fot. PAP/Przemysław Karolczuk
Przed nami decydujący miesiąc w rozgrywkach naszej rodzimej ligi. Pod koniec maja poznamy mistrza Polski oraz pełen skład drużyn reprezentujących nasz kraj na arenie międzynarodowej.
Choć tę serię gier rozpoczęliśmy wyjątkowo w sobotę – z powodu piątkowego finału Pucharu Polski, w którym Legia Warszawa pokonała Pogoń Szczecin 4:3 – nie mogliśmy narzekać na brak zaskakujących wyników.
Gwoli ścisłości, finał Pucharu Polski spowodował przesunięcie spotkań Motoru Lublin z Pogonią Szczecin oraz Widzewa Łódź z Legią Warszawa, które planowo miały odbyć się w ten weekend. Mecze te zostaną rozegrane w rezerwowym terminie tej kolejki. Motor zagra z Pogonią 14 maja o godzinie 20:30, natomiast Widzew podejmie Legię dzień później, również o tej samej porze.
31. serię gier zainaugurowaliśmy spotkaniem Stali Mielec z Rakowem Częstochowa. Oba zespoły są zaangażowane w walkę, jednak w różnych częściach tabeli. Stal walczy o utrzymanie, natomiast Raków – o mistrzostwo.
Już od początku meczu oglądaliśmy doskonałą grę w ofensywie „Medalików”, która zaprocentowała pod koniec pierwszej połowy nieuznaną bramką Jonatana Brauta Brunesa. W drugiej odsłonie zespół Marka Papszuna dwukrotnie pokonał Jakuba Mądrzyka. W 73. minucie do siatki trafił Peter Barath, a trzy punkty przypieczętował 11 minut później Brunes, który trafił po raz 11 w sezonie.
Derby Dolnego Śląska w końcówce bieżącego sezonu miały rozstrzygnąć losy Śląska Wrocław w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wrocławianom, którzy 31. kolejkę rozpoczynali na ostatnim miejscu w tabeli zależało na wygranej, ponieważ tylko ona przybliżyłaby zespół Ante Simundzy do 15. w tabeli Lechii Gdańsk. W przypadku „Miedziowych” zwycięstwo ugruntowałoby zespół Leszka Ojrzyńskiego w kontekście pozostanie w lidze.
Strzelnie rozpoczęli „Trójkolorowi”, a konkretnie Serafin Szota, który w 30. minucie pięknym strzałem umieścił piłkę w okienku bramki Dominika Hładuna. Zagłębie wyrównało na samym początku drugiej połowy, po trafieniu Adama Radwańskiego. Pozostała część meczu należała do gospodarzy. W 64. minucie Assad Al Hamlawi trafił na 2:1 a w końcówce spotkania Jakub Jezierski swoją debiutancką bramką na Tarczyński Arena zapewnił wygraną „Wojskowym”.
Sobotnie zmagania zakończyliśmy na Enea Stadionie, gdzie Lech Poznań podejmował Puszczę Niepołomice. Aby liczyć się w walce o mistrzostwo „Kolejorz” musiał pokonać „Żubry”, natomiast podopieczni Tomasza Tułacza liczyli na powtórkę wyniku z jesieni, kiedy w Krakowie pokonali lechitów 2:0.
W Poznaniu kibice zdecydowanie nie mogli narzekać na brak goli. Już w 3. minucie Ali Golizadeh wyprowadził „Kolejorza” na prowadzenie. 11 minut później Irańczyk dołożył drugą bramkę po drugiej asyście Joela Pereiry. Nie minęło 120 sekund, a na tablicy wyników widniał już wynik 3:1 dla gospodarzy za sprawą Mikaela Ishaka. Goście, choć z rzadka dochodzili do swoich sytuacji, w 21. minucie zdobyli gola na 3:1, autorstwa Janiego Atanasova. Nie spowodowało to, że Lech przestał atakować. W 32. i 35. minucie dwukrotnie do siatki trafił Afonso Sousa i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:1 dla gospodarzy. W drugich 45 minutach, „Kolejorz” nie spuścił z tonu. Na 6:1 w 56 minucie trafił Ishak. Osiem minut później premierowe trafienie w barwach gospodarzy zanotował Kornel Lisman. W 82. minucie decydujący cios wyprowadził Dino Hotić, który ustalił wynik spotkania na 8:1 dla Lecha Poznań.
Niedzielę ze zmaganiami na krajowym podwórku rozpoczęliśmy od spotkania Piasta Gliwice z Radomiakiem Radom. To już praktycznie potwierdzone, że w przyszłym sezonie zobaczymy oba kluby w najwyższej klasie rozgrywkowej. Piast już się utrzymał, natomiast Radomiak potrzebował punktu do przypieczętowania ligowego bytu.
W Gliwicach oglądaliśmy mało emocjonujący pojedynek. Oba zespoły powoli dochodziły do swoich sytuacji, a gdy już je miały – wtedy do gry wchodzili bramkarze i ich doskonała dyspozycja tego dnia. W końcówce meczu Piast miał dwie doskonałe szanse do zdobycia bramki, lecz strzały Michała Chrapka i Thierrego Gale’a nie trafiły do siatki Macieja Kikolskiego. W ostatecznym rozrachunku bezbramkowy remis nie zmienił pozycji obu drużyn w tabeli – nadal plasują się w środku stawki i są pewne utrzymania w lidze.
Mecz Cracovii z Lechią Gdańsk pod kątem medialnym był przysłonięty przez spotkanie innego zespołu z Trójmiasta. W tym samym czasie Arka Gdynia pieczętowała po pięciu latach przerwy swój powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Aby mieć nadzieje na Derby Trójmiasta w przyszłym sezonie, gdańszczanie – oprócz otrzymania licencji na grę w Ekstraklasie – musieli utrzymać się w lidze, do czego z pewnością przybliżałaby ich potencjalna wygrana nad szóstą w tabeli Cracovią.
Sukces Arki nie przysłonił pod kątem sportowym dobrego spotkania rozegranego przez lechistów. W pierwszej połowie „Pasy” próbowały wyjść na prowadzenie, lecz z marnym skutkiem. Ta sztuka powiodła się gościom, których na prowadzenie wyprowadził Maksym Khlan w 49. minucie. Podopieczni Johna Carvera po tej bramce poszli za ciosem i w 87. minucie Kacper Sezonienko wywalczył rzut karny, po którym Ivan Zhelizko podwyższył na 2:0. Tym samym Lechia zgarnęła trzy punkty i w tabeli na trzy kolejki przed końcem sezonu ma już pięć oczek przewagi nad strefą spadkową
Ostatnie spotkanie odbyło się na Chorten Arenie pomiędzy Jagiellonią Białystok a Górnikiem Zabrze. Obecna forma „Dumy Podlasia” nie napawała optymizmem. Po raz ostatni odnieśli zwycięstwo 13 kwietnia w Warszawie przeciwko Legii. Od tego czasu remis i dwie porażki, a na dodatek coraz bardziej trwoniona przewaga nad czwartą Pogonią. Górnik natomiast nadal plasuje się w czołówce, choć nie ma szans na awans do europejskich pucharów
Lepiej w mecz weszła „Jaga”, będąc częściej pod polem karnym rywala. Ostatecznie białostoczan na prowadzenie wyprowadził w 20. minucie Oskar Pietruszewski. Dla 16-latka była to pierwsza bramka w seniorskiej karierze. Co ważne – jest on pierwszym w historii Ekstraklasy zawodnikiem urodzonym w 2008 roku, który trafił do siatki. Radość gospodarzy nie trwała długo, gdyż 14 minut później wyrównał Kryspin Szczęśniak. Po trafieniu „Górników” Jagiellonia przystąpiła do ataków, by odzyskać prowadzenie. Ponad 20 strzałów nie znalazło jednak drogi do bramki Filipa Majchrowicza, Ostatecznie wynik już się nie zmienił, co w konsekwencji spowodowało, że przewaga białostoczan nad Pogonią wynosi już tylko trzy punkty,
W poniedziałkowy wieczór na EXBUD Arenie Korona Kielce mierzyła się z GKSem Katowice. Oba zespoły przed tą kolejką sąsiadowały ze sobą w tabeli – „GieKSa” była dziewiąta, a Korona plasowała się o lokatę niżej.
W pierwszej połowie spotkania w Kielcach gospodarze zdominowali katowiczan. Przewagę przełożyli na wynik, gdyż w doliczonym czasie gry gola zdobył Yevgeniy Szykavka. W drugich 45 minutach goście zaczęli dochodzić do swoich sytuacji i w 83. minucie doprowadzili do wyrównania za sprawą Oskara Repki. W końcówce „Złocisto-krwiści” przechylili szalę na swoją korzyść i po bramce Dawida Błanika zgarnęli trzy punkty.
W minionej kolejce padło kilka rezultatów, które miały ogromny wpływ na układ tabeli. Wprawdzie podium pozostało niezmienne, lecz wpadka Jagiellonii sprawiła, że w przypadku zwycięstwa Pogoni z Motorem, to „Portowcy” znajdą się na podium. Zwycięstwo Legii w PP powoduje również automatyczną kwalifikację do eliminacji Ligi Europy, więc w lidze nie muszą zajmować wysokiego miejsca, choć mecz z Widzewem może zbliżyć ich do białostoczan na trzy punkty.
Zwycięstwo nad „GieKSą” zapewniło Koronie awans na dziewiątą pozycję w tabeli. W tej chwili do szóstej Cracovii podopieczni Jacka Zielińskiego tracą zaledwie dwa punkty. Warto docenić dobrą formę kielczan w 2025 roku, gdyż od początku roku, z 16 miejsca w tabeli, awansowali do jej górnej połówki. Mimo wszystko w walkę o szóste miejsce jest zaangażowanych aż pięć zespołów, a różnica między nimi mieści się w granicach trzech punktów.
Na dole stawki porażka Zagłębia ze Śląskiem przybliżyła wrocławian do wyjścia ze strefy spadkowej. Choć przed nami trzy kolejki do końca sezonu, zespół Ante Simundzy musi zdobyć minimum pięć punktów i liczyć na potknięcia „Miedziowych” i Lechii. Na 17. miejscu plasuje się Puszcza Niepołomice, która po dwóch porażkach z rzędu i 13 bramkach w nich straconych jest coraz bliższa spadku z ligi. Tabelę zamyka Stal Mielec, która traci siedem punktów do piętnastego Zagłębia Lubin.
Wyniki 31. kolejki
Stal Mielec 0:2 Raków Częstochowa
Śląsk Wrocław 3:1 Zagłębie Lubin
Lech Poznań 8:1 Puszcza Niepołomice
Piast Gliwice 0:0 Radomiak Radom
Cracovia 0:2 Lechia Gdańsk
Jagiellonia Białystok 1:1 Górnik Zabrze
Korona Kielce 2:1 GKS Katowice
Widzew Łódź – Legia Warszawa (Mecz zostanie rozegrany … maja o godzinie 20:30)
Motor Lublin – Pogoń Szczecin (Mecz zostanie rozegrany … maja o godzinie 20:30)