stadion w celu rozłożenia całego sprzętu i przygotowania szatni. Ustalamy nawet, o której godzinie drużyny i sędziowie wyjeżdżają z hotelu i ile mniej więcej zajmie im dojazd na stadion oraz czy będzie się on odbywał przy eskorcie policji. Ustalona jest nawet godzina, o której zespoły mają się pojawić na stadionie, ale wiadomo, że zdążają się nieprzewidziane zdarzenia. Jednak raczej trzeba trzymać się ustalonego planu. Z delegatami też bywa różnie.

Taka odprawa trwa między półtora a dwie godziny. Oczywiście na tym spotkaniu jestem ja i jest też administrator reprezentacji. Poruszana jest nawet kwestia tego, czy po meczu odbywać się będzie i jeśli tak to w jakim czasie, „cool down”, czyli taki rozruch wyciszający lub trening wyrównawczy dla zawodników, którzy zagrali mniej. No naprawdę takich kwestii jest mnóstwo. Wszystkie muszą być zapisane, żeby nikt nie miał żadnych wątpliwości w trakcie, przed i po meczu. Po takim spotkaniu wracamy do hotelu, obiad, odprawa z drużyną przed samy wyjazdem na stadion i mecz. Ogólnie za kwestię przygotowania harmonogramu dnia też odpowiadam ja, a trener Stolarczyk go zatwierdza w całości bądź wprowadza zmiany. Oczywiście planuje dzień dla całej drużyny. Mam o tyle łatwo, że sam grałem w piłkę, więc wiem mniej więcej jakiej organizacji dnia oczekiwaliby trenerzy / zawodnicy. Na samym stadionie wiadomo — kwestie zgłoszenia pierwszego składu do administratora, który zgłasza w systemie UEFA czy FIFA wyjściową jedenastkę, rozmowy z sędziami. Podczas samego meczu to współpraca z sędzią technicznym w celu zmian bądź ewentualnych zastrzeżeń, pilnowanie kartek, ale również na tablecie odpalam mecz.

To, co mówisz, zadaje kłam przekonaniu, że taki kierownik to ma w sumie na zgrupowaniu wakacje w towarzystwie gwiazd piłkarskich. Bo z tego co właśnie opowiedziałeś, to ręce zawsze są pełne roboty, a pewnie i tak starałeś się to skrócić! Co do tych gwiazd, czy jesteś w stanie wskazać trzech piłkarzy z tej reprezentacji U-21, którzy mogą w przyszłości stanowić o sile dorosłej reprezentacji? Masz jakichś pewniaków?

Choćbym chciał, to nie dam rady wymienić tylko trzech. Może jakbyś zapytał o piętnastu, to bym dał radę (śmiech). Raz, że nie chciałbym nikogo pominąć, a dwa naprawdę uważam, że każdy z tych chłopaków ma bardzo duże szanse na to, aby stanowić o sile dorosłej kadry. Trener Maciej Stolarczyk naprawdę stworzył bardzo silny zespół, o czym może świadczyć fakt, że już teraz do „jedynki” powoływani są zawodnicy, którzy mogą grać jeszcze w młodzieżówce jak Nicola Zalewski, Kuba Kamiński, Kamil Piątkowski, Sebastian Walukiewicz, Kacper Kozłowski, który został najmłodszym piłkarzem w historii Mistrzostw Europy.

Nie ma co ukrywać — gdy mamy ich na zgrupowaniu to mimo tego, że oczywiście chcemy, żeby byli w dorosłej kadrze, to cieszymy się z ich obecności. Wiemy, o co walczymy a ich wkład w drużynę jest ogromny. Oczywiście decyzja należy do trenera Michniewicza, ale po cichu liczę na to, że uda się by przynajmniej część z nich była w marcu na zgrupowaniu z nami. Też wiadomo, jaką mamy sytuację na Ukrainie i wiemy, że mecz Rosją się nie odbędzie. Jednak jestem pewien, że zainteresowaniem selekcjonera pierwszej reprezentacji cieszyć się będą też inni zawodnicy, nie tylko ci wymienieni wyżej.

Jakub Kamiński | Fot. Rafał Rusek – PressFocus

Nicola Zalewski jest dobry w FIFĘ czy ty prezentujesz przeciętne możliwości? Bo widziałem na Instagramie, że strasznie cię w tej grze pogrążył.

(śmiech) No wrzucił mi chyba z dziesięć bramek z postanowieniem, że wszystkie bramki strzeli Piotrkiem Zielińskim. Nie ma co ukrywać, robi ze mną, co chce w FIFĘ. Mimo tego pada do ręki, wziąć się nie boję i staję do walki. Na zgrupowaniu jestem dla piłkarzy i chce też pomóc w tworzeniu dobrej atmosfery, więc jak któryś z nich proponuje mi meczyk, to nie odmawiam.

Zamykając wątek reprezentacji. Powiedz, jakie cechy trenerskie najmocniej wybrzmiewają u Macieja Stolarczyka?

Na pewno w pracy pomaga mu to, że był piłkarzem na wysokim poziomie, który odnosił w tym sporcie sukcesy. Ja najbardziej jestem pod wrażeniem jego charyzmy. Dodatkowo ma niebywałą zdolność do tworzenia zespołu. I nie mówię tu tylko o drużynie, ale też i o sztabie. To właśnie dzięki niemu tworzymy kompakt i jesteśmy jednością. Maciej lubi też burzę mózgów i z tego miejsca bardzo mu dziękuję, że mogę w niej uczestniczyć i moje zdanie jest wysłuchane i brane pod uwagę.

Bardzo przyjemnie słucha się tego, jak opowiadasz o swojej pracy. Brzmisz tak, jakbyś cały czas był na zgrupowaniu. Co świadczy o tym, że trener Stolarczyk naprawdę potrafi tę atmosferę zbudować.

(śmiech) Masz zatem dobre potwierdzenie moich słów!

Opowiedziałeś o tym, jak wygląda teraz twoja piłkarska przygoda. Teraz z kolei powiedz, jakbyśmy się mieli przenieść chyba już 16 lat wstecz, gdy byłeś zawodnikiem Miedzi Legnica. Czy czujesz lekkie rozczarowanie, jak potoczyła się twoja kariera?

Z natury jestem człowiekiem, który raczej niewielu rzeczy żałuje. W tamtym momencie zawsze podejmowałem decyzję według mnie najlepszą, dopiero potem okazywało się czy była ona dobra, czy mogłem lepiej wybrać? Jednak człowiek jak by wiedział to, co to za życie by było? Jasne, ktoś może powiedzieć, mogłeś więcej pracować, podejmować inne decyzje i możliwe, że mają rację. Mnie chyba zabrakło konsekwencji i takiego zacięcia, aby przy piłce zostać. Oceniając z perspektywy czasu, gdy „Miedzianka” spadała ze starej drugiej ligi, obecnie nazywanej pierwszą ligą, mogłem zdecydować się na wyjazd do Znicza Pruszków.

Poza Zniczem miałem jeszcze oferty z Pelikana Łowicz i ŁKS-u Łomża. W Pelikanie byłem nawet na testach i powiem szczerze, że nawet nie usłyszałem, jak je oceniono, gdyż sam z nich zrezygnowałem. Powiedziałem, że chcę dalej grać w Miedzi i wróciłem do Legnicy. Łomży nawet nie brałem pod uwagę, bo uznałem, że to za daleko od rodzinnego domu. W Zniczu Pruszków ich ówczesny trener, którego nazwiska niestety teraz nie pamiętam, po ich awansie do tej starej drugiej ligi powiedział wprost, że zarezerwował dla mnie ostatnie wolne miejsce na obóz. Kontrakt praktycznie leżał na stole, wystarczyło tylko przyjechać. Nie zdecydowałem się jednak na ten krok i zostałem w Miedzi. Na marginesie w Zniczu grał wtedy Robert Lewandowski. Jednak naprawdę nie żałuję. Los dał mi to, co dał. Jestem w miejscu, w którym jestem, idę cały czas do przodu.

A nie odczuwasz takich pretensji do świata, że trafiłeś na względnie „biedne” czasy w Miedzi? Szczególnie porównując z dzisiejszym stanem rzeczy w legnickim klubie.

Nie da się chyba nawet tych dwóch czasów porównać. Ogólnie myślę, że cały futbol poszedł do przodu. Graliśmy w innej epoce. Powiem szczerze, że zimą nawet nie trenowaliśmy na sztucznej płycie, trenowaliśmy na bocznym boisku w legnickim parku na boisku ogólnodostępnym dla każdego. Były to jeszcze czasy, gdzie zimą naprawdę było zimno i padało bardzo dużo śniegu. Boisko odśnieżane było przęsłem od płotu. Takie były czasy. Na sparingi jeździliśmy wtedy do Dzierżoniowa, gdzie było jedyne pełnowymiarowe boisko ze sztuczną nawierzchnią.

Może później za trenera Kowalskiego czasami zdarzało się, że na tę sztuczną murawę jeździliśmy na trening. Pojechaliśmy nawet na obóz do Dzierżoniowa. Zarabialiśmy zupełnie inne pieniądze, niż piłkarze zarabiają teraz, ale muszę przyznać, że naprawdę dobrze wspominam te czasy. I teraz na obozach dla dzieciaków, które staram się organizować, tę wiedzę wynikającą z doświadczenia przekazuję. Zarobki akurat pomijam, bo myślę, że dzieci pieniądze w piłce interesować powinny najmniej. Jednakże naprawdę nie odczuwam żadnych, jak to nazwałeś pretensji do świata. Poniekąd w sumie dzięki temu, że było tak, jak było, wyjechałem do Niemiec, a przez to zostałem właścicielem firmy Saller Polska, która jest oficjalnym dystrybutorem na Polskę marki Saller. Mam więc za co żyć, mam pole do rozwoju i z tego się cieszę. A praca w PZPN już teraz w U-21 tylko potwierdza, że jestem chyba dobry w tym co robię.

Miedź Legnica | Foto: Łukasz Sobala / PressFocus

To pociągnijmy trochę ten wątek obozów dla dzieciaków, które organizujesz. Co to za wydarzenia?

Pomyślałem, że znam i pracuję z najlepszymi trenerami w Polsce, a oni chętnie przyjadą do mnie na CAMP, aby podzielić się wiedzą, to muszę to wykorzystać. Od dawna chciałem zorganizować takie przedsięwzięcie. Jesteśmy świeżo po campie Football Awareness, czyli Piłkarska Świadomość. Jest to „dziecko” mojej firmy, czyli marki Saller i nazwa nie jest przypadkowa. Projekt w szczególności jest kierowany do akademii, które z nami współpracują, ale oczywiście nie odmawiamy szkółką spoza naszej bazy klientów. Pierwszeństwo jednak mają nasi partnerzy. Chcemy rozwijać nie tylko samych zawodników, ale też ich trenerów. Dajemy im możliwość podpatrywania pracy trenerów tak, jak to miało miejsce na naszym ostatnim campie: Macieja Stolarczyka, Józefa Młynarczyka, Wojtka Żuchowicza z naszej reprezentacji czy Karola Kikuta z Lecha Poznań.

Nie skupiamy się jednak na samej piłce. Na campie był wspomniany trener przygotowania motorycznego Lecha Poznań, Karol Kikut oraz Wojciech Żuchowicz, którzy odpowiednio przeprowadzili badania motoryczne dla wszystkich uczestników oraz opowiedzieli po kolacji o regeneracji. Jak ona jest ważna i jak można najlepiej o nią zadbać, oraz w przypadku Wojtka, uświadomienie zawodników jak ważne jest odżywianie u sportowców. Jaki ma wpływ na rozwój teraz, ale i w przyszłości. Wymieniony wcześniej Maciej Stolarczyk poprowadził sesję treningową dla zawodników, a później miał mały panel dyskusyjny z trenerami obecnymi na obozie. Nasi podopieczni mieli też codziennie możliwość porozmawiania z reprezentantami Polski i też świadomie wybraliśmy zawodników z każdej pozycji.

Mogli zadać im pytania, na które chętnie odpowiadali. Chcemy, żeby mieli świadomość, że sam trening nie wystarczy. Ważne jest również funkcjonowanie poza treningiem. Wspomniana regeneracja, odżywianie czy nauka języka angielskiego. Na obozie w planie dnia codziennie była jedna lub dwie lekcje nauki właśnie tego języka. Świadomość musi być budowana u zawodników od najmłodszych lat, a dla trenerów te obozy mają być inspiracją. Bo nie chodzi o to, żeby trener zgapił wszystko z pracy Macieja Stolarczyka. Każdy musi zaczerpnąć inspiracji i wypracować swój własny styl. Dajemy im możliwość podpatrzenia pracy i funkcjonowania tak znanych fachowców na treningu, ale i poza treningiem, na jakie kwestie zwracają uwagę, co jest dla nich ważne w tworzeniu konspektu treningowego. To chcemy dać innym trenerom, żeby mogli się rozwijać, podnosić swoją wiedzę co przeniesie się na rozwój zawodników.

Im bardziej świadomy trener, tym bardziej świadomi zawodnicy.

Tak to prawda i dodam tu jeszcze tylko, że ważne dla nas jest to, żebyśmy wypadali wiarygodnie i robimy wszystko, żeby tak było. Nie chcę tego, z czym się spotykałem, że na plakacie wygląda to super. Tacy trenerzy, takie szkolenie, a w rzeczywistości wygląda to całkowicie inaczej. Jednak myślę, że jak Maciej Stolarczyk, Miłosz Stępiński, Józef Młynarczyk i inni, którzy pojawiać się będą na naszych Campach, świetnie znają moją osobę wiedzą, jak chcę, żeby to wyglądało, dlatego potwierdzają swój przyjazd do nas. Dzień mamy zawsze wypełniony w stu procentach i nie ma miejsca na przypadek.

Kończąc naszą rozmowę, chciałbym poruszyć jeszcze jeden ważny temat. Powróćmy do tych szalonych lat początku XXI wieku. Co się stało z twoim czarnym maluchem z wielkim logiem ASPN MIEDŹ LEGNICA na masce?

Kurcze powiem ci szczerze, że to jest właśnie jeden z nielicznych błędów, o których mogę powiedzieć, że mam do siebie pretensje i żałuję, że go sobie nie zostawiłem. Został oddany w jakże szczytnym celu nauki jazdy mojego młodszego kuzyna. Kiedy chciałem go odzyskać, okazało się, że został tak dojechany i koniec końców chyba doczekał się zezłomowania.

No nie, naprawdę? Weź tak nawet nie mów.

No niestety naprawdę. I tu biję się w pierś. Nie zrobiłem tego umyślnie. Proszę kibiców o wybaczenie. Kiedyś mówiłem o tym maluchu, że był amuletem, który pomógł nam awansować i kto wie, może dziś jako taki talizman dalej by służył. Przyznaję się. Mam wyrzuty sumienia, że nie ma go dalej z nami.

To à propos tego malucha, musisz mi coś albo sprostować, albo potwierdzić. Przeczytałem kiedyś wypowiedź Marcina Robaka, że po awansie jeździliście tym Fiatem 126p po legnickim parku, w nieco większej liczbie osób, niż wskazuje jego dowód rejestracyjny. Prawda to czy fałsz?

Powiem tak, nie wiem jakim cudem, ale naraz maluchem jechało chyba szesnaście osób. Byli to zarówno zawodnicy, jak i kibice. Potwierdzam też, że jeździliśmy maluchem po parku i dookoła stadionu po takiej alla żużlowej bieżni. Na usprawiedliwienie powiem, że w tamten dzień prawo nas nie dotyczyło. Cała Legnica świętowała awans i przypadkowych osób wtedy w parku nie było. Szesnaście osób. Kilku w środku z otwartymi szybami, ktoś na dachu, ktoś w bagażniku i tak się uzbierało tych ludzi.

Piękne wspomnienia!

(śmiech) Oj tak!

Ostatnie pytanie zatem. Czego mogę ci życzyć?

Zawsze powtarzam. Najważniejsze jest zdrowie, a o resztę sami będziemy w stanie zadbać. Jak będzie zdrowie, to ze wszystkim sobie poradzimy. Niech będzie więc zdrowie i może trochę szczęścia.

No to tego zdrowia i szczęścia ci życzę! No i dodatkowo osiągnięcia celu z młodzieżową reprezentacją Polski! Bardzo dziękuje za rozmowę!

Również dziękuję i pozdrawiam!

Rozmawiał Michał Piwowarczyk

POLECANE

tagi