Dla Lecha wszystko stracone? Dwumecz z Violą daje nadzieję

Ishak

W pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Mistrzów Lech Poznań uległ przy Bułgarskiej faworyzowanej Crvenej Zvezdzie 1:3. Sytuacja „Kolejorza” przed rewanżem na słynnej Marakanie wydaje się ekstremalnie trudna, choć z drugiej strony nie niemożliwa do uratowania. Wystarczy odwołać się do nie tak znowu odległej przeszłości.

Foto: Łączy nas piłka

Mimo szybko straconej bramki na początku spotkania, lechici potrafili odpowiedzieć fenomenalnym trafieniem niezawodnego Mikaela Ishaka. To uskrzydliło ich na tyle, że do końca pierwszej połowy kompletnie zdominowali zaskoczonych Serbów. Niestety, po zmianie stron gra „Kolejorza” kompletnie się posypała, a dwie kolejne stracone bramki sprawiają, że rewanż w Belgradzie na pierwszy rzut oka wydaje się czystą formalnością.

Lech do dziś pokutuje za słynny blamaż w Trnavie z III rundy eliminacji Ligi Konferencji (sezon 2023/24). A pamiętajmy, że był wówczas ćwierćfinalistą minionej edycji tych rozgrywek. Wówczas posypały się słuszne gromy na Johna van den Brooma, który fatalnie przygotował swoich podopiecznych na start rywalizacji w lidze oraz europejskich pucharach. Gdyby „Kolejorz” pokonał tamtego feralnego dnia Słowaków, najprawdopodobniej wypracowałby sobie taki współczynnik w rankingu UEFA, że dziś nie musiałby rywalizować o Ligę Mistrzów z Crveną Zvezdą, lecz ze zdecydowanie słabszym przeciwnikiem.

Czy zatem Lech pojedzie do Belgradu wyłącznie na „wycieczkę”? Niekoniecznie. Historia pokazuje bowiem, że drużyna z Wielkopolski potrafi postawić się zdecydowanie bardziej renomowanym przeciwnikom, niż Crvena Zvezda. I nie trzeba wcale odwoływać się do słynnych bojów z Juventusem oraz Manchesterem City sprzed kilkunastu lat. Wystarczy cofnąć się o trzy sezony. Wówczas lechici w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Konferencji ulegli u siebie Fiorentinie aż 1:4. Rewanż wydawał się formalnością, lecz piłkarze ówczesnego mistrza Polski kompletnie zaskoczyli włoską ekipę, doprowadzając w pewnym momencie do remisu w dwumeczu. Ostatecznie odnieśli zwycięstwo 3:2 i pożegnali się z marzeniami o półfinale, lecz nie umniejsza to w niczym faktu, że pokazali próbkę swoich nietuzinkowych umiejętności oraz niezłomnego charakteru w ekstremalnie trudnych warunkach.

Ktoś powie, że dziś to zupełnie inna drużyna, a rywalizację z Violą pamiętają już tylko Milić, Pereira, Ishak, Murawski oraz Sousa (przedostatni z wymienionych leczy obecnie uraz, a ostatni jest już jedną nogą poza klubem). Z drugiej jednak strony kadra lechitów od tamtego czasu zmieniła się zdecydowanie „in plus”. Tacy piłkarze, jak Leo Bengtsson, Ali Gholizadeh, Mateusz Skrzypczak czy Luis Palma wnoszą wiele jakości do układanki trenera Frederiksena, co było doskonale widoczne przez 20 minut niedawnej rywalizacji z Serbami. Owszem, „Kolejorz” wciąż zmaga się z plagą kontuzji oraz niedyspozycją kluczowych ogniw, lecz każdy kolejny dzień wydaje się pod tym względem działać na jego korzyść.

Słynna już oprawa „Reach for the stars” przygotowana przez kibiców Lecha wyraźnie pokazuje, że głód sukcesu wśród mieszkańców Wielkopolski jest doprawdy olbrzymi. Sympatycy niebiesko-białej ekipy otrzymali w środowy wieczór bolesny cios, lecz nie oznacza to, że zwątpili w swoich ulubieńców. A ci z kolei powinni pójść za ich przykładem i przypomnieć sobie, jak jeszcze nie tak dawno potrafili rozbić u siebie Villareal 4:1 oraz ograć Fiorentinę na jej terenie 3:2. Podopieczni Nielsa Frederiksena w Belgradzie nie mają nic do stracenia, za to bardzo wiele do zyskania i powinni o tym pamiętać od pierwszej do ostatniej minuty rywalizacji na Marakanie.

Laura Anna Tomczyk